Feliks Koneczny - "Dzieje administracji w Polsce w zarysie"

Kazimierz W. nie zdążył dokończyć swych prac ustawodawczych. Brak było jeszcze ustawy finansowej, że użyję nowoczesnego wyrażenia, a była to luka wielce dotkliwa. Trzeba było obmyśleć i ustalić kwestję podatkową stosownie do nowych czasów. Sprawa była trudniejsza do załatwienia skutkiem tego, że na tronie zasiadał król cudzoziemski, z prawem polskiem nieobyty; ale też dla tej samej przyczyny sprawa stawała się naglącą.

Średnie wieki nie znały prawodawstwa ogólnego, któreby obowiązywało jednakowo wszystką ludność państwa, lecz każdy stan miał swoje prawo osobne; więc też i podatku nie było żadnego ogólnego, a tylko na każdy stan z osobna nakładało się podatek, stosownie do jego praw. Stan duchowny mocą swego prawa kanonicznego uważał się za wolny od podatków państwowych, ale w tem tylko znaczeniu, że nie można było duchowieństwa zmuszać, by dawało podatek z dóbr kościelnych; samo atoli z własnej woli dawało nieraz podatek bardzo wysoki. Miasta w Polsce, nie będąc zorganizowane w związki, nie mogły tem samem układać się czy z królem, czy z innemi stanami, o wysokość swoich podatków; musiała władza królewska regulować tę sprawę w każdem mieście z osobna, zanim późniejszy ustrój sejmowy nie wziął tego w swe ręce.

Pozostawał stan żołnierski, rycerski, ziemiański, szlachecki - bo temi czteremi sam się oznaczał nazwami. Szlachta płaciła podatek krwi i na szlacheckim podatku pieniężnym opierał się głównie skarb państwa w owym okresie. Król Ludwik sam wywołał u szlachty energiczne kroki celem uzyskania ustawy finansowej.

Wiadomo, jako następca Kazimierza Wielkiego nie mając syna, starał się, by koronę polską przyznano jednej z jego córek. Ażeby szlachtę zrobić sobie powolniejszą, nałożył na ziemian niebywały olbrzymi podatek, bo aż po 12 groszy poradlnego z łanu. Łan obejmował naszych dzisiejszych 30 morgów, a grosz nie był bynajmniej pieniądzem "drobnym", lecz właśnie ,grubym" (grossus znaczy po łacinie gruby), bo na dukata liczyło się groszy 30. Podatek był tedy niesłychany, a król kazał go wybierać od razu, jesienią 1373 roku - rozpuszczając równocześnie wieść, że opuści podatek, jeżeli szlachta przyzna królewnie następstwo tronu.

Wynika z tego, że król mógł nałożyć podatek, jaki mu się podobało. Tak było istotnie; wysokość podatku oznaczał król i nikt się tem nie gorszył, bo żaden z królów polskich nie dopuszczał się przy tem nadużyć. Nakładał podatku tyle, ile kiedy było trzeba na potrzeby państwa; dopiero Ludwik węgierski pokazał, jak można prawa tego królewskiego nadużywać przeciwko obywatelom dla korzyści własnej dynastji.

Formalnie nie można było Ludwikowi nic zarzucić, bo miał prawo oznaczać wielkość podatku, a nie było dotychczas w Polsce żadnej ustawy podatkowej. Zaginęła już była tradycja dawnych powinności opola. Za czasów dzielnicowych bywało w różnych stronach kraju najrozmaiciej; raz płaciło się mniej, innym razem więcej. Skutek z tego był dwojako ujemny: Po pierwsze, skarb bywał pusty, bo trzeba było nakładać i ściągać podatek wtedy dopiero, kiedy okazała się potrzeba - podczas gdy skarb powinien być zawsze przedtem już napełniony i na wszystko przygotowany. W nagłej potrzebie, zanim podatek ogłoszono i ściągnięto, bywało już za późno! Ale były jeszcze inne gorsze skutki; Ponieważ życzliwość obywateli rozstrzygała nader często o panowaniu księcia, każdy z nich starał się jak najmniej narażać ludności podatkami. Pustki w skarbie stanowiły najlepszą rękojmię popularności księcia, ale... największe niebezpieczeństwo dla interesów państwowych.

Nadając posiadłości, oznaczał książę, co mu się z nich będzie należało. Pierwszy właściciel ziemi nadanej opłacał zazwyczaj podatek (daninę) w stosunku słuszności; ale już syn jego płacił mniej, niżby wypadało ze słuszności, a wnuk płacił nazbyt mało. Płacono tę samą ilość grosza czy daniny, a tymczasem pieniądz zawsze tanieje z latami, traci na wartości (powolna dewaluacja jest zjawiskiem stałem i ciągłem w historji}. Niedobrze też było, że każdy właściciel ziemski miał swój osobny stosunek podatkowy do państwa. Zbyt trudno było utrzymać w tej sprawie porządek i jakąkolwiek kontrolę.

Gdy trzeba było na sprawy państwowe więcej pieniędzy, nakładał książę na swą dzielnicę osobny podatek ponad to, co się należało według dokumentów nadaniowych. Nie wiemy napewno, w jaki sposób się to odbywało; być może, że uchwały takie zapadały na wiecu dostojników księstwa. Książę nie miał obowiązku pytać, ale gdy nie pytał, narażał się i mógł być wygnany, księstwa pozbawiony.

Gdy za Władysława Niezłomnego naród cały dążył wytrwale do utworzenia na nowo wielkiego narodowego państwa, nie szczędzono też na ten cel ofiar pieniężnych. Król ten wybierał raz wraz podatki nadzwyczajne i nie było o to żadnych niechęci. Dzięki wyjątkowym okolicznościom swego panowania i wyjątkowemu swemu stanowisku wobec społeczeństwa, osiągnął Władysław Niezłomny faktycznie władzę, którą inni posiadali tylko w teorji: władzę nakładania podatków według swego uznania.

Kazimierz Wielki nie uciekał się do nadzwyczajnych podatków, bo i bez nich zapełniał skarb skutecznie, obmyślając w latach pokojowych sposoby zbogacenia społeczeństwa. Król ten szukał nowych źródeł dochodów, na czem wychodził lepiej skarb i społeczeństwo. Wysokie "poradlne" poszło za Kazimierza W. całkowicie w zapomnienie.

W ustawodawstwie Kazimierza W. opisano powinności właścicieli ziemi na wojnie, ale podatki podczas pokoju nie zostały jeszcze żadną ustawą określone, Z tego właśnie korzystał król Ludwik i nałożył sam od siebie nadzwyczajny podatek. Zrobił niby to samo, co robił Władysław Niezłomny; w rzeczy samej było to jednak coś całkiem innego. Teraz spostrzeżono się dopiero, że nie można monarsze pozostawić tego prawa; teraz dopiero z doświadczenia nabrano świadomości, że prawo nakładania podatków według własnego zdania mogłoby doprowadzić do ucisku podatkowego i to nawet na cele społeczeństwu obce i obojętne - gdyby się tak obcemu zachciało królowi.

Postanowiono tedy uregulować tę sprawę zasadniczo. Nikt nie myślał opierać się podatkom w zasadzie; chodziło o to, żeby ustawą określić ich wysokość i żeby zapobiedz na przyszłość podatkowym sporom z tronem.

Ustawy takie były już w innych państwach. Najstarszą z nich była angielska z roku 1215. (t. zw. Magna Charta), stanowiąca także wysokość podatku zwyczajnego, corocznego; gdyby zaś trzeba było ponadto podatku znaczniejszego, musiał król uzyskać na to pozwolenie "parlamentu", t. j. rady złożonej z dostojników duchownych i świeckich. W całej Europie trzymano się w prawie państwowem zasady, że niema podatków bez przyzwolenia tych, którzy mają je płacić. Tak też musiało być w Polsce, odkąd państwo na społeczeństwie się opierało.

W ciągu roku 1374, porozumiano się, że stały coroczny podatek od własności ziemskiej ma odtąd wynosić po dwa grosze z łanu, i że płatny jest na św. Marcin, w listopadzie po skończeniu robót gospodarskich. Zniesiono też wszystkie dotychczasowe daniny w naturze, t. j. w płodach, jakie ciążyły często na dobrach nadaniowych. Odtąd są tylko w gotówce płatne wszystkie należytości państwowe. Jest to dowodem, że obrót pieniążny bardzo się już w Polsce powiększył.

Król Ludwik zgodził się na taką ustawę i zwołał zjazd do Koszyc na wrzesień 1374. Uzyskał tam przyznanie następstwa tronu córkom, a nawzajem uznał ustawę podatkową, obmyśloną przez panów polskich. Owocem zjazdu był t. zw. przywilej koszycki z dnia 17 września 1374, w który wciągnięto też pierwszą polską ogólną ustawę finansową.

Nieobecność króla Ludwika w Polsce pociągała za sobą pewne skutki w administracyi kraju. Podobnie jak przedtem Wacław czeski, potrzebował zastępców z obszerniejszym zakresem działania. Wielkopolscy starostowie byli wtedy urzędnikami wielce na czasie, toteż król radby mieć takich samych i w Małopolsce. Jakoż "capitanei" małopolscy przybierają tytuł starostów, otrzymują władzę sądową i zarząd dóbr państwowych tak samo, jak wielkopolscy, chociaż okręgi ich były w porównaniu z tamtemi szczupłe. Starostowie małopolscy zajęli teraz grody, poddane dotychczas władzy burgrabiów, i kierowali ściganiem przestępstw z urzędu, uczyniwszy z oprawców urzędników sobie podwładnych. Mianowali natomiast często podstarościch, jako ogólnych swoich zastępców.

Starostowie małopolscy pozostali grodowymi, sprawując władzę tylko nad okręgiem jednego grodu, gdy tymczasem wielkopolscy zarządzali całemi dzielnicami i nazywali się też "generalnymi starostami". Nierównomierność ta pozostała już do końca, a tylko co do uposażenia zmniejszała się, gdyż małopolskich uposażano coraz lepiej, dostatniej. Uposażenie było w ziemi.

Już za czasów Władysława Niezłomnego (Łokietka) pojawia się nowy sposób uposażenia, mianowicie oddawanie starostom mniej zamożnym królewszczyzny jakiej w dzierżawę na korzystnych wielce warunkach. Zaczęło się to od Małopolski, a rozszerzyło się potem na całe państwo. W okresie Jagiellońskim wszyscy starostowie byli zarazem dzierżawcami królewszczyzn, t. j. dóbr państwowych. O tem będzie jeszcze sporo do pomówienia.

Starosta krakowski zyskał z czasem tytuł "generalnego" na równi ze starostami wielkopolskimi; nie otrzymał jednakże żadnego zwierzchnictwa nad innymi starostami Małopolski, ani okręgu swego nie powiększył.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści