Feliks Koneczny - "Dzieje administracji w Polsce w zarysie"

Od drugiej połowy XVI wieku dzielono urzędy na senatorskie, nadworne i ziemskie. Dostojnikami "rzędu senatorskiego" są: marszałek wielki, koronny i litewski; kanclerz wielki, koronny i litewski; podkanclerzy koronny i litewski; podskarbiowie koronni i litewscy; i marszałkowie nadworni koronny i litewski. Tych zwano też od XVI wieku ministrami.

Nadwornemi urzędami były: pisarz wielki nadworny, podkomorzy nadworny, sekretarz, koniuszy, podczaszy, krajczy, podstoli, kuchmistrz, referendarz, kapelan, kaznodzieja, instygator nadworny, szafarz, kwatermistrz, łowczy i t. p., aż do trębaczy, szatnych i t. p., poczem szła służba od służących na pokojach aż do forysiów.

Ziemskimi są już wtedy wojewodowie, kasztelani i starostowie, sędziowie, podsędkowie, podkomorzowie - i tytularni w każdej ziemi podstoli, krajczy, podczaszy i t. p. Starosta jest urzędnikiem na pół koronnym, na pół ziemskim.

Tylko urzędy dworskie były płatne gotówką, "jurgieltem"; tamte wynagradzano tenutami, a w zasadzie były bezpłatne.

We wszystkich rodzajach urzędów - w całej administracyi - obowiązuje zasada (stosowana teraz jeszcze częstokroć w Anglii), że każdy wyższy urzędnik organizuje sobie sam swoją kancelaryę. Urzędnicy podwładni są tylko od swego zwierzchnika w urzędzie zawiśli i nie są bynajmniej urzędnikami państwowymi. Tylko naczelnicy urzędów posiadają stanowisko urzędników publicznych, państwowych.

W hierarchii stały najwyżej urzędy ziemskie, potem szły koronne; a więc ministrowie (z wyjątkiem jednego marszałka wielkiego) stali niżej wojewodów i kasztelanów. Nadworne szły dopiero po koronnych, na trzeciem miejscu. Od roku 1504 nie wolno było w Koronie piastować równocześnie dwóch urzędów ni ziemskich, ni koronnych; ale nie obowiązywało to ograniczenie w stosunku do urzędów dworskich. Wolno było piastować równocześnie np. województwo i marszałkostwo nadworne; a każdy znaczniejszy urzędnik dworski bywał starostą. W ten sposób osoby piastujące urzędy dworskie stały w hierarchii właśnie wysoko, bo stopień hierarchiczny liczył się im według urzędu ziemskiego, jaki zazwyczaj sprawowali.

Stanowi to znamienny objaw administracyi polskiej, że od końca XIII wieku aż do końca niepodległej dawnej Polski mamy do czynienia wciąż jakby z temi samemi glównemi urzędami; a po większej części gubią się one w pomroku wieków jeszcze dawniejszych. Kasztelan jest urzędem tak starożytnym, że nikt nie oznaczy dokładnie jego początków; wojewoda jest już w XI wieku; podkomorzych spotykamy w ustawodawstwie Kazimierza Wielkiego, ale według wszelkiego prawdopodobieństwa są starsi. Starostowie są najmłodsi, a pochodzą ze schyłku XIII wieku! W całej Europie jedna tylko Anglia mogłaby wykazać podobną stałość dostojeństw.

Stałość ta jest jednakże nader względną, Są to te same nazwy, przechowywane tradycyjnie, ale znaczą one nie to samo (podobnież w Anglii). Dochowuje się co do wojewodów to tylko, że pozostają i stają się nawet coraz bardziej reprezentantami województw wobec tronu, choć pochodzą z nominacyi królewskiej. Odkąd ustały najazdy, traci w organizacyi wojennej na znaczeniu starosta, a zyskuje znów na godności i powadze wojewoda. Dalekie wyprawy wojenne podnoszą coraz bardziej jego dostojeństwo, bo on przewodzi pospolitemu ruszeniu. Braterstwo broni łączy go z najuboższym szlachetką województwa. On kontroluje, czy szlachta czyni zadość swemu obowiązkowi obrony kraju, a chociaż kontrola taka musi być surowa i prowadzi nieraz do przykrych wyników, szlachta znosi upomnienia i kary od swego wojewody, bo to jest jej wyobraziciel. Do jakiego stopnia godność ta była w Polsce wieku XVI popularną, świadczy ciekawy epizod z dziejów administracyi Prus Królewskich:

Pierwszym obowiązkiem wojewody jest czuwać nad pogotowiem wojennem szlachty, czyli odbywać t. zw. lustracje, odbywane w rozmaitych terminach, wcale nie stałych, często na wyraźne zlecenie króla lub sejmu. W dniu oznaczonym winien każdy właściciel ziemski stawić się przed swym wojewodą, uzbrojony "według swej majętności" t. j. stosownie do stopnia zamożności (secundum facultatem bonorum), z końmi, z zapasem broni i t. d. Wobec tego musiał wojewoda rozporządzać jakiemiś środkami przymusu. Miał prawo nakładać grzywnę dziesięciu florenów, a sejm groził nieposłusznym konfiskatą majątku.

Około roku 1530 zaczynają się starania szlachty pruskiej, żeby lustracje odbywały się przed starostami, bo łatwiej było zjechać się do pobliskiego starosty grodowego, niż do odleglejszego wojewody; prosili, żeby wojewoda pofatygował się na lustrację w starostwie wraz z kasztelanem, lub żeby przysłał zastępcę. Chodziło o to, żeby lustracje odbywały się powiatami, a nie całemi województwami. Życzenie było słuszne i pochodziło z prostego rozsądku, żeby nie marnować czasu i niepotrzebnych kosztów, a jednak nie stało mu się zadość, bo rządowi królewskiemu zależało wówczas wiele na tem, by upodobnić urządzenia pruskie do koronnych, a szlachta polska upierała się przy wojewodzie, jako swym przodowniku. I zostały lustracje wojewódzkie.

Obowiązek utrzymania porządku publicznego ciąży na wojewodach, a starostwie są z razu przydani im do pomocy, po pewnym czasie stają się atoli w tych sprawach czynnikiem administracyjnym samodzielnym. Ten zakres władzy zowiemy dziś policyjnym. Należało tedy do nich wszystko, co się działo pod gołem niebem. Ten sam występek należał do innej kompetencji popełniony na publicznej drodze, a do innej spełniony w prywatnem mieszkaniu. Mandat królewski, ogłoszony w Gdańsku roku 1526, akt bardzo ważny w dziejach administracji ziem pruskich, składa odpowiedzialność za bezpieczeństwo dróg przedewszystkiem na wojewodów. Toteż wojewoda miał swoją "zbrojną czeladkę", która ujmowała gwałtownika i odstawiała do więzienia. Orzeczenie, czy pojmany ma być zatrzymany w więzieniu, czy też wypuszczony "na wolną rękę", należało do wojewody. Mógł był zezwolić na "wolną rękę" za kaucją (fideiussoria cautione). Sam wojewoda posiadał w Prusiech władzę sądowniczą w wypadkach przyłapania na gorącym uczynku, tudzież we wszystkich związanych z rozlewem krwi, a natenczas wykonywali oni sądy doraźne (indilatam iustitiam). W sprawach "gardłowych" nie wolno udzielać "wolnej ręki". Toteż niejeden nie tyle bał się wyroku, który mógł był skończyć się na grzywnach, ile więzienia owego śledczego, które mogło się przeciągać; a więc zawiniwszy, krył się przed "zbrojną czeladką" wojewodzińską, a nieraz uciekał za granicę państwa, gotów wrócić na rozprawę sądową, byle go przed wyrokiem nie więziono. Za wiedzą i zezwoleniem powoda mógł wojewoda wydać przestępcy list żelazny; jeżeli powód na to nie przystał, w takim razie nakładano na przestępcę, któryby się nie stawił wojewodzie, karę banicji przez rok i sześć niedziel; w tym czasie każdy mógł go chwytać i postąpić z nim dowolnie, jako pozbawionym opieki prawnej, bo sąd nieprzyjmował skarg od banity.

Należały tedy do sądów wojewodzińskich sprawy najcięższe. Rzecz szczególna, że obok tego należały do nich sprawy... najlżejsze, takie, któremi nie warto było zajmować regularnego sądownictwa ziemskiego. Sądzili "bez hałasów sądowych, po prostu i po cichu", to znaczy: na podorędziu, sprawy sporne do wysokości dziesięciu grzywien, a ponad tę kwotę tylko za zgodą obu stron; inaczej bowiem należały one już do sądu ziemskiego. Ale wojewoda sam orzekał, czy przedmiot sporu wart 10 grzywien czy więcej, a kompetencję swą wolał rozszerzać, niż ścieśniać; stąd częste skargi na nadużycia władzy popełniane przez wojewodów. Szczególniej skarżyła się szlachta, że wojewodowie zmuszają strony do "dobrowolnych" ugod, których warunki sami układają.

Około roku 1530 starostowie zajmują się coraz więcej bezpieczeństwem publicznem. Coraz częściej zdarzało się, że starosta więził, a wojewoda sądził; starosta więził tedy dla wojewody. W drugiej ćwierci XVI wieku spotykamy się z wyraźnem współzawodnictwem tych dwóch urzędów. W roku 1533 skarży się szlachta pruska, że starostowie wybierają grzywny i pozywają przed swój sąd, a nawet opornych zamykają w wieży, co przeciwne jest "starodawnym porządkom, żeby szlachta nie była sądzona, jak tylko przez wojewodów i sędziów ziemskich". Ale starostowie cieszyli się poparciem królewskiem i nie bez zachęty ze strony kancelarji królewskiej rozszerzali sobie kompetencję. Jakież to znamienne, że śmiałością przodują nie indygenowie pruscy, lecz starostowie przysłani tam umyślnie z Korony, a którzy w Koronie nieraz wojewodami bywali (np. Służewski wojewoda kaliski, Kościelecki - poznański). Szlachta pruska, która w sprawie lustracyj stanęła po stronie starostów, w kwestji sądowej broni wojewodów przeciwko starostom.

Sądownictwo wojewodzińskie ścieśniało się coraz bardziej; w wieku XVI zostały z niego ledwie ślady, przeżytki w pewnych sprawach specyalnych, a Prusy poszły niebawem za Koroną. Od ingerencji w sprawy podatkowe zostali wojewodowie wykluczeni całkowicie jeszcze za Kazimierza Jagiellończyka.

A jednak wojewodowie posiadali rozległą władzę, lecz z innego zupełnie tytułu! Oto będąc blizkimi dworu królewskiego, a z powodu wielkiego wpływu na szlachtę wpływowi na dworze, bo mogący bardzo dużo pomagać lub szkodzić przy wyborach posłów - dostawali oni właśnie najczęściej starostwa w dzierżawy. Zazwyczaj miewał wojewoda nawet po kilka starostw-tenut i jedno grodowe (na Litwie było to regułą) - i jako starosta posiadał władzę szeroką, a rozszerzać mógł ją tem łatwiej, skoro był wojewodą. Zwłaszcza dziedzina sądownictwa należała w Koronie do starostów.

W Prusiech Królewskich wikłała się długo władza wojewodzińska ze starościńską. W roku 1533 pisze senat pruski do króla Zygmunta Starego z prośbą, by zaradził pomieszaniu kompetencji, bo urzędy "wzajemnie sobie przeszkadzały, a jeden drugiemu gwałcił i mącił zakres władzy". Słowa te włożono też w instrukcję posłów od sejmu pruskiego do króla.

A były w Prusiech działy administracji, nieznane Koronie, a to z powodu wybrzeża morskiego.

Senat pruski pisał do Zygmunta Starego w roku 1534: "Wojny morskie zdarzają się o wiele częściej aniżeli lądowe". Tak też było, tylko Polska w tych wojnach nie brała udziału; nie mieliśmy głosu wojennego nad Bałtykiem i dlatego nie zdołaliśmy go opanować ani nawet na wodach do naszych wybrzeży przyległych. Troskę o flotę pozostawiliśmy głównym miastom pruskim. W drugiej ćwierci XVI wieku trzeba było wystawić flotyllę wywiadowczą (exploratorias naves), a ciężar ten narzucono miastom nadbrzeżnym; słusznie zwracały one uwagę, ze obrona morza jest interesem całego kraju, a nietylko ludności nadbrzeżnej. Ale kwestji morskiej nigdy w Polsce nie rozumiano należycie. Obrona morska nie byLa ujęta w żaden system administracyjny, czynny z ramienia rządu, lecz pozostawiona większym miastom pruskim, była tylko przez rząd dozorowana. Dozór sprawował starosta danego grodu.

Ważniejszą, niż gdziekolwiek w państwie, była w Prusiech opieka nad warownemi grodami. Wszystkie wojny od 13-letniej do szwedzkich włącznie były obleżeńczemi; decydowały w nich nie bitwy w otwartem polu, lecz losy grodów. Miejsc warownych było dużo; toteż nie każdy "zamek" (arx) był siedzibą starosty grodowego, a na większych warowniach bywali nawet osobni "prefecti" (w Malborgu kilku) i burgrabiowie, podwładni staroście. Każdy starosta jest zarazem dzierżawcą królewszczyzny, "tenutarius". W królewszczyznach były gospodarstwa rolne, leśnicze, bartnicze, piecyska do smoły i popiołu, a cały potrzebny do tego zbiór służby i robotnika podlega władzy rządcy zamku lub komuś przez niego do tego ustanowionemu. Prócz dochodów z królewszczyzn przywiązane były do grodów dochody z osad miejskich pobudowanych pod zamkiem (jakie niegdyś w Polsce zwano "podegrodziami").

Na upodabnianiu do Korony najwięcej zyskiwała w Prusiech władza starościńska, coraz rozszerzana. Cokolwiek król obwieszczał ludności, robił to za pomocą starostów, czyniąc ich odpowiedzialnymi za wykonanie nakazu. Czy to chodziło o wywołanie z kraju jakiej lichej monety, czy o pomoc rządową po wielkiej powodzi, o naprawę przerwanych grobli; czy o dopilnowanie, żeby szlachta jakiego okręgu nie zaniechała wysłać swych przedstawicieli na sejmik wojewódzki, czy o dozór nad obroną wybrzeża morskiego, czy o policję morską; w najróżnorodniejszych sprawach był starosta bezpośredniem narzędziem królewskiem. Znamienną to jest okolicznością, że gdy najwyższa kara, na jaką może narazić się wojewoda za jakieś zaniedbanie w urzędzie, wynosi 50 florenów, staroście zagrożono już w roku 1529 grzywną florenów stu.

Rozwój administracji pruskiej zmierzał ku temu, iżby powstały ściśle odgraniczone mniejsze okręgi administracyjne, różne od polskich powiatów tem, że zwierzchnik powiatu nie miałby sądowej władzy, ale za to pod żadnym względem nie dzieliłby się swą władzą z nikim innym. Trudno nie przyznać, że kierunek ten lepszym był od kierunku, w jakim rozwijała się administracja w Koronie, ze swą zawiłością kompetencyj. Prusy Królewskie nie znały jeszcze "powiatu". Jeszcze inny był okręg lustracyjny, inny podatkowy, inny policyjny i t. p. i pod tym względem powiat koronny wyprzedził urządzenia pruskie; ale gdyby sprawa była się dalej rozwijała swobodnie, okręg lustracyjny pokryłby się z podatkowym i t. d., a usunęłoby się chaos sądowniczy. Odkąd okręgi rozmaitych rodzajów administracji stosowałyby się do władzy starościńskiej, powstawałby powiat silniejszy od koronnego, z administracją bardziej jednolitą.

Unja lubelska 1569 przerwała możność odrębnego rozwoju administracji pruskiej, zanim państwo polskie zdołało skorzystać z tego, co w dążeniach pruskich było dobrego.

Jeszcze za Aleksandra Jagiellończyka urzędy państwowe nie były należycie rozdzielone od dworskich, ale rozdział postępował szybko. Urzędy koronne, państwowe, przewyższyły w godności dostojników nadwornych. Na szczycie, ponad wszystkimi stał marszałek koronny, który jest ministrem pierwszym, pierwszą po królu osobą stanu świeckiego (po prymasie), i zawsze należy do senatu. W ciągu XVI wieku spełnia funkcyj dworskich coraz mniej; przechodzą one coraz bardziej na marszałka nadwornego, podczas gdy koronny staje się niemal wyłącznie dostojnikiem ściśle państwowym; rzadko nawet przebywa na dworze królewskim poza zebraniami senatu lub uroczystościami.

Marszałek wielki pilnował z razu etykiety dworskiej, podejmował gości koronnych, miał władzę nad dworzanami; zawsze był kontrolerem najwyższym dworu i stróżem bezpieczeństwa. Posiadał pełną władzę sądową o trzy mile od każdorazowego miejsca pobytu króla; przysługiwało mu nawet prawo miecza, a od wyroków jego nie było apelacji. Rozporządzał dla egzekutywy "milicją marszałkowską", która w drugiej połowie XVI w. liczyła 30 zbrojnych. Ten dział policyjny pozostał marszałkowi wielkiemu do końca, chociaż coraz mniej dworem się zajmował. Był rozległy, obejmował bowiem 20 artykułów których treść następująca:

Marszałek wielki karze niepokoje, zwady, rozruchy, a nawet hałasy uliczne w promieniu o mile od miejsca postoju królewskiego; w samem zaś miejscu pobytu pilnuje, żeby nikt nie nosił broni, bo za wszelkie dobycie broni srogie kary, nawet kara śmierci. Straż marszałkowska chwyta "gwałtowników" i burzycieli porządku, czeladź i służbę niesforną; wypędza poza swój okręg urzędowania włóczęgów, oszustów, złodzieji, karząc przydybanych chłostą i pręgierzem; podobnież kobiety lekkich obyczajów. Gospody muszą być w okręgu marszałkowskim zamykane o ósmej wieczorem. Wszyscy cudzoziemcy meldują się w urzędzie marszałkowskim, a zato poręcza się im bezpieczeństwo, nie wyłączając niewiernych Turków, Tatarów i Żydów. Marszałek dba też o bezpieczeństwo kupców i handlarzy o trzy mile od postoju króla, ale zato kontroluje miary i wagi i posiada władzę policyjną nad przekupniami. Dba o bezpieczeństwo publiczne, wydając przepisy pożarnicze i posiadając zwierzchność nad cyrulikami. Do niego należy też przyjmowanie poselstw; ogłasza za każdym razem potrzebne do tego przepisy, wyznacza posłom kwatery. Sądy marszałkowskie muszą być doraźne, boć król i marszałek mogą nazajutrz znajdować się gdzieińdziej; sądownictwo to musi tedy być spieszne, a za najmniejsze uchybienie w sądzie marszałkowskim są osobne surowe kary. Dla uniknienia wszelkich nieporozumień ze strony ludności nie wolno w okręgu marszałkowskim grać na trąbach, chyba z polecenia marszałka; odezwanie się trąb oznaczało tedy zawsze, że urząd marszałkowski pragnie na coś zwrócić uwagę, że dzieje się coś z jego ramienia i pod jego urzędową władzą. Nawet ceny oznaczał w swym okręgu marszałek. Towarzyszył królowi do obozu i w obozie stanowił ceny w porozumieniu z hetmanem.

W senacie przewodniczył i zastępował osobę królewską naprzemian z arcybiskupem - prymasem gnieźnieńskim. Podczas bezkrólewia wyręczał prymasa. W tem nie mógł marszałka wielkiego zastępować nadworny; mogło to być w tamtych wszystkich czynnościach - gdyż marszałek wielki nieczęsto przebywał na dworze.

Oznaką godności marszałkowskiej była wielka laska, którą nieśli przed królem, gdy występował publicznie. W razie nieobecności marszałka i wielkiego i nadwornego, wyręczał ich w tem kanclerz. Wydano też przepis, że zawsze winien znajdować się na dworze kanclerz lub podkanclerzy i przepis ten powtórzono jeszcze w roku 1587.

Odmiennie od Polski rozwijało się litewskie marszałkostwo. Za Kazimierza Jagiellończyka zwraca Uwagę znaczniejsza ilość osób używających tego tytułu, który dziwnie często powtarza się w źródłach. Jest marszałek dworski (nadworny) już pod koniec XIV. wieku; z początkiem XV w. jest obok niego marszałek ziemski, a wśród ziemskich trafia się "najwyższy". Od końca XV wieku było ich po ośmiu, a gdy zawierano unię lubelską w r. 1569, liczba ich wzrosła do 18. Podobnie jak w Polsce, marszałek nadworny podróżował z królem, i był przy królu ochmistrzem dworu, zwierzchnikiem wszystkich dworzan i odpowiedzialnym stróżem bezpieczeństwa; a miał do pomocy marszałka ziemi, w której król przebywał.

Drugim z rzędu ministrem jest kanclerz. Jestto kierownik kancelaryi królewskiej, który stopniowo wyrósł na kierownika polityki zagranicznej. Długo urząd ten należał wyłącznie do wyższego duchowieństwa. W XVI wieku dodano mu do pomocy podkanclerzego. Przestrzegano aż do końca zasady, żeby jeden z nich, przynajmniej podkanclerzy, był duchownym. Pod nimi istniała cała kancelarya, złożona z sekretarzy i pisarzy królewskich. Jeszcze za Aleksandra sekretarze wszyscy byli ze stanu duchownego.

I tu zachodziły na Litwie pewne różnice, wywołane odmiennością stosunków. Tak np. w latach 1458- 1579, kanclerzem Wielkiego Księstwa bywał każdorazowy wojewoda wileński; podkanclerzego urząd utworzono dopiero w roku 1566. Pisarze kancelaryi wielkoksiążęcej, coraz rozleglejszej, później dopiero za wzorem Polskim zwali się sekretarzami, notaryuszami, pisarzami przez cały wiek XV, używaną bywała z reguły nazwa diaków. Diak, jest to człowiek świecki, posiadający sztukę czytania i pisania i utrzymujący się ze znajomości pisma. Jest to powszechnym na Rusi całej urządzeniem, bo w prawosławiu nie wszyscy zakonnicy (czerńcy) bywali piśmiennymi, a świeckie duchowieństwo rzadko kiedy. Podczas gdy w zachodniej Europie piśmienność była długo wyłącznością niemal Kościoła i stopniowo dopiero od duchowieństwa rozchodziła się pośród świeckich, we wschodniej Słowiańszczyźnie państwowość dla własnych potrzeb wytworzyła sobie odrębny zawód ludzi piśmiennych, świeckich, zawisłych wyłącznie od łaski i niełaski książęcej. Potem dopiero, znacznie później przechodzili diacy także na służbę cerkiewną, aż w końcu wyraz ten począł oznaczać piśmiennego sługę przy cerkwi, dopomagającego zarazem przy odprawianiu liturgii. Na Rusi litewskiej ewolucya diaka poszła całkiem innym torem. Dzięki katolicyzmowi Letuwy nie brakowało Wielkim Książętom litewskim światłego duchowieństwa, wykształconego bez porównania wyżej od wszelkich diaków; toteż diak pozostał pomocnikiem kancelaryjnym, pisarczykiem pod zwierzchnictwem czyjemś, i wkrótce zaniknął, przestał istnieć. Sama sztuka czytania i pisania nie wystarczała; trzeba było umieć na Litwie coś więcej, i coraz więcej. Ci z diaków, którzy się przy kancelarji utrzymali, musieli nabywać wiadomości, wyższego wykształcenia i wyższej ogłady, aż po pewnym czasie wstydziliby się nazywać diakami i być uważanymi za równych tym diakom, którzy przyjeżdżali do Wilna z Moskwy z poselstwami, jako pisarze posłów - analfabetów. Toteż diacy litewscy tytułują się już pod koniec rządów Kazimierza Jagiellończyka pisarzami i notaryuszami, uczą się łaciny, a obyczaj przyjmują polski. Diak litewski dostawał często nadania od W. Księcia i stawał się założycielem rodziny ziemiańskiej - czego na Rusi moskiewskiej nigdy nie bywało. Tak np. Sapiehowie są diaczego pochodzenia; i Tadeusz Kościuszko od diaka Aleksandra Jagiellończyka się wywodzi.

Trzecim z rzędu ministrem był podskarbi koronny (podkanclerzy był na czwartym miejscu). Należał do niego rozległy zakres działania.

Podskarbi nadworny, ustanowiony w roku 1504, miał być z razu zastępcą i pomocnikiem koronnego, ale po krótkim czasie uzyskał samodzielność. Zazwyczaj bywało się nadwornym wpierw, a potem postępowało się na koronnego. Roboty czysto dworskie podskarbiego nadwornego przeszły też jeszcze w ciągu XVI wieku na pisarza wielkiego skarbu nadwornego; ten zajmował się potem zarządem prywatnej szkatuły królewskiej. Kontrola wydatków i wypłaty na potrzeby króla i dworu, pokrywane z dochodów publicznych, należały zawsze do podskarbiego nadwornego. On też czuwał nad srebrami i zastawą skarbca koronnego; było tego tyle, iż do przewozu używało się osobnych wozów. Dekoracje pokojów królewskich, gobeliny, opony, arrasy i t p. i ceremonjalne szaty królewskie zostawały pod odpowiedzialnością pisarza wielkiego.

Wiemy, że po roku 1413 było w państwie litewskiem dwóch wojewodów, wileński i trocki, a trzeci kijowski, przybył w roku 1472. Dopiero w wieku XVI nastaje i w ziemiach Rusi litewskiej upodabnianie i następują dalsze nominacje na wojewodów. W roku 1504 powstaje województwo połockie, w r. 1507 nowogrodzkie, 1508 smoleńskie, 1511 witebskie, 1514 podlaskie - ale te wszystkie województwa bez godności kasztelańskich. W roku 1566 utworzono w przededniu niemal unji lubelskiej województwa: wołyńskie, bracławskie, brzesko-litewskie, mińskie, mścisławskie - i teraz dopiero ustanowiono obok każdego wojewody także kasztelanów. Chodziło o to, żeby urządzenia litewskie były jak najpodobniejsze do polskich.

Tylko Żmujdź nie została województwem, lecz pozostała po dawnemu starostwem; ale ten starosta źmujdzki był równy w dostojeństwie wojewodom i miał też obok siebie kasztelana. Większa część nowych wojewodzińskich urzędów nie była czem innem, jak tylko przemianowaniem główniejszych urzędów starościńskich; żmujdzki przemianować się nie dał. Na Żmujdzi starsze tytuły i nazwy pozostały przy pierwotnem znaczeniu; toteż pod starostą pozostali tam tiwunowie znacznymi urzędnikami, zastępcami starosty po powiatach, boć żmujdzki starosta był nad wszystkiemi powiatami Żmujdzi.

Litewscy namiestnicy, jako urzędnicy administracyjni cywilno-wojskowi, posiadali zakres władzy szerszy od polskich starostów; tem łatwiej przyjmowała się też polska nazwa urzędu. Zarazem przyjęła się polska nazwa obszaru urzędowania starosty: powiat. Jak widzimy z tego, litewski powiat jest całkiem innej genezy, niż polski. Były też powiaty litewskie bardzo nierównej wielkości.

Ponieważ na Litwie miasta nie rozwijały się, nie można było pieczy o ich obronność powierzyć mieszczaństwu; na to zdobyło się tylko Wilno i to aż w późniejszych czasach. Toteż na Litwie istniał przy każdym grodzie urząd państwowy gorodniczego (horodniczego). Urzędnicy ci bardzo byli nierównego znaczenia, zależnie od ważności grodu; oczywiście czem bliżej granicy wschodniej, tem bardziej zwracano uwagę na gorodniczego, choćby nawet na mniejszym grodzie. O gorodniczych niejednego grodu mówiło się dużo, a o innych nic, bo gród im powierzony stracił znaczenie wojskowe. Tem się tłumaczy, że w źródłach o niektórych brak wzmianek.

Jak widać z tego przeglądu, główne urządzenia administracji publicznej w państwie litewskiem nie wyłoniły się droga naturalną z ustroju społecznego, lecz zostały obmyślone przez władzę wielkoksiążęca i wprowadzone sztucznie. Cała ewolucja polegała tu na tem, że nie od razu robiono wszystko, lecz stopniowo po cząstkach plan, z góry sztucznie powzięty, wykonywano - okazując w tem istotnie wiele roztropności. Ostatniemi wielkiemi aktami legislatoryjnemi były pod tym względem: reforma rządowa roku 1565 i unja lubelska.

W roku 1565 utworzono już po wszystkich powiatach sądy ziemskie, a od spraw karnych byli starostowie, przez pewien czas jeszcze niektórzy wojewodowie.

W roku 1565 utworzono również urząd marszałków powiatowych, w Polsce nieznanych, Ale niema marszałka ten powiat, którego stolica jest zarazem siedzibą wojewody; tam sam wojewoda marszałkuje powiatowi, a ustanowiony obok niego kasztelan spełnia w głównym województwa powiecie pewne funkcje wojskowe (głównie przy zwoływaniu pospolitego ruszenia), które w innych powiatach należały do marszałków powiatowych. Przeprowadzono też w roku 1565 nowy podział na powiaty.

Widzimy tedy, jak na Litwie urzędy łączyły się. W Polsce było to z początku niemożebnem, bo w Koronie obowiązywała t. zw. "incompatibilitas", t. j. że nie wolno łączyć w jednem ręku urzędów ("kumulować"). Na Litwie nie było takiego zakazu - a gdy potem Korona podległa wpływom litewskim, zgubny zwyczaj przedostał się do Korony wbrew ustawom i wojewodowie zostawali starostami.

Pośród urzędników ściśle dworskich wyróżnia się podkomorzy, bo posiada znaczne wpływy, jako zarządca prywatnych komnat królewskich, znający wszelkie szczegóły życia monarchy, i używany do najbardziej poufnych spraw. I w sprawach publicznych niejedna tajna audjencja odbywać się musiała za jego pośrednictwem. Urząd ten miał za odznakę klucz złocisty, jak dzisiejsi szambelanowie. Należy go odróżniać ściśle od podkomorzego ziemskiego (sędziego granicznego), z którym nie ma nic wspólnego, prócz nazwy.

Pośród dworskich urzędów należy jeszcze wyróżnić instygatora. Jest to oskarżyciel publiczny, wnoszący skargi o obrazę majestatu w porozumieniu z urzędującym danej chwili na dworze marszałkiem. Do niego też należy wnoszenie oskarżeń przeciwko wszelkim urzędnikom dworskim i koronnym o przewinienia urzędowe, a także przeciw dzierżawcom kopalń, komór (cełł) i t. d.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści