Feliks Koneczny - "Dzieje administracji w Polsce w zarysie"

Społeczeństwu nie brakło ofiarności, a uchwalanie wysokich podatków było wówczas w Polsce rzeczą zwyczajną. Ale chodziło o coś innego: o sprawiedliwy rozdział podatków, co stanowi niezbędny warunek udoskonalania finansów państwowych.

Spostrzeżono się, że niesprawiedliwie jest wymierzać podatek poradlny od samej ilości gruntu, jednako od każdego łanu. Grunt gruntowi w dochodach nierówny, a dochody w rozmaitych gospodarstwach różnego rodzaju, nietylko różnej wysokości. Najsprawiedliwszy byłby podatek obliczany od dochodów wogóle, bez względu, skąd kto dochody czerpie. Do tego dąży też ciągle nauka finansów państwowych, ale jeszcze dziś dalecy jesteśmy od tego celu. Zbyt trudno obmyśleć sprawiedliwy sposób obliczania dochodów płynących ze setek źródeł; a czem bliżej naszych czasów, tem więcej tych źródeł, boć społeczeństwo coraz bardziej różniczkuje się. Kwestja sprawiedliwego rozdziału podatków roztrząsana jest od początku XVI wieku w Polsce.

W roku 1510 zjawił się projekt (kanclerza Jana Łaskiego) niesłychanie wysokiego podatku dochodowego i daniny majątkowej: żeby płacić stale dwudziestą część dochodów, a na początek oddać skarbowi połowę rocznych dochodów! Zabierano się więc do ściągnięcia daniny znacznie większej, niż nasza z roku 1923/4! Tylko bogacze mogliby przenieść taki podatek; toteż sejm roku 1511 odrzucił ten projekt.

W roku następnym zajmowano się innym projektem, który warto wyłuszczyć obszerniej, bo może posłużyć za przykład, co to znaczy ustawa przestarzała i jak to każda ustawa, choćby najlepsza, z czasem przestarzałą stać się musi. Czyż mogła być zasada słuszniejsza, jak ta, która obowiązywała od czasów Kazimierza W., że służbę wojenną pełni się według majętności, stosownie do zamożności? Namnożyło się atoli przez rozmaite okoliczności ekonomiczne (o których tu za długo byłoby się rozwodzić) sporo majątków wielkich, takich, że gdyby ustawę stosować ściśle, niejeden wielki pan musiałby uzbroić na wyprawę swoim kosztem po stu i więcej żołnierzy konnych, a byliby i tacy, którym wypadłoby wystawić hufiec z kilku setek zbrojnych. Jakiż z tego byłby skutek? Oto pod pozorem pogotowia wojennego na pospolite ruszenie potworzyłyby się istne wojska domowe możnowładców. Pan i dowódca takiego hufca, oparty na swej własnej sile zbrojnej, byłby w swej okolicy prawdziwym władcą i dopiero dałaby się krajowi całemu we znaki przewaga możnowładców. Zastrzeżono tedy, że nie można wystawiać więcej żołnierza kosztem własnym, jak ośmiu zbrojnych. Ale gdzież w takim razie sprawiedliwość podatkowa? Ograniczenie do ósemki było właśnie ulgą podatkową, i to ogromną ulgą, dla najbogatszych.

Projektowano tedy, żeby obowiązek służby wojennej wykupić gotówką, wprost podatkiem. Taką zamianę na gotówkę nazwano z łacińska relucyą. Gotówką niechby płacili bogacze na tylu zbrojnych, ile się należy według starej ustawy Kazimierza Wielkiego! Był to pomysł dobry i z tego względu, że relucya wiodłaby do urządzenia stałego wojska. Miało go być na początek 3.000 zaciężnych.

Ale łatwo projekt podać, trudniej obmyśleć, jak go praktycznie wykonać... Trzeba było przeprowadzić powszechne szacowanie dóbr ziemskich, Ale państwo ówczesne nie rozporządzało siecią urzędów i tysiącami urzędników! Powstało więc pytanie, przed kim zeznawać dochody, komu wyznawać sprawy ściśle osobiste i co będzie z rejestrami taksacyjnemi, u kogo one będą przechowywane? Jakie ich bezpieczeństwo? Kto do tych aktów będzie mieć dostęp? Robiono rozmaite próby, ale wyniki nie były zadawalniające. Układano rozmaicie komisje, próbując, jak będzie lepiej; próbowano rozmaicie, jak; gdzie i kiedy zjeżdżać się do zeznań podatkowych. A potem, któż ma podatki rozkładać, kto je rozliczać? Znów najrozmaitsze projekty komisji i t. p. Starostwa grodowe i kancelarje wojewodów nie mogłyby żadną miarą nastarczyć tej olbrzymiej pracy. Nie zdawano sobie sprawy, co to za robota; dopiero, kiedy z najlepszą wolą chciano projekt wykonać, przekonywano się, że jest... niewykonalny.

Sejm roku 1520 (obradujący wyjątkowo w Bydgoszczy, z powodu wojny krzyżackiej) próbował zaprowadzić pogłówne postępowe, t. j. według zamożności. Skrupulatność w dążeniu do sprawiedliwego rozkładu podatku posunięto tak dalece, iż ustanowiono aż 240 klas podatkowych! Prymas arcybiskup gnieźnieński płacił 30 dukatów, kanonicy po 5 dukatów, dzwonnicy po jednym groszu. Wojewodowie po 50 dukatów, właściciele wsi po 8 dukatów od swej osoby i nadto po jednym dukacie od każdej posiadanej wsi; kmiecie po jednym groszu. Miasta podzielono na cztery kategorje. Rajcy Krakowa, Poznania i Lwowa płacili po 4 dukaty, mieszczanie po 4 grosze; miasteczka nie posiadające targów płaciły po groszu od głowy. Jedyny to był podatek powszechny, bo obejmował wszystkie warstwy w jednej ustawie, od wojewody do kmiecia.

Ale chcąc ten podatek ściągnąć, trzebaby spisu ludności. Nałożono ten obowiązek na proboszczów, a podatek ściągała komisja złożona z dwóch kasztelanów i jednego szlachcica z wyboru. Przekonano się po krótkim czasie, jak niesłychanie ciężką i mozolną sprawą jest spis ludności. Za naszych czasów, kiedy mamy tylu urzędników, pochłania spis ludności takie sumy, iż nie opłaciłoby się robić go dla żadnego podatku! Przekonano się o tem w Polsce już w roku 1521. Spisy nie były dokładne, a nigdy na żaden podatek nie trzeba było czekać tak długo, jak na to postępowe pogłówne i przyniosło ono niespełna 90.000 dukatów. Za mało! Winę przypisywano bogatszym, podejrzewając, jakoby się usuwali od płacenia. Niesłusznie. My dziś wiemy, że w r. 1521 nikt nie był winien, bo wiemy, że przyczyną był brak tego, co my dziś nazywamy "aparatem urzędniczym" i "urzędnikiem rutynowanym". Wówczas nie było go, bo... nie mogło być. To dopiero miało się stopniowo wyrabiać ewolucyjnie.

My winniśmy tylko cześć przodkom, że się silili na postęp, że robili próby, że mieli dobrą wolę i ogromne poczucie sprawiedliwości społecznej, a obowiązki względem państwa chcieli mieć spełniane jak najlepiej, i niesposób wstrzymać się od drugiej uwagi, ale gorzkiej: Gdzie bylibyśmy, gdyby polskie doświadczenie państwowe nie było przepadło skutkiem utraty niepodległości? I rzućmy pytanie: czy i teraz nie warto jednak sięgać do doświadczeń naszych przodków? czy nie można wysnuć z ich doświadczeń niejednej nauki?

Na sejmie roku 1525 uchwalono podatek dochodowy i taksację, która mimo takich przeszkód zaczęła już dochodzić do skutku. Pobór podatku skombinowano na nowy sposób, który opisywać zajęłoby dużo miejsca. Próbowano też nowego pomysłu, czyby nie rozdzielić skarbu koronnego na kilkanaście skarbów wojewódzkich. Próbowano wielkiej decentralizacji skarbowej, Ale wnet dano temu spokój, gdyż okazało się to niepraktycznem. Ostatecznie rozbijało się wszystko o brak... administracji podatkowej i to administracji urzędniczej. Ale takiej nie było wówczas jeszcze nigdzie w Europie.

Trzeba było poznać koniecznie, choćby "z grubsza", system podatkowy, ażeby zrozumieć ówczesną administrację podatków i skarbu publicznego. Koszty administracji były niezmiernie tanie, gdyż spoczywała przeważnie w ręku organizacyj samorządowych, a podatki były wydzierżawiane, przez co państwo obchodziło się bez administracji podatkowej w ścisłem znaczeniu tego wyrazu.

Zacznijmy od kwarty. Opłacano z niej rok rocznie podskarbiego oraz "deputatów", którzy się trudzili odbieraniem kwarty; nadto ponosił skarb koszta przewożenia pieniędzy "kwarcianych" na miejsce każdorazowego przeznaczenia (jakie wskazały władze wojskowe), oraz koszta skrzyń, zabezpieczenia ich, zamków, służby i t. p. Według konstytucji sejmowej z roku 1569 pobierał podskarbi złotych tysiąc, dwaj deputaci z Rady koronnej po 300 złp., i dwaj z Izby poselskiej po 200 złp. Nadto płacono "pisarzowi skarbnemu" 80 złp. Koszta administracji kwarty wynosiły zazwyczaj około 2°/o.

Podatki były wybierane wogóle nie przez urzędników stałych państwowych, lecz przez poborców "sejmowych", t. j. przez osoby umocowane do tego uchwalą sejmową, z pośród senatu i Izby poselskiej. Co do wynagradzania tych osób, nie było stałej zasady. Uniwersał poborowy z roku 1577 powiada, że podskarbi koronny wynagrodzi poborcę "według służby i pilności", a zatem wynagrodzenie miało być tem wyższe, im chwytniejszą miał rękę poborca w ściąganiu podatków. Cały wydatek na wszystkich poborców w całej Koronie nie przekraczał 12 000 złp. Prócz tego dawano znaczne stosunkowo wynagrodzenia t. zw. szafarzom, przechowującym pieniądze; bywało ich rozmaicie, dwóch do czterech. W stosunku do dochodów koszta administracji były w tym dziale znacznie większe, gdyż wynosiły około 4°/o; a zatem zarząd dość kosztowny.

Zebranie dochodów skarbu nadwornego wymagało nader nieznacznej liczby urzędników. Dzierżawcy i administratorowie, mający poruczone sobie pewne gałęzie dochodów "do wiernych rąk", wpłacali wpływy wprost do skarbu częściami, ratami, w miarę możności i potrzeby - poczem zdawali sprawę przed głównym urzędem skarbowym. Żupy i cła niemal zawsze były w dzierżawach. Toteż urzędnicy bywali tam urzędnikami prywatnymi, których stosunek służbowy łączył tylko z samymi "celnikami", ale wcale nie z państwem, które do nich nic nie miało, ale od którego też im nic się nie należało. Takimi byli pisarze celni na komorach i strażnicach celnych, tudzież liczniejsza służba dozorcza. Dzierżawca obliczał sobie koszta utrzymania potrzebnego personalu, nim zawarł kontrakt dzierżawny, a jak sobie z tem da radę, to już była jego rzecz.

Podwodne, stacyjne i przygodne koronacyjne bywały z reguły wybierane przez urzędników królewskich. Żaden z nich nie był na stałe mianowany do pewnej miejscowości. Bywali to urzędnicy z kategorji "pisarzy skarbowych" (dzisiejsi urzędnicy podatkowi), których wysyłano, gdzie było trzeba, dla odebrania należnych sum. Czynności mieli nie wiele i każdy z nich mógł kilka razy w roku pełnić funkcje tu i ówdzie, przerzucany wciąż z miejsca na miejsce.

W królewszczyznach wybierał podatki starosta, ale nie zdawał z nich oddzielnie liczby, tylko wliczane to już było do ogólnej dzierżawy - a zatem nie można ich uważać za urzędników skarbowych. W starostwach administracji specjalnej skarbowej nie było.

Nie mógł się jednak obejść podatek np. łanowy lub szos u ogółu ludności bez specjalnej administracji. Setki tysięcy kmieci, zagrodników, kupców, rzemieślników nie mogli odnosić swych, stosunkowo drobnych, należności wprost do skarbu centralnego. Ustanawiano tedy poborców. Byli oni jednak raczej ziemskimi, autonomicznymi urzędnikami, niż królewskimi, państwowymi. Nie byli zresztą wcale stałymi urzędnikami zawodowymi, bo wybierano ich na sejmie na każdą ziemię z osobna i tylko do poboru podatków przez ten sejm uchwalonych, a zatem są to poborcy jednoroczni. Zwano ich także z łacińska egzaktorami. Do każdego województwa lub ziemi wyznaczano, bez względu na rozległość, jednego poborcę; jednego posiadało województwo krakowskie całe i jednego tak samo drobna ziemia liwska lub zakroczymska. Liczba poborców nie doszła nigdy 70; zazwyczaj wybierano ich 60.

Poborcą zostawał albo który z posłów danej ziemi, albo też wskazany przez posłów i przez sejm akceptowany szlachcic osiadły w tejże ziemi. Zdarzało się bardzo często, ze wybór padł na kogoś, kto piastował jakiś urząd publiczny, że tedy poborcą zostawał sędzia, podstarości i t. p., bo egzaktorem zostawał tylko na krótki czas, najwyżej na rok. Taki poborca składał przysięgę na najbliższych rokach sądowych w powiatowym grodzie "przed urzędem (starostą grodowym) i szlachtą, którzy tam natenczas będą", zobowiązując się pełnić swe egzaktorstwo pilnie, uczciwie i sprawiedliwie. Urzędowanie jego kończyło się dopiero, gdy przed podskarbim koronnym zdał sprawę ze swych robót i z pobranych pieniędzy.

Od poborców odbierali pieniądze bezpośrednio pisarze skarbowi; oni też załatwiali wypłaty rządowe. Zwierzchnikiem ich był podskarbi koronny, którego co do godności i odpowiedzialności możnaby porównać (z daleka) z ministrem skarbu. Miał więcej pracy wówczas tylko, gdy z uchwalonych na sejmie podatków wpływały do skarbu pieniądze; mógł przeto całemi miesiącami być przeciążony i całemi miesiącami wypoczywać. Nie każdy sejm zresztą uchwalał podatki (ponad dwa grosze i cła zwykłe), bo to zależało od potrzeby, a zwłaszcza od kwestji pokoju i wojny; nie darmo wyprawę wojenną nazywano w starej polszczyźnie "potrzebą". Zdarzało się tedy, że w skarbie koronnym wpływów żadnych niemal przez dłuższy czas nie było i podskarbi nie był skarbowi pustemu potrzebny. Był dostojnikiem wtedy, ale nie urzędnikiem. Kwarta dostarczała wprawdzie zajęcia stałego, ale też posiadała swą odrębną administrację. Inaczej podskarbi nadworny. Ten miał zawsze robotę, bo dochody skarbu nadwornego były stałe, wpływające nieustannie.

Podskarbi koronny był także strażnikiem insygniów koronacyjnych i skarbca "klejnotów koronnych"; ale obok jego pieczęci na drzwiach tego skarbca znajdowały się pieczęcie siedmiu jeszcze senatorów, do tego przez wyraźną uchwałę sejmową upoważnionych i zobowiązanych, i było też ośm kluczy.

Podskarbi nadworny zarządzał mennicą; do niego należało bicie monety i przekazywanie czystego z mennicy zysku do skarbu pospolitego.

W zakresie rozporządzania dochodami państwowemi miał podskarbi koronny skarbu pospolitego - czyli: podskarbi wielki koronny, jak go nazywać zaczęto po unji lubelskiej - przydanych sobie do boku czterech deputatów. Było ich dwóch od króla mianowanych ze senatu i dwóch posłów sejmowych. Uchwala sejmowa zaznaczała wyraźnie, że deputaci ci "w niczem nie derogują urzędowi podskarbiostwa koronnego", i nie ujmują nic "władzy i przełoźeństwa" temuż podskarbiemu - aleć sam podskarbi musiał z nimi dzielić swą władzę, jeżeli miał dojść do ładu. Utworzyło się collegium, władza zbiorowa. Działalność deputatów miała być ograniczoną do odbierania i szafowania kwarty, ale ponieważ żądano na kwitach podpisu ich obok podpisu podskarbiego, więc już przez to samo wiedzieli o wszystkiem i wiedzieć musieli co się w urzędzie podskarbiowskim dzieje. I "rejestra", t. j. wykazy kasowe musiały być podpisywane wspólnie. A zatem bez obecności deputatów podskarbi nie mógł niczego przedsięwziąć w zakresie kwarty.

Według dzisiejszych pojęć powiedzielibyśmy, że deputaci mieli być władzą kontrolującą, która nie mogła oczywiście uszczuplać w niczem władzy administracyjnej podskarbiego.

Zdarzało się atoli, że władzę tę naprawdę uszczuplano, wyjmując z pod niej pewne czynności. Ponieważ podskarbi był faktycznie bądźcobądź bardziej od dworu królewskiego zależnym, niż od sejmu, spotykamy się czasem z objawami wybitnej podejrzliwości, żeby podskarbi nie dopomagał do szafowania groszem publicznym nie według postanowień sejmowych, a wtedy urządzano administrację podatkową jakby odwrotnie, w taki sposób, iż pieniądze nagromadzone przez poborców nie wpływały do skarbca u podskarbiego, lecz tworzono osobne czasowe urzędy, przy których gromadzono gotówkę i skąd rozchodził się szafunek pieniędzy. Powoływanych do tego urzędników sejmowych nazywano szafarzami. Ci mieli obowiązek dopilnować, żeby pieniądze użyte były ściśle na ten cel, na jaki przeznaczała je konstytucja sejmowa. W r. 1578 np. wybrano trzech szafarzy na Małopolskę, jednego na Wielkopolskę, piątego dla Mazowsza i Podlasia, a szóstego na Ruś, Podole, Ukrainę. Podobnież postąpiono w r. 1580. W roku 1581 wybrano tylko czterech, po dwóch z Korony i dwóch z Wielkiego Księstwa Litewskiego; jeden odbierał gotówkę od poborców, a drugi bawił przy wojsku, któremu wypłacał żołd do rąk rotmistrzów. Taki osobny urząd tamował oczywiście prawidłowy bieg spraw skarbowych, skoro z kontrolującego zamieniał się na wykonawczy; toteż król Stefan był temu przeciwny, ale Izba poselska stała twardo przy mianowaniu szafarzów.

Pomocnikiem podskarbiego jest pisarz skarbowy, który może mieć pod sobą urzędników prostych kancelaryjnych, ilu trzeba, ale ci nie pozostają już w stosunku służbowym do państwa, tylko do owego naczelnego pisarza. Ten mianowany był przez króla i przez króla opłacany; tamci zaś pisarkowie przez podskarbiego. Po pewnym czasie pozostał pisarz skarbowy wyręczycielem podskarbiego, inny zaś, mianowany przez króla, zwał się pisarzem głównym i posiadał władzę kontrolującą, którą atoli pomieszano znów ze znacznym zakresem administracyjnej, wykonawczej. Obydwaj odbierali pieniądze, utrzymywali wykazy rachunkowe i wystawiali kwity. Pisarze ci zajęli faktycznie naczelne miejsce w urzędzie skarbowym; sam zaś podskarbi stawał się dostojnikiem, wobec którego trzeba było składać sprawozdania, ażeby on móg} potem "zdać liczbę" sejmowi. Faktem jest, że wakans podskarbiego nie wstrzymywał akcji skarbu, gdy tymczasem bez owych dwóch pisarzów działalność skarbu musiałaby ustać.

Zadajmy sobie teraz pytania, jakich też trzymano się zasad przy odbieraniu podatków, jaki miano ustanowiony w tym względzie porządek, tudzież pytanie zasadnicze w kwestji rozstrzygającej niemal o dobrym zarządzie skarbu, mianowicie co do podstaw, na jakich opierano rachunkowość państwową.

Uniwersały poborowe, umieszczane przy każdej konstytucji sejmowej, mieszczącej uchwałę podatkową, zawierają szczegóły wnoszenia opłat do skarbu publicznego. Za Zygmunta Augusta wydano w r. 1550 całkowitą "ordynację", obowiązującą urzędników i pisarzów skarbowych i te normy obowiązywały też za króla Stefana w rozrachunkach o królewszczyzny. Termin do składania rachunków ze starostw oznaczony był na koniec grudnia każdego roku; to samo nakazano dzierżawcom cełł i żupnikom. W tymże terminie mieli oddawać gotówkę do skarbu. W razie wątpliwości przysyłano rewizora. Żadnych inwestycji, wkładów, naprawek, kupna sprzętów lub materjałów, zapłat rzemieślnikom i t. p. nie wolno wstawiać w rachunki i odejmować od należności skarbowej; wydatki potrzebne do prowadzenia gospodarstwa pokrywa starosta czy tenutarjusz, czy wogóle dzierżawca jakichkolwiek "prowentów", ze swego. Jeżeli zachodzi potrzeba wystawienia nowego budynku, albo zaspokojenia jakiegoś znaczniejszego a koniecznego wydatku nadzwyczajnego, musi mieć dzierżawca pisemne na to zezwolenie od podskarbiostwa żeby to mógł zrobić na rachunek skarbu; musi mieć w porządku rachunki z tego, które będą przejrzane i zatwierdzone przez rewizorów królewskich. Tylko na naprawę zamków pogranicznych i takich dworów, "do których niekiedy zdarza się nam zajeżdżać" (królowi), wolno bez osobnego pozwolenia wydawać do dwudziestu złotych rocznie "bez listów naszych", t. j. bez pisma z kancelarji królewskiej. Widzimy z tego, że rozporządzenia podskarbiego nadwornego w tych sprawach wychodziły nie od niego wprost, lecz za pośrednictwem kancelarji królewskiej - niepotrzebnie ją obarczając.

Dnia ostatniego grudnia należało trzymać gotówkę w pogotowiu, żeby każdej chwili mogła być wpłaconą skarbowi. Co z dochodów brutto należało odjąć, mamy w "ordynacji" drobiazgowo wyliczone. Zapłata czeladzi zamkowej i folwarcznej, żywność ich i ubranie. Ostrzega się z góry, żeby się w tem trzymać przepisów, zawartych w ostatnim inwentarzu (robionym przy każdej rewizji). Wykluczonem jest, żeby folwark miał nie dawać dochodu netto! Widocznie zdarzała się ochota do takiego manipulowania rachunkami, skoro ordynacja roku 1550 powiada: "Należy jednak baczyć, aby prócz tych zapłat i wychowania (t. j. utrzymania domu) starostów, sług oraz czeladzi, płynął corocznie z tychże folwarków jakiś do skarbu naszego (królewskiego nadwornego) pożytek ze sprzedaży zboża i mniej potrzebnego inwentarza, z lasów, oraz innych rzeczy domowych. Na tę okoliczność szczególniejszą przy obliczaniu się winni zwrócić uwagę pisarze skarbowi".

Obliczanie samo opierało się w każdym wypadku na punktach umowy dzierżawnej z tenutarjuszem, celnikiem, żupnikiem, której oryginał znajdował się w archiwum skarbowem, a kopię miał dzierżawca i przy robieniu rachunku rocznego okazywał.

Zasady poboru podatków sejmowych wyłuszczane były za każdym razem obszernie w sejmowym uniwersale poborowym. Nie było jeszcze przepisów stałych, a zmiany czyniono często. Tylko na uniwersały przyjął się pewien szablon; bywają one układane według stałego wzoru, w który wpisywano, co było zmienne, wysokość stopy podatkowej i nazwiska osób poborców sejmowych. Układał taki uniwersał pisarz skarbowy, pieczęć przykładał kanclerz a król dodawał swój podpis. Zazwyczaj były one już wydrukowane, gdy się sejm zbliżał ku końcowi posiedzeń (o ile nie spóźniano się z uchwałą), a egzemplarze rozsyłane były przez królewskich "komorników" do wszystkich województw, do starostw grodowych, gdzie postarano się o podanie ich do wiadomości ogółu. Znaczniejszą ilość egzemplarzy zachowywano dla poborców, żeby się każdej chwili mogli wykazać przepisami uniwersału wobec podatnika. W uniwersale bowiem mieściła się całkowita instrukcja dla nich.

Uchwała sejmowa podawała oczywiście tylko jednostkę podatkową, pewną normę, według której trzeba było w każdym wypadku z osobna wyliczyć kwotę podatkową. Zachodziły wypadki nierzetelności podatkowej, ukrywanie rzeczywistego stanu posiadania, prawdziwego dochodu i t. p. Podawano fałszywie ilość włók do podatku, ilość kmieci, zagrodników, młynów i t. d. Często nakazywano składać przysięgę w grodzie, że wykaz podany poborcy zgodny jest całkowicie z istotnym stanem rzeczy. Nie za każdym zresztą razem sprawdzano to na nowo; często kwit z ostatniego poboru służył za podstawę wymierzania następnego, nawet następnych.

W miastach wybierał podatek urząd miejski i ten urząd składał potem przysięgę przed poborcą sejmowym. Burmistrz i rajcowie stwierdzali własnoręcznymi podpisami i przyłożeniem pieczęci miejskiej rzetelność przedstawianego poborcy szczegółowego wykazu podatkowego, który zawierał spis domów, sklepów, warstatów i wszelkich kategoryj podatkowych, wyszczególnionych w uniwersale poborowym.

Od Żydów odbierało się też przysięgę na pogłówne. Mamy nakaz z r. 1578, żeby urząd miejski wraz z poborcą policzył Żydów "ze starszymi Żydy, którzy mają pod przysięgą zeznać, że je sprawiedliwie policzyli". Ale już w r. 1581 zrezygnowano z tych przysiąg, a ustanawiano ryczałt.

Dużo zachodów było z poborem czopowego, zanim oddano je całkowicie w dzierżawę. W pierwszych latach Batorego wybierał je skarb w zupełności, potem jeszcze częściowo przez poborców sejmowych. Trzeba byLo pilne mieć oko na piwowarów; przepisy szczegółowe znajdujemy w uniwersale 1578 roku, a obowiązywały one nadal. Każdy poborca w swoim okręgu "będzie powinien po wzięciu uniwersału poborowego objechać wszystkie miasta i miasteczka onego województwa abo ziemie. A tam ma z rady miejskiej abo z pospolitego człowieka jednego obrać, który przezeń i przez radę ma być pod przysięgą obowiązany, że tego podatku czopowego pilnie i wiernie doglądać i wybierać będzie według tego uniwersału; do którego ma być z rady miejskiej jeden przydawan, aby tem większa wiara była i pilność. Z czego się urząd miejski wymawiać nie ma, i za tą uchwałą będzie powinien pieniądze wybrane na kwartał poborcy oddawać za dostatecznem spisaniem regestru każdego i szynkowania, zapieczętowaniem pieczęcią miejską".

Po wsiach mieli właściciele dóbr odsyłać czopowe do poborcy przez karczmarzy z wykazem opatrzonym pieczęcią właściciela; karczmarz zaś przy oddawaniu pieniędzy ma składać przysięgę.

Do odbierania podatku od wina przywożonego wyznaczano poborców osobno, urzędujących w miejscach składowych, a więc w Dukli, Sączu, Krośnie od węgrzyna; w Kamieńcu i Śniatynie od małmazji i muszkateli; od win francuskich, reńskich i innych, na które nie było oznaczonych składów, pobierano opłatę na komorze gdańskiej.

Termin wybierania podatków bywał zwykle we dwa tygodnie po obwieszczeniu w powiecie uniwersału poborowego. Miejscem wpłat bywało zazwyczaj miasto powiatowe; tam w czasie oznaczonym zasiadał poborca. Łanowe i wogóle podatki ze wsi posyłało się przez sługę dworskiego lub kmiecia. Szlachta zagonowa posyłała z całej swojej osady szlacheckiej "przez dwu oraczów abo zagrodników swych". Z miasteczek znosili podatki burmistrze i rajcy do miasta powiatowego. Tylko po czopowe jeździli nieraz sami poborcy pod koniec kwartału, a nawet częściej do miast ludniejszych, w których w czasie krótszym więcej tej należytości gromadziło się.

Przy niecałkowitem uiszczeniu się nazywano kwotę zaległą, niedopłaconą, retentem. Jeżeli dzierżawca królewszczyzny chybił w terminie, albo zanadto pozwalał sobie retent, a bez istotnej konieczności, wolno było umowę dzierżawną rozwiązać natychmiast i wyrzucić tenutaryusza. Zwłaszcza o kwartę egzekucja była surowa. Przy innych podatkach było postępowanie egzekucyjne nieco więcej złożone. Za kmieci musiał zapłacić właściciel wsi, jeżeli zalegali.

Poborca powinien był w ciągu sześciu tygodni od ogłoszenia uniwersału poborowego podać do starostwa każdego zalegającego podatnika, a starosta "pozywał" ich w ciągu najpóźniej miesiąca następnego; inaczej bowiem za retenty odpowiadał nie podatnik, ale poborca lub starosta, stosownie do tego, który z nich dopuściłby się zaniedbania obowiązku egzekucyjnego. Co starosta wybrał z retent, oddawał poborcy. Starostę, zalegającego z podatkiem, pozywał poborca do sąsiedniego grodu. Umorzyć zaległości mógł król, albo sąd starościński. Brano pod uwagę szkody poniesione od sił żywiołowych, od wojny lub moru, od pożaru, powodzi, gradobicia i t. p. Wsi pogorzałe miały "wolność" do lat czterech; podobnież miasta do lat pięciu.

W wybieraniu podatków panowała za Batorego wielka sprężystość i ścisłe wykonywanie przepisów. Poborcy po-spisywali dawniejsze zaległości, a starostowie przeprowadzali egzekucję; pomimo to jednakże retent było niemało.

Naleźytości skarbu nadwornego odsyłano tam, gdzie się król znajdował, bo urząd skarbowy nadworny podróżował wraz z królem. Tylko skarb "kwarciany" miał stałe swoje miejsce, a mianowicie był niem od roku 1569 zamek w Rawie; stąd "skarb rawski". Do Rawy należało odsyłać "kwartę" corocznie w okresie trzech tygodni od Zielonych Świątek.

Podatki "koronne" postanowiono w roku 1576 zwieść wszystkie do Warszawy, i tam miała być kasa centralna państwowa. Ale kiedy utworzono urzędy kilku szafarzy, poborcy do nich pieniądze odsyłają i powstały skarby prowincjonalne cztery: w Wielkopolsce, Małopolsce, na Mazowszu i na Rusi. Tak było przez kilka lat. W roku 1578 kazano szafarzom odsyłać pieniądze co pół roku do podskarbiego. W roku 1580 nowa zmiana: Szafarzom kazano w czterech terminach do roku, ostatniego lutego, maja sierpnia i listopada znajdować się w Kaliszu, Sandomierzu^ w Liwie i Przemyślu i tam mieli do nich zjeżdżać poborcy z gotówką; szafarze zaś odwozić mieli pieniądze do Warszawy trzy razy do roku: na Wniebowstąpienie, na Narodzenie N. M. Panny i na św. Mikołaja. W roku 1581 uproszczono to wielce, gdyż wybrano w tym roku dwóch tylko szafarzów: jeden siedział w Warszawie odbierać pieniądze od przyjeżdżających poborców, a drugi bawił przy wojsku i tam wypłacał naleźytości (podatki sejmowe służyły niemal wyłącznie na cele wojskowe). To urządzenie utrzymało się.

Właściwie tedy były w Koronie trzy skarby: nadworny, kwarciany (w Rawie) i podskarbiowski, od którego oddzielał się niekiedy jeszcze szafarski, jako jego samorządna część. Robiono ciągle próby rozmaite i w tej dziedzinie: w latach 1576 i 1577 łączono skarby nadworny z koronnym i rawskim, tak, iż w tych latach spotykamy jeden tylko skarb.

Gotówkę chowano w zamczystych skrzyniach, od których pisarze skarbni posiadali oddzielne klucze. Ponieważ pieniądz był tylko kruszcowy, w "monecie brzęczącej", zajmował dużo miejsca. Często sypano pieniądze do worków, znaczonych numerami, znakami i cyfrą zawartej gotówki; worki składano do odpowiednio urządzonych beczek. W beczkach też przewożono je z miejsca na miejsce w razie potrzeby.

Ogólny porządek w księgach rachunkowych i pomocniczych był, jak na owe czasy, wzorowy. "Rejestra i księgi skarbowe, wiele (według dzisiejszych wymagań) przedstawiają braków, ale mimo to względnie do innych państw zachodnich, Niemiec, Francji, Anglji i t. d., spotykamy tu, przyznać trzeba, niekiedy ład wyjątkowy, porządek chwalebny i podziwienia godny. Całość sprawia na nas nadzwyczaj korzystne wrażenie. Na tem polu współcześnie Polska, rzec można, nietylko dotrzymała kroku zachodnim krajom, co więcej, powiedzmy bez ogródek, wyprzedziła stanowczo wiele innych mocarstw".5

W skarbie nadwornym utrzymywano wzorowe rejestra królewszczyzn. Weźmy dla przykładu rejestr ułożony w Grodnie i datowany 30 marca 1580 roku. Obejmuje on najdokładniejsze wykazy dóbr trojakich: będących w t. zw. "gołem dożywociu", t. j. takich, z których za szczególnym przywilejem króla (zazwyczaj za zasługi wojenne) wpływała do skarbu sama tylko kwarta; następnie dóbr wydzierżawianych dożywotnio, albo na pewien czas krótszy wraz z wykazem żup oraz cełł, stanowiących dochód skarbu królewskiego; wreszcie dóbr, które były zarządzane na rzecz skarbu przez administratorów skarbowych. W każdym z tych działów wykazane są dobra w porządku województw i ziem, oddzielnie z każdej krainy. Wszędzie podano nazwisko i godność dzierżawcy, "taksę", t. j. oszacowanie majątku, ustanowione przez "lustratorów", wysokość kwarty należnej i kwotę przypadającą na osobisty dowolny użytek dzierżawcy, wreszcie sumę dzierżawną. Posiadamy przeto w wykazach owych dokładny obraz "majątku stołu królewskiego" i stosunków w królewszczyznach.

Dochowane księgi podskarbiostwa nadwornego wykazują dochody w ścisłej kolei. Na początku pozostałość, "remanent" z roku poprzedniego, następnie wykaz dochodów ze starostw i dzierżaw Małopolski, Wielkopolski, Mazowsza, Rusi, poczem rachunki z żup krakowskich i ruskich, z cełł lądowych i wodnych i z innych "prowentów" "stołu królewskiego". W każdym dziale mieści się, jeśli nie u spodu kolumny, to zawsze pod koniec księgi suma ogólna - a z zestawienia ich według działów ułożono w końcu tabelę, całkowitego stanu dochodów, "tabelaryczne wykazy ogólnej percepty".

Wykazy wydatków znajdują się na odwrotnej stronie każdej księgi, tak pisanej, iż można je z obu stron otwierać, bo z obu stron pisano. Tu uwzględnione są rachunki szczegółowe, sporządzane przez zarządców kuchni królewskiej, piwnicy, stajni, zwierzchników czeladzi i t. d. Wydatki notowane zawsze według pewnych stałych działów. Na czele rozchód na jałmużny i ofiary kościelne; potem dział wydatków na stół, czeladź, dworzan, komorników i gońców; następnie wydatki na posłów ziemskich, na posłów zagranicznych, na upominki i t. d. Pod koniec każdej księgi i tu tabele sumaryczne.

Każdego roku obliczano i zapisywano przewyżkę lub deficyt.

Do szczególnie porządnie prowadzonych ksiąg należą "regestra kwarciane", odznaczające się ścisłością i jasnością. Ponieważ kwartę opłacano ze wszystkich dóbr królewskich, stanowią te księgi rok rocznie najdokładniejszy spis majątku skarbu nadwornego, oraz posiadaczy królewszczyzn.

Rejestra poborowe, to spisy, podług których poborcy zdawali pieniądze. "Regestrowali" tedy wsie wszystkie według porządku parafij, a po wsiach karczmy, młyny i wogóle wszystko, od czego należało się cokolwiek skarbowi. Zapisano nazwisko dziedzica wsi, ilość łanów, kmieci, zagrodników, rzemieślników, karczmarzy, młynarzy, a przy każdej pozycji liczba wybranych pieniędzy. Mamy więc w tych księgach cały obraz wsi polskiej owych czasów! Oddzielne znów wykazy miast podają nam ilość rzemieślników każdego cechu, ilość przekupniów, ludzi bez stałego zajęcia, t. zw. "hultajów" nawet "W końcu rejestru poborowego przedstawiano w liczbach wykaz treściwy wszystkich razem w powiecie łanów kmiecych, łanów szlachty zagrodowej, zagrodników i komorników, młynów, karczem, pił, foluszów i t. d., dodając zarazem sumę ogólnego dochodu z całego powiatu, tak ze wsi, jakoteż z miast wszystkich".

Wszystkie te księgi dotyczą pewnego roku, jednego tylko roku. Bilanse pewnego okresu czasu mamy z ksiąg pisarzów skarbowych. "Rejestra te jednak, których ślady jeszcze się dochowały, nie są bynajmniej podobne do dzisiejszych ksiąg kasowych; przedstawiają one raczej rodzaj podłużnych a wąskich kartek nie zeszytych, nie oprawionych, na których pisarze zapisywali przychód lub rozchód, częściowo, pojedynczo lub w większych grupach".

Podskarbi koronny miał prawo urządzać każdej chwili rewizję kasy i ksiąg. Rejestra skarbu nadwornego ulegały rewizji samego króla, który niekiedy wyręczał się kimś zaufanym, podkanclerzym, biskupem jakim lub kimś z senatorów świeckich. Do rewizji kwarty istniały szczegółowe przepisy. Rachunki musiał podskarbi zdawać na każdym sejmie w sześć dni od zaczęcia sejmu. Do rewizji sejmowej wybierano deputatów z senatu i z Izby poselskiej.

Administracja finansowa w Prusiech była również nadzwyczaj prostą. Sejm pruski wyznaczał poborców podobnie, jak w Koronie, a pieniądze i rachunki oddawano "zawiadowcy skarbu na grodzie malborskim" (dispensator). W r. 1537 senat pruski próbował otrzymać kontrolę nad poborcami, lecz król powierzył to starostom. Tegoż roku proponował senat, żeby zamiast mianowania za każdym razem poborców sejmowych, poruczyć na stałe pobór podatków starostom; król zadecydował, że tylko gotówkę mają odtąd poborcy oddawać nie wprost "dyspensatorowi malborskiemu", lecz starostom. W egzekwowaniu należności skarbowych posiadali starostowie władzę samodzielną.

Z Wielkiego Księstwa Litewskiego nie dochowały się nam tak obfite i wszechstronne źródła do historyi skarbowości, jak w Koronie; toteż mniej o tym przedmiocie wiemy na Litwie. Skarby były osobne, tak nadworny, jakoteż pospolity, ale urządzenia nie wiele się różniły, a od unji lubelskiej 1569 roku sposób opodatkowania był taki sam tu i tam, z niewielu odmiennościami z powodu odmienności stosunków. Jedna tylko była różnica znaczniejsza: brakło kwarty.

Często w przepisach skarbowych dla Wielkiego Księstwa spotykamy większą dokładność, więcej przewidywania, a nieraz i więcej praktyczności, niż w Koronie. Przyczyna prosta: Litwa naśladowała Koronę, szła za nią, brała z Polski urządzenia już wypróbowane, a więc przy których zdawano sobie już sprawę z niedostatków ich. W Koronie trzeba było jednak czekać sposobności, żeby rzecz udoskonalić - gdy tymczasem na Litwie można to było zrobić odrazu, przy samem wprowadzaniu danego urządzenia.

Np. przy wybieraniu szosu cóż słuszniejszego nad to, żeby więcej płaciły domy w lepszem wystawione położeniu, a mniej leżące na uboczu, daleko od drogi i targu? A jednak tylko w Wielkiem Księstwie znajdujemy od roku 1567 powtarzający się przepis, żeby domy dzielić co do wysokości podatku na trzy kategorje: rynkowe domy, uliczne i przedmiejskie.

Były na Litwie stany i zawody, w Koronie nieznane. Np. duchowieństwo prawosławne, żonate, mało inteligentne, słabo uposażone, a więcej potrzebujące dla siebie chleba powszedniego. Od popów trudno byłoby otrzymać "dobrowolną ofiarę" na skarb Rzpltej, która u duchowieństwa katolickiego wynosiła nieraz więcej, niż sejm był wymagał. Popów trzeba było opodatkować. Zważywszy ich niemajętność, kazano im płacić tak samo, jak od kmiecych łanów, po złotemu od włóki. Ale były parochie, gdzie popi nie mieli ani ról, ani kmieci osadzonych na nich: płacili tedy od dochodów swoich po dwa złote rocznie, a protopopi po cztery złote.

PRZYPISY:

  1. [«]  Pawiński Adolf: Skarbowość w Polsce za Stefana Batorego, str. 92.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści