O. Jacek Salij - "Rozpacz pokonana"

Czym wiara różni się od światopoglądu

Od paru wieków istnieje w Europie tendencja, żeby chrześcijaństwo traktować tylko jako jeden z wielu światopoglądów. W takim ujęciu wiara chrześcijańska byłaby systemem wierzeń, a także systemem wartości. Rzeczywistość - powiada tzw. człowiek nowożytny - jest tak bogata, pełna tylu napięć i sprzeczności, że aby się w niej nie zagubić, człowiek musi wyrobić sobie jakiś światopogląd, który umożliwi mu fundamentalną orientację w życiu i pozwoli nadać swojemu istnieniu taki lub inny sens. Jednym ze światopoglądów, według których ludzie układają sobie życie, jest wiara chrześcijańska.

Co można zarzucić takiemu podejściu? Przypatrzmy się najpierw słowom, którymi opisujemy nasze postawy światopoglądowe. A więc mówimy o wyborze światopoglądu; powiadamy, że ktoś się zdecydował na taki lub inny światopogląd, że ktoś zmienił światopogląd; słyszy się twierdzenia, że dany światopogląd pomaga lub przeszkadza odpowiedzieć na jakieś pytania podstawowe, pozwala lub ułatwia nadać życiu sens itp.

Nawet język zdradza więc naszą nonszalancję wobec rzeczywistości i wobec sensu własnego życia. Albo niewiele nam zależy na obiektywnym poznaniu ostatecznych wymiarów świata i naszego w nim miejsca, albo też cechuje nas duch kapitulanctwa: z góry nie wierzymy, aby można było cokolwiek pewnego wiedzieć o samych korzeniach rzeczywistości, w tym również samego człowieka, toteż twierdzimy z lekkim sercem, że poglądy na ten temat zależą od naszych subiektywnych i arbitralnych decyzji.

Język, jakim człowiek nowożytny próbuje mówić o powyższych zagadnieniach, wskazuje na to, że światopogląd jest dla nas siatką subiektywnych przekonań, którą nakładamy na rzeczywistość, żeby ją jakoś oswoić. Zauważmy, że człowiek nowożytny, jeśli chce utrwalić się w swoim światopoglądzie albo zbliża się do światopoglądu dotychczas sobie obcego, szuka przede wszystkim argumentów.

Argumentów oczywiście nie wolno lekceważyć, ale one tylko pośrednio pomagają nam zrozumieć rzeczywistość, a bywa i tak, że przewody myślowe, jakie sobie konstruujemy, są tak dalece wyobcowane z rzeczywistości, że bardziej nas na nią zamykają niż pomagają ją zrozumieć. Jeśli ktoś naprawdę szuka prawdy o sensie świata i człowieka, to powinien raczej ten sens odkrywać niż go nadawać, raczej wkorzeniać się w rzeczywistość poprzez trud życia autentycznego niż skupiać się na argumentach.

Ktoś może mnie zapytać: Ale czyż praktycznie nie jest tak, że nasz światopogląd w znacznej mierze zależy od subiektywnego wyboru? Na to odpowiem innym pytaniem: Czym jest nasza subiektywność - miejscem naszej nieprzekraczalnej izolacji od obiektywnej rzeczywistości czy też miejscem naszego spotkania z obiektywną rzeczywistością? Twierdzę stanowczo, że tym drugim. Oczywiście, my możemy również w taki sposób kształtować nasze poglądy i zainteresowania poznawcze, że będą nas one raczej oddzielały od rzeczywistości niż na nią otwierały, ale jest to sytuacja wynaturzona. Możemy błędnie zakładać, jakoby kryterium prawdy była nasza subiektywna decyzja; możemy poznawać obiektywną rzeczywistość nie w prawdzie, ale przez okulary różnych uprzedzeń; ponieważ zaś nasze władze poznawcze nie są biernym receptorem rzeczywistości, ale poznajemy ją aktywnie, jako rozumne i wolne osoby, możemy zwątpić w obiektywność takiego poznania. Są to jednak postawy jednostronne, a niekiedy wręcz fałszywe.

Można oczywiście na bazie takich jednostronnych lub nawet fałszywych postaw wykazywać prawomocność wiary w Boga i w Chrystusa. I są dzisiaj chrześcijanie, dla których wiara jest jedynie światopoglądem, zaś głoszenie Ewangelii jest dla nich przede wszystkim przekonywaniem o słuszności nauki chrześcijańskiej. Jeżeli uważnie przypatrzymy się mentalności niektórych współczesnych chrześcijan, można się obawiać, czy zawsze wiara deklarowana jest wiarą w Boga prawdziwego, czy przypadkiem nie zdarza się tak, że ktoś swoją decyzją światopoglądową próbuje kreować jakiegoś boga lub chrystusa istniejącego jedynie w jego poglądach, a który ma niewiele wspólnego z prawdziwym Bogiem i prawdziwym Chrystusem.

Spróbujmy sobie uprzytomnić, z jaką arbitralnością niektórzy chrześcijanie przebierają dzisiaj w przykazaniach Bożych i dogmatach wiary. Ktoś powiada: wierzę w Chrystusa, ale nie żądajcie ode mnie, abym wierzył w zmartwychwstanie ciał albo w to, że Chrystus urodził się z Dziewicy. Ktoś inny mówi: w zasadzie przyjmuję Boże przykazania, ale nie podoba mi się sztywność Kościoła w ocenie stosunków przedmałżeńskich, eutanazji, sztucznych poronień itp. Być może nie przesadzę, jeśli powiem, że wiara chrześcijańska jest wówczas jedynie materiałem, z którego ktoś tworzy sobie swój własny światopogląd, swoją własną siatkę subiektywnych przekonań.

Ten przydługi wstęp wydawał mi się niezbędny, żeby przedstawić naukę ostatniego soboru na temat człowieka. Wywody swoje oprę przede wszystkim na Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym (KDK). Otóż wiele rzeczy można powiedzieć o tym dokumencie, nie można go jednak nazwać tekstem światopoglądowym. Nie konstruuje się tam jakiegoś obrazu człowieka, nie głosi takich lub innych poglądów na jego temat. Ambicją Soboru jest przede wszystkim opis. W dokumencie tym próbuje się możliwie wnikliwie opisać naszą fundamentalną sytuację, nasze realne osiągnięcia i upadki, nadzieje, zagrożenia i tęsknoty. Realny człowiek i realna ludzkość jest adresatem nowiny ewangelicznej, jaką głosi Sobór. Nie przekonuje się tam o prawdziwości tej nowiny; Vaticanum II poprzestaje raczej na prostym ukazaniu tego, jak bardzo nasza sytuacja egzystencjalna o taką nowinę woła oraz na świadectwie, że nowina o zbawieniu została już ludziom ogłoszona i realnie przemienia tych wszystkich, którzy otwierają się na Jezusa Chrystusa i Jego moc.

Toteż Sobór stawia sprawę jasno: Wiara w Chrystusa Zbawiciela jest czymś nieskończenie więcej niż jakimś poglądem dotyczącym jedynie ludzi wierzących. Jeśli wierzymy w Chrystusa naprawdę, to wierzymy, że jest On Zbawicielem wszystkich ludzi, również tych, którzy w Niego nie wierzą; wiara zaś otwiera nas na Jego moc, daje nam realny przystęp do Niego. "Przez Chrystusa i w Chrystusie - czytamy w Konstytucji duszpasterskiej - rozjaśnia się zagadka cierpienia i śmierci, która przygniata nas poza Jego Ewangelią" (KDK 22). "Ukazywanie Bożej tajemnicy, jaką jest cel ostateczny człowieka, powierzone jest Kościołowi, przeto Kościół otwiera człowiekowi oczy na sens własnej jego egzystencji, czyli na najgłębszą prawdę o człowieku" (KDK 41). A więc wiara nie jest siatką przekonań, jaką nakładamy na rzeczywistość; wiara otwiera przed człowiekiem najgłębszą prawdę o nim samym, otwiera bowiem przed nami Boże wezwanie i Bożą obietnicę, które zostały wszczepione w nasze wnętrze, a bez znajomości których nie sposób człowiekowi zrozumieć samego siebie. Właśnie ten soborowy dokument jest bezpośrednim źródłem wielkiego orędzia z Placu Zwycięstwa, że "bez Chrystusa człowiek nie jest w stanie do końca zrozumieć samego siebie".

Nasza sytuacja egzystencjalna dzisiaj

W swoim czasie publicyści bardzo popularyzowali wezwanie Jana XXIII, aby rozpoznawać znaki czasu. Jeśli popularyzowano to bez rozumienia, łatwo było w wezwaniu tym usłyszeć hasło, żeby światu dotrzymywać kroku w jego przemianach lub zgoła iść za zmieniającymi się modami w stylu myślenia i przedmiotach zainteresowania. Nic bardziej fałszywego.

Postulat rozpoznawania znaków czasu jest w gruncie rzeczy wezwaniem, aby w Opatrzność Bożą wierzyć nie tylko teoretycznie, ale naprawdę. Więcej jeszcze: jest to wezwanie, abyśmy naprawdę uwierzyli, że Bóg sprawuje swoje rządy nie tylko nad poszczególnymi ludźmi, ale nad całymi narodami i całą w ogóle ludzką historią. Kiedy na przykład nasz naród został potwornie skrzywdzony rozbiorami, wielu Polaków dostrzegło w tej sytuacji Boże wezwanie do pokuty za społeczne grzechy dawne i obecne, a nadzieję na odzyskanie niepodległości pogłębialiśmy pragnieniami duchowej przemiany narodu. Ponieważ tak wielka krzywda spotyka nas w świecie Bożym - rozumowali nasi przodkowie - to niewątpliwie Pan Bóg chce nam przez to coś ważnego powiedzieć, jeśli ją na nas dopuszcza.

Na tym właśnie polega rozpoznawanie znaków czasu. Chodzi nie tylko o to, żeby nie przeoczyć wielkich przemian, jakie się dokonują w czasach dzisiejszych; trzeba ponadto odczytywać myśl Bożą, jaka się w tych przemianach kryje. A więc jeśli są to przemiany pozytywne, nie wystarczy biernie się z nich radować, natomiast zjawisk negatywnych nie wolno nam po prostu potępić i się od nich odwrócić. Jedne i drugie dokonują się przecież w świecie Bożym, toteż jedne i drugie wymagają naszej czynnej refleksji, modlitwy i duchowego trudu. W tym też duchu o znakach czasu mówi ostatni sobór: "Lud Boży, pobudzany wiarą w to, że prowadzi go Duch Pański napełniający okrąg ziemi, stara się w wydarzeniach, potrzebach i pragnieniach, w których uczestniczy z innymi ludźmi naszej doby, rozpoznawać, jakie w nich mieszczą się prawdziwe znaki obecności lub zamysłów Bożych" (KDK 11).

Nastawienie ostatniego soboru na takie właśnie rozpoznawanie znaków czasu charakterystycznych dla naszej epoki musiało oczywiście istotnie ukierunkować soborowe opisy naszej sytuacji egzystencjalnej dzisiaj. Przede wszystkim są to opisy wydobyte z samej ludzkiej rzeczywistości, nie ukierunkowane przez taką lub inną uprzednią doktrynę. Następnie, są to opisy dynamiczne - bo jakkolwiek godność i grzeszność człowieka, podstawowe nadzieje i niemożności są naszym udziałem w każdym miejscu i czasie, to jednak w różnych epokach różnie się przejawiają. Soborowi zaś chodziło o to, żeby odczytać, jak się one przejawiają dzisiaj i co z tego wynika dla nas - ludzi współczesnych. Jak zawsze, tak i dzisiaj sytuacja ogólna ludzkości może się zmieniać na gorsze lub na lepsze.

"Przed światem dzisiejszym stoi otworem droga do wolności i niewolnictwa, do postępu i cofania się, do braterstwa i nienawiści. Poza tym człowiek staje się świadomy tego, że jego zadaniem jest pokierować należycie siłami, które sam wzbudził, a które mogą go zmiażdżyć lub też mu służyć" (KDK 9). Oczywiście, jedno jest pożądane, a drugiego chciałoby się uniknąć; chodzi o odnalezienie właściwej drogi.

Jakie więc są znaki czasu dzisiejszego? Z jednej strony wspaniały rozwój nauki, przekraczające wprost wyobraźnię osiągnięcia techniki, a z drugiej strony zachwianie tradycyjnych wartości moralnych i religijnych. Wielki postęp wiedzy i równie wielki ubytek mądrości. Wzrost wrażliwości na prawa człowieka, a zarazem obserwujemy nowe, nieznane dotąd formy dyskryminacji czy nawet oddawania człowieka na żer różnych rosnących dziś w potęgę lewiatanów. Ciągle zwiększająca się jedność rodu ludzkiego, dzięki rozwojowi technik informacyjnych i komunikacji, przy jednoczesnym natężeniu wzajemnych antagonizmów. Wzrost tendencji wolnościowych, ale ograniczone są one nierzadko do rewindykacji społecznych; gospodarczych czy politycznych. Człowiek czuje się wezwany do tego, żeby być panem ziemi, a zarazem kolejne sukcesy jakby coraz bardziej komplikują urzeczywistnienie tego wezwania.

Opisy soborowe dalekie są od biadolenia czy potępień. Niektórzy zarzucają im nawet nadmierny optymizm w ocenianiu współczesnych osiągnięć. Sobór oczywiście pragnie pokazać, jak bardzo ludzkość samą swoją egzystencjalną sytuacją woła o Zbawiciela. Ale chce to pokazać bez uproszczeń i bez nadmiernego pośpiechu. Toteż przede wszystkim wskazuje Sobór na wezwania moralne, wynikające z samej naszej egzystencjalnej sytuacji, które usłyszeć powinni wszyscy, nie tylko wierzący w Chrystusa. Dopiero w miarę podejmowania trudu w kierunku uzdrowienia naszej sytuacji egzystencjalnej i w miarę osiągania pozytywnych owoców tego trudu, staje się coraz bardziej oczywiste, że "przy braku fundamentu Bożego i nadziei życia wiecznego godność człowieka, jak to dziś często widać, doznaje bardzo poważnego uszczerbku, a zagadki życia i śmierci, winy i cierpienia pozostają bez rozwiązania, tak że ludzie nierzadko popadają w rozpacz" (KDK 21). W ten sposób samo autentyczne przeżywanie naszej sytuacji egzystencjalnej otwiera na wiarę w Chrystusa, otwiera na zobaczenie tej prawdy, że "tajemnica człowieka wyjaśnia się naprawdę dopiero w tajemnicy Słowa wcielonego" (KDK 22).

Program moralnej odnowy

Na czym konkretnie polega praca nad uzdrawianiem naszej sytuacji egzystencjalnej? Jakie praktyczne wezwania wynikają dla nas z rozpoznania znaków czasu?

Przypatrzmy się najpierw, co odpowiada Sobór na pytanie, skąd się bierze zło, bo właśnie ono jest powodem, że w ogóle musimy pracować nad uzdrowieniem naszej sytuacji egzystencjalnej. Otóż bardzo wiele zła wynika oczywiście stąd, że wypaczone są różne struktury, w których dokonuje się międzyludzka komunikacja. Sobór jednakże z naciskiem wskazuje na głębsze jeszcze źródło zła. Jest nim wewnętrzne wypaczenie samego człowieka. "Zakłócenia równowagi, na które cierpi dzisiejszy świat, w istocie wiążą się z bardziej podstawowym zachwianiem równowagi, które ma miejsce w sercu ludzkim" (KDK 10).

"Zaburzenia zachodzące tak często w porządku społecznym pochodzą częściowo z samego napięcia właściwego formom gospodarczym, politycznym i społecznym. Głębsze jednak ich źródło leży w pysze ludzkiej i egoizmie, które zatruwają klimat społeczny" (KDK 25).

Toteż wszelkie plany uzdrawiania struktur, jeżeli obca im jest idea uzdrawiania samego człowieka, dotyczą jedynie walki z objawami zła. Walka z objawami choroby też oczywiście może być działaniem sensownym, jest to jednakże działanie powierzchowne. Co więcej, jeżeli zrozumiemy, że do uzdrowienia struktur należy dążyć nie tylko przez bezpośrednią ich reformę, lecz również przez naprawę samego człowieka - wówczas nawet nasze bezpośrednie działania, mające na celu uzdrawianie struktur będą mądrzejsze i bardziej owocne. Zrozumiemy bowiem, że "istnieje wzajemna zależność między postępem osoby ludzkiej i rozwojem społeczeństwa. Osoba ludzka jest i powinna być zasadą, podmiotem i celem wszystkich urządzeń społecznych... Porządek zatem społeczny i jego rozwój. winien być nastawiony nieustannie na dobro osób, ponieważ od porządku osób powinien być uzależniony porządek rzeczy, a nie na odwrót" (KDK 25n).

Istotne jest jednak, jak już powiedzieliśmy, uzdrowienie samej duszy człowieka. W tym miejscu warto sobie uświadomić, że nawet grzech jest znakiem naszego pochodzenia od Boga. Mianowicie nasz grzech świadczy o tym, że człowiek może wypaczyć wypisane w swoim sercu wezwanie Boże, wypaczenie to może sięgać nawet bardzo głęboko, ale nie jesteśmy w stanie wezwania Bożego z siebie wyrzucić. Przyjrzyjmy się na przykład naszemu zakłamaniu: jest ono dowodem, że zostaliśmy stworzeni, aby żyć w prawdzie, toteż nawet jeśli prawdę zdradzamy, szukamy jakichś jej pozorów. Zakłamanie polega na tym właśnie, że człowiek udaje, nawet przed samym sobą, jakoby żył w prawdzie. Podobnie pycha: jest to wynaturzone poczucie wielkiej godności, którą Bóg mnie obdarzył i do której powołuje. Każdy grzech bazuje na jakimś darze i wezwaniu Bożym, natura zaś jego polega na tym, że stanowi wypaczenie zarówno daru, jak i wezwania. Człowiek jednakże tak całkowicie przebywa w przestrzeni daru Bożego, że nawet największy grzech nie wyrzuca go poza tę przestrzeń.

W świetle powyższego łatwiej zrozumieć wezwania Soboru, aby odkrywać pierwotną, przez Boga zamierzoną, godność ludzkiego rozumu, sumienia i wolności. Zostaliśmy obdarzeni rozumem nie tylko po to, aby zdobywać prawdę o świecie i jakoś się na tym świecie urządzić, lecz przede wszystkim po to, by otwierać się na mądrość, która czyni nas coraz prawdziwiej ludźmi, a nasz świat coraz bardziej ludzkim. "Mądrość pociąga łagodnie umysł człowieka ku poszukiwaniu i umiłowaniu tego, co prawdziwe i dobre. Przepojony nią człowiek dochodzi poprzez rzeczy widzialne do niewidzialnych. Epoka nasza bardziej niż czasy ubiegłe potrzebuje takiej mądrości, która by wszelkie rzeczy nowe, jakie człowiek odkrywa, czyniła bardziej ludzkimi. Przyszłym losom świata grozi bowiem niebezpieczeństwo, jeśli ludzie nie staną się mądrzejsi" (KDK 15).

Również sumienie, podobnie jak mądrość, nie jest tworem człowieka. Jest jakimś głosem wobec nas transcendentnym, w który powinniśmy się wsłuchiwać i okazywać mu posłuszeństwo: "W głębi sumienia człowiek odkrywa prawo, którego sam sobie nie nakłada, lecz któremu winien być posłuszny i którego głos wzywa go zawsze do miłowania i czynienia dobra, a unikania zła... Często jednak się zdarza, że sumienie błądzi na skutek niepokonanej niewiedzy, ale nie traci przez to swojej godności. Nie można wszakże tego powiedzieć w wypadku, gdy człowiek niewiele dba o poszukiwanie prawdy i dobra, a sumienie z nawyku do grzechu powoli ulega niemal zaślepieniu" (KDK 16).

Tak samo wolność człowieka ma swoją pierwotną godność, niezależną od naszych poglądów i decyzji. I podobnie jak godność naszego umysłu i sumienia, godność naszego powołania do wolności może zostać naruszona zarówno przez niedorozwój, jak przez nadużycie. Wolność "jest to wspaniały znak obrazu Bożego w człowieku" (KDK 17). Toteż swoją wolność winniśmy realizować nie według swojego widzimisię, ale poprzez odkrywanie zaszczepionego w naszej duszy powołania do wolności. "Godność człowieka wymaga, aby działał ze świadomego i wolnego wyboru, to znaczy osobowo, od wewnątrz poruszony i naprowadzony, a nie pod wpływem ślepego popędu wewnętrznego lub też zgoła przymusu zewnętrznego. Taką zaś wolność zdobywa człowiek, gdy uwalniając się od wszelkiej niewoli namiętności, dąży do swego celu drogą wolnego wyboru dobra" (KDK 17). Tutaj leży wyjaśnienie paradoksu wolności: że niszczy ją samowola, buduje zaś ją poddanie się wymogom solidarności i służby społecznej: Wolność człowieka "traci na wartości tam, gdzie człowiek, hołdując zbytnio łatwiźnie życiowej, zamyka się niby w złotej samotni. Przeciwnie, wolność umacnia się, gdy człowiek przyjmuje nieuniknione konieczności życia społecznego, wielorakie wymagania solidarności ludzkiej i zobowiązuje się do służby ludzkiej wspólnocie" (KDK 31).

Soborowy program odnowy moralnej polega więc na odkrywaniu naszego człowieczeństwa. Czyniąc zło i przyzwyczaiwszy się do niego, jakby zagubiliśmy się, zapomnieliśmy, kim jesteśmy. Żeby siebie odnaleźć, trzeba więcej urzeczywistniać uśpioną w nas zdolność do mądrości i wolności, uwrażliwiać przytępiałe sumienie i zgodnie z tym nowym, przebudzonym sumieniem układać swoje życie.

Również wezwanie do miłości jest w nas obecne niezależnie od naszych decyzji, trzeba je tylko w sobie odkryć i zacząć na nie głębiej odpowiadać. "Człowiek jest jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego, toteż nie może odnaleźć się w pełni inaczej, jak tylko poprzez bezinteresowny dar z samego siebie" (KDK 24). Właśnie dlatego, żeby żyć miłością, człowiek został stworzony jako istota społeczna. Natura nie znosi próżni, toteż jeśli zabraknie między nami miłości, nasze społeczne odniesienia będą się wyrażać w sposób wynaturzony: poprzez niezgody, krzywdę, obojętność, pochlebstwo, pogardę itp. Nie możemy nie być ze sobą społecznie związani, podobnie jak nie możemy przestać być ludźmi. Dlatego tak ważną rzeczą jest zrozumieć samych siebie. Stwierdzamy często, że jesteśmy zagubieni, że mało rozumiemy, co to znaczy być człowiekiem. Sobór nas wzywa: Ludzie XX wieku, starajcie się odkrywać w sobie otwarcie na miłość i prawdę, pragnienie wolności i miłości. Jeśli tego zaniedbacie, będą się one wyrażały w was w sposób nieprawdziwy i grzeszny, i to będzie was niszczyć!

W Chrystusie odnajdziemy do końca samych siebie

Powyższy opis człowieka, godności naszego umysłu i sumienia, wezwania do wolności i miłości, jest jednocześnie bardzo prawdziwy, jakby wyjęty z samego serca każdego z nas - a zarazem jest to obraz jakby wewnętrznie pęknięty. Bo każdy z nas wie, że choćbym nie wiem jak się wysilał, to jednak nie uwolnię się od różnych grzechów przeciwko miłości i nigdy - przynajmniej na tej ziemi nie będę całkowicie wolny. Widomym znakiem tej bezwarunkowej niemożności odnalezienia siebie całkowicie jest nasze podleganie cierpieniu i śmierci. Wezwanie do nieśmiertelności wszczepione jest w nas równie głęboko, jak wezwanie do miłości i wolności. A jednak nie jesteśmy w stanie wyzwolić się spod jarzma śmierci, podobnie jak nie potrafimy uwolnić się całkowicie od grzechu.

"Tajemnica losu ludzkiego ujawnia się najbardziej w obliczu śmierci. Nie tylko cierpienia i postępujący rozkład ciała dręczą człowieka, lecz przede wszystkim lęk przed unicestwieniem na zawsze. Instynkt serca nie myli się, jeśli człowiek wzdryga się przed całkowitą zagładą i całkowitym końcem swojej osoby i myśli o tym odrzuca. Ziarno wieczności, które człowiek w sobie nosi, ponieważ nie da się go sprowadzić do samej tylko materii, buntuje się przeciw śmierci. Wszystkie wysiłki techniki, choć bardzo użyteczne, nie mogą uspokoić tego lęku; biologiczne bowiem przedłużenie życia nie zdoła zaspokoić pragnienia życia dalszego; pragnienia, które nieusuwalnie tkwi w sercu człowieka" (KDK 18).

"Każdy człowiek pozostaje dla siebie zagadnieniem nierozwiązanym" (KDK 21). Otóż wiara chrześcijańska jest radosną nowiną, że człowiek może odnaleźć siebie całkowicie: w Chrystusie, Synu Bożym, który dla naszego zbawienia stał się człowiekiem. Jeśli więc Sobór powiada, że nowina ta "idzie po linii najtajniejszych pragnień ludzkiego serca" (KDK 21), nie jest to twierdzenie gołosłowne. Bo przecież każdy z nas nosi w sobie - może nie zawsze dość rozbudzone - pragnienie pełnej mądrości i wolności, miłości i nieśmiertelności.

"Tajemnica człowieka wyjaśnia się naprawdę dopiero w tajemnicy Chrystusa... Ten, który, jest obrazem Boga niewidzialnego (Kol 1,15), jest człowiekiem doskonałym, który przywrócił synom Adama podobieństwo Boże, zniekształcone od czasu pierwszego grzechu... Chrześcijanin zaś, stawszy się podobnym do obrazu Syna, który jest Pierworodnym między wielu braćmi (Rz 8,29), otrzymuje pierwociny Ducha (Rz 8,23), które czynią go zdolnym do wypełniania nowego prawa miłości. Przez tego Ducha, będącego zadatkiem dziedzictwa (Ef 1,14), cały człowiek wewnętrznie się odnawia aż do okupienia ciała (Rz 8,23), bo jeśli Duch Tego, który wzbudził z martwych Jezusa, przebywa w nas, Ten, który z martwych wzbudził Jezusa Chrystusa, ożywił śmiertelne ciała wasze swym Duchem w was przebywającym (Rz 8,11). Chrześcijanina przynagla z pewnością potrzeba i obowiązek walki ze złem wśród wielu utrapień, nie wyłączając śmierci, lecz włączony w tajemnicę paschalną, upodobniony do śmierci Chrystusa, podąży umocniony nadzieją ku zmartwychwstaniu.

"Dotyczy to nie tylko wiernych chrześcijan, ale także wszystkich ludzi dobrej woli, w których sercu działa w sposób niewidzialny łaska. Skoro bowiem za wszystkich umarł Chrystus i skoro ostateczne powołanie człowieka jest rzeczywiście jedno, mianowicie Boskie, to musimy uznać, że Duch Święty wszystkim ofiarowuje możliwość dojścia w sposób Bogu wiadomy do uczestnictwa w tej paschalnej tajemnicy.

"Taka i tak wielka jest tajemnica człowieka, która zajaśniała wierzącym przez objawienie chrześcijańskie. Przez Chrystusa więc i w Chrystusie rozjaśnia się zagadka cierpienia i śmierci, która przygniata nas poza Jego Ewangelią. Chrystus zmartwychwstał zwyciężając śmierć swoją śmiercią i obdarzył nas życiem, byśmy, jako synowie w Synu, wołali w Duchu: Abba, Ojcze!" (KDK 22).

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści