Feliks Koneczny - "Dzieje administracji w Polsce w zarysie"

Po Jagiellońskich czasach nastaje wielki rozmach ekspanzji polskiej. Przewaga państwa polsko-litewskiego w Europie wschodniej, przygotowywana długo przedtem, nadaje wnet państwu najszersze granice. Okres największej potęgi Polski zaczyna się od Stefana Batorego (1576-1586) zwycięskich wypraw moskiewskich i trwa do pokoju polanowskiego za Władysława IV w roku 1634 - a więc niestety niedługo, jakby dla zadokumentowania prawidła, że niełatwo coś wytworzyć, ale jeszcze trudniej utrzymać. Dwa pokolenia zaledwie radowały się hegemonją i stanowiskiem prawdziwie mocarstwowem Polski; tylko przez dwa pokolenia trwa rozpęd wzięty za Batorego. Krótki okres, wielce pouczający pod każdym względem; umiano piać się wówczas w górę, nie umiano zapewnić sobie równowagi, potrzebnej, by się w górze utrzymać.

Cóż jest głównym filarem politycznej potęgi, jeżeli nie skarb pełny?

Odrębność skarbu nadwornego a "pospolitego" stanowiła niewątpliwie wielki postęp, bo zapobiegała trwonieniu skarbu w razie panowania monarchy o mniejszym stopniu roztropności, a co ważniejsza, używaniu podatków na cele dynastyczne, obce interesom państwa narodowego. Tyle odstraszających przykładów dostarczały pod tym względem inne kraje, iż polski ten pomysł stanowi największe dobrodziejstwo dla państwa, Ale postęp nie może na czemś utknąć, bo przestaje być postępem. Skoro założono odrębny skarb, poddany kontroli sejmowej, winno się było w dalszym rozwoju dojść do tego, żeby wogóle wszystkie a wszystkie dochody, nawet stołu królewskiego, zależały od sejmu. Ten stan urządzeń skarbowych osiągnięto w Europie aż dopiero w drugiej połowie wieku XIX! - nie dziwmy się tedy, że go w Polsce nie było i jeszcze być nie mogło. Dwojakość skarbu lepszą była od wydania całego skarbu do dyspozycji dworu; ale jeszcze lepszą byłaby jednolitość skarbu taka, żeby nic a nic nie zależało od stopnia roztropności i cnoty obywatelskiej dworu. To przywrócenie jedności skarbu, lecz z poddaniem wszystkiego pod kontrolę sejmu, wybiegało chronologicznie - niestety - aż poza utratę niepodległości.

Aż do okresu rozbiorowego nie mamy - niestety - niemal niczego nowego do zapisania w sprawach tyczących administracji skarbowej. Przeżywały się stopniowo urządzenia dawniejsze, nie udoskonalane. Czasy się zmieniały, ale administracja nie dostosowywała się do nich, a zatem musiał nastąpić upadek.

Za Jana III Sobieskiego wydano "instruktarz celny" t. j. taryfę celną, z której wynika, że kupiec, czy też spedytor lub szyper (od galarów) musiał oprócz cła opłacać jeszcze opłatę dodatkową, a jeżeli towar był ważony, dwie opłaty, służące oficjalistom celnym. Opłaty celne wpisywano do "membrany", t, j. do umyślnego zeszytu kwitowego, a od każdych zapisanych 15 groszy cła przypadał grosz szesnasty oficjalistom; był to "akcydens szesnastugroszowy". Nadto od ważenia należało się "wagowe" po trzy grosze od cetnara na utrzymanie wag w porządku i dla stróżów przy wagach.

Drobny to przyczynek do dziejów techniki postępowania skarbowego, lecz godzien uwagi dlatego, że w "szesnastym groszu" mieści się dążność do ustalenia płacy oficjalistów, tych właściwych urzędników, bezpośrednio z dochodów publicznych. Jakoż zajmowano się tą kwestją (o czem jeszcze niżej), ale niestety nie rozwiązano jej, a "szesnasty grosz" pozostał tylko śladem drogi, dobrze obranej, na którą jednak nie wstąpiono wszechstronnie i zupełnie, jakby należało.

Drugą koniecznością administracji skarbowej była decentralizacja jej. I to rozumiano w wieku XVII, a stosunki same parły w tym kierunku. Do czynienia wypłat w imieniu państwa urządzono kasy prowincjonalne, co stanowiło niewątpliwy postęp. Głównie chodziło o wypłaty należności wojskowych. Zaspokajano je atoli gotówką ze skarbu dopiero natenczas, gdy zabrakło innego sposobu, niezmiernie znamiennego: przekazywano mianowicie wojsku do egzekwowania zaległości podatkowe, które dany oddział wojska zabierał zaraz na swoje potrzeby.

"Kasa prowincjonalna czyniła też wydatki podług nadsyłanych z komisji skarbowych asygnacyj. Największą cyfrę stanowiły zawsze wypłaty oddziałom wojska koronnego, konsystującym w granicach prowincji. Płacono w części gotowizną, złotem, a w części "delatami", t. j. wykazami: kto, w jakich dobrach lub w jakiej miejskiej possesji nie uiścił w terminie należnej skarbowi opłaty. Chorągiew lub kompanja, otrzymawszy taką delatę, udawała się, a raczej wysyłała kilku oficerów z szeregowymi do zalegających kontrybuentów i ci wybierali swoją należność w drodze egzekucji przymusowej. Taki sposób egzekwowania zaległych podatków i należności zalecał się zapewne oszczędnością dla skarbu, ale, pomijając niedogodności dla egzekwowanych kontrybuentów, mógł być używany tylko w przypuszczeniu, że wojsko nie pójdzie na wojnę. Ponieważ jednak w XVIII wieku Polska żadnej prawie wojny nie prowadziła aż do roku 1792, więc i odwieczny system delat mógł się stale utrzymywać".

Poza tym szczegółem nie słychać zresztą o decentralizacji, którą trzeba było uzupełniać i rozwijać coraz bardziej. I na tem wogóle koniec "nowości" administracji skarbowej w całym okresie wieku XVII i znaczniejszej połowy XVIII wieku. Dodajmyż jeszcze, że na samym początku tego okresu, w roku 1609, ustanowiono na Litwie osobny trybunał skarbowy.

Dużo jest natomiast do omówienia w sprawie monetarnej, a niestety, nic dobrego. Jestto rzecz zasadnicza; gdyby pieniądz stał należycie, inaczej obracałby się skarb, i silą rzeczy wytworzyłyby się nowe urządzenia. Pieniądz atoli upadł, a wraz z tem nastała stagnacja, nietylko zresztą w sprawach skarbu.

Przez cały wiek XVI obniżała się stopa pieniężna, a pogorszyło się to jeszcze bardziej pod koniec wieku XVI i z początkiem XVII, aż w drugim i trzecim dziesiątku lat XVII stolecia wytworzyło się powszechne w całej Europie, a wielce groźne przesilenie pieniężne. Finanse całej Europy stały wogóle nieszczególnie. W Hiszpanji, we Francji i w Holandji, a więc w najbogatszych krajach Europy, nastąpiły bankructwa państwowe, a rządy tych państw chwyciły się za przykładem średniowiecza psucia pieniądza, jako środka powiększenia dochodów. Czynił to często także Henryk VIII angielski i trwało to aż do roku 1567 w Anglji. Francuskie mennice psuły pieniądz aż do r. 1640. Hiszpanja zeszła w wieku XVII na walutę miedzianą. Habsburgowie w Niemczech bili talary coraz gorsze, aż doszło do tego, iż wyrabiano je całkowicie z miedzi i tylko powlekano lekko srebrem. U nas stopa monetarna była za Batorego już o 15°/o niższa, niż za Zygmunta Starego.

Ale pieniądz polski był jednak lepszy od zagranicznego i skutkiem tego Polska naraziła się na wywóz swego stosunkowo dobrego pieniądza za granicę dla celów spekulacyjnych. Zrozumiano to niebezpieczeństwo. W r. 1589 uchwalono odpowiedzialność zarządu mennic przed sejmem, same mennice puszczono jednak w dzierżawę. Namnożyło się też mennic: były w Krakowie, Poznaniu, Olkuszu, Bydgoszczy, Malborgu, w Warszawie i Lublinie, a wychodziły z nich pieniądze coraz gorsze. W r. 1601 postanowiono, żeby były tylko dwie mennice, w Krakowie i Olkuszu i to pod bezpośrednim zarządem podskarbiego koronnego. Pieniądz jednak deprawował się ciągle, bo monetę polską wywożono za granicę. W r. 1598 podwyższono cenę dukata na 58 groszy, a w roku 1611 na 79 groszy, ale nie zdało się to na nic. Na Pomorzu tylnem bowiem, w obrębie Rzeszy Niemieckiej, bito z polskich "trojaków" liche "półtoraki", które następnie przez Gdańsk wwożono do Polski, Ażeby zapobiedz fałszowaniu pieniądza kazano także w polskich mennicach wybijać półtoraki i trojaki, czyli t. zw. dutki pełnej wagi. Ale wtenczas zaczęto wywozić nasz pieniądz do Belgji i tam bito z nich t. zw. grosze szrekenberskie, które wnet się rozeszły po całych Niemczech.

Prawodawstwo polskie starało się usilnie załatwić sprawę monety według wszelkich zasad sprawiedliwości i obniżyć cenę talara w groszach. Nie zdało się to na nic, skoro w sąsiednich Niemczech talar szedł właśnie w górę i był zawsze o kilkanaście groszy droższy. Prosty więc rachunek doradzał kupcom skupywać talary w Polsce, a pozbywać się ich w Niemczech. Korzystali na lepszym polskim pieniądzu tylko Żydzi spekulanci; skupywali, przepłacając chętnie o kilka groszy na sztuce talara i wywozili do Niemiec. Konstytucja sejmowa roku 1620 uchwaliła cenę talara w Polsce aż na 75 groszy, ale w Niemczech płacono za niego wtedy już cztery złote!

Skutkiem podniesienia ceny talara wartość jego w kruszcu była mniejszą, nawet znacznie mniejszą od równoznacznej wartości drobnej monety. Zaczęło się więc na dobre przetapianie na "drobne" (Gdańsk w tem przodował). Ceny towarów podskoczyły szalenie, opinja publiczna szukała zaś winowajców w kupcach, w zarządzie mennic, w osobie podskarbiego, a nawet samego króla - co świadczy o tem, jak coraz mniej było znawców tej sprawy w Polsce. W r. 1616 mniemano, że fałszerstwu zapobiegnie wybijany co roku nowy stempel z nową datą roczną. Na fałszerzy wyznaczono karę konfiskaty majątku i ucięcia ręki; oczywiście nie zdało się to na nic. W r. 1623 zgodzono się na "redukcję pieniądza", a więc na środek, który w XVI wieku odrzucono. Obniżono stopę menniczą i w r. 1624 talar rzeczywiście potaniał, lecz na krótko, a w roku 1626 stał aż na 88 groszy. Przypuszczając, że moneta bywa fałszowana w mennicy, przeprowadzono śledztwo w tymże roku 1626 i z ogromnem zdumieniem stwierdzono, że pieniądz polski bity był jak najściślej według "ordynacji", że więc mennice nic nie winne.

Następnego roku chwycono się radykalnego środka przeciw wykupywaniu polskiej monety, a mianowicie wstrzymano całkiem bicie monety drobnej. Ale czasy wojen szwedzkich nie były porą sposobną do przeprowadzania reformy walutowej, zwłaszcza że dowóz srebra był utrudniony.

Za Władysława IV ustanowiono nową stopę i nowe monety, ale przesilenia nie zażegnano, tylko sztucznie je wstrzymano zaprzestaniem bicia monety zdawkowej i ograniczeniem robót w mennicach. Kraj zalany był obcą monetą, a polskie talary ledwie się czasem z mennicy pokazały, zaraz znikały zagranicą. Kiedy nastnły czasy "potopu", przestały całkiem funkcjonować mennice koronne, a tylko we Lwowie bito pieniądze ze srebra kościelnego. Ażeby zapłacić olbrzymie długi, spowodowane ciągłemi wojnami, musiano obniżyć walutę pieniężną aż w dwójnasób niemal! W roku 1658 pozwolono wybić miedzianych szelągów aż za dwa miljony zł. p. - skutkiem czego wnet nastąpił szacunek pieniądza poniżej jego istotnej wartości, i to o 25-30°/o. Była już wtenczas miedziana moneta we Francji i w Szwecji, a do Polski przewieziono przez sam Gdańsk 600 cetnarów miedzi na cele mennicze. Powstał okropny hałas, gdy pojawił się pierwszy polski szeląg miedziany, ale szeląg pozostał monetą obiegową. Kiedy w roku 1662 okazało się, że skarb winien samemu wojsku 12 miljonów, musiano się powtórnie chwycić tego samego środka poprawy (chwilowej) skarbu. Wnet powstał nowy pieniądz polski srebrny, wartości nominalnej 30 groszy, ale wartość istotna wynosiła tylko 12 groszy. Na tym pieniądzu wybito znamienny napis: "dat pretium servata salus" (cenę nada osiągnięte ocalenie - t. j. wybawienie państwa od najazdów). Wtedy talar podskoczył tak, iż w ciągu lat trzech nastąpiła taka zmiana faktyczna stopy, jak przedtem nie dokonała się ani przez całe stolecie. Przy zmianie weksli w Belgji tracił polski kupiec już 16°/o. Ceny i płace podskoczyły w dwójnasób, obniżył się zaś dochód z cełł, z czynszów i t. p.

Poprzednie zamieszanie pieniężne poczęło się za granicą i sprowadziło pośrednio w Polsce za Zygmunta III upadek waluty; ale przesilenie lat 1663-1669 pochodziło z przyczyn, tkwiących w samychże stosunkach polskich. Wtedy za reformą przemawiali najbardziej kupcy, bo woleli stracić raz (na przesileniu nieuchronnem przy powrocie do stopy dawnej, wyższej), niż ponosić szkody nieustannie. Wciągu sześciu lat kurs pieniądza padł o 100°/o. Kwestja pieniężna jest niewątpliwie najdokładniejszym wykładnikiem stosunków nietylko ekonomicznych, ale też społecznych i politycznych, a tymczasem państwo polskie straciło za Jana Kazimierza (1648-1668) zdatność i siłę do przeprowadzenia jakiejkolwiek reformy waluty. W roku 1676 za Sobieskiego (1674-1696) uchwalono otworzyć mennicę srebrną i złotą, ale uchwały nie można było wykonać "dla drogości materjałów i podrożenia wekslów"; w r. 1685 zamknięto całkiem mennicę srebrną. Upadek pieniądza trwał bez przerwy aż do czasów Stanisława Augusta.

Ale bo też za Wazów i potem aż do początku drugiej połowy XVIII wieku nastał upadek okropny nauk, upadek w szczególności nauki finasów w Polsce. Za Jana Kazimierza nie było w Polsce już zgoła teoretyków finansistów, a rozprawa Kopernika o monecie... była całkiem nieznaną temu pokoleniu! Wydawano drukiem tylko pisma ulotne, które prześlizgiwały się po powierzchni przedmiotu, niosąc rzekomo "praktyczne" rady i wskazówki, którym jednak zbywało jedynego rzetelnego podkładu, jakim być może tylko podkład naukowy. Nastąpił w końcu całkowity zanik zmysłu naukowego do tych spraw.

Przez cały wiek XVII i pierwszą połowę wieku XVIII obniża się też ciągle wywóz towarów z Polski, a natomiast wzmagał się nadzwyczajnie przywóz.

Nietylko dobrobyt malał. Spełniły się w całej rozciągłości przestrogi Kopernika, który powiedział był około roku 1525: "Niemożliwe jest osięgnąć z bicia złej monety tyle zysku, ile jest straty z jej obiegu przez długie lata". Pomagano skarbowi kilka razy w gwałtownej potrzebie w ten sposób, że popłacono długi monetą gorszą, wybrnięto z najbardziej naglącej trudności raz i drugi na krótki czas, ale pogorszenie stałe monety, "obieg jej przez długie lata" sprowadziły następstwa wprost przeraźliwe.

Zastanówmy się nad innemi jeszcze słowy Kopernika: "Szczególniej te kraje kwitną, które mają dobrą monetę; upadają zaś i giną, które używają złej. Wiadomo, że te kraje, które używają dobrej monety, obfitują w sztuki piękne, wyborowych rzemieślników i dostatek, a tam, gdzie licha moneta w obrocie, przez gnuśność i uporną bezczynność jest zaniedbana uprawa sztuk pięknych i nauki, a dobrobyt zanika. Lichy pieniądz lenistwo raczej krzewi, aniżeli stanowi pomoc dla biednych ludzi".

Gdyby te słowa były zacytowane w ustępie 9 poprzedniego rozdziału, kiedy była mowa o Koperniku po raz pierwszy, wzbudziłyby może wrażenie przesady. Jakość pieniądza, a sztuki piękne i... pracowitość lub lenistwo! Aie gdy się je cytuje do drugiej połowy wieku XVII i do trzech ćwierci XVIII wieku, nabierają dziwnej mocy i zmuszają do zastanowienia się, bo... wszystko a wszystko co do słowa okazało się w tym okresie prawdą. W końcu przyszło nawet lenistwo...

Doświadczenie historyczne stwierdziło prawdziwość twierdzeń Kopernika z całą ścisłością. Tak jest! Wraz z podleniem monety podleje wszystko; psują się nawet charaktery i upada moralność w takim czasie. Psuje się wszystko, i dlatego kwestja ta pozostaje w związku z dziejami administracji; psuje się bowiem przy złym pieniądzu i administracja. Związek przyczynowy jednego z drugiem prosty a mianowicie:

Upada oświata, bo społeczeństwo coraz mniej może na nią łożyć. W ciągu XVII wieku malała ilość druków polskich wprost przeraźliwie; książka polska zanikła, zamierała, aż około roku 1750 przestała niemal całkiem pojawiać się. W ciągu pierwszej połowy XVIII wieku cały naród odzwyczaił się od czytania książek; oduczono się całkiem myślenia oderwanego, naukowego. Upadły nauki pielęgnowane dawniej, nowe wcale się nie wytworzyły; przepadła nauka ekonomiczna, a nie powstała teorja prawa. Nie było teoretyków, nie było uczonych prawników - a zatem nie mogła wyrobić się teorja administracji. Nikt się tem naukowo nie zajmował.

Nie ulega wątpliwości, że skutkiem zubożenia Polski w wieku XVII utknął rozwój parlamentaryzmu naszego, utknęły wszelkie urządzenia państwowe i na mieliźnie jednostronnego ustroju zubożałego społeczeństwa ugrzązł dalszy rozwój administracji.

Co więcej - nastąpiło cofanie się całego ustroju społecznego. Bez dobrobytu niema demokracji. W wieku XVIII, aż do pierwszego rozbioru mniej więcej, państwo było igraszką w ręku możnowładców i... gęboszów sejmikowych; a ostatecznie zawsze na sejmikach okazała się przewaga możnowładztwa. Najbogatsi decydowali o losach ubogiego kraju, a gębosze bywali na ich usługach. W taki-to sposób przyjęła się doktryna o "złotej wolności" i t. p. A że możnowładztwo miało twierdzę swą nie w Koronie, lecz na Litwie i Rusi, nastaje wpływ nie Polski na Litwę i Ruś, lecz odwrotnie...

Zygmunt August utorował drogę - jak mniemał - szybszemu wpływowi polskich pojęć życia publicznego na Litwę. A jednak miało się stać wprost przeciwnie; niebawem Litwa poczęła wywierać stanowczy wpływ na Polskę i z państwa demokratycznego miała ją przekształcić na arystokratyczne.

Sprawić to miała zmiana stosunków ekonomicznych; fatalne zubożenie Polski i Litwy nie sprzyjało potem dalszemu rozwojowi demokracji. Ustrój demokratyczny wymaga zasobnego podłoża ekonomicznego; inaczej albo wyradza się w ochlokrację i w panowanie spekulantów politycznych, albo też następuje reakcja, powrót do pierwotniejszego ustroju życia publicznego - pomimo postępowych form ustawodawczych, które też stają się przy ubóstwie czczemi formami.

Upadku państwowego i kulturalnego Polski były jeszcze inne przyczyny, lecz zubożenie kraju jest najbardziej znamienną, a licha moneta tego symbolem najdosadniejszym; dlatego na tę stronę przedmiotu należy starannie zwracać uwagę. W narodzie pozbawionym zmysłu ekonomicznego trzeba korzystać z każdej sposobności, żeby oświecać ten ciemny kąt naszej umysłowości.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści