Feliks Koneczny - "Dzieje administracji w Polsce w zarysie"

Koszycka ustawa podatkowa króla Ludwika sprawiła, że trzeba było jakiejś reprezentacji urzędowej właścicieli ziemskich, skoro trzeba było ich pozwolenia i uchwały, ilekroć chodziło o podatek wyższy ponad dwa grosze z łanu.

Uchwały ziemian zapadały na zjazdach, zwanych sejmikami, które powstały i rozwinęły się z dawnych wieców sądowych. Niektóre ważniejsze sprawy wolno było osądzać tylko podczas zjazdu dostojników pewnej ziemi, który nazywano wiecem. Na wiecowe "roki" zjeżdżało się dużo szlachty; nietylko skarżący powodowie i obwinieni, świadkowie, ale też krewni i sąsiedzi, zainteresowani pośrednio w wyniku rozprawy sądowej. Ponieważ na rokach bywało oczywiście po kilka i kilkanaście spraw z różnych okolic powiatu, zjeżdżali się więc liczną gromadą ziemianie z całego powiatu lub z całej nawet ziemi; a drugie tyle zjeżdżało się na to, żeby się z kimś zobaczyć, pozałatwiać swoje prywatne interesy, odnowić dawne znajomości, zawierać nowe i t. d. Tak bez jakiejkolwiek ustawy, same z siebie powstały zjazdy szlacheckie podczas wieców sądowych.

Korzystając z licznego zebrania, naradzano się nad wszelkiemi sprawami, także nad publicznemi. Do tych-to zjazdów odwoływał się król w sprawach podatkowych i w ten sposób zamieniły się one na sejmiki. Niebawem zniknęły wiece sądowe, bo sądownictwo inaczej rozwijało się dalej - a sejmiki pozostały aż do końca niepodległości.

Tu należy stwierdzić i zdać sobie dobrze sprawę z tej okoliczności, że sejmiki powstały samorzutnie. Nigdy nie wydano przepisu, że mają one powstać! Nie powstały z woli żadnego prawodawcy; nie z pomysłu żadnego polityka ! Wyrażając się językiem prawniczym, geneza ich nie jest legislatoryjna, ustawodawcza. Historyk stwierdzi, ze geneza ich nie jest sztuczna, lecz historyczna, ewolucyjna. Zaszła potrzeba, społeczeństwo użyło do jej zaspokojenia środka, jaki nasuwał się w danych okolicznościach, i rzecz zrobiła się bez ustawy, bez przepisów. Taki sposób powstawania urządzeń publicznych nazywa się zazwyczaj ewolucyjnym, t. j. rozwojowym - przez co rozumiemy, że coś rozwija się siłą własną, bez przeszkód z zewnątrz. Ale to określenie nie zawiera w sobie wszystkiego, co łączy się z genezą sejmików polskich. Ewolucja, t. j. rozwój bez wpływów zewnętrznych, może zachodzić w ciągu dalszym i tam także, gdzie początek nie był ewolucyjny; ewolucja nie koniecznie wyklucza genezę legislatoryjna; wszakżeż mówi się (i słusznie) o ewolucji samegoż ustawodawstwa. Nam zaś chodzi tu przedewszystkiem i głównie o to, że sejmiki powstały nie ustawodawczą drogą, bez uczestnictwa prawodawcy. Taką drogę powstawania urządzeń będziemy nazywali naturalną, w przeciwieństwie do drogi sztucznej. Rozróżnianie tych dwóch dróg rozwoju społecznego i państwowego przyda się nam jeszcze nieraz w ciągu tego dziełka, i dlatego zwraca się na to uwagę.

Dopiero gdy urządzenie pewne, naturalną drogą powstałe, okaże się dobrem, trafnem, kiedy już należy do dorobku życia publicznego, wtedy dopiero obmyśla się przepisy, ażeby uniknąć nadużyć i ażeby nowe urządzenie zharmonizować należycie z dawnemi, o ile nie poszły w zapomnienie.

Ażeby sejmik miał moc prawną, musiał być zwołany przez króla i obradować nad tem, co król do obrad polecił. Za Władysława Jagiełły i długo jeszcze potem nie miały sejmiki prawa inicjatywy, t. j. obradowania nad czemś i uchwalania czegoś z własnego pomysłu.

Z początku było pięć sejmików, uznawanych urzędowo; sejmiki ziemi krakowskiej, sandomierskiej, sieradzkiej, łęczyckiej i właściwej Wielko-Polski. Później ilość ich zwiększyła się znacznie. Po raz pierwszy musiał sam król zwołać sejmiki w roku 1404, gdy trzeba było zebrać 40.000 dukatów na wykup ziemi Dobrzyńskiej z rąk Krzyżaków. Odtąd powtarzało się to już stale, ilekroć potrzebowano podatku ponad dwa grosze z łanu. Na tym fundamencie oparły się polskie prawa obywatelskie, polskie "wolności", jak mawiano w starej polszczyźnie.

Przez "w o l n o ś ć" rozumiano samorząd. Władysław Jagiełło zaraz na początku swego panowania uznał zasadę, jako wszystkie urzędy, do których przywiązana jest władza nad szlachtą, piastować może taki tylko szlachcic, na którego zgodzi się szlachta tej ziemi, w której ma urzędować.

Słuszne to było, o ile chodziło o urzędników ich własnego samorządu ziemskiego; niesłuszne, o ile chodziło o urzędników królewskich. Wartość tej uchwały miała zależeć od tego, jak się rozwinie dalej polska administracja.

Za Władysława Jagiełły jednostką administracyjną był już powiat. W powiecie przedstawiał władzę królewską starosta grodowy, który był królewskim sędzią, wszechstronnym administratorem powiatu i zwierzchnikiem pospolitego ruszenia, gdy się zbierało, aż do chwili, kiedy wojewoda wydał swe zarządzenia. Wszystkie powiaty pewnej ziemi, t. j. dawnej dzielnicy z czasów dzielnicowych książęcych, tworzyły razem jednę społeczność ziemiańskiego samorządu, mając wspólny sejmik i wspólnego wojewodę. Ten dawny urzędnik królewski i książęcy stał się w tym okresie zarazem dostojnikiem niewątpliwie już także ziemskim; był pół na pół przedstawicielem władzy królewskiej i pół na pół samorządu ziemskiego. W jego osobie połączyło się jedno z drugiem, ale też, niestety, miało się to pomieszać bardzo niefortunnie.

Administracja autonomiczna rozwijała się coraz bardziej, podczas gdy królewska rozwijać się przestała i nigdy jej ściśle nie zorganizowano. Polska stawała się coraz bardziej państwem decentralistycznem.

Sejmiki nie miały prawa inicjatywy, a jednak społeczeństwo miało swe potrzeby i żądania; gdzież i w jaki sposób miano z niemi występować? Zdarzyło się podczas jednej z naszych wojen z Krzyżakami, podczas t zw. wojny gołubskiej w r. 1422, gdy pospolite ruszenie bawiło we wsi mazowieckiej Czerwińsku, że zamieniło się ono ze zgromadzenia wojskowego na obradujące, polityczne. Jak niegdyś wieców sądowych, użyto teraz pospolitego ruszenia do obrad, boć przy żadnej innej sposobności nie było tyle szlachty razem. Chodziło głównie o ścisłe wykonywanie przepisu o zniesieniu danin w naturze, co było już w statutach Kazimierza Wielkiego, ale nie wszędzie dało się od razu przeprowadzić, a potem starostowie grodowi jakoś nie bardzo temu bywali chętni. Obecnie tedy zebrani w Czerwińsku skorzystali z tej sposobności, żeby wywrzeć nacisk na administrację królewską, ażeby znieść ostatecznie i naprawdę wszelkie daniny i ciężary w naturze, wszelkie świadczenia służebne na rzecz państwa, ażeby opędzać potrzeby państwowe tylko podatkiem płaconym w gotówce. Wystąpiono i z innemi żądaniami. Żądano, żeby nie można było nikomu konfiskować majątku inaczej, jak tylko za wyrokiem sądowym; również bardzo sprawiedliwa myśl. Żądanie trzecie, żeby nie można było być w jednej osobie i sędzią ziemskim i starostą grodowym, świadczy wielce zaszczytnie o tem pokoleniu. Oddzielenie sądownictwa od administracji jest fundamentem sprawiedliwości, a wieki nowsze uznały to za zasadniczy warunek wszelkiego porządku w państwie. Ta uchwała czerwińska jest zaiste wielkim postępem w rozwoju prawa polskiego. Pozostawiano tylko administracyjne sądownictwo do spraw gardłowych; wykluczano je całkowicie od wszelkich spraw cywilnych.

To wszystko król Władysław Jagiełło przyjął i zatwierdził zaraz tam na miejscu; to jest t. zw. przywilej czerwiński.

W roku następnym, 1423, zjazd dostojników całego państwa w Warcie zajmował się prawem spadkowem, opieką nad małoletnimi i nadzorem ksiąg sądowych. Nie domagała się tedy szlachta ówczesna żadnych a żadnych szczególnych praw stanowych dla siebie, ale wywalczała stopniowo takie prawa, które my dzisiaj uważamy za tak proste i całkiem naturalne, iż bez nich nie umiemy sobie nawet wyobrazić porządków publicznego życia. Nie psuła wówczas szlachta niczego w państwie, lecz owszem, poprawiała ustrój państwowy, doskonaliła go.

Przywilej czerwiński jest nader chwalebny, ale... niebezpiecznym był sposób, w jaki go otrzymano. Narady w obozie musiały rozluźniać karność wojskową, a zamieniając wojsko na jakiś olbrzymi sejmik, mogły się łatwo wyrodzić w plagę wypraw wojennych. Toteż najpilniejszą sprawą stawało się odtąd, żeby tej szlachcie dać jakieś urządzenie prawne do obrad w imieniu nie jednej ziemi, lecz w imieniu wszystkich ziem polskich, i to z prawem inicjatywy, żeby nie naradzali się po obozach nad swemi potrzebami. Minęły dwa pokolenia, nim to obmyślono.

Do jakiego stopnia okres dzielnic książęcych powprowadzał był rozmaitość przepisów prawnych w różnych ziemiach, świadczy fakt, że znoszenie danin w naturze napotykało tu i ówdzie na trudności z powodów drobiazgowych, w które tu się wdawać nie możemy, ale które jednak wymagały dopiero osobnych zabiegów. Niewykonalnem okazywało się usunięcie wszystkich ciężarów w naturze od jednego zamachu w całem państwie. Tak np. pozostała jeszcze danina owsa na Kujawach i w ziemi Dobrzyńskiej.

Na zjeździe dostojników w Brześciu Kujawskim w roku 1425 zażądano, żeby wszystkie dawne prawa przejrzeć i uzupełnić. Oczywiście, od czasu ustawodawstwa Kazimierza W. niejedno się w życiu społecznem zmieniło, życie stawało się coraz bardziej skomplikowanem, zawilszem, bardziej zróżniczkowanem, boć świat nie stał przez ten czas. Ustawodawstwo wymaga ciągle zmian lub uzupełnień, ażeby przystosowywać się do nowych warunków życiowych. Układano się więc w Brześciu o te uzupełnienia.

Żądano, żeby król nie rozsyłał sędziów po kraju od siebie bezpośrednio, t. zw. justycyaryuszów, lecz żeby zajmował się sądami tylko w najwyższej instancyi. Żądano, żeby król podróżował po kraju na koszt skarbca królewskiego, żeby nie wybierał po drodze t.zw. "stacyj", t. j, żeby nie nakładać kosztów utrzymania podróżującego dworu królewskiego na okoliczną ludność. Wołano też o kontrolę nad obiegiem pieniądza; żeby król nie bił monety bez zezwolenia dostojników państwowych. Domagano się, żeby mieszczanie płacili poradlne od gruntów swoich położonych poza murami miast (żeby tedy znieść przywilej dla gruntów ich aż o dwie mile za miastem). Żądano uzupełnienia prawa ziemskiego przepisem, że właściciela ziemskiego nie wolno uwięzić inaczej, jak tylko za wyrokiem sadowym. Wreszcie domagano się, żeby te ziemie, które świeżo dostały się pod polska Koronę, zrównane było w prawach z innemi. Tyczyło się to Kujaw, które dopiero w r. 1396, odebrano księciu Władysławowi Opolczykowi i ziemi Dobrzyńskiej, wykupionej w 1406 roku od Krzyżaków. Ziemie te, nie podlegając przedtem ogólnemu prawu polskiemu, tylko swoim prawom partykularnym, nie korzystały jeszcze z prawodawstwa ostatnich czasów. Wołano więc, żeby zrównanie ich przyśpieszyć.

Czyż jest w tych żądaniach choć jedno, którebyśmy dziś zganili? Są to wszystko rzeczy, które dziś dla nas rozumieją się same przez się, o które jednak trzeba było dobijać się w czasach, kiedy potrzeby te wyłoniły się z życia. Pięć lat trwały narady wielokrotne i rozmaite wątpliwości i nawet niesnaski, aż dopiero w roku 1430, Jagiełło wszystkie te projekty do ustaw przyjął i zatwierdził na zjeździe w Jedlnie; stąd zowią się "przywilejem jedlneńskim". Danina owsa na Kujawach i w Dobrzyńskiej ziemi zniesiona; zatrzymano ją jeszcze tylko na Rusi Czerwonej. Tam wprowadzono prawo polskie ogólne całkowicie w roku 1433 i przybył szósty sejmik.

Przez dwadzieścia lat nie wydawano następnie żadnych ważniejszych ustaw. Taki wypoczynek prawodawczy może być wielce a wielce pożytecznym. Ale, niestety, w tym wypadku w wypoczynku tym mieściło się zaniedbanie. Nie zrobiono nic, żeby zapobiedz powtórzeniu się błędu czerwińskiego, t. j. obradom obozowym. Szlachta nie posiadała nadal żadnego urządzenia prawnego do obrad w imieniu wszystkich ziem polskich. Wobec tego groziło wciąż niebezpieczeństwo, że najbliższe ogólno-polskie pospolite ruszenie może się zamienić znów na narady obozowe, w miejscu i czasie do tego najmniej pożądanych i jak najmniej stosownych.

Stało się to w Cerekwicy w roku 1454, a więc na samym początku wojny trzynastoletniej (1454-1466), prowadzonej o odzyskanie Pomorza gdańskiego. Nie sądźmy, żeby te obrady obozowe pochodziły może z braku patryotyzmu, z braku poczucia i zrozumienia obowiązków wobec państwa. Wcale nie! Właśnie w Cerekwicy złożyła szlachta dowód, że poczuwa się do obowiązków i nie myśli się od nich usuwać.

Jak już była o tem wzmianka, szlachcic polski obowiązany był do służby wojskowej tylko wewnątrz granic państwa na koszt własny; od służby wojennej poza granicami państwa należało mu się wynagrodzenie ze skarbu państwa. Wiadomo, że dziś żołnierz służy tylko na koszt państwa i uważamy to za coś, co się rozumie samo przez się; ale szlachcic polski aż do granicy państwa musiał sam ponosić koszty wojskowe. A były one rozmaite, stosownie do majętności. Równości nie było; bogatszy dawał więcej. Ubogi szlachetka przyjeżdżał na wyprawę wojenną sam jeden, a bogatszy we dwójkę, w trójkę, choćby nawet w kilkunastu ochotników, których musiał swoim kosztem zwerbować, uzbroić i żywić. Koszta były tem większe, że całe pospolite ruszenie było konnicą.

W połowie XV wieku należało się szlachcicowi, stającemu się żołnierzem poza granicami państwa polskiego, po pięć grzywien od oszczepu, t. j. 5 grzywien za siebie i po 5 grzywien od towarzyszy, których przyprowadził z sobą konno i zbrojne, stosownie do majętności swej. Otóż nasuwała się wątpliwość, czy wkraczając do Prus krzyżackich, nie przesiębierze się wyprawy wojennej zagranicznej, a w takim razie należy się wynagrodzenie ze skarbu państwa, ale gdy użyto argumentu, że król wydał już dokument przyłączający Prusy do Korony i mianował tam nawet swoich wojewodów, a zatem Prusy całe, a Pomorze gdańskie w szczególności znajdują się skutkiem tego już w obrębie państwa polskiego, uznali trafność tego argumentu i już nikt o owe 5 grzywien nie upominał się.

Tego zebrania obozowego w Cerekwicy użył sam król, żeby uwolnić się od przewagi możnowładztwa. Ogół szlachty miał już do nich niechęć o to, że sami rządy zagarniali, a tymczasem dążenie do wpływu na sprawy państwowe rozszerzone już było na całą szlachtę. Szerzył się w Polsce dobrobyt, szerzyła oświata, zwiększało się tedy z każdem pokoleniem zajęcie dla publicznych spraw i życia publicznego. Rozpoczął się w Polsce demokratyczny ruch polityczny. Król ruch ten ośmielał.

Pewni królewskiego poparcia, radzili tem śmielej. Gniazdem możnowładztwa była Małopolska; skarżyli się tedy, jako król pomija Wielkopolan przy obsadzaniu dostojeństw. Podawano rozmaite wnioski, zupełnie słuszne, zmierzające do dalszego wydoskonalenia sądownictwa, ażeby słabszemu zapewnić opiekę przed silniejszym, ażeby ubogi łatwiej mógł otrzymać sprawiedliwość przeciw bogaczowi. Ze spraw ściśle politycznych wystąpiono z żądaniem, żeby nie wolno było prowadzić wojny bez uchwały sejmików.

Wszystkie te wnioski spisano. Było ich razem 35, począwszy od tak doniosłego, jak kwestja wypowiadania wojny, aż do drobnych szczegółów, tyczących się przewodu sądowego.

O ile postulaty w sprawach sądownictwa zasługują na wdzięczną pamięć potomnych, o tyle niesposób pochwalić tamtych dwóch żądań. Kogo ma król (rząd) powołać na urząd, to powinno być jemu samemu pozostawione. Widocznie wielką była potęga możnowładztwa małopolskiego, skoro król nie miał odwagi sam od siebie odsuwać ich od najwyższych urzędów, lecz wolał wywoływać przeciw nim uchwałę szlachty, chociaż uchwałę krępującą zarazem władzę królewską w sposób niewłaściwy, bo wdawali się tu w sprawę, która należała ściśle do króla.

Wielce niebezpieczną była uchwała, żeby o wyprawach wojennych postanawiały sejmiki. Cóż tedy począć, gdyby jedne sejmiki były za wojną, a drugie przeciw wypowiedzeniu wojny? Jeżeli zaś o wojnie zamierzonej miało się radzić na sejmikach, publicznie, jawnie, głośno, nie możnaby nigdy zajść nieprzyjaciela nieprzygotowanego; co więcej, nieprzyjaciel zyskiwałby zawsze czas, żeby uprzedzić Polskę. Uchwała taka równałaby się w praktyce zakazowi wojen zagranicznych i wyszłoby na to, że Polska ma zawsze czekać, aż zostanie napadniętą.

Wszystkie cerekwickie wnioski, żadnego nie wyjmując, zatwierdził król zaraz dnia 15 września 1454 r. i zamienił na uchwały prawomocne. Kazimierz Jagiellończyk zatwierdził w ciągu trzech dni uchwały, które uszczuplały jego władzę ponad słuszność i rozumną potrzebę. W historji administracji polskiej przywilej cerekwicki stanowi datę ujemną.

Podczas wojny trzynastoletniej trzeba było raz wraz uchwalać większe podatki. W ciągu owych 13 lat wynosił najmniejszy podatek ziemski po sześć groszy od łanu, a więc trzykrotnie ponad zwykłą należytość. Musiał więc król sam zwoływać ciągle sejmiki. Okazała się niepraktyczność, żeby każda ziemia uchwalała podatek z osobna, bo zapadały czasem uchwały niezgodne. Poczęto tedy łączyć w jedno sejmiki ziem sąsiednich i tak powstały dwa sejmy prowincjonalne, wielkopolski i małopolski, W roku 1457 zdarzyło się jednak, że Wielkopolska uchwaliła pospolite ruszenie, a Małopolska podatek po 12 groszy z łanu (zaco miano zaciągnąć zaciężnych, żołnierza zawodowego do oblegania warownych miast). W roku 1464 chciał zaś król pospolitego ruszenia z Wielkopolski, ale Wielkopolanie oświadczylo, że skoro Małopolanie nie ruszają w pole, a tylko płacą podatek, wolą i oni dać po 12 groszy.

Taka różność uchwal była kłopotliwa. Chcąc dojść do jednakowej powszechnej uchwały, trzeba było zwoływać powtórnie sejm prowincjonalny jednej czy drugiej prowincji, a czasem nawet sejmik jakiej ziemi, i starać się, żeby zmienili poprzednią uchwałę. Próbowano poradzić na to w ten sposób, żeby od razu zebrać na jednem miejscu obydwa sejmy prowincjonalne, a przynajmniej ich delegacje. Pierwszy taki ogólny zjazd sejmowy odbył się w r. 1459 w Piotrkowie. W roku 1468, obmyślono po raz pierwszy prawidło, jak takie zjazdy zbierać i odbywać. Małopolski sejm prowincjonalny zażądał wtenczas sam zwołania sejmu obydwóch prowincji do Piotrkowa. Postanowiono, żeby szlachta wybrała z każdego powiatu po dwóch posłów sejmowych. Wtenczas też pojawia się nazwa na taki zjazd posłów: sejm walny.

Sejm walny miał zwolenników i przeciwników. Jedni upatrywali w nim rękojmię, że ziemia czy województwo podda się łatwiej interesowi całego państwa, że wykształci się na sejmach takich tem wyżej polityczny zmysł państwowy. Inni upatrywali natomiast w sejmach walnych niebezpieczeństwo dla... swobód obywatelskich! Obawiali się, że posłowie, oddaleni od współobywateli, a zbliżeni natomiast do króla i dostojników jego, będą nazbyt ulegać ich wpływom i przystaną na wszystkie żądania królewskie, zwabieni łaską dworu.

W r. 1478 zdarzyło się, ze sejm piotrkowski uchwalił podatek, ale Wielkopolanie wyparli się swoich posłów. Trzeba było tę sprawę roztrząsać na nowo na wielkopolskich sejmikach. Wracano też często do zwoływania dwóch sejmów prowincjonalnych z osobna. Sejmiki pozostały po dawnemu, tylko ilość ich powiększała się ciągle. Było ich w drugiej połowie panowania Kazimierza Jagiellończyka (1447-1492) w Wielkopolsce dziesięć, a w Małopolsce sześć. Nie zyskał jeszcze sejm walny wówczas bynajmniej przewagi nad sejmikami.

W sejmie walnym nie brały jeszcze udziału ani Prusy, ani kraje Wielkiego Księstwa litewskiego. Ówczesny sejm walny reprezentował tylko dawne państwo piastowskie wraz z Rusią Czerwoną.

Był tedy sejm walny z razu tylko zjazdem całego królestwa (prócz Prus), zjazdem reprezentacyjnym, t. j. dokonanym przez pełnomocników, jakimi byli posłowie - celem osiągnięcia jednolitości państwa w sprawach podatkowych i wojskowych. Po większej części uważali go współcześni za prosty zjazd na uchwalanie podatków.

Z razu niewielu tylko dostrzegało, jako sejm walny nie jest tylko zjazdem od podatków, lecz nowem a zasadniczem urządzeniem w ustroju państwa i to wyższem ponad wszystkie dotychczasowe. Zwolna kiełkowała myśl, żeby sejmowi walnemu przyznać władzę ustawodawczą i prawo inicjatywy; gdyby to pozyskał, stałby się największą dźwignią demokratycznego ruchu - który zaczynał się od wielmożów ku prostej szlachcie. Ogół patrzał jednakże długo jeszcze podejrzliwie na te obrady posłów pod bokiem króla i nie dowierzał, żeby z tego mogło wyjść rozszerzenie swobód obywatelskich.

Minęło 37 lat (od roku 1459 do 1496), zanim wszyscy zrozumieli, czem te sejmy walne mogą być dla społeczeństwa. Z końcem panowania Kazimierza Jagiellończyka było jednak już potężne stronnictwo, którego hasłem było, żeby sejmy walne przeobrazić na władzę najwyższą państwa pod przewodnictwem króla. Król sam rad był ruchowi demokratycznemu, o ile mu to przydatnem było przeciw możnowładztwu, ale na tem tez stanął i zatrzymał się. Dopiero następny król, Jan Olbracht (1492-1501) przyjął cały program tego stronnictwa.

Już podczas bezkrólewia po zgonie Kazimierza Jagiellończyka nastąpiło ostre starcie pomiędzy możnowładztwem a szlachtą, pragnącą wyrwać władzę ustawodawczą z rąk doradców królewskich, t. zw. Rady królewskiej, złożonej z dostojników, a przelać tę władzę na sejm walny. Tym razem mieszczaństwo trzymało ze szlachtą.

Król Jan Olbracht spełnił w zupełności nadzieje szlachty, w sobie pokładane. Zwołał sejm walny zaraz na początek 1493 roku i wydał dokument formalny z zapowiedzią pomnożenia praw obywatelskich. Dotrzymał przyrzeczenia na drugim sejmie piotrkowskim, w roku 1496, zatwierdzając uchwały, powzięte przez ten sejm w rozmaitych sprawach niepodatkowych, a powzięte z inicjatywy posłów szlacheckich. Uznał król przez to władzę prawodawczą sejmu walnego.

Widzimy tedy, że geneza polskiego parlamentaryzmu, t. j. ustroju państwa opartego na sejmowaniu, tkwi w tem, że rząd królewski potrzebuje zwiększonych podatków i znaczniejszego wysiłku wojennego społeczeństwa - a to dla osiągnięcia rozleglejszych celów politycznych. Tak samo było we wszystkich państwach Europy. Król zapraszał do sejmowania, lub przynajmniej tolerował sejmowanie (w najrozmaitszych formach), ażeby uzyskać od społeczeństwa środki potrzebne do intensywniejszego uprawiania polityki państwowej.

U nas działo się to na tle dążeń do odzyskania Pomorza. Chodziło o Prusy, o zabór krzyżacki. Wszczęta w r. 1454 wojna 13-letnia miała w zakończeniu swem, w pokoju toruńskim 1466 roku, pozbawić Zakon Niemiecki przynajmniej zachodniej połowy ziem zagrabionych, przynajmniej ziem pierwotnie polskich, z których utworzono nową prowincję, t. zw. Prus Królewskich (wschodnia połowa należała nadal do Wielkiego Mistrza, potem, od r. 1525, do księcia pruskiego i stąd nazwa Książęcych).

Odzyskane Prusy miały swe odrębności, boć przeszły przez odmienny zgoła od polskiego ustrój państwowy; toteż i administracja Prus - podobnie jak litewska - różniła się w niejednem od polskiej. Odrębności te byłyby niezrozumiałe, gdybyśmy nie uwzględniali odrębnego biegu dziejów i krzyżackiej w tym kraju administracji.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści