O. Jacek Salij - "Rozpacz pokonana"

O dualizmie Anny Kamieńskiej

Dualizm Anny Kamieńskiej [Anna Kamieńska, Rękopis znaleziony we śnie. Wiersze z lat 1973-1975, Czytelnik, Warszawa 1978] nie ma nic wspólnego z dualizmem ciała i ducha doczesności i wieczności (w potocznym tych słów znaczeniu) ani nawet z dualizmem dobra i zła, czy tego co dobre i tego co lepsze. A przecież jest to dualizm konsekwentny i wytrwały. Wszystko u Kamieńskiej jest podwójne. Każde ludzkie przeżycie i każde działanie, każda ludzka sytuacja, sam nawet człowiek jest podwójny.

Podwójne są nasze pragnienia: jest bowiem takie pragnienie, "że tylko ono zaspokaja pragnienie" (Pragnienie). Dwie są śmierci: można bowiem żyć w takiej śmierci, która od noża, jak drzewo od ognia, jak dzień od nocy, jak śmiech od płaczu, jak nicość od ciała (Chwila pojednania). Dwie są śmierci: można bowiem żyć w takiej śmierci, która uwalnia od śmierci (Obudzenie). Dwie poezje [Śmierć poezji (s. 38)], dwie wiary [Dwie wiary (s. 24)], dwie marności [Marność (s. 28)], dwa wyjścia poza swój czas [Prośba do poetów (s. 94)].

Ba, w każdym człowieku żyją dwaj ludzie. Jest we mnie człowiek większy ode mnie. Uwięziłem go w klatce swoich niepotrzebnych pragnień: muszę się więc z nim pogodzić, pozwolić mu przemówić, uwolnić go, niech rozprostuje skrzydła (Listku listeczku). "Jeśli je masz oczywiście" - dodaje natychmiast poetka, żeby zburzyć schemat, jaki czytelnik może zdążył już sobie wytworzyć. Bo dwaj ludzie we mnie wcale nie są u Kamieńskiej tożsami z człowiekiem starym i nowym, z których pierwszy - według św. Pawła (Rz 6,6nn; Ef 4,22-24; Kol 3,9n) - musi umrzeć, aby mógł żyć drugi. Przeciwnie, oni obaj powinni się we mnie pojednać. Kim więc są ci dziwni ludzie? Zwłaszcza ten drugi - ostrzega poetka - nie musi być jednoznacznie świetlany. Jak rozwikłać zagadkę dualizmu tej poezji? Nie tworzy go napięcie między doczesnością i wiecznością, ani nawet napięcie między doczesnością zamkniętą i otwartą na wieczność. Biegunami tego dualizmu wydaje się doczesność skupiona na sobie oraz doczesność szukająca wyjścia poza - a raczej ponad - siebie. Zauważmy fundamentalną różnicę między doczesnością zamkniętą na wieczność a doczesnością skupioną na sobie. Pierwsza jest po prostu fałszywa, druga - co najwyżej jednostronna. Pierwszą trzeba odrzucić, nad drugą wypada pochylić się pieczołowicie. Zaiste pieczołowicie pochyla się Anna Kamieńska nad doczesnością. Oto jak komentuje modlitwę Psalmisty "Spojrzenie moich oczu odwróć od marności" (Ps 119,34):

Ale daj mi też odrobinę marności
niebo spękane w gałązki
głos ptaka
dotknięcie ręki

(Marność)

Chciałoby się przepisać cały ten wiersz. Nie dąży on bynajmniej do jakiejś moralizatorskiej pointy, że człowiek może prawdziwie lub nieprawdziwie oglądać rzeczy tego świata. Poetka modli się o mądrą "marność odchodzącej chwili", bo tylko pod tym warunkiem zdołam dopełnić swego życia, a zamknięcie moich powiek w chwili śmierci będzie czymś więcej niż gestem, będzie sakramentem ostatecznego otwarcia ich na Niepojęte:

Dwa palce na powiekach
i tak ukoją oczy
odwrócą wzrok od marności
aby widział odtąd tylko rzeczy wielkie
których ja nie umiem

Nie znam poezji (ani teologii) równie krytycznej wobec wszelkiej pobożnej łatwizny, która dla wyjaśnienia trudów i bólów ludzkiego żywota pośpiesznie ucieka w życie wieczne, żeby stamtąd czerpać swoją apologetykę i pociechę. Kamieńska krytykuje zresztą bez słowa krytyki, jej krytycyzm wobec pobożnej łatwizny polega po prostu na pieczołowitym, możliwie dogłębnym pochyleniu się nad całą ludzką doczesnością, wraz z jej cierpieniem, samotnością i przemijaniem:

Niektórzy mówią
że to jest łatwe
Problemy są już za nas rozstrzygnięte
brzemię jest lekkie i wszelka łza
będzie otarta
wystarczy
przeżyć życie od początku do końca
a potem już obudzić się do wieczności

(Krzyż)

Kamieńska nie krytykuje owych "niektórych", może im nawet odrobinę zazdrości. Cierpienie przeżywa jednak jako coś niebywale realnego. Jakby obawia się, że zbyt pośpieszne i nierzetelne osłonięcie ludzkich bólów wiarą mogłoby sugerować niesłusznie, że są one tylko iluzją. Poetka nie chciałaby w ten sposób zamknąć swoich bólów na przemieniającą moc wiary. Chce przyjąć do końca trud życia, nie trzeba osłaniać go wiarą, wiara powinna przeniknąć go od wewnątrz:

Lecz ja ciągle dźwigam to drugie ramię
ramię nieskończone
i wiem że co jest lekkie jest brzemieniem
a co ma być otarte jest łzą
większą od planety

Dualizm dwóch doczesności - skupionej na sobie i transcendentnej wobec samej siebie - jest więc konsekwencją odrzucenia jakże popularnego dualizmu doczesności i wieczności. Kamieńska nie uznaje wieczności, która jest dopiero gdzieś "na tamtym świecie"; "tamten świat" kojarzy się jej bowiem z czymś nieistniejącym, a poetka po prostu wierzy w życie wieczne. Prawdziwa wieczność zaczyna się i tworzy już teraz. Dlatego dualizm Kamieńskiej jest w rzeczywistości pozorny, polega na spojrzeniach dopełniających się, a nie przeciwstawnych. Zapewne dlatego wartościowania poszczególnych par biegunów są tak zindywidualizowane i niejednoznaczne: skupienie się na doczesności dla niej samej nie zawsze jest przejawem realizmu wypaczonego, zamkniętego na transcendencję, może być obroną transcendencji przed wyrzuceniem jej poza obręb powszedniej rzeczywistości. Trudna to sztuka, toteż czytelnik odnosi niekiedy wrażenie, że poetka, wgłębiając się w mroczne strony doczesności, posuwa się aż do granic niewiary.

W gruncie rzeczy - to już ostateczna moja formuła na temat dualizmu w tej poezji - istnieją tylko dwa sposoby skupienia się na doczesności. Można się skupić na niej w taki sposób, że się już nic innego nie widzi. Ale można się skupić tak uważnie i głęboko, że doczesność objawi nam się jako cała przeniknięta czymś ponadczasowym i ponadprzestrzennym.

Zobaczmy chociażby, jak ponaddocześnie przeżywa Anna Kamieńska samą duszę doczesności, czas:

Dana jest tylko chwila
a teraz rzuć się w jej bezdenną głąb
krąż wokół niej jak wskazówka zegara
jak ramię cyrkla bierz z niej miarę

(Chwila)

Chwila - najmniejsza jednostka czasu przecież - jest tu bardziej podobna do wieczności niż do czasu, ma swoją "bezdenną głąb". Odwołajmy się tutaj do wyobrażeń tradycyjnych na temat czasu i wieczności. Czas to niewymierny punkcik "teraz", biegnący nieprzerwanie po linii przyszłość - przeszłość. Wieczność to "teraz" rozrośnięte do wymiarów nieskończonej kuli, nie mające żadnego "przedtem" ani "potem"; wieczność to - jak określił Boecjusz - nieustannie całkowite i doskonałe życie, które się nigdy nie skończy.

Otóż "chwila" Kamieńskiej nie ma nic wspólnego z niewymiernym punkcikiem "teraz". Poetka wzywa - o ile wezwania jej zwykle są dyskretne, tym razem wzywa wręcz natarczywie - aby nasze "teraz" rozrastało się, upodabniało się do jakiejś wielkiej kuli, napełniało się sensem. Niewymierny punkt "teraz", rysujący swoim nieubłaganym biegiem jednowymiarową tylko - a więc w gruncie rzeczy nierealną - linię czasu, może rozrosnąć się w tajemniczą i wspaniałą przestrzeń ponaddoczesną. Przez naszą pracę i cierpienie:

Schodzić głową w dół
na dno każdej chwili
gdzie osiada sól sensu

Wypocić morze
wypłakać siebie
wysączyć wykrwawić

Tak mozolnie czas
destyluje się w wieczność (...)

Aż wstanie ósmy dzień
i blaskiem zaleje nasz trud

(Ósmy dzień tygodnia)

W obecnym życiu jednak blask jednoznaczny jest nam niedostępny. Nawet przezroczystość życia i rzeczy jest czymś bardzo paradoksalnym: niewiele ma wspólnego z przezroczystością kryształu, ona przypomina raczej ów słup obłoku, który Egipcjanom jawił się jako ciemność, Izraelitom zaś oświecał noc (Przezroczystość). Bóg - jest On przecież Wielkim Pojednaniem - może się niekiedy jawić jako Wielka Rozłąka (Rozłąka). Właściwie to jest jakoś tak, że im głębiej pochylamy się nad doczesnością, tym więcej ogarnia nas - jakże dobrotliwa jednak, jakże świetlista" - ciemność:

Pytasz czym jest ciemność
dlaczego zamykamy oczy
jakby stęsknieni do ciemności
jakbyśmy w niej widzieli więcej

(Dla Łucji)

Toteż jeśli w tym - budowanym z taką rzetelnością i w takim bólu - obrazie świata i człowieka pojawi się czasem Bóg, nie ma się wątpliwości, że jest to Ktoś Bardzo Rzeczywisty. Że nie został On wymyślony jako symbol tajemniczości świata ani jako miejsce łatwej ucieczki czy źródło taniej pociechy. Jest to Ktoś Naprawdę Rzeczywisty:

wyzwól mnie
uwięź mnie w sercu swojej przestrzeni
utul mnie w swoich mięśniach
zamknij mnie w swojej dłoni
chcę tylko tego być jeńcem Twojej wolności

(Wolność)

Ten Bóg Wyzwoliciel cudownie mi się utożsamia - ale może to już moja subiektywna impresja - ze Zmartwychwstałym Chrystusem. Jest taki cielesny; a przecież tak niewyobrażalnie duchowy! I taki kosmiczny - obejmuje sobą wszystko!

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści