O. Jacek Salij - "Rozpacz pokonana"

Zapis objawienia, jakie siostra Faustyna Kowalska otrzymała 22 lutego 1931, nie pozwala jeszcze domyślać się tego niezgłębionego przesłania, które miało zostać włożone w wizerunek Pana Jezusa Miłosiernego. I trudno mieć za złe jej spowiednikowi, że plan namalowania obrazu potraktował jako jedną z wielu inicjatyw dewociarskich, którą radził przenieść w plan wewnętrznych przeżyć. Posłuchajmy tego prostego i nieco nieporadnego zapisu:

"Wieczorem, kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi blady. W milczeniu wpatrywałam się w Pana, dusza moja była przejęta bojaźnią, ale i radością wielką. Po chwili powiedział mi Jezus: Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu, ufam Tobie! Pragnę, aby ten obraz czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie. Obiecuję, że dusza, która czcić będzie ten obraz, nie zginie. Obiecuję także, już tu na ziemi, zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi, a szczególnie w godzinę śmierci. Ja Sam bronić ją będę jako Swej chwały.

Kiedy o tym powiedziałam spowiednikowi, otrzymałam taką odpowiedź, że to się tyczy duszy twojej. Mówi mi: Tak maluj obraz Boży w duszy twojej. Kiedy odeszłam od konfesjonału, usłyszałam znowu takie słowa: Mój obraz w duszy twojej jest. Ja pragnę, aby było miłosierdzia święto. Chcę, aby ten obraz, który wymalujesz pędzlem, żeby był uroczyście poświęcony w Pierwszą Niedzielę po Wielkanocy, ta niedziela ma być Świętem Miłosierdzia".

Zauważmy na razie, że obraz ma przedstawiać Jezusa chwalebnego, którego Ciało jest przeduchowione i przyodziane światłością. Wskazuje na to biała szata, która w Piśmie Świętym, również w Ewangeliach, często jest symbolem światła chwały. W notatce z 15 grudnia 1935 siostra Faustyna nazwie ją "szatą jasną". Czerwony i biały promień wychodzący z piersi Jezusa to - jak się później okaże - Krew i Woda, które wypłynęły z Jego Serca. Przeduchowiona postać Krwi i Wody jest jeszcze jednym znakiem, że obraz ma przedstawiać nie Jezusa, który niegdyś żył na ziemi, ale Jezusa, który żyje teraz w chwale Swojego Ojca.

Niezwykle istotnym momentem dla hermeneutyki tego obrazu jest wyraźne odmówienie mu przez siostrę Faustynę - kiedy już został namalowany - cechy doskonałości. To go istotnie różni od ikony. Jak wiadomo, ikona jest obrazem właśnie takim, jakim powinna być. Toteż mówi się o długich modlitwach i postach, jakie przed jej namalowaniem odbył malarz; doskonałość ikony może być podkreślona legendą o jej pochodzeniu od św. Łukasza, albo że przynieśli ją aniołowie lub też że do jej tworzenia użyto farb zesłanych z nieba.

Otóż obraz Pana Jezusa Miłosiernego nieuleczalnie nie dorównuje swojemu niebieskiemu Prawzorowi. "W pewnej chwili - powiada siostra Faustyna - kiedy byłam u tego malarza, który maluje ten obraz i zobaczyłam, że nie jest tak piękny, jakim jest Jezus, zasmuciłam się tym bardzo, jednak ukryłam to w sercu głęboko. (...) Zaraz udałam się do kaplicy i napłakałam się bardzo. Rzekłam do Pana: Kto Cię wymaluje tak pięknym, jakim jesteś? Wtem, usłyszałam takie słowa: Nie w piękności farby, ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce Mojej".

I jeszcze druga cecha istotnie różni ten obraz od ikony. Mianowicie centrum ikony stanowi twarz Pana. Jezusa lub Matki Bożej, a zwłaszcza oczy. Oczy patrzące z ikony są pełne obecności Bożej. Każdy z modlących się odczytuje w dobrych oczach Pana lub Jego Matki jakieś bezpośrednie słowo do siebie: smutek z powodu moich grzechów, obietnicę pomocy, bezinteresowną miłość, wezwanie do wytrwania lub do pokuty, współradowanie się moimi prawdziwymi radościami itp. Otóż centrum obrazu Pana Jezusa Miłosiernego nie są oczy, ale serce. Zupełnie więc inaczej nawiązuje się religijny kontakt z Chrystusem, klęcząc przed tym obrazem, niż kiedy się klęczy przed ikoną Chrystusa.

Mianowicie klęcząc przed ikoną, modlimy się do niej: wiarą rozpoznajemy bowiem jakby sakramentalną obecność Chrystusa w przedstawionym wizerunku; oczy Chrystusa z ikony rzeczywiście przenikają nas światłem Bożym i mocą. Kiedy natomiast klękamy przed obrazem Pana Jezusa Miłosiernego i wpatrujemy się w Jego Serce, modlimy się nie do obrazu, ale przed obrazem: wiarą otwieramy się przed Tym, którego obraz przedstawia, a którego nie widzą nasze oczy cielesne. Ukryte przed naszymi oczami cielesnymi jest nawet to Serce, które stanowi centrum obrazu; trzeba się w nie wpatrywać oczami ducha.

Sięgająca największych głębi kontemplacji mistagogia tego obrazu, którą przedstawimy za chwilę, każe powstrzymać się przed modną dzisiaj opinią, że jeśli obraz religijny nie jest ikoną, to jest albo malowidłem z cyklu Biblia pauperum, albo też jakąś karykaturą ikony, ikoną zdegenerowaną. Otóż jakkolwiek duchowości katolickiej nie są obce ikony, zna ona również inny typ obrazu modlitewnego, gdzie święta osoba jest raczej tylko przedstawiona niż uobecniona. Fakt zaś, że obraz taki potrafi porywać do modlitwy czy nawet do zjednoczenia mistycznego, wydaje się wystarczającym powodem, aby nie zaliczać go pochopnie do obrazów religijnych podrzędnej kategorii.

Liczne doświadczenia modlitewne siostry Faustyny związane z obrazem Pana Jezusa Miłosiernego z trudem poddają się systematyzacji. Postanowiłem uporządkować je w dwóch blokach. Mianowicie, promienie wychodzące z Serca Jezusowego działają jakby w dwóch kierunkach. Po pierwsze, zwracają się ku modlącemu przed tym obrazem i chcą objąć cały świat. Po wtóre, mają w sobie cudowną moc przyciągania do Serca Jezusa, abyśmy się z Nim zjednoczyli.

Serce Jezusa zwrócone ku ludziom

Dopiero w roku 1934, podczas swojego pobytu w Wilnie, siostra Faustyna, na polecenie spowiednika, zapytała Pana Jezusa o znaczenie wytryskujących z Jego Serca promieni. "W czasie modlitwy usłyszałam te słowa wewnętrznie: Te dwa promienie oznaczają Krew i Wodę: blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia dusze, czerwony promień oznacza Krew, która jest życiem dusz".

Woda i Krew płyną z Ciała Jezusa Zmartwychwstałego, mają bowiem przeduchowioną postać promieni. Jest to ten sam Jezus, który po swoim zmartwychwstaniu otwierał ręce i bok przed swoimi uczniami - o czym mówi Ewangelia czytana właśnie w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, nie bez powodu więc wyznaczona na Święto Miłosierdzia. Co szczególnie uderza w przytoczonym przed chwilą tekście, to powiązanie Krwi Jezusa nie tyle ze zmazaniem grzechów, co z życiem. Krew przekazuje życie. Jezus jest Bogiem, Jego Krew jest krwią Boga. On chce nam udzielić swojej Krwi, to znaczy swojego życia, życia Bożego. Chce abyśmy żyli Jego życiem, abyśmy się w Niego przemieniali. On jest Wszechobecnym i Kochającym, a więc przemieniając nas w Siebie nie odbierze nam naszej osobowości, ale przeciwnie, pozwoli nam objawić się w całej przeznaczonej dla nas pełni.

Treści powyższe najpełniej zostały wyrażone w zapisie z 18 grudnia 1936: "Twoja żywa Krew łączy się z krwią moją. Kto pojmie tę ścisłą łączność? Moje serce zamyka Wszechmocnego, Nieogarnionego. O Jezu, udzielaj mi Swego życia Bożego, niech Twoja czysta i szlachetna Krew pulsuje całą mocą w moim sercu. Oddaję Ci całą istotę moją, przemień mnie w Siebie i uczyń mnie zdolną do spełniania we wszystkim Twojej świętej woli, do miłowania nawzajem Ciebie. O słodki mój Oblubieńcze, Ty wiesz, że serce moje nie zna nikogo prócz Ciebie! Otworzyłeś w mym sercu głębię nienasyconą miłowania Ciebie!".

Źródłem tej przebóstwiającej miłości Jezusa do człowieka jest oczywiście Jego męka; to właśnie wówczas zostało otwarte w Sercu Jezusa niewyczerpane źródło Wody, która usprawiedliwia, i Krwi, którą Jezus chce wlać w nasze duchowe organizmy. Ale miłość, wyznana nam na Kalwarii, wypływa z głębin Trójcy. Promieniujące zbawieniem Serce Jezusa objawia nam przedwieczną i niezgłębioną miłość Bożą. Jasność, którą Jezus ogarnia modlących się przed Jego obrazem, ma swoje ostateczne źródło w "morzu Jasności nieprzystępnej".

Siostra Faustyna doświadczyła tej prawdy na samym początku swojej drogi, zanim jeszcze otrzymała nakaz namalowania obrazu: "Koniecznie chciałam zgłębić i poznać, Kto jest ten Bóg. W jednej chwili duch mój został porwany jakby w zaświaty, ujrzałam Jasność nieprzystępną, a w niej jakoby trzy źródła Jasności, której pojąć nie mogłam. A z tej Jasności wychodziły słowa w postaci gromu i okrążały niebo i ziemię. Nic nie rozumiejąc z tego, zasmuciłam się bardzo. Wtem, z morza Jasności nieprzystępnej, wyszedł nasz Ukochany Zbawiciel w piękności niepojętej; z ranami jaśniejącymi. A z onej Jasności było słychać głos taki: Jakim jest Bóg w istocie swojej, nikt nie zgłębi, ani umysł anielski, ani ludzki". Okazuje się jednak, że chociaż Jasności Bożej nie zgłębimy, to możemy się na nią coraz bardziej otwierać, aby w końcu wypełniła nas ona bez reszty.

Jaśniejące miłością Serce Jezusa warte jest więc nieustannej kontemplacji. "Córko Moja, patrz w miłosierne Serce Moje" - słyszy siostra Faustyna słowa Pana Jezusa. I można wyczytać z Jego Serca, że jest On wobec nas nie tyle łaskawym dobroczyńcą, co Niewolnikiem Miłości. "Palą Mnie płomienie miłosierdzia - zwierza się swojej wybranej - chcę je wylewać na dusze, nie chcą dusze wierzyć w Moją dobroć". A w zapisie z 9 maja 1937 czytamy: "Ze wszystkich Ran Moich, jak ze strumieni płynie miłosierdzie dla dusz, ale Rana Serca Mojego jest źródłem niezgłębionego miłosierdzia, z tego źródła tryskają wszelkie łaski dla dusz. Palą Mnie płomienie litości, pragnę je przelać na dusze ludzkie. Mów światu całemu o Moim miłosierdziu". Wpatrując się modlitewnie w obraz Pana Jezusa Miłosiernego, odkrywamy więc, że Jezus jest jakby przymuszony nas kochać. Nie jest to oczywiście konieczność ontyczna, ale przymus miłości. Włócznia, która otworzyła Serce Jezusa, odkryła przed nami Ranę, która być może trwa w Nim przedwiecznie i była wcześniejsza niż Wcielenie, była przyczyną Wcielenia - Ranę miłości. Bo czy w ogóle da się pomyśleć, że Syn Boży, zanim stał się człowiekiem, nie był zraniony tym przymusem miłości, o którym tu mówimy? Czy to możliwe, żeby przed Wcieleniem nie "paliły Go płomienie miłosierdzia"? Oczywiście, jedynie możliwa nasza wiedza na ten temat, to z miłości płynące domysły. Jeśli jednak słusznie domyślamy się w Synu Bożym przedwiecznego przymusu miłości do ludzi - przymusu, który swoim grzechem przemieniliśmy w Ranę to jest on wspólny całej Trójcy.

W powyższej perspektywie męka Syna Bożego byłaby więc nie tylko czynem zbawczym o nieskończonej wartości, bo wykonanym przez Osobę Bożą: przez tę mękę została odkryta Rana miłości do grzeszników, która "pali się" w Ojcu, Synu i Duchu Świętym. Jasność, w którą przyodziany jest Pan Jezus Miłosierny, i promienie, które wypływają z Jego Serca, wskazują być może nie tylko na Jego uwielbione człowieczeństwo, ale są znakiem Jego Boskości. Jak się wydaje, wezwania do rozważania Męki, jakie słyszała siostra Faustyna, przekraczają stereotypy duchowości pasyjnej: "powiedział mi dziś Jezus: "Pragnę, abyś głębiej poznała Moją miłość, jaką pała Moje Serce ku duszom, a zrozumiesz to, jeśli będziesz rozważać Moją Mękę"".

Promienie, jakie spływają z Serca Jezusowego, w pierwszym rzędzie ogarniają oczywiście tego, kto z miłością wpatruje się w Jezusową Ranę. "Te promienie osłaniają duszę przed zagniewaniem Ojca Mojego. Szczęśliwy, kto w ich cieniu żyć będzie, bo nie dosięgnie go sprawiedliwa ręka Boga". Wszakże obrona, jaką możemy znaleźć w promieniach Serca Jezusowego, jest po Bosku wspaniałomyślna: Jezus broni złoczyńcę nie tyle przed sprawiedliwym gniewem Ojca, co przed mocami ciemności, a przede wszystkim przemienia złoczyńcę w świętego. "Kiedy nieprzyjaciel zacznie pociski rzucać przeciw mnie - wyznaje Jezusowi siostra Faustyna - wtenczas jak tarczą zasłonię się miłosierdziem Twoim". A w zapisie z 18 grudnia 1936: "O Światło Wiekuiste, które przychodzisz na tę ziemię, oświecaj umysł mój i wzmacniaj wolę moją, abym nie ustała w chwilach ciężkich doświadczeń. Niech światło Twoje rozproszy wszelkie cienie wątpliwości, niech wszechmoc Twoja działa przeze mnie. Ufam Tobie, o Światłości niestworzona". O innym jeszcze działaniu Boskich promieni miłości czytamy w wierszu otwierającym dziennik:

Błogosławisz, kto się zbliży do Twych promieni,
A dusza czarna w śnieg się zamieni.

Koniecznym warunkiem, aby dostąpić błogosławionego działania Boskich promieni, jest ufność. Napis "Jezu, ufam Tobie!" stanowi integralną część obrazu Pana Jezusa Miłosiernego. Na kartach dziennika siostry Faustyny, ufność wielokrotnie jest nazwana naczyniem, którym czerpiemy Boże miłosierdzie: "Dla ciebie pozwoliłem otworzyć włócznią Najmiłosierniejsze Serce Swoje i otworzyłem ci źródło miłosierdzia. Przychodź i czerp łaski z tego źródła naczyniem miłosierdzia, ufnością", A na innym miejscu: "Weź naczynie ufności i czerp ze zdroju żywota nie tylko dla siebie, ale i pomyśl o innych duszach, a szczególnie o tych, którzy nie dowierzają Mojej dobroci".

Stosunkowo często pojawia się w wyznaniach siostry Faustyny idea, że promienie z Serca Jezusa rozchodzą się na cały świat. Przeczytajmy zapis z 26 października 1934, a było to w Wilnie: "W piątek, kiedy szłam z wychowankami z ogrodu na kolację, było to dziesięć minut przed szóstą godziną, ujrzałam Pana Jezusa nad naszą kaplicą, w takiej Postaci, jako Go widziałam pierwszy raz. Takim, jak jest namalowany na tym obrazie. Te dwa promienie, które wychodziły z Serca Jezusowego, okrywały naszą kaplicę i infirmerię, a potem całe miasto i rozeszły się na świat cały". Kiedyś znów, podczas Mszy świętej, siostra Faustyna zobaczyła, że promienie "odbijały się na każdej z Sióstr i wychowankach, jednak nie na wszystkich jednakowo. Na niektórych zaledwie się zarysowały".

Serce Jezusa nas ogarniające

I teraz dochodzimy do zupełnie centralnego momentu mistagogii obrazu Pana Jezusa Miłosiernego. Mianowicie Chrystus tylko na początku naszego z Nim kontaktu objawia się jako centrum naszego zbawienia. W miarę jak nasza zażyłość z Nim wzrasta, rozumiemy coraz więcej, że jest On naszym centrum o tyle, o ile jesteśmy grzesznikami przebywającymi w ciemnościach zewnętrznych. Ale Jezus Miłosierny chce przestać być naszym centrum, chce stać się dla nas Pełnią, która ogarnia nas Sobą bez reszty i przemienia w Siebie.

"Przeniknij Swym światłem moją ciemną duszę i wypełnij Sobą otchłań mej duszy" - modli się kiedyś siostra Faustyna. A więc chodzi o coś nieporównanie więcej niż tylko o to, że trzeba "zbliżyć się do Twych promieni, a dusza czarna w śnieg się zamieni": chodzi już o to, żeby Jezus "wypełnił Sobą otchłań mej duszy". "O Rano miłosierdzia, Serce Jezusa, ukryj mnie w Swej głębi jako jedną kropelkę Krwi własnej - modli się siostra Faustyna w marcu 1938, a jest to już rok jej śmierci - i nie wypuszczaj mnie z niego na wieki". To pragnienie utożsamienia się z Jezusem również wcześniej pojawiało się wielokrotnie w jej dzienniku: "Ścigasz mnie, o Panie, Swą miłością, jak promień słońca przenikasz wnętrze moje i przemieniasz ciemność mej duszy w jasność Swoją. Czuję dobrze, że żyję w Tobie, jako jedna mała iskierka, pochłonięta przez żar niepojęty, w którym płoniesz, o Trójco Niepojęta".

Mistyczne utożsamienie się z Jezusem musi oczywiście prowadzić do żarliwości apostolskiej. Jest ona najwyższej próby, bo stanowi cząsteczkę tej żarliwości dla ludzi, którą płonie sam Pan Jezus Miłosierny. "W czasie Mszy świętej - było to w święto Chrystusa Króla 1936 - ogarnął mnie taki żar wewnętrzny miłości Boga i ratowania dusz, nie umiem tego wyrazić. Czuję, że jestem cała ogniem, walczyć będę ze wszystkim złem, bronią miłosierdzia. Pali mnie pragnienie ratowania dusz! Przebiegam cały świat wszerz i wzdłuż i zapuszczam się na krańce jego, do najdzikszych miejsc; by ratować dusze. Czynię to przez modlitwę i ofiarę".

Zaś 15 lipca 1937 siostra Faustyna zapisuje: "Wieczorem ujrzałam Pana Jezusa ukrzyżowanego. Z rąk i nóg i boku spływała Krew Przenajświętsza. Po chwili rzekł do mnie Jezus: to wszystko dla zbawienia dusz. Rozważ, córko Moja, co ty czynisz dla ich zbawienia". I na innym jeszcze miejscu: "Pragnę sprowadzać dusze do źródła miłosierdzia Twego, aby na wszystkich duszach odbił się blask Twych promieni miłosierdzia, aby dom Ojca naszego był napełnion". Odniesienia wszystkich tych tekstów do obrazu Pana Jezusa Miłosiernego wręcz rzucają się w oczy.

Apostolska żarliwość, jaka płynie z odnalezienia się w Sercu Jezusa i mistycznego utożsamienia się z Nim, jest jednocześnie uniwersalna i szczegółowa. W jednym z ostatnich zapisów dziennika czytamy: "Dziś widziałam Najświętsze Serce Jezusa na niebie w wielkiej jasności. Z Rany wychodziły te promienie, i rozchodziły się na świat cały". I bezpośrednio potem: "Dziś, wszedł do mnie Pan i rzekł: Córko Moja, dopomóż mi zbawiać dusze. Pójdziesz do konającego grzesznika i będziesz odmawiać tę koroneczkę, a przez to wyprosisz mu ufność w Moje miłosierdzie, gdyż już jest w rozpaczy. Nagle, znalazłam się w nieznanej chacie, gdzie konał starszy już człowiek w strasznych mękach. Wkoło łoża było mnóstwo szatanów i płacząca rodzina. Gdym się zaczęła modlić, rozpierzchły się duchy ciemności z sykiem i odgrażaniem mi. Dusza ta uspokoiła się i pełna ufności spoczęła w Panu".

W tekstach mistycznych największe głębie znajdują się zwykle w tych miejscach, które budzą w czytelniku odruchowy sprzeciw lub co najmniej wątpliwości. Dlatego dla wyjaśnienia natury tej apostolskiej żarliwości, jaka rodzi się z modlitewnego wpatrywania się w obraz Pana Jezusa Miłosiernego, kluczowe znaczenie mają wypowiedzi siostry Faustyny świadczące o jej świadomości jakby wszechpośrednictwa w szerzeniu się Chrystusowego miłosierdzia wobec świata. Mimo woli pytamy: Czy nie ma w tym jakiegoś bluźnierstwa? Czy pod pozorem wielkiej wiary nie ukrywa się tutaj diabelska pycha?

Ale przeczytajmy najpierw same teksty, żeby następnie zobaczyć w nich bodaj czy nie najgłębszą cechę żarliwości apostolskiej, o której tu mówimy. Podczas procesji Bożego Ciała 1935 siostra Faustyna doznała następującej wizji: "Wtem promienie z obrazu tego przeszły przez Hostię świętą i rozeszły się na cały świat. Wtem, usłyszałam te słowa: Przez ciebie, jako przez tę Hostię, przejdą promienie miłosierdzia na świat". Zaś 19 grudnia 1936 siostra Faustyna się modli: "Oto dziś biorę w ręce te dwa promienie, które wytrysnęły z miłosiernego Serca Twojego - to jest Krew i Woda, i rozsiewam na całą kulę ziemską, aby wszelka dusza doznała miłosierdzia Twego, a doznawszy, wielbiła przez nieskończone wieki".

I zaraz dodaje następujące słowa: "O Jezu Najsłodszy, Któryś raczył w Swej niepojętej łaskawości złączyć moje nędzne serce z Najmiłosierniejszym Sercem Swoim, otóż Twoim własnym Sercem wielbię Boga Ojca naszego". Siostra Faustyna zna więc swoją nędzę i zdaje sobie sprawę z tego, że cała moc jej miłości płynie stąd, że Jezus raczył ogarnąć ją swoim Sercem i uczynić cząstką samego siebie. Jednakże przytoczone przed chwilą zdanie kończy się takim oto stwierdzeniem: "tak, jak Go jeszcze żadna dusza nie wielbiła". Czy to nie jest niedopuszczalny nadmiar wysokiego myślenia o sobie?

Otóż nasze ewentualne zgorszenie opierałoby się na nieporozumieniu. Zarówno przedstawiona wyżej świadomość własnego jakby wszechpośrednictwa, jak świadomość uwielbiania Boga "tak, jak Go jeszcze żadna dusza nie wielbiła" - dotyczy wprawdzie siostry Faustyny, ale uprawniony jest do niej każdy, kto wgłębia się w niezmierzone tajniki Chrystusowego miłosierdzia. Dla Boga bowiem każdy człowiek jest kimś wyjątkowym, jedynym i nie do zastąpienia: Bóg przecież kocha każdego człowieka. Toteż tak jak ja Go wielbię - jeśli tylko przenika mnie światłość Serca Jezusowego - tak nie uwielbi Go nikt inny. Jednakże ta moja jedyność i wyjątkowość stanie się w pełni prawdziwa dopiero wówczas, kiedy będę już bez reszty jedno z Jezusem. Wtedy też ujawni się moja każdego z nas - jedyna i nie do zastąpienia rola w dziele zbawienia wszystkich ludzi. Jednemu i drugiemu człowiek niestety może się sprzeniewierzyć - jeśli rozcieńczę (tzn. pozostawię poza Jezusem) swoją jedyność i niepowtarzalność.

Nie widzę możliwości innej interpretacji omawianych tu wypowiedzi siostry Faustyny. Zbyt autentyczna jest jej gotowość do ofiary: "Pragnę się stać hostią ofiarną przed Tobą, a przed ludźmi zwykłym opłatkiem". Zbyt autentycznie brzmią jej liczne wyznania, że cała jej wartość przed Bogiem bierze się z jej przebywania w Sercu Jezusowym: sama z siebie czuje się tak grzeszna, że nie jest w stanie nawet do końca tego poznać. "Ogarnęła mnie tak straszna męka - czytamy w zapisie z 2 lutego 1938 - że teraz dziwię się sama. sobie, że ducha nie wyzionęłam, lecz była to chwila krótka. W tej chwili ujrzałam Jezusa; z Którego Serca wychodziły te same dwa promienie i ogarnęły mnie całą. W tym samym momencie zniknęły moje udręczenia. Córko Moja - powiedział Pan - wiedz, że tym jesteś sama ze siebie, coś teraz przeżyła, i dopiero z łaski Mojej jesteś uczestniczką życia wiekuistego i wszelkich darów, których ci hojnie udzielam. A z tymi słowami Pana przyszło mi prawdziwe poznanie siebie".

Kiedyś znów siostra Faustyna wyznaje Panu Jezusowi bezmiar swoich niewierności: "Ścigałeś mnie Swoją łaską, a ja udaremniałam wszystkie Twoje wysiłki, widzę, że należało mi się samo dno piekła za zmarnowanie Twych łask". Pan Jezus przerywa jej jednak to wyznanie, każe jej myśleć raczej o swoim miłosierdziu, i wówczas Faustyna umie już tylko porównać promienie z Serca Jezusowego do świetlistego obłoku, który chronił lud Boży przed wojskami faraona i prowadził ten lud do ziemi obiecanej: "Już teraz rozumiem miłosierdzie Twoje, które mnie osłania jak obłok świetlany i prowadzi mnie w dom mojego Ojca, chroniąc mnie przed strasznym piekłem, na które nie raz, ale tysiąc razy zasłużyłam".

Właściwie każda z obficie przytaczanych tu wypowiedzi siostry Faustyny może dostarczyć bezcennych modlitewnych impulsów dla każdego, kto zechce uklęknąć przed obrazem Pana Jezusa Miłosiernego. Pominęliśmy pojedyncze, a w każdym razie nieliczne teksty, w których siostra Faustyna zanotowała wezwania Boże, płynące z tego obrazu, które dotyczą sakramentu pokuty i Eucharystii, przygotowania do śmierci oraz oczekiwania na rychło już mający nastąpić Dzień Sądu itp.

Podsumowując: Obraz Pana Jezusa Miłosiernego jest obok wizerunku Ukrzyżowanego - jednym z nielicznych plastycznych zaproszeń do modlenia się całą naszą wiarą albo nawet więcej: do przemieniania siebie w modlitwę. Na temat ikony pisał W. Sołouchin: "Najczęściej myślę sobie, że dawni mistrzowie malowali po prostu. modlitwę. (...) Zbliża się człowiek do ikony, ażeby się pomodlić, a tu się okazuje, że jego modlitwa już została wypowiedziana i namalowana". Z obrazem Pana Jezusa Miłosiernego jest jakby odwrotnie. Zbliżam się do niego i wyczytuję w nim takie oto wezwanie: Człowiecze, módl się, ile tylko potrafisz, całym sobą, ale prawdę ukrytą w Ranie Mojego Serca zrozumiesz dopiero wtedy, kiedy się cały przemienisz w modlitwę! W jakimś sensie jest to możliwe już na tej ziemi: bo przecież życie wieczne zaczyna się już teraz!

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści