Feliks Koneczny - "Dzieje administracji w Polsce w zarysie"

Na sejmie poprzedzającym elekcję Stanisława Augusta, t. zw. konwokacyjnym 1764 roku powiodło się przeprowadzić pewne reformy w zakresie sejmowania, skarbu i wojskowości, ale gdy próbowano znieść liberum veto, wystąpili nagle posłowie rosyjski i pruski z oświadczeniem, ze ich monarchowie nie mogą na to pozwolić. Powtórzyło się to w roku 1766, kiedy chciano znieść warunek jednomyślności uchwał. Zrobiono jednak wiele około poprawy państwa i sejm roku 1764 stanowi datę, od której zaczynają się reformy. Ponieważ na czele stronnictwa zmierzającego do reform stała rodzina Czartoryskich, więc też i zmiany dokonane w latach 1764-1766 nazywamy reformami Czartoryskich. Sięgały one wcale głęboko, a jaki duch niemi kierował, znać z tego, że sejm roku 1766 zniósł szlachecką wolność od cełł granicznych, nawet od towaru sprowadzanego na użytek własny domowy.

Tragiczność upadku Polski tem większa, że upadek państwa nastąpił pośród ciągłych reform, za życia pokolenia prawdziwie postępowego, kiedy społeczeństwo naprawdę odradzało się pod każdym względem. Za Stanisława Augusta nie było przekupstwa ni pijaństwa w trybunałach. Poprawiła się też sprawność i szybkość ich urzędowania. Pomnożono kadencje; od roku 1764 litewskiego część zasiada w Wilnie, część w Nowogródku, a trzecia część w Mińsku. Postarano się również o szybszą egzekucję wyroków; nie poprzestając na wyjmowaniu z pod prawa skazanego, ustanowiono do egzekucji wyroków w r. 1768 w razie potrzeby assystencję wojskową.

Zajęto się gorliwie ekonomicznem podniesieniem kraju. W roku 1768 powstał kanał Ogińskiego, łączący Szczarę z Jasiołdą. Zaraz w roku 1764 ustanowiono do publicznych robót trzech inżynierów skarbowych, którzy pozostawali w służbie państwowej przeszło 20 lat. Ten dział administracji publicznej, dział nowy, świadczy zaszczytnie o ówczesnych kierownikach administracji państwowej. Rozwijał się on w latach następnych, lecz niestety nie było możności rozwinąć go wszechstronnie.

O kursie waluty polskiej pamiętano, bo nauki zaczęły kwitnąć na nowo, a pomiędzy niemi ekonomia polityczna nie na ostatniem miejscu. Od roku 1766 zaczyna się systematyczna gruntowna reforma, mająca na celu nawrót do pełnowartościowego pieniądza. Sprawa posuwała się atoli powoli i ciężko, bo raz wraz stawały na przeszkodzie wypadki polityczne, zamieszki, niepokoje, konfederacje, a cudzoziemskie okupacje kraju. Czasy niespokojne nie sprzyjają reformom walutowym; wysoki kurs pieniądza nie daje się osięgnąć w czasie politycznie niepewnym, kiedy oręża nie można było schować do pochwy. Państwo polskie nie prowadziło wprawdzie oficjalnie żadnej wojny, ale wiadomo, jak poruszyła całym krajem choćby jedna konfederacja barska. A cóż było pilniejsze, czy naprawa waluty, czy wyrzucenie z Polski wojsk moskiewskich? oczywiście, że wpierw trzeba było usunąć obcą armję z kraju.

August II Sas, ten prawdziwy zdrajca na tronie, przeniósł był mennicę do Drezna. Kiedy potem podczas Wojen sasko-pruskich Drezno wpadło w ręce Fryderyka II pruskiego, ten sprowadził z Berlina Żyda Efraima, żeby bić fałszywą monetę z wizerunkiem Augusta III; urządził jeszcze drugą taką fabrykę fałszywej monety rzekomo polskiej we Wrocławiu. Obliczono, ze wyrobił tego fałszu przynajmniej na 85 miljonów złp. Taki stan rzeczy zastają reformy Czartoryskich. Stanisław ftugust urządza na nowo mennicę. Sejm r. 1766 oznacza wartość złotego 16 i 3/4 na jeden złoty holenderski (gulden), a 8 złp. na jeden talar. Podzielono złoty na 4 grosze srebrne, a 30 miedzianych z ćwierci funta miedzi. Wycofano złą monetę szczęśliwie, ale nadzieje dalsze nie ziściły się. Na jeden czerwony złoty liczono nadal 18 złp. Nowa srebrna moneta polska, bardzo dobra, zaczęła znikać; obliczono, że w ciągu 20 lat (1767-1787) poszło za granicę na spekulację 40 miijonów złp. doskonałej naszej monety.

Administracja skarbowa uległa skutkiem reform Czartoryskich znacznym zmianom, choćby już przez to samo, że ją pod wielu względami rozszerzono i uzupełniono. Po większej części ostała się też ta administracja do końca, i stanowi ostatni etap rozwoju tej gałęzi służby publicznej w niepodległej Rzpltej; toteż godzi się poświęcić temu przedmiotowi bliższą uwagę.

Owocem reformy Czartoryskich były t. zw. cztery jurysdykcje, mianowicie władze naczelne, zwane skromnie komisjami: komisja skarbowa, komisja wojskowa, sąd zadworny assesorski (pod przewodnictwem kanclerza) i jurysdykcja marszałkowska, zreformowana dopiero w roku 1766.

Na sejmie konwokacyjnym 1764 roku wystąpił strażnik koronny, Lubomirski, z wnioskiem o wysadzenie komisyj skarbowych, czyli ekonomicznych (dwóch, jak zawsze, dla Korony i Litwy). Delegacja obrachunkowa tego sejmu znalazła w kasie państwowej 19.000 złp. sumę dziwnie małą, po prostu śmieszną.

W roku 1764 podzielono Koronę na siedm prowincyj skarbowych: Krakowska z Podgórską (t. j. z Podgórzem karpackiem zachodniem), zwana także krótko Małopolską; Wieluńska; Wielkopolska; Mazowiecka; Kujawska; Ruska (halicka i wołyńska); Ukraińska. W r. 1767 połączono mazowiecką z kujawską, zostało przeto prowincyj skarbowych sześć. Prusy Królewskie, nie należały do żadnej z nich, posiadając swój odrębny zarząd skarbowy, niezależny od Komisji skarbowej.

Komisja Skarbu koronnego składała się z 9 komisarzy, wybieranych 3 z senatu, 6 z pośród posłów, na lat dwa, jako rada obradująca pod przewodnictwem podskarbiego; do kompletności posiedzenia wystarczało pięciu. Dziesiątym członkiem był instygator koronny z dwoma subalternami i kilku "plenipotentami"; ci tworzyli sądownictwo skarbowe. Ze wszystkich władz ta Komisja wytworzyła najliczniejszą służbę administracyjną, ale też zakres jej rozszerzał się wielce. Z razu miała być niejako ministerstwem finansów, a stopniowo stawała się zarazem ministerstwem handlu i robót publicznych i komunikacji, jakbyśmy dziś się o jej czynnościach wyrazili. Toteż posiedzenia komisarzy, z razu wyznaczone tylko na piątki i soboty, odbywały się wkrótce dzień w dzień. Dochowały się protokoły; w pierwszych latach obejmują księgi protokołów od 400 - 900 stronic; w latach 1789-1791 urastają one do stronic 1373, 2202 i 2002, a w roku 1792 zapisano aż 3205 stronic.

W grudniu r. 1764 Komisja już działała, usadowiwszy się w refektarzu i kilku celach Kapucynów warszawskich, bo w całem mieście nie można było wynaleść stosownego dla niej gmachu; dopiero w roku 1766 przeniosła się do t. zw. pałacu Krasińskich.

Podobny brak umieszczeń hamował czynności urzędów podwładnych. Nie było nigdzie po miastach kamienic skarbowych na pomieszczenie urzędów i kas. Poborca podatków, t. zw. egzaktor zjeżdżał co pół roku na jeden miesiąc i w mieszkaniu swem przyjmował opłaty, a potem odwoził pieniądze do Warszawy, wciąż sam za nie odpowiedzialny. Tylko dla poboru cełł i innych podatków nie określonych ściśle cyfrą, istniały w każdej "prowincji skarbowej" kasy prowincjonalne i kancelarje naczelnego urzędnika skarbowego prowincji zwanego dziwnie superintendentem. Takie kasy i biura istniały prócz Warszawy w Poznaniu (przenosiła się czasowo do Wrześni), w Krakowie, Krzemieńcu, w Berdyczowie (czasowo w Żytomierzu), we Lwowie i czasowo również tylko w Wieruszowie.

Wydział Kasowy stanowił "superintendent Kasy generalnej", którego płaca roczna urosła z biegiem lat z 5.000 do 15.000 złp. Ten sam sobie dobierał subalternów, na których pobierał 5.000 złp. Kontrolę wykonywał kontraregestrant; później dopiero przydano mu osobnego buchaltera i dwóch kontrolerów.

Wszyscy ci "oficjaliści" mieli do pomocy po jednym lub kilku aplikantów i "aspirantów", płatnych od 200 złp. rocznie. Przesiadywali w biurze od 8 do 12 i popołudniu od 3 do 5 lub 6, z tem zastrzeżeniem, że nie wolno im wymawiać się od roboty powiększonej, gdy zajdzie potrzeba, i to pod grzywną i pod zagrożeniem wydalenia z urzędu.

Komisja posiadała "biuro przyboczne" do prac przygotowawczych, do sporządzania referatów i do wypełniania uchwał zapadłych na posiedzeniach. Jaka to była robota poważna, znać z tego, że "pisarz Komisji", a więc jej sekretarz główny, pobierał cały tysiąc złp. miesięcznie i na wydatki kancelaryjne ryczałtu rocznego 2.000 złp. Potem dodano mu do pomocy "sekretarza Komisji". Obok nich był regent Komisji, utrzymujący wpisy i akta w porządku, jakby dzisiejszy dyrektor dziennika podawczego i ekspedytu jednocześnie, a płaca jego urosła z czasem do 10.000 złp. rocznie; nadto należało mu się od stron za wydawanie kopij i wyciągów ("extrakty") po złotym od arkusza. Do pomocy miał regent prostego pisarczyka, ale kaligrafa. Nadto byli w biurach aplikanci, młodzież garnąca się do służby i praktykująca za minimalnem wynagrodzeniem. I to już cała kancelarja ministerjalna!

Administracja dochodów stałych i niestałych należała do specjalnych od tego "regentów" i do t. zw. kontraregestranta, t. j. kontrolującego wpisy. Od r. 1768 był regent kwarciany, regent pogłównego żydowskiego i regent czopowego.

Obrachunki władz miejscowych z zarządami prowincjonalnemi odbywały się co kwartał, w lutym, maju, sierpniu i w listopadzie i wtedy każdy oficjalista przy składaniu pieniędzy publicznych strącał należne sobie i swoim podwładnym "salarium".

Wszyscy oficjaliści celni, stemplowi, czopowi i t. d. podlegli byli superintendentowi, który aż do roku 1765 sam ich przyjmował i miał prawo wydalać ze służby. Odjęto mu to prawo w r. 1766; odtąd mianuje oficjalistów Komisja, a superintendent prowadzi księgę ich sprawowania się i posyła Komisji opinję o wartości urzędników. Tylko strażników przyjmował i oddalał nadal według własnego uznania.

"Exakcye" t. j. przyjmowanie podatków przez "exaktorów" odbywało się w następujących miastach, do których zjeżdżać byli obowiązani poborcy; Było ich w Koronie 33. W Wielkopolsce Poznań, Września, Kalisz i Wieruszów. W prowincji mazowieckiej Brześć Kujawski, Sieradz, Piotrków, Bobrowniki, Łowicz, Płock, Mława, Łomża, Ciechanów, Warszawa, Radom, Sandomierz, Opoczno, Łuków, Drohiczyn, Bielsk, Lublin. Mazowiecka prowincja skarbowa liczyła miejsc wyznaczonych na exakcye najwięcej, bo 21, a zatem większą połowę wszystkich miejsc całej Korony. Krakowska prowincja skarbowa posiadała ich za to zaledwie dwa: Kraków i Chęciny. Ruska prowincja załatwiała exakcye w Kamieńcu Podolskim, w Łucku, Włodzimierzu, Krzemieńcu i w Chełmie. Ukraińska prowincja miała miejsc takich pięć: Latyczów, Żytomierz, Owrucz, Winnica, Bracław.

W Wielkiem Księstwie Litewskiem były miejscami exakcyj, według województw: w województwie wileńskiem: Wilno, Oszmiana, Postawy, Lida, Ejszyszki, Wiłkomierz, Brasław; w woj. trockiem: Troki, Merecz, Grodno, Kowno, Preny, Poniewież; w starostwie żmujdzkiem: Rosienie, Szawle i Telsze; w woj. połockiem sam tylko Uszacz; w nowogródzkiem: Nowogródek, Słuck, Słonim i Wołkowysk; w woj. Witebskiem tylko Ghołopienicze; w brzesko litewskiem:

Brześć, Kobryń, Pińsk, Stolin, Mińsk, Mozyrz, Bobrujsk.

Podajemy spis komór z roku 1767, jako ostatni taki spis, jaki daje się sporządzić z czasów przedrozbiorowych, dokonany przez Tadeusza Korzona w nieśmiertelnych jego badaniach nad "Wewnętrznemi dziejami Polski za Stanisława Augusta". Na każdej komorze urzędował pisarz komory, na przykomorkach i obserwatorjach rewizor, substytut pisarza lub expedytor; na szlakach sami tylko strażnicy. W spisie poniższym litera P po nazwie komory znaczy, że urzędował tam pisarz, R oznacza rewizora, a S substytuta.

  1. W prowincji skarbowej krakowskiej z podgórską komór 13, mianowicie: Kraków P i R; Żywiec i Łodygowice P; Maków, Świdzina i Sucha P; Nowy Targ z Jordanowem i Czorsztynem P i R; Sącz Stary i Nowy P; Piwniczna z Muszyną P; Grybów P; Gorlice z obserwatorjum w Sękowy P i R; Gródek i Ropa P; Dukla z Barwinkiem P i R; Żmigród P; Jaśliska z Rymanowem P; Baligród ze Szczawnem P.

  2. W prowincji wieluńskiej komór 12, mianowicie: Zduny z obserwatorjum w Jutrosinie i Kobylinie P i R; Rawicz z obserw. w Sarnowie P; Ostrów P; Grabów P i R; Wieruszów z obserw. w Kempnem P, R, S; Wieluń z przykomorkami Grzeszlaki i Wróblewo P i R; Krzepice z obs. Pańki P i R; Koziegłowy z przyk. w Kuźnicy P i R; Siewierz P; Bendzin z obs. w Modrzejowie P i R; Kaniów z obs. w Oświęcimiu i w Bertwinie P; Biała P i R;

  3. W prowincji wielkopolskiej komór 18, mianowicie: Poznań P i R; Wschowa z obs. w Lesznie P i R; Chobenice z przykom. Zbąszyn i Zbrojce P i R; Międzyrzec P i R; Czarnków z przyk. Trzcianka i Człopa P i R; Piła z przyk. Dobrzno P i R; Bojanów z przyk. Poniec P; Śmigiel P; Kargowa z przyk. Kromołów P; Trzciek P; Skwirzyna z przyk. Strzebieszów P; Międzychód P; Babimost z przyk. Brojce P; Wałcz z przyk. Jastrów i Fridland P; Wronki z przyk. Sierakowem P; Nakło P; Bydgoszcz P i R; Fordan P, dwóch R i pisarczyk.

  4. Prowincja mazowiecka z kujawską liczyła 12 komór, mianowicie: Warszawa 2 P i 2 R; P, R i pisarz poborowy; Dybów P i R; Nieszawa P, R i pisarz poborowy; Sierpc z obserwatorjum w Bieżuniu P i R; Krobia z przyk w Dobrzyniu P i R; Mława z przyk Szremsk i Janów P i R; Chorzele P; Zawady z przyk. Zaremby i Myszyniec P i R; Stawiska z przyk. Kolno P i R; Szczucin z przyk. Beczkowo P i R; Augustów P.

  5. W prowincji ruskiej komór 9, mianowicie: Lwów P; Stryj z przyk. Skole P i R; Śniatyn z przyk. Nadworna i Kuty P; Horodenka P; Zaleszczyki P; Żwaniec z przyk. Kamieniec i Uszyce P i R; Mohylew P i R; Brody P i R.Lublin P.

  6. Najwięcej komór w prowincji ukraińskiej, bo 16, mianowicie: Berdyczów P; Cekinówka z przyk. Jampolem P; Raszków P; Jahorlik z przyk. Krute i Łobz P; Józefgród P i R; Bohupole z przyk. Sawrań P; Targowica P; Tudyja P; Kryłów z przyk. Czerkasy i Czehryń P; Siekiernia P i R; Traktomirów P; Grzebienie P; Trylisy z przyk. Mytnicą P i R; Jasnohorodka z Horodyszczem P; Kazarowice P; Czarnobyl P.

Razem komór głównych w całej Koronie 82; przykomorków i obserwatorów 56; urzędników celnych 126, mianowicie pisarzy 82, rewizorów 40, pisarzy poborowych trzech i jeden substytut.

Większe transporty towarów (a więc towar kupców bogatszych) mogły być nie kontrolowane, aż na komorze tego miasta, w którego okręgu kupiec prowadził handel i tam dopiero otwierano mu paki. Nazywało się to "remissą z komór pogranicznych", a paki takie musiały być wysyłane przez Warszawę, Lublin, Kalisz, Poznań lub Kraków. Żydzi byli wykluczeni od "remissy".

Służba akcyzy od napojów długo była nader nieliczna, gdyż pobory bywały wypuszczane w dzierżawę; za czasów Komisji skarbowej przez licytację więcej dającemu. Gdzieniegdzie bywali administratorzy, ale tylko oni sami pozostawali w stosunku odpowiedzialności wobec państwa, za siebie i za swych oficjalistów, którzy byli tylko tych administratorów prywatnymi urzędnikami. Po skontrolowaniu rachunków takiego administratora strącano tylko po szelągu od złotego na poborców (succollectorów) i po groszu dla samego administratora, a resztę odsyłano do skarbu publicznego.

Stopniowo zaprowadzano jednak pobieranie czopowego we własnym zarządzie, a jednak personel służbowy pobierania akcyzy nie przenosił 50 (pięćdziesięciu!) osób. Wybieraniem czopowego trudnili się bowiem oficjaliści innych gałęzi służby, mając z tego dochód poboczny; skarb ofiarował za to zazwyczaj 5°/o od sum pobranych. Umyślnych oficjalistów trzymano tylko w Warszawie, w Krakowie, Piotrkowie i Poznaniu. W stolicy było od roku 1788 strażników do tego (razem z Pragą) 24, rewizorów 9 i dziesiąty "okopowy" i starszy nad nimi rewizor generalny, kasjer i kontraregestrant. Cały koszt urzędu w Warszawie wynosił rocznie 49.000 złp. Najwyższe pobory, generalnego rewizora, wynosiły 4.500 złp.; prosty strażnik pobierał 700 złp. W Krakowie wydawano na tenże cel zaledwie 7.200 złp. rocznie; w Poznaniu 6.017 złp. Czopowe wybierano od razu w bramach miasta, wydając na to kwity drukowane. Inni strażnicy rewidowali gorzelnie i piwowary w mieście; rewizor obchodził też składy.

Departament stemplowy nie utrzymywał żadnych urzędników poza oddziałem odpowiednim w Komisji, ponieważ nie trudniono się sprzedażą we własnej administracji, lecz dawano do sprzedaży prywatnym "kontrahentom przysięgłym" przy grodach, ofiarując za to odpowiedni rabat. Podobnież postępowano z dochodem od sprzedaży kart i z kalendarzy, tudzież... ksiąg żydowskich, t j, ksiąg i formularzy do pogłównego, które rząd sam sporządzał, żeby były wszędzie jednako układane i dla ułatwienia kontroli.

Każda gałąź administracji uposażoną była w swoje własne sądownictwo w sprawach swego zakresu działania; powiedzmy dzisiejszym językiem, że każda dykasterja posiadała władzę sądową na przestępstwa w zakresie swego urzędowania. Procesy o naruszenie artykułów wojskowych należały do komisji wojskowej; to i dziś dla nas czemś całkiem naturalnem. Ale o fałszowanie monety, o przemytnictwo, o przestępstwa przy zarządzie kasy lub przy dzierżawie podatków, o fałszywe zeznania należytości i t. p., sądziła komisja skarbowa, odprawując co kwartał czterotygodniową kadencję sądową. Nawet procesy wekslowe do niej należały.

Procesy, wynikające ze stosunków w królewszczyznach, należały do sądów assesorskich. Wchodzili do nich z urzędu: ksiądz sekretarz wielki, referendarze, podskarbi nadworny, pisarz wielki, instygator i wice-instygator, oraz regenci kancelarji większej i mniejszej. Liczbę assesorów oznaczył sejm 1764 roku na 24; resztę wybierał sejm.

W wydziale sądowym komisji skarbowej zasiada instygator koronny obok komisarzy i oficjaliści podwładni im: instygator komisji, trzech "plenipotentów", i "subaltern dekretowy", t. j. przyjmowany przez skarb, a nie przez samego tylko szefa. - Archiwista z płacą 100 złp. miesięcznie kończył rejestr urzędu.

Nas dzisiaj uderza w tej administracji skarbowej - jak wogóle w całej administracji polskiej - dziwnie nieznaczna ilość urzędników zawodowych. Jak widzimy, ani po reformach Czartoryskich administracja kraju nie opierała się na zawodowych urzędnikach; stanu urzędniczego w Polsce całkiem nie było, bo nieznaczna stosunkowo garstka publicznych "oficjalistów" stanu osobnego w społeczeństwie tworzyć nie mogła. W Polsce urzędnicy koronni, lub ziemscy, toć to ziemianin posesjonat, właściciel dóbr, który załatwiał sprawy na ochotnika. Trudno uważać za urzędnika w dzisiejszem znaczeniu tego wyrazu wojewodę, starostę, sędziego ziemskiego; a któryż z nich poddawałby się przymusowi biurokratycznego regulaminu? żaden z nich nie "awansował", ani nie wnosił "służbowych podań", ani nie prosił o urlop; każdy z nich był panem swoim jednako w urzędzie i poza urzędem. My dziś nie rozumiemy zgoła takiego urzędowania - a jednak niegdyś wszędzie tak bywało. Ale ani nawet owi "oficjaliści", podwładni tamtych dostojników, nie z wyboru pochodzący, lecz z nominacji, pobierający pensję i mający przepisaną robotę, prości wykonawcy poleceń urzędników koronnych i ziemskich, nawet oni byli przedewszystkiem także obywatelami ziemskimi, a roboty ich bywały tak rozdzielone, iżby ukończywszy pewną ich część w pewnym przepisanym terminie, mogli jechać do siebie na wieś, gospodarować. Superintendenci wogóle nieruszali się ze wsi, a inni tylko w pewnych terminach wieś opuszczali. Wśród przybocznych oficjalistów Komisji skarbowej, którzy tedy musieli mieszkać w Warszawie, spotykamy honorowych urzędników rozmaitych odległych powiatów, samą szlachtę osiadłą; jeden jest chorążym przasnyskim, drugi podczaszym tegoż powiatu, trzeci stolnikiem gostyńskim, a czwarty nawet podkomorzym gostyńskim, a więc urzędnikiem nie tytularnym tylko w swym powiecie, lecz posiadającym swój zakres urzędowania, mianowicie sądownictwo graniczne; a zatem nieraz opuszczał Warszawę, gdy wypadło w Gostyńskiem rozsądzać spór o granicę. Widzimy też z tych przykładów, że pośród oficjalistów znajdowali się ludzie najpoważniejsi w swym powiecie, skoro ich wybierano tam na honorowe urzędy, a nawet jeden z nich, jako podkomorzy, jest "pierwszym szlachcicem powiatu" gostyńskiego. Komisja skarbowa nie wymagała tedy od swych urzędników, żeby oddawali się wyłącznie urzędowaniu, żeby cały czas, całe życie poświęcali urzędowi. Ich czynności urzędowe odrywały ich tylko czasowo od życia wiejskiego. Tylko na komorze granicznej musi znajdować się stale pisarz i rewizor; ale nie siedzą oni nieprzerwalnie na jednem miejscu, lecz objeżdżają swój "szlak". Nie było też żadnych mundurów, tylko dla strażników i milicji skarbowej. Strażnik dostawał co dwa lata popielaty kontusz i żupan z czerwonemi wyłogami, czapkę i pas również czerwone.

Miał więc oficjalista z reguły własny majątek lub przynajmniej mająteczek, miał dom własny i rolę, a na urzędzie dorabiał, żeby mógł więcej włożyć w gospodarstwo wiejskie. Do wyjątków należeli wówczas tacy, którzy całe życie spędzili na urzędzie; zazwyczaj przepędzali w urzędzie tylko młodsze lata, a potem jako cześnicy czy podstolowie zażywali tem większego poważania w powiecie, a na urzędy posyłali znów na lat kilka czy kilkanaście jednego ze synów. Jeszcze w r. 1782 głosił jeden z komisarzów skarbowych, że Komisja nie potrzebuje przyjmować oficjalistów bez własności ziemskiej. Oni wszyscy byli pomiędzy sobą przedewszystkiem bracią - szlachtą. Komisja skarbowa wydawała rozkazy i polecenia do superintendentów w formie listów z nagłówkiem brzmiącym w te słowa: "Wielmożny Superintendencie prowincji wielkopolskiej, nasz wielce Mci Panie i Bracie!" - i on nawzajem również uprzejmie pisywał listy z poleceniami do swych podwładnych.

Niestety, niepokoje i anarchja życia publicznego dawały się we znaki także urzędom; a czyż mogło być inaczej? Od roku 1768 źle się dzieje: następują po sobie konfederacje radomska i barska, kraj cały w stanie wojennym; a potem rzeź hajdamacka i pierwszy rozbiór. W skarbowości nastały nieporządki, bo przestano płacić podatki, a kasy rekwirowały oddziały wojskowe, swoje i obce. W lutym 1769 roku było w kasie generalnej zaledwie 250.000 złp.! Trzeba było dawać urzędnikom urlopy bezterminowe, a nawet zmniejszać wprost etaty, bo nie było ich czem opłacać. Pomiędzy urzędników na komorach poczęły się wkradać nieporządki, bo byli pozostawiani nieraz długo bez kontroli, nawet zgoła bez zwierzchników, z którymi niesposób było porozumieć się poprzez grasujące po kraju bataliony moskiewskie. Na komorze Mława zdarzyło się, że urzędnicy nietylko przez cztery lata gospodarowali pieniądzmi publicznemi, jak im się żywnie podobało, ale sami zabrali się do handlu wołami za granicę. Ale przyszedł czas, że ich wydalono. Gdy nastały czasy spokojniejsze (niestety, w państwie znacznie uszczuplonem), trzeba było naprawiać całą rozprzężoną machinę administracji skarbowej. Gdy społeczeństwo znajdowało się w takim zamęcie, jakżeż urząd mógł się ostać niezmącony? Zanim zdołano ustalić nowe porządki, już się robota psuła.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści