Feliks Koneczny - "Dzieje administracji w Polsce w zarysie"

Nauka finansów państwowych powstała we Włoszech z końcem wieku XIV, w środkowej zaś Europie w połowie XV w. Pierwszym skutkiem naukowego zajmowania się temi kwestjami było rozróżnienie w państwie dwóch skarbów. Dotychczas wszystkie dochody publiczne gromadziły się na dworze królewskim. Przy monarsze było nie-tylko wybieranie podatku, ale też szafunek skarbu na cele państwowe według własnego uznania, bez jakiejkolwiek kontroli. Król nie zajmował się oczywiście sam osobiście wszystkiem, a więc skarb był do uznania jego doradców, lub... zauszników, dostojników, wielmożów i dworzan. Ludność poprzestawała długo na tem, że nie można było nałożyć na nią podatku bez jej zezwolenia ("nic na nas bez nas"), ale nie troszczyła się już o to, co z tymi podatkami dalej się działo. Dopiero w połowie XV wieku spostrzeżono się, że lepiej będzie urządzić dwa skarby, osobny królewski, całkowicie do dyspozycji króla, i osobny drugi, przeznaczony wyłącznie na potrzeby państwowe.

U nas zaprowadzono to w roku 1505, nakazując podwójne rachunki z dochodów publicznych i dwa skarbce, mianowicie: nadworny i "pospolity". Odtąd mamy też dwojakich podskarbich: nadwornego i koronnego.

Niektóre dochody publiczne uznano tedy za własność właściwego skarbca królewskiego, czyli, jak mawiano, za dochody stołu królewskiego. Nie znaczyło to jednak, żeby wszystkie te pieniądze obracane były wyłącznie tylko na samo utrzymanie rodziny królewskiej i jej dworu; nie miało to być tem tylko, co dziś nazywamy "listą cywilną". Król miał moralny obowiązek dawać i z tego skarbu na cele publiczne, ale zależało to od jego uznania i od porządków, zaprowadzonych w zarządzie podskarbiostwa nadwornego, jaką część dochodów użył król na swe prywatne niejako potrzeby, a ile oddawał państwu; miał prawo formalne zużyć wszystko dla siebie. Ten skarb nadworny był więc skarbem publicznym według starej modły, jak bywało przed skarbów rozdzieleniem.

Dochody skarbu nadwornego były jednostajniejsze i posiadały ciągłość bezwzględną, nie zależną od uchwały sejmowej; pochodziły ze źródeł, których wydatność łatwiej można było przewidzieć, bo istniejących i działających zawsze. Skarb bowiem "pospolity" napełniał się z podatków uchwalanych przez sejm, a sejm uchwalał je rozmaicie i mógł wcale ich nie uchwalić; były tedy podatki co roku inne, a nikt nie mógł przewidzieć, jakie będą na rok następny - gdy tymczasem skarb nadworny miał swoje dochody stałe; królewszczyzny, żupy, olbory (wyjaśnienie niżej w tym samym ustępie), cła, myta, dochód z mennicy, funtcole gdański, elbląski i ryski (wyjaśnienie poniżej). Trzy tylko podatki należały do skarbu nadwornego: podwodne, stacyjne i koronacyjne; są to podatki drugorzędne, drobne. Przejdźmy po kolei wszystkie źródła dochodów skarbu nadwornego:

W królewszczyznach skarb sam nie gospodarował, lecz wypuszczane były w dzierżawę. W znacznej części stanowić miały "chleb dla dobrze zasłużonych" (panis bene merentium) i te dawały najmniej - a inne niewiele skarbowi, ale dzierżawcom tak wiele, iż wytwarzały się z nich nowe rody możnowładcze.

Król puszczał dobra państwowe w dzierżawy, zwane starostwami. Nazwa poszła stąd, iż dzierżawcy królewscy przedstawiali tam osobę króla wobec osiedlonych w królewszczyźnie mieszczan i kmieci. Stąd dwa rodzaje starostw w Polsce: grodowe, będące urzędami państwowemi, i dzierżawne, czyli t. zw. tenuty.

Komu król chciał okazać swą łaskę, dawał mu królewszczyznę w dzierżawę. Czynsz był nieznaczny, a nie podwyższano go nigdy. Bogacono się na tenutach; takie zaś rody, w których starostwa pozostawały przez trzy pokolenia, stawały się możnowładczymi. Bywało, że jedna osoba dzierżawiła po dwa i trzy starostwa; w jednym rodzie bywało ich po kilkanaście. Nowe rody możnowładcze urastały kosztem państwa, na publicznym chlebie, a ze szkodą skarbu publicznego. Jeżeli bowiem za Zygmunta Starego (1506 - 1548) czynsz był taki sam, jak za Władysława Jagiełły, toć dzierżawa była po prawdzie darem.

Żadne państwo europejskie nie miało tyle królewszczyzn, ile Polska. Gdyby one dawały należyty dochód, byłby on znacznie większy, niż ze wszystkich podatków. W rzeczywistości atoli dochód z królewszczyzn był śmiesznie mały i musiał być podniesiony.

Od roku 1562 postanowionem było, że czwarta część dochodów z królewszczyzn ma być obracaną na stałe wojsko zaciężne na kresach południowo-wschodmch, jako pogotowie wojenne przeciw najazdom tatarskim. Zygmunt August sam tę ofiarę dla Rzpltej zgłosił; odtąd tedy tylko 4/5 dochodów skarbu nadwornego skarb ten stanowiło, piąta część bowiem przechodziła do "pospolitego koronnego". Utrzymywane z tych funduszów wojsko zwano "kwarcianem", sam fundusz "kwartą". Licząc na rozmaite drobne wydatki pewną część, przelewano do skarbu koronnego na czysto część dochodów z królewszczyzn nie czwartą, lecz piątą.

Od roku 1567, postanowiono, żeby starostowie z dzierżawionych królewszczyzn oddawali na "kwartę" część piątą, do skarbu nadwornego trzy piąte, a jednę piątą żeby zostawiali dla siebie. Ale była to teorja. W praktyce działo się trochę inaczej. Rachunki z roku 1572, okazują, że skarb nadworny otrzymał zamiast 60°/o zaledwie 28% dochodów z dóbr państwowych, a w ręku starostów pozostało nie 20°/o,. lecz 52°/o. W roku 1574 było jeszcze gorzej: skarb nadworny otrzymał ledwie niecałych 20°/o!

Niektórzy ze starostów nie mogli naprawdę opędzić wydatków swoich piątą częścią dochodów. PamiętajmyŻ, że byli starostowie dwojacy: jedni tylko z imienia, a właściwe tylko dzierżawcy tenutaryusze, zwani tylko przez grzeczność starostami a posiadający władzę starościńską tylko nad kmieciami swojej "tenuty" - i drudzy, prawdziwi starostowie, urzędnicy królewscy, o których znacznej i rozległej władzy była już mowa. Otóż obowiązywała w ówczesnej Polsce zasada (która do dnia dzisiejszego obowiązuje w licznych sądach angielskich), że państwo dba o wynagrodzenie tylko naczelnika urzędu, wyznaczając je dość wysoko, umyślnie, ażeby on opłacał swych pomocników "ze swego". Starosta opłaca tedy z dochodów, jakie mu daje królewszczyzna, personal sędziowski i admistracyjny na swoim "grodzie". Jakże można było żądać od nich, żeby pobierali z królewszczyzny część taką samą, jak tenutaryusz, który miał minimalne tylko koszta kancelaryjne?

Słusznie tedy postanowiono w roku 1574 powiększyć "zaopatrzenie" starostom "grodowym", mianowicie w tym stosunku, że odtrąciwszy "kwartę", t. j. 20°/o, pozostałe 80% miały być dzielone na dwie połowy, po 40°/o do skarbu nadwornego i 40°/o na rzecz starosty. W starostwach niegrodowych, w zwyczajnych "tenutach" (zwanych też "ekonomiami") pozwalano dzierżawcom zatrzymać 30%, a więc stosunkowo bardzo dużo; kwarta otrzymywała zwykłe 20%, więc na skarb nadworny miało przypaść 50%. Ale w r. 1578 dostało się skarbowi temu zaledwie 25%, a tenutaryusze zatrzymali 55%. Przez cały czas rządów Stefana Batorego (a odznaczających się energiją!) nie wpływało do skarbu z królewszczyzn więcej, jak jedna piąta, zamiast owych trzech piątych, uchwalonych za Zygmunta Augusta!

Roczny dochód z królewszczyzn wynosił przeszło miljon złp., a zatem wpływało do skarbu nadwornego z tego źródła około 200,000 złp., a drugie tyle szło na "wojsko kwarciane". Dochody od starostów powiększyły się za króla Stefana wprawdzie, lecz nieco tylko, wcale nieznacznie.

Powiększyły się natomiast znakomicie dochody ze żup solnych. Zaliczano do tej rubryki skarbowej kopalnie soli w Bochni i w Wieliczce, kilkanaście warzelni na Rusi podkarpackiej i komory solne, t. j. wielkie składy rządowe, urządzane w rozmaitych punktach państwa dla ułatwienia sprzedaży. Z żup "krakowskich" t. j. z Wieliczki i Bochni dochód przeszło podwojono za Batorego (z 24,000 na 66,000 złp. rocznie, bez "kwarty"). Zarządzający salinami żupnik i bachmistrz pozostawali do rządu w stosunku dzierżawców pewnych części salin. Jeżeli się trafił dzierżawca na całość (co bywało już zwyczajnie w drugiej połowie wieku XVI), w takim razie on wynagradzał żupników i cały personal górniczy.

Skutkiem niedomagania ówczesnych środków komunikacyjnych sól "krakowska" ani "ruska" nie dochodziła do północnych i zachodnich prowincyj. Transport jej kołami nie opłacał się ni na Mazowsze, ni do Wielkopolski. Na sejmie roku 1565, powiada kasztelan wizki o tem: "Musiałem dwie niedziele po włosku jadać bez soli". Toteż do tamtych ziem przywożono sól zamorską, przez Królewiec i Gdańsk głównie; w Wielkopolsce rozchodziła się nawet sól z Rzeszy Niemieckiej z Hali (Hall). Zaczęto tedy sól ruską spławiać do Bydgoszczy Sanem i Wisłą, ale często niski stan wody obracał to w niwecz. Zdarzało się też coś gorszego: dla braku należytego dozoru sprzedano po drodze większą część soli, nim zdążyła dopłynąć do Bydgoszczy. A gdy raz sól zamorska zyskała sobie kupców, pozostawała już niebezpieczną konkurentką polskiej królewskiej. Zakładano tedy warzelnie soli w Toruniu i w Bydgoszczy; podobnież dla prowincyj wschodnich próbowano w r. 1578 utworzyć ognisko przemysłu solnego w Brześciu nad Bugiem, urządzając też warzelnie w okolicy (główna w Kodniu) - ale pokazało się, że nasze piece w warzelniach pochłaniają za dużo paliwa i dlatego nie mogły konkurować z warzelniami zagranicznemi. Przejdźmy do c e ł ł.

Cełł było w Polsce znacznie mniej, niż w innych państwach. Dopomagało to kupcom krajowym, a zachęcało obcych. Za granicą obowiązywała ciągle jeszcze zasada, że każdemu wolno zakazać obcemu przejścia przez swe grunty; mógł więc każdy stawiać rogatkę na swej posiadłości, lub zastawić rzekę. Przybywało wprawdzie dróg publicznych, państwowych, lecz zwolna; toteż za granicą było cełł prywatnych kilkakroć więcej, niż państwowych czyli t. zw. królewskich.

Wyprzedziła Polska całą Europę przez to, że w r. 1447 ogłoszono zupełną wolność spławu na spławnych rzekach, znosząc tedy od jednego razu wszelkie cła prywatne rzeczne, a nie zaprowadzając na rzekach wcale cełł publicznych. Zakazano też stawiać po przez rzeki jakiekolwiek przeszkody żegludze, np. zastawy dla hodowli i połowu ryb, któreby tamowały komunikację wodną. O ileby nie można było obejść się bez zastaw, nakazano robić w nich bramy i otwierać dla przepływających czółen, tratew, galarów.

W ustawie roku 1447 wymienione są następujące rzeki: Wisła, Dunajec, Wisłoka, Bug, Brda, Wieprz, Tyśmienica, San, Nida, Warta, Prosna, Narew, Dniestr i Styr - i dodano do tego spisu wyrazy: "i inne jakiebądź". Ogłaszano więc "królewskiemi" wszystkie rzeki, wszystkie uznawano drogami publicznemi, otwartemi dla wszystkich. Rzeki wymienione imiennie w ustawie roku 1447 były widocznie w owym roku spławnemi i już wtedy posiadały żeglugę handlową. Ustawa tyczyła się atoli każdej a każdej rzeki, która stałaby się spławną.

Robiło się też w Polsce dla poprawy żeglugi rzecznej więcej, niż w jakimkolwiek innym kraju; regulowano je i pogłębiano koryta, tak, iż po niedługim stosunkowo czasie Polska posiadała najlepszą w całej Europie sieć dróg wodnych śródlądowych, tanich, wolnych, bezpiecznych i nie podlegających opłatom celnym. Z dawniejszych zaś jeszcze czasów były publicznemi wolnemi drogami Noteć, wszystkie dopływy i odpływy jeziora Gopła i rzeka Odra; w taki sposób krajowe drogi wodne łączyły się z Odrą. Następnie stały się jeszcze spławnemi pomniejsze niektóre dopływy Wisły i Warty: Narewka, Drwęca, Pilica, Ligota i w dniestrowem dorzeczu Ropa, a w dnieprowem Horyń, Słucz, tudzież litewski Niemen ze swym głównym dopływem Wilją.

Równocześnie ze zniesieniem cełł rzecznych urządzono tegoż roku 1447 surową rewizję lądowych celł prywatnych, przykazując, żeby każdy, kto je pobiera, wykazał się, czy ma na to pozwolenie od którego z poprzednich królów. Ogłoszono tedy zasadę, że na pobieranie cła trzeba zezwolenia od króla, czyli, jakbyśmy dziś powiedzieli: konsensu państwowego. Na przyszłość zaś nie dawał król w Polsce takich pozwoleń, a z przeszłości niewielu zapewne mogło przedstawić dokumenty w należytym porządku; toteż cła prywatne ginęły szybko.

Uważano, że cła prywatne są niesłuszne, że tylko państwo może je nakładać. Pojawiają się potem tu i ówdzie cła wewnętrzne, ale za każdym razem wymaga to osobnej uchwały sejmowej, a pobieranie cła usprawiedliwione być musi jakimś specjalnym celem dobra publicznego, na-przykład dochód z cła na naprawę grobli, mostu i t. p.

Nikomu tedy nie udzielano już pozwolenia na cło prywatne i skarb nie czerpał dochodu z tego, że ktoś będzie się z nim dzielić zyskiem osiągniętym z zagrodzenia drogi - jak to bywało za granicą. Wszystkie cła były publiczne, państwowe, ale też wszystkie były na granicach państwa; innych nie znano w Polsce od drugiej połowy XV wieku.

Zarząd celny podzielony był terytorjalnie na kilka części, z których każda miała swego "głównego celnika". Osobny zarząd miała Wielkopolska i Małopolska razem. Władza celnika "ruskiego" rozciągała się na krainy z komorami celnemi w Sandomierzu, Lublinie i Lwowie. Oddzielną znów całość celną tworzyły Podlasie, Wołyń i Kijowszczyzna, z rozciągającem się pośrodku Podolem. Osobną gałąź zarządu celnego stanowiło cło wodne, istniejące we Włocławku na Wiśle. Czasem skarb nadworny administrował cłami, powierzając je "do wiernych rąk" zgodzonego w tym celu administratora - częściej jednak wypuszczano je w dzierżawę, trzymając się tego systemu, jako mniej kłopotliwego. Za króla Stefana niemal zawsze i wszędzie bywali dzierżawcy, ale podwyższano czynsze, i dochody z tego źródła podwyższyły się o 16.000 złp. Nadto osobno szacowano cło włocławskie wodne na 3.000 rocznie. Było to jedyne cło, które od roku 1572 nie było puszczane w dzierżawę, lecz dawane było stale "do wiernych rąk" Jana Sierakowskiego, wojewody łęczyckiego. Widzimy tedy, że dostojni personaci decydowali się być administratorami cła. Skarb nie bardzo dobrze wychodził na tem "poświęceniu się", bo pan wojewoda zalegał z wypłatą za lat kilka. Administrator był jednak do pewnego stopnia i dzierżawcą, gdyż i on opłacał potrzebny do zarządu personal "ze swego".

Przez "o l b o r ę" rozumiano dochód od prywatnej produkcji kopalnianej. Główną była olkuska olbora. W Olkuszu i okolicy wydobywano srebro z rudy ołowianej. Srebro szło do mennicy, urządzonej w mieście Olkuszu. Skarb sam nie trudnił się poszukiwaniem, ni wydobywaniem rudy. Temu oddawali się t. zw. "gwarkowie", z pośród miejscowej ludności - a skarb pobierał od nich "dziesiątą nieckę kruszcu" i po jednym groszu od niecki. Pobraną od gwarków rudę przetapiał skarb w swej własnej hucie; bywały jednak lata, że kazał gwarkom oczyszczać rudę, płacąc za to ze swoich dochodów, z "olbory". Odbieranie olbory posiadało odrębną administrację: żupnika, podżupnika, ważnika i odpowiednią ilość "służebnych ludzi". Żupnika roczny "jurgielt" wynosił 500 złp.- a cały średni dochód z olbory olkuskiej wynosił l.400 złp, Chodziło o mennicę w Olkuszu, która musiała być utrzymywaną, a dawała też dochód, zwany "prowentem menniczym". Ten dochód wprawdzie także nie bardzo wchodził w rachubę (bo państwo polskie nie oszukiwało na monecie), ale trudno... mennica być musiała.

Bez porównania więcej dochodów dawałyby "funtcole" gdańskie, gdyby nie to, że skutkiem ustawicznych zwad z Gdańskiem dochód ten nie dochodził regularnie (wszakżeż Batory musiał orężnie poskramiać Gdańszczan w bitwie pod Lubieszowem). Była to opłata od kupców zawijających do gdańskiej przystani, stosowana do wagi towaru (stąd "pfund-zoll", cło od funtów). W roku 1586, kiedy stosunki z Gdańskiem były przyzwoite, dochód ten wyniósł 30.000 złp. Elbląski funtcol szacowany był na 8.000 złp. W Rydze zaprowadzono tę opłatę w roku 1582; dochód z niej szedł naprzemian jednego roku do skarbu nadwornego koronnego, drugi rok do litewskiego, ponieważ Inflanty stanowiły prowincję obojga państw wspólną, a zatem wszelkie dochody z Inflant szły "alternando", t. j. naprzemian na tę i tamtą stronę.

Podatek "podwodnego", wpływający również do skarbu nadwornego, powstał w miastach królewskich przez zamianę obowiązku dostarczania podwód na usługi króla i państwa na podatek pieniężny. Same miasta pragnęły skupu takiego, który lepiej je zabezpieczał od nadużyć przejeżdżających dworzan i urzędników. Na Litwie nastąpił ten skup wcześniej, niż w Koronie (na sejmie warszawskim 1564 roku). Podatek wybierano raz w rok, na św. Marcin. Miasta (i niektóre wsie królewskie) wpłacały pieniądze do grodu lub do dworu tenutaryusza, a starosta odsyłał je na św. Mikołaj do skarbu nadwornego, tam, gdzie król w danym czasie przebywał. Za króla Stefana wpływało z tego tytułu do skarbu koronnego nadwornego około 2500 złp.; wkrótce podatek ten stał się intratniejszym, bo w r. 1590 szacowano go już na 4.000 złp.

Z dawnego obowiązku dostarczania utrzymania przejeżdżającemu dworowi lub wysłannikom krółewskim, który to obowiązek ciążył na niektórych miastach ("królewskich"), na 32 klasztorach położonych przy główniejszych traktach, tudzież na Żydach - powstał podatek "stacyjny", dostarczający skarbowi nadwornemu przeszło 3000 złp. rocznie.

Miasta królewskie obciążone były nadto podatkiem koronacyjnym, uiszczanym, jako podatek nadzwyczajny, z powodu koronacji króla i królowej (jeżeli równocześnie, podatek tedy podwójny). Stanowił zazwyczaj połowę głównego podatku miejskiego (o którym niżej), t. zw. szosu. Na jedną koronację wypadło w tym okresie średnio 3.300 złp.

Cały dochód skarbu nadwornego w Koronie wyniósł w roku 1574 kwotę 106.000 złp.; w latach następnych podniósł się do 180.000. Gospodarowano więc lepiej za Batorego.

A teraz zapytajmy o rozchody skarbu nadwornego. Nie sądźmy, że służył on tylko na pokrycie wydatków związanych z utrzymaniem królewskiego dworu; i nie sama tylko "kwarta" ciążyła na nim.

Cobyśmy powiedzieli, gdyby dziś w państwie którem monarchicznem król miał wypłacać ze swego nadwornego skarbu dyety... posłom sejmowym? Otóż tak bywało pierwotnie, bo byli oni niejako królewskimi gośćmi. Na sejmie koronacyjnym Batorego około setki posłów, na sejmie toruńskim następnego roku 109; a w roku 1585 było ich 123 na utrzymaniu królewskiem przez sześć tygodni. Wypłacano posłom ze skarbu nadwornego dyety zwane "strawnem" w rozmaitej wysokości, stosownie do oddalenia, mieszcząc więc w tem i koszta podróży, po 32 do 80 złp. za cały czas sejmowania (sejm nie mógł obradować dłużej jak sześć niedziel).

Niemałym też ciężarem skarbu nadwornego było przyjmowanie i upominki posłów tureckich, tatarskich, moskiewskich i wołoskich, z których-to stron posłowie i gońcy rok w rok, a nawet po kilka razy w roku zjeżdżali, a tatarscy brali sute "pominki" i odwozili całe fury darów dla swoich "carów". A Tatarzyni lubili jeździć, bo się na tych posłowaniach, z reguły całkiem niepotrzebnych, doskonale obławiali. Wyzyskiwano po prostu dwór królewski. W roku 1576 przybyło poselstwo tak liczne, iż zwracało to uwagę nawet... współczesnych: Był poseł od samego hana (oczywiście ze służbą), potem od czterech żon cara-hana od każdej osobny poseł, od szesnastu synów posłów szesnastu, i jeszcze trzech od trzech żon pierwszego "carewicza", od trzech żon drugiego podobnież, nadto jeszcze od dziewięciu "carewien" - a wszystko to z orszakami i służbą. Nie koniec jeszcze! Oprócz tego posłowie od murzów i innych dostojników tatarskich do rozmaitych senatorów polskich czy litewskich, byle upolować pozór do wykwintnego życia darmo przez jaki kwartał, w podróży przez państwo polskie i podczas pobytu na dworze. Przyjeżdżali sobie w sto kilkadziesiąt koni, a skarb nadworny musiał ich żywić i jeszcze myśleć o podarkach dla nich. Poselstwo perekopskie w r. 1576 liczyło 90 osób oprócz służby, koni kilkaset; kosztowało to króla 3893 złp. - t. j. tyle, ile wydawano na stół królewski mniej więcej na cały kwartał; posiadamy bowiem dokładne rachunki (z roku 1583), gdzie z ogólnego przy końcu zestawienia wyczytujemy, jako "suma wszystkiego tak do kuchni jako i piwnicy czyni na tydzień 348 złp. 20 gr., a na rok czyni 18.192 złp. 69 gr."

Dzięki dochowanym księgom rachunkowym możemy wglądać w najdrobniejsze nawet szczegóły finansowości polskiej za Stefana Batorego. Wydatki jednego i drugiego skarbu znamy również dokładnie, jak dochody. Możemy wykazać co do grosza, jako król Batory do kosztów utrzymania dworu swego dołożył własnych 11.000 zł. pol. Możnaby tu wstawić kompletna tabelę "ordynacji" urzędników dworskich z roku 1583. Dla przykładu przytoczmy niektóre pozycje: Marszałek koronny pobiera z tego skarbu rocznie "jurgieltu" 1440 zł. pol. (wszystkie następne liczby również w złotych polskich i rocznie); marszałek nadworny 720 zł. pol.; podskarbi nadworny 1120; podczaszy nadworny 1000; podstoli 844; sekretarz 360; pisarz skarbny 616; tłumacz 604. Ta ostatnia pozycja czyżby dziś była zaliczana do kosztów dworu? ale tłumacze do języków wschodnich jeździli ciągle z królem i dlatego z nadwornego skarbu byli płaceni, jako królewscy dworzanie. Sekretarzy było w owym roku dziesięciu, tłumaczy do arabskiego dwóch; dworzan we właściwem znaczeniu wyrazu 40-50, a koszt każdego obliczony około 700 zł. p. i dziewięć pacholąt po 120 zł. p. Ażeby zorjentować się w wartości tych cyfr, zaznaczmyż, że cały wół na stół królewski kosztował 9 zł. p. (ale w gatunku najdroższym), a zając 9 groszy, kura zaś 3 grosze; gęś była o grosz droższa; połeć słoniny kosztował l zł. p. i groszy 15; mąki korzec l zł. p. 10 gr.; grochu korzec 20 gr.; kopa gruszek na stół królewski (a więc pierwszorzędnych) trzy grosze; tyleż garniec mleka; beczka piwa groszy 20 i t. d. A zatem "jurgielty" ówczesne były wcale przyzwoite.

Przejdźmy do skarbu "pospolitego". Źródła jego tkwiły w podatkach, w dochodach zależnych od uchwał sejmowych, które nazywano też poborami sejmowemi. Używane były przedewszystkiem na zaspokojenie potrzeb wojskowych. Do tego skarbu należał jeden tylko dochód stały, mianowicie owa "kwarta", przelewana do niego ze skarbu nadwornego. Poza tem trzeba było uchwały sejmu walnego, żeby zapewnić skarbowi wpływy; to bowiem, co i bez sejmu należało się, owe dwa grosze z łanu, uchwalone po wieczyste czasy w roku 1374, stanowiły pod koniec wieku XVI kwotę tak nikLą, że koszta poboru i administracji byłyby chyba większe od dochodu, gdyby przystąpić do wybierania tego podatku, nie powiększonego sejmową uchwałą.

Do skarbu pospolitego należał dochów z t. zw. a n n a t. Były to taksy opłacane do Rzymu przy nominacji na wyższe dostojeństwa kościelne. Wynosiły one jednoroczny dochód z beneficjum, i stąd ich nazwa. Od roku 1567 annaty darowane były skarbowi Rzeczpospolitej, ale niestety, od tego też czasu biskupi, opaci, prałaci, przestawali je płacić. Kiedy biskupi krakowscy, Krasiński i Myszkowski, tudzież kujawski Karnkowski, uiszczali się z tego obowiązku, stanowili wyjątek, zwracający uwagę! Annaty poszły wnet w zapomnienie.

Najważniejszym podatkiem było łanowe, podatek od gruntu rolnego (contributio agraria). Zasadę opodatkowania stanowiła włóka kmieca, gdyż folwarczne grunty były już wtedy wolne. Na Podolu i w ziemi halickiej obliczano ten podatek "od pługa". W latach 1576 i 1577 płaciło się po 20 groszy z włóki, poczem podniesiono łanowe do groszy 30, t. j. na cały złoty, co byto piętnastokrotnem podwyższeniem podatku zasadniczego, wynikającego z koszyckiej ustawy finansowej. Szlachta zagonowa, zwana też zagrodową, nie posiadająca łanów wydzierżawianych kmieciom, płaciła po 15 groszy od włóki, lub stosownie mniej od jej części. Z włók pustych, nie obsianych, lub przeznaczonych na pastwiska, płaciło się wogóle tylko po groszy dziesięć. Zagrodnicy płacili po groszy 4 do 12, stosownie do okoliczności; komornicy posiadający bydło po groszy 8, bez bydła po dwa.

Dla ułatwienia administracji podatkowej wybierano wraz z "łanowym" także inne podatki od ludności zamieszkałej po wsiach, podatki od zajęć nie rolniczych. Wysoko opodatkowani byli ludzie przenoszący się za swym zawodem z miejsca na miejsce, np. dudarze, gęślarze płacili aż po 24 grosze. Przekupnie i przekupki dawały podatku po 12 groszy, rybitwi po 8 groszy, rzemieślnicy wiejscy po 4 gr.; młynarze po 24 gr. od koła z młynów wodnych; wiatraki po 10 i 5 groszy; piły, folusze, stępy po 15 groszy od koła. Smolarze, dziegciarze i popielarze w lasach płacą po 12 groszy; od hut szklanych brano tylko po dwa grosze.

Według obliczenia z roku 1578, było w Koronie łanów 146.289, z których wybrano podatku łanowego wraz z wymienionemi powyżej dodatkami od ludności wiejskiej nierolniczej 141.932 złp. Dodatki owe nie stanowiły nigdzie ponad 10°/o łanowego.

Głównym podatkiem miejskim był szos, podatek od domów w miastach. Nazywano go także "szacunkiem", bo połączony był z oszacowaniem zabudowań, co jednak rzadko bywało dokonywane. Łacińska nazwa: "exactio civilis" świadczy, że szos uważany był za zasadniczy podatek miejski. Skutkiem tego, że szacowanie odbywało się rzadko, podatek bywał przez szereg lat jednaki, stały według "szacunku", oznaczonego ostatnim razem przez urząd miejski. Za króla Stefana płacono według szacunku z dawniejszych Jeszcze lat Zygmunta Augusta, lecz podwójnie, co zwane było "dwój", albo z łacińska "dupla". Miasta "pogorzałe" wolne były od szosu na cztery lata. Ogólny dochód z tego podatku wyniósł w roku 1579 według dochowanych wykazów skarbowych 25.162 złp.

Podatek od rękodzieł, przemysłu i handlu po miastach obejmował nietylko pracujących na własny rachunek, samodzielnych rzemieślników czy kupców, lecz zarazem cały ich personal pomocniczy czy służebny. Był to podatek bardzo nierówny; tak np. piekarze w miastach większych płacili po dwa złote, a w małych tylko po 15 groszy. Kto wykonywał swój przemysł we własnym domu, płacił osobno, od domu, osobno od rękodzieła czy handlu. Na samym wierzchołku listy podatników stali aptekarze, których opodatkowano po trzy złote rocznie. Potem płacą po dwa złote: rzeźnicy, piekarze, złotnicy, barwierze, cyrulicy, krawcy szyjący z jedwabiu, szewcy z safianu i kordybanu (szczególne rodzaje skór). Wszyscy inni płacili od 15 groszy do 30 groszy, stosownie do wielkości i zamożności miasta czy miasteczka swego. Były więc kategorje podatkowe miast (jakbyśmy dziś powiedzieli) rozmaitych klas. Ogólny dochód zawsze bywał mniejszy od szosu.

Znacznie więcej, bo niemal tyle, co sam szos, dawał skarbowi pospolitemu t. zw. "czwarty grosz celny". W roku poborowym (bo zależało to od uchwały sejmowej) dopłacało się na komorach granicznych do każdych trzech groszy jeszcze czwarty, czyli, że podatek podwyższony bywał o trzecią część. Ten dodatkowy czwarty grosz nie był wybierany przez celników (bo cła wydzierżawiało się), lecz przez umyślnych poborców sejmowych - co jest wyraźnym dowodem braku zaufania do celników. Osobno zapisywano cło od wołów, pędzonych w wielkich ilościach, zwłaszcza przez śląską granicę. W roku 1580 pobrano "czwarty grosz" od 9080 sztuk wołów (po złotemu płacąc od sztuki). Niedarmo zwano Polskę nietylko spichlerzem Europy, ale tez spiżarnią.

Od towarów przewozowych podatek dotyczył głównie śledzi i ryb wogóle, sprowadzanych z Gdańska i Królewca, tudzież drugą drogą ze Lwowa (od Wołoszy); była to tedy suszona ryba morska. Płaciło się od beczki po dwa do dwunastu groszy, stosownie do rodzaju ryb. Podatek ten opłacało miasto, do którego ryby przywieziono. Nie ważył on wiele na szali skarbowej.

Podobnież mało znaczył podatek od pieniędzy wypożyczanych. Często właściciele ziemscy, sprzedawszy swe dobra, osiadali po miastach i żyli z pożyczania pieniędzy na procent. Za króla Stefana zakazano im pobierać więcej jak 8°/o, a opodatkowano ich na dwa złote rocznie. Ale już wówczas była kwestja, nierozstrzygnięta do dnia dzisiejszego: jak przyłapać do podatku ruchomy kapitał? Był to podatek tylko "na papierze"; np. z województwa łęczyckiego zebrano tego podatku w roku 1578 całe cztery złp.

Nowym podatkiem, uchwalonym po raz pierwszy w roku 1578, był "pobór nogatowy", tak nazwany stąd, iż pobierany był nad Nogatem (pod Białogórą), ramieniem delty wiślanej. Niezależnie od cła kazano kupcom opłacać po 30 groszy od każdego łasztu zboża, spławianego do Gdańska lub Elbląga. Wolne od podatku było zboże, które szlachcic sam z "własnego urodzaju, nie przekupne" spławiał przez swego sługę do miast portowych. Od towarów leśnych nie było jednak żadnych zwolnień; zaliczano tu przeróbki i półfabrykaty drzewne, wyrabiane na miejscu w lesie (maszty, cembrowina, klepki, smoła, popiół i t. d.). Z początku mianowano poborcę, i otrzymano w roku 1578 do skarbu 9.000 złp.; następnie podatek ten puszczano w dzierżawę i doprowadzono jeszcze przed rokiem 1590 czynsz dzierżawny do 32 000 złp. Nie dziwmy się tedy, że wolano system dzierżawny od własnej administracji.

Jedno z najważniejszych źródeł podatkowych stanowiło zawsze czopowe. Dochód bywał równy łanowemu, lub nie o wiele mniejszy. W Prusiech nazywano ten podatek "akcyzą", która-to nazwa, dziś także powszechnie znana, określa rzecz dobrze. Był to bowiem podatek nietylko od napojów wyskokowych (alkoholicznych), wyrabianych w pewnem miejscu, ale też od przywozu i od szynkowania. Stopa podatkowa różna była przy rozmaitych napojach. Najwięcej dochodu dawało piwo. Za Zygmunta Augusta płacono od warów i od beczek na składach, za Batorego tylko od beczek wyprzedanych. Wypadało około dziewiątej części ceny sprzedażnej. Sam Kraków płacił w r. 1578 czopowego blisko 12.000 złp. Od czopowego nie było uwolnień; płaciła je szlachta mieszkająca w mieście, a także starostowie królewscy, jeżeli warzyli piwo na szynkowanie; płacili jednak o 30°/o mniej od mieszczan. Pędzenie wódki jeszcze mało było rozpowszechnione w Polsce, bo czopowe od "gorzałki" jest nieznaczne. W Krakowie np. w tymże roku 1578, w którym za piwo zebrano czopowego przeszło 11.000, za gorzałkę wypadło zaledwie 79 złp. Po miastach wielkopolskich wyrabiano po 100 do 200 kwart rocznie wódki. Od miodów płacono tylko od starych, które mogły pójść w handel. Ale duży dochód był od wina, które trzeba było sprowadzać z zagranicy, boć się w Polsce nie rodziło. Od "półkufka" na granicy dwa złote, a potem znów dwa złote przy "złożeniu na szynk". Czopowe od wina węgierskiego i małmazji puszczano w dzierżawę. W roku 1578 wypłacili dzierżawcy od małmazji 5705 złp., od węgrzyna 6835 złp.

Całe czopowe dawało za Batorego średnio po 200.000 złp. rocznie.

Pogłówne żydowskie wynosiło po złotemu od osoby. Władza trzymała się przy Żydach tego przestarzałego systemu, bo nie było sposobu dobrać się inaczej do majątku żydowskiego, który był niemal wyłącznie ruchomym, i to wielce ruchomym kapitałem. Pogłówne liczyło się od każdego Żyda płci obojga, "żadnego nie wyjmując, małego ni wielkiego", a więc mogłoby stanowić wskazówkę zaludnienia żydowskiego w Polsce. W roku 1569, płacąc po złotemu, zapłacili 6.186 złp. i 15 groszy. Skądżeż te 15 groszy? W roku 1578 pobrano kwotę znacznie wyższą, ale też dziwną: 10.018 złp. groszy 12 i pół. W roku 1580 podwyższono pogłówne to na półtora złotego od głowy - a potem ustanowiono już ryczałt. Władze dały za wygraną co do policzenia Żydów. Przyjęto, że jest ich w Koronie 15.000, a w roku 1588 poprawiono tę liczbę na 20.000 i kazano płacić po złotemu. Tę kwotę winni byli Żydzi wpłacać corocznie w Warszawie do rąk podskarbiego koronnego, a jak ją rozłożą pomiędzy siebie, to już była rzecz ich samorządu.

Ziemie pruskie miały swoje odrębności podatkowe; od roku jednak 1578 pociągnięte są pod ogólnopolski system podatkowy. Były atoli z tem długo jeszcze trudności. Był to kraj najzamożniejszy w państwie. A jednak płacono tam od łanu kmiecego tylko 20 groszy, zamiast uchwalonych przez sejm groszy 30. Bo też Prusy nie chciały długo uznawać sejmu walnego, obawiając się jego władzy... podatkowej. Jakkolwiek województwa pruskie chwytały się rozmaitych sposobów, żeby obniżyć swoją normę podatkową, jednakowoż działała sama zamożność prowincji. Średni dochód roczny z nich do skarbu koronnego wynosił za Batorego 115.000 złp., co stanowiło część bardzo znaczną całkowitego dochodu tego skarbu.

Nadto wpływały do skarbu "pospolitego" czasem dochody nadzwyczajne, jako to: dobrowolne ofiary, najczęściej duchowieństwa, zasiłki przysyłane przez książąt lennych, nad którymi Polska posiadała zwierzchnictwo (Prusy Książęce, Kurlandja), tudzież kontrybucje i łupy wojenne.

Ogólna suma dochodów skarbu pospolitego koronnego wynosiła na czysto przeciętnie w latach panowania Stefana Batorego 600.000 złp., już po potrąceniu wydatków na administrację skarbową, t. j. na wynagrodzenia poborcom sejmowym i po potrąceniu zaległości powstałych z rozmaitych powodów. Ale obliczenie to dokonane jest na podstawie cyfr obejmujących maximum, liczby najwyższego dochodu, jakiego się spodziewano przy sprzyjających okolicznościach. Wypada przeto cyfrę tę obniżyć na 500.000 do 530.000 złp. Do tego doliczyć trzeba natomiast jeszcze kwartę, około 95.000 rocznie.

Wielkie Księstwo litewskie stało wogóle na poziomie ekonomicznym znacznie niższym. Skarb litewski równał się zaledwie piątej części koronnego. Posiadamy wykazy skarbu pospolitego litewskiego z lat 1578 i 1579. Za obydwa te lata suma ogólna wyniosła ledwie 207 337 złp., gdy tymczasem w Koronie w tymże czasie zbierano rocznie około pół miljona złp.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści