Feliks Koneczny - "Dzieje administracji w Polsce w zarysie"

W roku 1767 zawiązała się pod wpływem rosyjskim konfederacja radomska w obronie "złotej wolności". Katarzyna II posłała im 30000 wojska na pomoc, toteż konfederaci ciemnoty wnet byli górą, a sejm roku 1768 musiał odwoływać reformy Czartoryskich. Udało się ledwie ocalić to, co zdziałać zdołano w dziedzinie administracji. Nastał jednak w kraju chaos, a wojna konfederacji radomskiej z barską skończyła się niestety pierwszym rozbiorem 1772 roku. Państwu o uszczuplonych granicach narzucono ustrój polityczny, zakazując dziedziczności tronu i nie dopuszczając powiększenia armji ponad 30.000.

Naczelną władzę stanowić miała pod gwarancją rosyjską od sierpnia 1774 roku Rada Nieustająca z królem na czele, który nie był atoli niczem więcej, jak jej prezesem. Rada ta składała się z 18 senatorów i ministrów, tudzież z 18 szlachty, wybieranych przez sejm na dwa lata. Wtenczas wszedł do senatu w r. 1775 podskarbi nadworny. Hetmani zasiadali w senacie już od r. 1768. Senat liczył od r. 1775 członków 154, w czem litewskich 31. Posłów liczyła Izba poselska wówczas 177; w tem koronnych 123, inflanckich 6; liczba litewskich zmniejszyła się przez pierwszy rozbiór o 4, lecz w r. 1775 dodano trzech nowych, więc było ich 48.

Rada Nieustająca była władzą najwyższą administracyjną na obydwa państwa, na Koronę i Litwę, bo powoływano do niej ministrów koronnych i litewskich bez rozróżniania; mogli byli być powołanymi choćby sami koronni lub sami litewscy. Ścisły związek obu państw zuniowanych zacieśnił się przez to jeszcze bardziej.

Wśród najcięższych warunków politycznych, pod obuchem gwarancji rosyjskiej, która równała się odebraniu niepodległości, nie można było myśleć o wielkich reformach ustroju politycznego państwa. Poświęcono się pracy nad udoskonaleniem dalszem administracji. Gdy nie można było robić, coby się chciało, robiło się to, co było można, a czasu nie marnowano i rąk nie zakładano. Za to należy się cześć temu pokoleniu. Nie lekceważąc "drobiazgów", zdawano sobie sprawę z tego, że w życiu publicznem drobiazgów niema! Są tylko szczegóły, a dobroć i trafność urządzeń zależy właśnie nie od czego innego, jak od trafności szczegółów machiny państwowej. O tem dziś niejeden nie wie; tem większe uznanie należy się tym, którzy wiedzieli o tem przed półtora wiekiem. Administracja jest jak machina skomplikowana; dobry chód machiny zawisł od należytego obrobienia i zmontowania jej szczegółów.

O ile tylko można było, pamiętano o potrzebie reform zasadniczych. W r. 1774 zaraz uchwalił sejm, że szlachcicowi wolno kupczyć (w Hiszpanji dopiero od r. 1783). Tegoż roku wydano polską ustawę wekslową.

Rada Nieustająca dzieliła się na pięć "departamentów"; spraw zewnętrznych, wojny, policji, sprawiedliwości i skarbu; na czele każdego stał minister. W departamencie zewnętrznym zasiadało trzech członków Rady obok kanclerzy, w innych po ośmiu. Każdy departament posiadał swe kancelarje centralne w Warszawie i szereg urzędów podwładnych po całym kraju rozrzuconych.

Najmniej zmian robiono w departamencie sprawiedliwości. Poziom umysłowy i moralny stanu sędziowskiego podnosił się nadzwyczaj i sądownictwu polskiemu tych czasów nie można nic zarzucić. Na Litwie wprowadzono tę zmianę, że trybunał zasiadał odtąd tylko w Wilnie i Grodnie.

Mieszczaństwo miało nadal własne sądownictwo (wójta i ławników) do wszelkich spraw, własne urządzenia więzienne, własnych katów po większych miastach. Sądy miast, zwłaszcza drobniejszych, odznaczały się zbytnią surowością; toteż kiedy na Litwie odjęto w roku 1776 prawo magdeburskie przeszło stu mieścinom, nie różniącym się właściwie niczem od wsi - motywowano to pomiędzy innemi i tem, że takie gminy niby miejskie lubią nadużywać szubienicy.

Lud wiejski podlegał sądownictwu właścicieli dóbr; w więszych kluczach urządzano specjalne dla "poddanych" sądownictwo z oficjalistów.

Duchowieństwo podlegało własnym sądom kościelnym. I świeccy podlegali sądownictwu duchownemu w pewnych sprawach, np. z prawa małżeńskiego.

Wobec tego sądy ziemskie i grodzkie miały do czynienia niemal wyłącznie tylko ze szlachtą. W sprawach o "cztery artykuły gardłowe" t. j. o zgwałcenie, rozbój, podpalenie i najazd (gwałt), tudzież o mężobójstwo i o znaczniejszą kradzież sądził sąd grodzki ludzi wszystkich stanów. Od sądu ziemskiego była apelacja do trybunału; od grodzkiego tylko w niektórych wypadkach.

Od roku 1775 istniały osobne sądy sejmowe dla "przestępstw przeciwko Rzpltej", a te były: odmowa sprawiedliwości, ucisk wolności osobistej, przedajność sędziowska i krzywoprzysięstwo. Sędziów wybierał każdy sejm po połowie z senatu i z pośród posłów.

Miasta doznawały opieki ekonomicznej, chociaż nie dopuszczano jeszcze mieszczan w Koronie do kupowania dóbr ziemskich. Pod tym względem Wielkie Księstwo wyprzedziło Koronę, gdyż na Litwie zniesiono to ograniczenie w roku 1775, podczas gdy koronnym mieszczanom wypadło czekać Sejmu Wielkiego. W r. 1777 ustanowiono dla miast "Komisje Dobrego Porządku" (Boni Ordinis) celem uporządkowania finansów miejskich; potem (od r. 1786) miały one do pomocy urzędy departamentu policji, i działały w porozumieniu z nim, gdyż ciemne mieszczaństwo nie rozumiało własnego interesu, a trzęsące miastami kliki, wyzyskujące fundusze miejskie dla swej prywaty, nieraz nie chciały ustąpić inaczej, jak pod przymusem. Przeciw starszyźnie rozdrapującej majątek miejski trzeba było użyć nieraz nawet egzekucji wojskowej. Nie można tedy posądzać owego pokolenia o doktrynerstwo: szanowali samorząd miejski, ale też umieli sobie dawać rady z nadużyciami samorządu, gdy dostał się w ręce niewłaściwe, i wobec złodzieji mienia publicznego nie krępowali się niczem. Toteż po niedługim czasie przekazano sprawy miejskie przeważnie departamentowi policji.

Najważniejszą niewątpliwie pracą tego departamentu była opieka nad wszystkiemi miastami królewskiemi, t. j. nie na prywatnym gruncie zbudowanemi i nie mającemi nic do czynienia z prywatnym właścicielem. Przytoczymy tu dosłownie ustęp tego dotyczący z wielkiego dzieła Korzona (wydania drugiego, tom IV, str. 312-313):

"Dnia 15 lutego 1777 r. Bazyli Walicki, wojewoda rawski, wniósł na posiedzeniu departamentu swój projekt uniwersału, który miał służyć do wykonania prawa z r. 1776 p. t. "Powinności i władza departamentu policji" i do powzięcia wiadomości "o stanie aktualnym mienia, dochodów i expens miast i miasteczek królewskich". Artykuł 16 uniwersału zalecał sporządzenie pierwszego w Polsce spisu ludności miejskiej: wiele w mieście jest mieszkańców osiadłych i luźnych, chrześcijan i żydów, oraz w ogólności wiele dusz wszystkiego? Polecenie to skierowanem było nietylko do magistratów, których posłuszeństwo i zdatność ulegały wątpliwości, ale też i do starostów, jako organu niegdyś najczynniejszego władzy wykonawczej. Innym artykułem zalecono, aby magistraty czyniły "kalkulację" przed starostami z dochodów miejskich. Potem w roku 1789 mieszczanie gorzko użalali się na tę władzę pośredniczą starostów, ale departament nie mógł się bez nich obejść najprzód przez posłuszeństwo prawu z r. 1768, a potem ze względu na ciemnotę i nieposłuszeństwo magistratów, które się niejednokrotnie w późniejszym czasie ujawniały. Działał wtedy w dobrej wierze i wydać mieszczan na ucisk wcale nie miał zamiaru, czego dowodzi np. rezolucja niedługo potem na memorjał Piotrkowa przychylna im, wbrew nieprzychylnej opinji starosty co do propinacji i zaliczenia tego miasta w poczet większych; a w r. 1784 pozwanie Radziwiłła Hieronima, kasztelana wileńskiego i starosty w ciągu czterech tygodni "do odpowiedzi" na skargę miast Mixtatu i Grabowa. Widocznym owocem tego uniwersału był "raport generalny miast", księga statystyczna, w której znajdują się dane co do ludności, funduszów, długów, przywilejów wielu, acz nie wszystkich miast i miasteczek z r. 1777. Danych dostarczyli właśnie starostowie i urzędy miejskie".

Na robienie porządków po miastach trzeba było pieniędzy, a sejm nie mógł już uchwalać większych podatków. Departament policji znalazł fundusze, zająwszy się energicznie uporządkowaniem spraw propinacyjnych. Od r. 1777 urządzać musiano na arendy publiczne licytacje (kto da więcej), czynsz musiał arendarz wnosić do kasy miejskiej, skąd nie wolno było brać ni grosza bez wiedzy i zezwolenia departamentu; przedtem zaś propinacja bogaciła tylko starszyznę miejską i arendarza propinatora. Toteż magistraty stawiły po większej części opór przeciw temu rozporządzeniu departamentu, a najbardziej przeciwiły się zarządy miast litewskich. Trzeba było rozesłać "list upominalny" do magistratów, i postanowiono wyznaczyć do wszystkich miast "Komisję Boni ordinis", specjalną komisję porządkową, celem "załatwienia wszystkich trudności, które do wprowadzenia dobrego porządku okazują się". Miał departament w projekcie, żeby fundusze z folwarków miejskich poddać tak samo kontroli, jak propinacyjne, a dochody z tego źródła miałyby być obracane na ozdobę miast, na zakładanie szkół rzemieślniczych i zakładów przemysłowych ("manufaktur") - ale poprzestawano na razie na radach i upomnieniach, nie chcąc wprowadzać od razu przymusu, póki jeszcze sprawa z propinacjami nie skończona. Opór magistratów był stanowczy, a po dwóch latach w sprawozdaniu złożonem sejmowi czytamy o tem: "Gdy i napomnienia żadnego nie przyniosły skutku, przeto departament dalszemu czasowi poprawę i skuteczniejsze zaradzenie zostawuje". Roztropnie powiedziano sobie, że wszystko nie da się zrobić naraz; niestety, istnienie władz polskich miało już trwać niedługo i sprawy "czasowi zostawione", przepadły.

Stopniowo większa część miast stała się powolną departamentowi, dzięki przedewszystkiem owym komisjom "boni ordinis", czynnym po licznych (choć nie wszystkich) miastach pomiędzy latami 1777 a 1786. Za każdym razem trzeba było na ustanowienie takiej komisji osobnego zlecenia królewskiego. Stanisław August wydawał je chętnie, ale trudności były, jak dobrać osoby sposobne, chętne i zdatne, na członków (komisarzy) komisji takiej i skąd brać fundusze na koszta, na kancelarję i na geometrów. Zdarzało się, że komisja już złożona, nie rozpoczynała jednak swych prac dla braku funduszów. Dodajmyż, że chodziło tylko o fundusz na kancelarje; samych komisarzy utrzymywać miasta bynajmniej nie były obowiązane, co departament wyraźnie osobnym uniwersałem obwieścił. Zdołano utworzyć 19 komisyj "dobrego porządku"; niektóre mogły były urządzać po kilka miast we swem województwie. Komisje te odznaczały się sumiennością i akuratnością, chociaż według dzisiejszych pojęć pracowały zbyt powolnie. Do miast zawitał porządek i posłuszeństwo ustawom. Zaczynano naprawiać, budować, sprawiać sikawki, kopać studnie publiczne i t. p. Rozsyłano niższych urzędników departamentu na "lustracje" miast i celem sprawdzania prawdomówności nadsyłanych raportów.

W roku 1775 przemianowano poprzednią "jurysdykcję marszałkowską" na "Komisję marszałków", złożoną z marszałków, prezydujących kolejno, z dwóch senatorów i czterech "asesorów" ze szlachty. Nadzór należał do "departamentu policji", do którego należało wysyłać co miesiąc raporty. W roku następnym rozszerzono zakres departamentu tak znacznie, iż stał się poważnym czynnikiem administracyjnym. Należały tu układane wciąż według odwiecznej w Polsce tradycji taksy na żywność, osądzanie zwykłych przestępstw policyjnych, kontrola rachunków wszystkich miast t. zw. królewskich, zawieranie kontraktów na dostawy dla władz w mieście Warszawie i t. p., a zatem jak widać z tych przykładów, był to (według dzisiejszych pojęć) dziwny mieszaniec administracyjny, do którego należało to i owo z rozmaitych działów. Przyjrzawszy się dokładniej sprawie, widzimy jednak pewną myśl przewodnią w rzekomym chaosie; do departamentu policji i komisji marszałków należy wszystko, co może się przyczynić do zwiększenia w kraju porządku publicznego, a co nie należy do żadnej z dotychczasowych komisyj. Obmyślano rzeczy nowe, jakiemi państwo dotychczas się nie zajmowało.

Okaże się to na przykładach. W latach 1776 i 1777 roztrząsano sprawę założenia lombardu publicznego pod dozorem władz (zakład zastawniczy); projekt "kasy generalnej ogniowej", t. t. ubezpieczenia od pożarów; uporządkowanie służby kominiarskiej; oświetlenie ulic; a obok tego: budowa koszar wojskowych, założenie rady medycznej (publiczna służba sanitarna) i... projekt zaprowadzenia monety papierowej. Każdy miał prawo zwracać się do Komisji z projektami, ale oczywiście nie mogła Komisja mieć obowiązku obradować nad wszystkiem i poddawać wszystkie projekty badaniu i ocenie; to już musiało zależeć od jej uznania. To i owo okazało się wykonalnem; np. po kilku latach ulice warszawskie zostały opatrzone rzeczywiście latarniami, a żołnierze otrzymali porządne koszary. Pomysł takiej komisji do rozpatrywania pomysłów jest godny uwagi; czas ten nie był stracony.

Inne władze przysyłały do tego departamentu projekty do oceny. Np. ułożony w komisji skarbowej koronnej kontrakt w sprawie tabacznej oddany był departamentowi policji do opinji. Departament Policji zajmował się w r. 1787 sprawą pierwszorzędną regulacji rzek i zapobiegania wylewom. W spisanych w tej materji "uwagach" czytamy myśli, które wykazują, że nie brakło w Polsce ludzi, znających się na rzeczy i że gdyby nie upadek państwa, bylibyśmy mieli rzeki zregulowane już pod koniec wieku XVIII, gdy tymczasem do dnia dzisiejszego kwestja ta pozostała "otwartą".

Departament Policji zwraca tedy uwagę, że najpierw ma być ułożona "planta, podług której cały bieg Wisły, począwszy od granicy za Krakowem (granica po pierwszym rozbiorze!) aż do granic za Toruniem, tak ma być tamami i dostępnemi zewsząd brzegami obwarowany, żeby ocalając jedne brzegi, nie rujnowały drugich i żeby przez uciśnienie koryta rzeki, ułatwiały defluitację"; ale niema tych rzeczy co zaczynać, jeżeli się nie rozporządza od razu dostatecznym funduszem, a również silnej władzy wykonawczej, potrzebnej na każdym kroku tak przy robotach, jakoteż ze względu na stosunki z właścicielami nadbrzeżnych gruntów; moc egzekwująca powinna być na miejscu, inaczej bowiem wszystko zostanie "na papierze". Do robienia planów ("planty") i do kierowania robotami można było użyć pontonierów skarbowych i inżynierów wojskowych.

Troska o dobre komunikacje wydawała owoce niepoślednie. Zasługą to przedewszystkiem wzmożenia się oświaty pośród obywatelstwa, które wobec ubóstwa skarbu publicznego prywatnemi środkami doprowadzało do skutku pierwszorzędne na owe czasy dzieła inżynerji drogowej. Departament policji stanowił oparcie i dostarczał wszelakiej pomocy.

W wieku XVIII nawet we Francji istniało zaledwie kilka dróg zupełnie dobrych, pierwszorzędnych, t. zw. traktów "królewskich" (wysadzanych topolami). W Polsce było w r. 1786 czternaście traktów pocztowych. Utrzymywanie mostów, grobli etc. należało po staremu do "sąsiadów", dbających o to we własnym przedewszystkiem interesie, a mających za to nieraz prawo do poboru opłat na drodze. Wszystkie drogi poleskie, żmujdzkie i białoruskie w ten sposób się utrzymywały. W latach 1778 -1784 wybudowano "kosztem sąsiadów" dwa znaczne trakty, t. j. drogi pierwszorzędne; trakt pińsko-słonimski i pińsko-wołynski, zasługą i inicjatywą Mateusza Butrymowicza. Około roku 1787 Kossakowski, wojewoda Witebski, uspławił rzekę Świętą, dopływ Wilji. Sam rząd przedsiębrał też szereg robót wodnych w Koronie i Litwie. Największem dziełem jest kanał "Królewski" z Piny do Muchawca, a zatem łączący Dniepr z Bugiem i Wisłą. Ośm mil tego kanału wykopano w latach 1781 -1783, a zatem dziwnie szybko.

Jak niesłychanie różnorodne były czynności departamentu policji, niech świadczy następujący przykład:

Kiedy w r. 1784 Kołłątaj zaproponował, aby uniwersytet krakowski przyjął na naukę chirurgji na osobne kursy 120 chłopców miejskich, dla których obmyślono pomieszczenie w "bursie lekarskiej", wykonanie zatwierdzonego przez Radę nieustającą projektu weszło także do zakresu działania departamentu policji. Wydał więc departament okólnik do miast, żeby przysyłały po dwóch stypendystów do Krakowa i zajął się dopilnowaniem rzeczy. Zapiszmy, że koszta utrzymania chłopca w Krakowie obliczono na 200 złp. rocznie, ale już w roku 1785 podwyższono tę kwotę na 240, a w roku 1787 wynosiła opłata aż 300 złp. Szereg wykwalifikowanych chirurgów po miastach i miasteczkach był dobrodziejstwem prawdziwem dla prowincji. I tak przybywało rok rocznie coś pożytecznego, a wszędzie i do wszystkiego przydatnym bywał departament policji.

Nabywszy doświadczenia, przystąpiono do organizacji dokładniejszej i urządzono jakby prowincje policyjne, t. zw. "wydziały policyjne", których w Koronie było 12, mianowicie: podlaski, mazowiecki, warszawski, ruski, poznański, sieradzki, kujawski, krakowski, podolski, bracławski, kijowski i lubelski.

Kryterjum ostatecznem ładu w społeczeństwie i wystarczalności jego urządzeń administracyjnych cóż ma być, jeżeli nie stopień bezpieczeństwa publicznego? Otóż pod tym względem Polska czasów Stanisławowskich zajmowała pierwsze, najzaszczytniejsze miejsce pośród społeczeństw europejskich. Mamy na to świadectwa cudzoziemców;

W roku 1779 podróżował po Polsce profesor uniwersytetu w Cambridge, Coxe, w towarzystwie lorda Herberta. Stwierdza on nadzwyczajne ubóstwo ludu wiejskiego, a pomimo to nigdy w ciągu całej podróży nic im nie zginęło, chociaż zostawiali powóz często na dworze na noc bez dozoru; ażeby poznać dokładniej kraj i ludzi, podróżowali pocztą, nocowali po karczmach, urządzali sobie posiłki przy chłopskich ogniskach - i nigdy nie doznali żadnej przygody ni straty. Wjechawszy następnie w granice państwa rosyjskiego, zostawiali służącego na noc w powozie i po każdym noclegu wypadło im stwierdzić jakąś kradzież.

Podróżnik z roku 1791, Biester, twierdzi, że "w Polsce jechać można we dnie i w nocy całkiem bezpiecznie. Jeden człowiek wiezie kabryoletem kilkakroć stotysięcy dukatów; i z zagranicy często powierzają znaczne kwoty nieznanym woźnicom z dalekich polskich prowincyj, a nikt jeszcze nie słyszał, żeby je skradziono". - Inflantczyk Schultz, niechętny dla Polski, jeżdżąc przez Polskę dwukrotnie podczas sejmu czteroletniego i trzecim razem w roku 1793, radzi obierać drogę nie przez Prusy, lecz lepiej przez Polskę, bo i poczty w Polsce szybsze i drogi zupełnie bezpieczne. Zaręcza, że nigdy ani on, ani nikt z wielu jego znajomych, podróżujących po Polsce, nigdy nie dostrzegł nic podejrzanego ani nawet w najciemniejszych lasach, ani w nocy.

Toteż w Polsce dokonywały się skarbowe przesyłki pieniężne w sposób, wydający się wprost nieprawdopodobnym. Co kwartał przewożono z każdej prowincji skarbowej kasę prowincjonalną do Warszawy, a więc np. z Krzemieńca, albo z Poznania do Warszawy, przewożąc czasem około miljona złotych. Może w sporządzonych umyślnie do tego wozach żelezistych, z odpowiednią eskortą wojskową? Przewożono je prostą wynajętą "budą żydowską", pod eskortą jednego, co najwyżej dwóch strażników konnych. W ciągu lat 30, z których przestudjował wszystkie sprawozdania skarbowych urzędów T. Korzon do swych "Dziejów wewnętrznych za Stanisława Augusta", raz jeden tylko zdarzyło się, że złupiono kasę egzaktorowi w Latyczowie, a sprawcami byli hajdamacy nad granicą turecką.

Przyjrzyjmyż się podłożu ekonomicznemu tych lat, ażeby przejść do administracji skarbowej. Przedewszystkiem zadać sobie trzeba pytanie, jak stała kwestja pieniądza?

W r. 1786 zdecydowano się uzgodnić kurs oficjalny z rzeczywistym, co oczywiście stanowiło nieodzowny warunek trwalszej sanacji. Uznano kurs 18 złp. na jeden czerwony złoty. Na niedostatek gotówki użalano się ciągle. Obliczono, że w Anglji było w r. 1775 w obiegu gotówki wartości 880 miljonów złp., gdy tymczasem Polska posiadała w r. 1776 zaledwie półpiąta miljona złp. gotowizny. Stwierdzano z przerażeniem, że ilość ta zmniejsza się jeszcze coraz bardziej. W roku 1784 nie było w Polsce ponad cztery miljony gotówki; posługiwano się też z konieczności walutami obcemi.

Nie umiano operować kredytem państwowym. Aż do roku mniej więcej 1770 nie wiedziano w Polsce wogóle, co to jest kredyt publiczny; takie zacofanie ignorancji otrzymano w spadku po pokoleniach okresu saskiego. Pierwsza głośna wzmianka o kredycie państwowym pochodzi od Sułkowskiego Augusta, który w roku 1774 przemawiał w sejmie o "kreacji ceduł papierowych, które idą pro currenti moneta". Od niego też wyszedł projekt "pomnożenia dochodów Rzeczpospolitej przez ustanowienie banku". Jedno i drugie zostało wówczas zignorowane. W roku 1777 pojawił się w druku niewiadomego autora "projekt względem monety papierowej" na 40 miljonów złp. w biletach po 100 złp. (oparcie na ziemi do połowy wartości dóbr, a więc rodzaj listów zastawnych). Na sejmach z lat 1780 i 1784 pojawiają się już projekty banku narodowego, lecz do rozpraw nad tem nie doszło; ogół sejmujących nie rozumiał jeszcze sprawy.

Sejm roku 1775 musiał podwyższyć znacznie wszystkie podatki. W latach 1775-1777 przeprowadzono lustrację "dymów", t. j. domów mieszkalnych. Wprowadzono nieznane dotychczas w Polsce stemple, a niebawem monopol tabaki.

Poprzednie komisje skarbowe pozostały z razu i pod Radą Nieustającą bez zmiany. Podział na prowincje skarbowe musiał niestety uledz rewizji.

Skutkiem pierwszego rozbioru roku 1772 odpadła niemal cała prowincja krakowska, część ruskiej i znaczna część wielkopolskiej, a w następstwie tego trzeba było organizować na nowo prowincje w r. 1774, zmieniać granice ich, przy czem podzielono uszczuplone wielce państwo na prowincyj skarbowych pięć: krakowska, wielkopolska, mazowiecka, ruska i ukraińska.

Departament skarbowy rozpoczął swe czynności w maju 1775 roku, zagarniając pod swe zwierzchnictwo obie dotychczasowe komisje skarbowe, koronną i litewską, jako główne centralne organy departamentu, lecz już nie samodzielne władze, bo departamentowi podległe. Przy zmniejszonych granicach sejm uchwalił armję większą, a zatem podatki musiano podwyższać wielce. Podwyższono od razu kwartę i pogłówne żydowskie, a przywrócono zniesione w r. 1706 "cło generalne"; wtenczas tez zaprowadzono w Polsce po raz pierwszy stempel czyli t. zw. "papier stemplowy"; nie sprzedawało się bowiem osobnych stempli, któreby naklejał sobie każdy na papier, jak trzeba - ale pisało się na arkuszu papieru, wyrabianego umyślnie dla rządu, ze stemplem już na tym papierze wybitym. W ciągu dwóch lat zdążyła Komisja przeprowadzić, co trzeba było nowego i przywrócić ład stary. Pracy przybywało ogromnie, a więc musiano powiększyć liczbę oficjalistów. Coraz dokładniej prowadzono księgi i korespondencję służbową.

W roku 1774 wraz z nowemi podatkami przybyło trzech nowych "regentów": od podymnego, od papieru stemplowego i od tabaki. Był osobny urzędnik, zwany kontraregestrantem generalnym do kontroli dochodów z cełł i do rewizji sprawozdań składanych Komisji. Ten miał do pomocy kilku aplikantów. Kancelarja ta, zwana "kontraregestrancją" miała sobie poruczoną buchalterję ogólną i (zdaje się) układanie rachunków sejmowych. Cała ta kancelarja kosztowała 10.000 złp. rocznie. Ponieważ sejm czteroletni zaprowadził monopol, trzeba było na miejsce jednego regenta tabacznego urządzić cały "departament dyrekcji tabacznej", w którym zasiadało czterech wyższych urzędników obok personalu zwykłego kancelaryjnego. Wcześniej już istniała "Dyrekcja loterji", licząca sześciu wyższych urzędników i 9 aplikantów.

Zarząd tabaczny powstał w r. 1777. Rząd zawarł wtedy kontrakt na 6 lat ze spółką Dekert, Rafałowicz i Blank, która zobowiązała się sama sprowadzać materjał, i zakładać fabryki tytoniu i tabaki, urządzać magazyny po całym kraju. Sprzedaż "dystrybutorom" po cenach oznaczonych przez skarb miała być prowadzona tylko przez "oficjalistów skarbowych", a dochód ze sprzedaży dzielił się pomiędzy spółkę a skarb. Do każdej fabryki mianowano inspektora fabrycznego, a do każdego magazynu pisarza magazynowego i substytuta. Od nich szły co miesiąc wykazy do regenta tabacznego w Komisji skarbowej. Dystrybutorami bywali także Żydzi. Po kilku latach zaszła potrzeba ustanowienia pięciu rewizorów generalnych; tak szybko rozrastała się ta gałąź dochodów. Toteż rząd postanowił spółkę spłacić i fabryki wykupić kosztem jednego miljona złp. Fabryk było w roku 1790 trzy, mianowicie: w Warszawie, w Korcu i Poznaniu; w następnym roku przybyła czwarta, w Kielcach. Komisja skarbowa przejęła więc cały personal urzędników i robotników fabrycznych na koszt państwa. Inspektorowie pobierali po 5.000 do 6.000 złp. rocznie, a więc byli opłacani bardzo wysoko; pisarze od 1.200 do 3.000 złp.; płacy robotnika nie znamy.

Ani teraz jeszcze nie wymagało się od urzędników jakich specyalnych kwalifikacyj, jakiegoś poprzedniego przygotowania "zawodowego" - boć "zawód urzędniczy" jeszcze nie istniał. Całą ich szkołą zawodową była praktyka. Jak i kiedy się wyuczy, to już jego była rzecz; jeżeli okazywał się niezdatnym, oddalano go, co mu zresztą nie przynosiło ujmy. Niezdatny do pewnego urzędu mógł doskonale nadać się do innego; bywały też wypadki, że oficjalista sam prosił o dymisję, motywując podanie tem, jako się przekonał o swej niezdatności. Zaczynano zresztą od aplikantury, było więc dość czasu wyuczyć się i nabyć tego, co dziś zowiemy "rutyną urzędu". Doświadczenie i znawstwo rzeczy umiano cenić u urzędnika, a praktykę uważano za doskonałą rekomendację. Kiedy chodziło o traktat handlowy z Prusami w r. 1789, podskarbi ówczesny Kossowski posyła do pomocy skromnego pisarza komory wodnej w Nieszawie, i pisze o nim, że potrzebny, bo posiada "dokładną i gruntowną znajomość ekspedycji oraz gatunku towarów, co jest fundamentem do nadania rzeczom szacunku i zastosowania opłaty celnej"; a pisarz Celiński, od lat 20 służąc na komorze, zna to na wylot.

Rzetelność urzędników skarbowych asekurowaną była na ich posiadłościach ziemskich. Każdy oficjalista musiał wydać dokument na zabezpieczenie ewentualnych pretensyj skarbowych na swym majątku, albo też dostarczyć takiego ubezpieczenia od jakiegoś właściciela majątku ziemskiego, lub odpowiedniej nieruchomości w mieście. Dzisiaj nazywamy to kaucją hypotecznie zabezpieczoną, kaucją na hypotece. Od roku 1785 wprowadzono do tego drukowane blankiety, żeby w całem państwie zeznawano tę asekurację jednakowo. Przy każdej nominacji badano, czy kaucja hypoteczna jest wystarczająca, a przy posunięciu na urząd bardziej odpowiedzialny trzeba było i kaucję zwiększać. Kto nie mógł dostarczyć takiego poręczenia, nie mógł piastować urzędu skarbowego. Wolnymi od tego byli tylko początkujący aplikanci i strażnicy. W razie jakiejkolwiek straty, choćby z pomyłki, z nieporozumienia, zajmowano wszystkie fundusze oficjalisty lub poręczyciela; nieraz poręczyciele miewali do czynienia ze sądem Komisji. Dochowały się w aktach dowody, jako jeden poręczyciel zapłacił za pisarza lubelskiego 51.527 złp., co stanowiło cały majątek; ale drugi poręczyciel musiał płacić za superintendenta kasy generalnej aż 305.218 złp., co było już grubym majątkiem! Oczywiście zdarzało się coś takiego niezmiernie rzadko, bo każdy dobrze się namyślał, nim się zdecydował być poręczycielem i poręczano tylko ludziom pewnym, znanej uczciwości.

Urzędnicy polscy skarbowi odznaczali się uczciwością w stopniu wprost nieznanym za granicą. Celowali również pilnością i prawidłowością w urzędowaniu, zwłaszcza odkąd po kilku latach nowych urządzeń wyrobiła się wprawa techniczna i należyty ład w prowadzeniu interesów. Surowa była kontrola nad oficjalistami i rygor. W ciągu 13 lat wypadło wydalić dwóch superintendentów, a przeciw pisarzom na komorach zdarzyło się zaledwie dziesięć decyzyj dyscyplinarnych.

Konduita oficjalistów poprawia się szybko i porzednia najlepsza opinja polskiego urzędnika powraca. Kto nie mógł odzwyczaić się od anarchji kilku poprzednich lat, został oddalony bez litości i był dotkliwie karany wysokiemi karami pieniężnemi. Za spóźnione np. odebranie i zapisanie cła od wina od jednego tylko kupca, wymierzono urzędnikowi 500 złp. grzywny, co rujnowało go od razu, a odrobić nie będzie mieć sposobności, bo go się równocześnie ze służby wydala. Podnieść należy, że ilość dochodzeń przeciw oficjalistom stale się zmniejszała; nie brak natomiast chlubnych wzmianek ze strony rewizje przeprowadzających komisarzy. Dla charakterystyki czasów przytoczmy, że kontraregestrant prowincji skarbowej ruskiej otrzymał surowe upomnienie i omal nie został wydalony "za przypuszczenie Żydów do kontraktu o zboże, w chęci zysku". Komisja skarbowa uznała, że zasłużył na wydalenie, ale daje "z litości ostrzeżenie, iż najmniejsze uchybienie karę oddalenia ze służby pociągnie". Rewizorów komornych podpadło wydaleniu w tych latach siedmiu, a ośmiu karom dyscyplinarnym. Exaktorowie otrzymali w roku 1776 upomnienie, że nie wolno od stron przyjmować żadnych podarunków, a to pod karą przymusowego zwrotu podwójnie i wydalenia ze służby. W administracji czopowego wydarzył się jeden tylko wypadek oddalenia rewizora browarnego w Warszawie za niedopełnienie obowiązków. Dozór stawał się coraz ściślejszym, a mimo to przy zwiększonej wielce liczbie oficjalistów ilość przewinień służbowych stosunkowo raczej się zmniejszała. Ogół oficjalistów wywiązywał się dobrze ze swych obowiązków.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści