Feliks Koneczny - "Dzieje administracji w Polsce w zarysie"

Wielmożowie, czyli możnowładzcy, posiedli już stanowczy wpływ na sprawy państwa, a oni oświadczyli się za dzielnicami. W roku 1141 odbył się w Łęczycy pierwszy polski wiec. Był to z razu zjazd książąt i wielmożów, duchownych i świeckich. Zjechali się wszyscy książęta piastowscy z żonami, i również księżniczki piastowskie z wdową po Krzywoustym na czele; zjechali się biskupi, opaci, wojewoda, kasztelanowie i dostojnicy dworscy. Ten wiec rozstrzygnął wszystkie sprawy dynastyczne i kazał przystąpić niezwłocznie do wyznaczania granic dzielnicowych. Potem zwano wiecami zjazdy sądowe, gdy książę na sądy przyjechał; później także już bez obecności księcia. Wiece odbywały się tylko w wiekach średnich, potem zanikły. Dopiero za naszych niemal czasów wznowiono tę nazwę, oznaczając nią tłumne zebrania w sprawach politycznych.

W pierwszym owym wiecu brał udział jeden tylko wojewoda, jaki pozostał po Bolesławie Krzywoustym. Skoro było odtąd kilku książąt panujących, każdy miał swoją osobną drużynę, i ustanawiał nad nią wojewodę. Było tedy skutkiem podziału dzielnicowego tylu wojewodów, ile było księstw.

Znaczenie kasztelanji zmieniło się, przestawały być kośćcem organizacji wojskowej. Gdy bowiem po owej zawierusze po Mieszku II rozprzęgła się siła zbrojna pierwszych Piastów, Kazimierz Odnowiciel nie wznawiał ustroju grodowego w poprzedniej pierwotnej formie. Siłę zbrojną zaczęto opierać stopniowo na nowej podstawie, mianowicie na tem, że książę z ziemi niczyjej, stanowiącej własność państwa (którą tedy książę mógł szafować) czynił nadania, zobowiązując tego, kto nadanie otrzymał, do służby wojskowej w razie potrzeby. Nazywało się to nadaniem "na prawie wojskowem" (jure militari). Wytwarzała się warstwa rycerska, z której powstawali często nowi wielmożowie.

Pług i miecz łączą się w Polsce w jednem ręku skutkiem tej zmiany, podczas gdy dotychczas zajęcia gospodarskie oddzielone były od wojskowych. Pod koniec XII wieku i w pierwszej połowie XIII, zmieniał się wogóle u nas ustrój społeczny, zmieniały się stosunki ekonomiczne a skutkiem tegoż stosunki wzajemne warstw społecznych. Życie rozwijało się, stawało się zawilszem, toteż dawna prymitywna administracja nie mogła już wystarczyć.

Z dawnych osad służebnych wytwarzała się zwolna warstwa rzemieślnicza na podegrodziach, t. j. w osadach tuż pod grodami. Powstawały osady targowe, najwcześniej w dobrach duchownych, bo przy kościołach najłatwiej było o gromadniejsze zjazdy. W osadach targowych poczyna się wytwarzać polski stan kupiecki i rzemiosła pośród ludności także rodzimej polskiej, nie wywodzącej się od "służebnych".

Organizacja rodowa, która niegdyś była wszystkiem, traciła coraz bardziej znaczenie ekonomiczne; chociaż wspólnoty rodowe istniały jeszcze gdzieniegdzie, skazane już były na zanik.

Nowe formacje społeczne Polski ku połowie XIII wieku nie dały się ująć w formy administracji opolnej, ni kasztelańskiej. Ponieważ wycofywano się licznie ze wspólnot rodowych, a urządzano się na własności osobistej, indywidualnej, powstawały trudności i niedokładności w przestarzałej administracji. Dla przykładu przytoczmy choćby tę okoliczność, jak to coraz więcej osób mogło zasłaniać się od danin grodowych tem, że płacą książęciu daninę wojenną krwią własną i mieniem na wojnie. Musiano się bowiem utrzymywać na wyprawie wojennej kosztem własnym, dostarczając nadto ze swego broni i konia. Mieli więc słuszność, że dają więcej, niż wymagała dawna danina grodowa i za cóż jej jeszcze od nich wymagać?!

Obszar jednostki administracyjnej musiał się zwiększyć, żeby mogli zmieścić się na nim obok chudopachołków także wielmoże.

Zanim atoli zdołała wyrobić się nowa administracja, spadł na Polskę w r. 1241 najazd mongolski (tatarski), powtórzony w r. 1259, poczem nastąpiły jeszcze dalsze, lecz już słabsze.

Dzielnice najazdami dotknięte (aż po Lignicę i Łęczycę mniej więcej) zamieniły się niemal w pustynie. Nie zostało tam ni śladu z pomyślnych zawiązków miast, grody i kościoły zburzone, spalone i zniszczone doszczętnie wszelkie gospodarstwo. Klęska była tem cięższa, że Tatarzy brali mnóstwo jeńca, uprowadzając go i wysyłając na wschodnie targowice niewolników. Powiedziano o Tatarach, że trawa nie rosła, którędy oni przeszli. Całe okolice stały się bezludne, a własność bez dziedziców. Przy takiem opustoszeniu i wyludnieniu przepadał cały porządek i rwała się wszelka organizacja. Cofaliśmy się o jakie sto lat od jednego zamachu.

Władza książęca musiała zająć się sprawą osadnictwa, skoro nagle przybywało tyle ziemi niczyjej, do której nawet nikt się nie zgłasza. Teraz bardzo łatwo było o hojne nadanie książęce, a książę oczywiście nie dawał ziemi inaczej, jak na prawie wojskowem.

Pozostali przy życiu członkowie rodowego ujazdu byli po najazdach tatarskich zbyt nielicznymi, żeby cały ujazd obrobić; tem bardziej brakło rąk do pracy przy własności indywidualnej. Szukano tedy dzierżawców i przesadzano się wzajemnie w podawaniu im jak najlżejszych warunków. Powstała w Polsce nowa warstwa społeczna; są to przodkowie ludu wiejskiego w Polsce.

Nie starczyło jednakowoż dzierżawców swoich, i zaczęto sprowadzać ich z Niemiec.

Osadnictwo niemieckie zaczęło się już przedtem na Śląsku, bo dzielnica ta wyludnioną była i wielce zubożałą skutkiem częstych najazdów czeskich. Książęta śląscy pierwsi odczuli brak osadnika rolniczego i zaczęli sprowadzać go z Nremiec. Nadawali ziemię tym przybyszom nie na prawie wojskowem; nie wymagając niczego prócz czynszu dzierżawnego. Pierwsza wzmianka o niemieckich osadnikach na Śląsku pochodzi z roku 1175.

Powstał w Niemczech osobny zawód przedsiębiorców emigracyjnych do Polski, którzy robili majątki na zakładaniu osad niemieckich zrazu na Śląsku, a potem i w dalszych prowincjach polskich. Zwano ich osadźcami. Osadźca stawał się dziedzicznym "sołtysem" osadzonej przez siebie wsi. Dostawał szóstą część gruntów tej wsi, prawo do części opłat i grzywien sądowych, nadto monopol karczmy i młyna. Sołtys obowiązany był za to do służby wojennej konno, lecz nie koniecznie osobiście; mógł dać zastępcę.

Osadnicy wolni byli od wszelkich świadczeń wojennych, jak wogóle od wszelkich powinności względem ustroju państwowego w Polsce. Rządzili się sami swem niemieckiem prawem; sami się sadzili; posiadali całkowitą autonomję (jak ludność rodzima w Opolu, lecz bez obowiązków opolnych).

Przybysze, zebrani z różnych stron, nie mogli organizować się rodowo, lecz tylko na podstawie prostego sąsiedztwa, na podstawie przynależności do pewnej osady. Niemieccy osadnicy zwali taką organizację "Gemeinde", z czego powstał potem wyraz polski "gmina".

Pomiędzy ludnością polską własność rodowa należała już pod koniec XlI wieku do wyjątków, a skoro indywidualną własność można było przekazywać i sprzedawać (bo się nikogo z krewnych nie krzywdziło przez to, skoro to nie była ich współwłasność), więc też coraz częściej sąsiadowali z sobą dziedzice nie spokrewnieni. Przez zmiany posiadaczy musiał się ujazd zamieniać stopniowo w organizację, obojętną na pochodzenie rodowe, opartą na prostem sąsiedztwie. Tak więc stosunki polskie zmierzały również do wytworzenia gminy - osadnictwo zaś obce przyspieszyło wytworzenie się tego nowego pojęcia administracyjnego.

Niebawem poczęły powstawać na Śląsku ustroje gminne miejskie, także przez niemieckich osadników. Najstarsze prawo miejskie w Niemczech - magdeburskie - pochodzi z roku 1088. Przeniósł je książę wrocławski Henryk Brodaty (był także Wielkim Księciem krakowskim w latach 1237 i 1238) na śląską osadę targową, Złotorję w r. 1211 i odtąd nazywano organizowanie miast według wzorów niemieckich osadzaniem (czyli lokacją) na prawie magdeburskiem (którego odmianą było chełmińskie).

Niemcy miast nowych ani na Śląsku, ani potem nigdzie w Polsce nie zakładali. Osiadali w osadach, wyposażonych przez książąt w prawa targowe i stanowiących już zawiązki miast polskich - i przez swoje osadnictwo nadawali im nowe cechy, dzięki odrębności prawa "magdeburskiego". A prawo to było tak wygodne w porównaniu z wymaganiami ogólnego krajowego prawa polskiego, iż czysto polskie miejsce osady, nie posiadające zgoła niemieckich osadników, ubiegały się u księcia o nadanie "magdeburgji". Zanim tedy osady polskie targowe zdążyły przetworzyć się w miasta i wytworzyć rodzime polskie prawo miejskie, nadeszła gotowa rzecz cudzoziemska, tamując przyrodzony rozwój prawa polskiego. A było to także skutkiem najazdów mongolskich. Po drugim najeździe mongolskim trzeba było Kraków nawet "osadzać" na nowo, a że polskiego osadnika być nie mogło, bo polska ludność zmalała ogromnie, więc spowadzono nowych mieszczan do stolicy Polski z Niemiec.

Nastały prawdziwie złote czasy dla niemieckich osadników. Po straszliwem wyludnieniu zaczęli napływać do Małopolski tysiącami. Samorząd gmin wiejskich okazał się dogodnym również dla właściciela ziemi, zdejmując z niego wszelkie troski i kłopoty o tych przybyszów, z którymi tyle tylko miał do czynienia, ile czynsz od nich wybierał, a i to robił za pośrednictwem sołtysa. Toteż zaczęto wsie polskie przenosić umyślnie na "prawo niemieckie".

Umowa o dzierżawę, czyto z polskim dzierżawcą, czy to z niemieckim, była zawsze na czas nieograniczony, z tym domysłem, że ma być wieczystą, dziedziczną. Tak też bywało z reguły. Później powstały szczegółowe przepisy co do warunków rozwiązania dzierżawy.

Tak więc żywioł polski utracił dużo ziemi po najazdach tatarskich, a ziemia ta przechodziła w ręce niemieckie - nieprzyjacielskie, jak się to wkrótce miało okazać. Osłabieni byliśmy na wewnątrz, a jeszcze bardziej na zewnątrz, bo skutkiem najazdów tatarskich księstwa polskie utraciły do reszty siłę polityczną i nawet wszelkie polityczne znaczenie w świecie. Można bez przesady powiedzieć, że popadaliśmy w zupełną nicość polityczną.

Śląsk już się niemczył. Niebawem trzeba było bronić się z orężem w ręku, żeby się to samo nie stało z całą Polską i żeby Polska nie popadła w zależność od Niemiec, lub od zniemczałych Czech.

Wydobycie Polski z nicości politycznej dokonało się dzięki tejże krainie, z której państwo piastowskie powstało i urosło: na Kujawach. Można powiedzieć, że Kujawiacy dwa razy Polskę zrobili. Książe Bolesław Pobożny kaliski był księciem wyjątkowym. On pierwszy zrozumiał potrzebę, żeby dzielnice zrosły się na nowo i stał się księciem-przodownikiem stronnictwa, zmierzającego do połączenia dzielnic. On też pierwszy pośród Piastów wzniósł się do pojęcia narodowości i państwa narodowego. Będąc opiekunem Przemysława Pogrobowca, dziedzica księstw gnieźnieńskiego i poznańskiego, nietylko nic nie uronił z tego dziedzictwa, ale jeszcze się wystarał, że temuż Przemysławowi zapisał Pomorze książę gdański, Mestwin i wreszcie, sam synów nie mając, czyni tegoż Przemysława i swoim także spadkobiercą. Kiedy w r. 1279 Bolesław kaliski zmarł, stawał się Przemysław księciem gnieźnieńskim, poznańskim, kaliskim i niebawem gdańskim. Dzięki temu mógł wznowić królestwo polskie, koronując się w roku 1295 w Gnieźnie.

Nie posiadał atoli Przemysław Małopolski. Tam stał na czele obozu narodowego drugi książę ze szkoły politycznej Bolesława kaliskiego, zięć jego, Władysław Niezłomny, zwan dla małego wzrostu Łokietkiem. Obóz niemiecki utworzył przeciw niemu koalicję, złożoną z Brandeburgji, Czech i z niemieckich miast w Polsce. Narzędziem tej koalicji, a zarazem głową jej na zewnątrz, był król czeski Wacław, który wkrótce wystąpił sam z uroszczeniami do tronu polskiego. Wojsko czeskie obsadziło wszystkie grody i ważniejsze miejsca w Małopolsce. Zaprowadzono rządy wojskowe.

Od księcia Bolesława Pobożnego kaliskiego zaczyna się w Polsce budowa państwa opartego na społeczeństwie, boć ta państwowość, którą przedstawiali osobami swemi Przemysław i Władysław Niezłomny, była wytwarzaną wolą społeczeństwa, ofiarnością jego, krwią i trudami, jako państwo narodowe. Walka o wpływ społeczeństwa na państwo kończyła się już u nas, gdy w tem spadły na Polskę... rządy wojskowe i na dobitkę wojska obcego. Ktokolwiek chciałby w owym czasie narzucić Polakom przemocą jakiekolwiek formy państwowe, nie wyłaniające się z samegoż polskiego rozwoju społecznego, wywołać musiał walkę - a cóż dopiero, gdy miały być społeczeństwu narzucone cudzoziemskie rządy wojskowe?

Panowanie króla czeskiego w Polsce było tego rodzaju, iż stanowiło po prostu najazd. Wacław koronował się nawet na króla polskiego, ale ani to nie wprowadziło zmiany w rządach wojskowych, lecz rozzuchwaliło jeszcze bardziej rządzących. Te rządy zapisane są w historji, jako urzędowe bezprawie, złożone z dokuczliwości i łupienia ludności.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści