O. Jacek Salij - "Szukającym drogi"

Od paru lat prowadzę w miesięczniku "W drodze" rubrykę, która użyczyła tytułu niniejszej książce. Odpowiadam w niej na nadchodzące od czytelników pytania dotyczące wiary, Kościoła, Pisma świętego, sensu życia, poszczególnych zagadnień etycznych itp. Nie wszystkie zresztą pytania nadeszły od czytelników. Z niektórymi zwracali się do mnie ludzie bezpośrednio jako do duszpasterza; niekiedy na ich pytania odpowiadałem pisemnie, z myślą o umieszczeniu tekstu w rubryce "Szukającym drogi". Wszystkie jednak problemy i zapytania, na które tu odpowiadam, pochodzą od konkretnych ludzi, nawet jeśli w niektórych wypadkach samo sformułowanie pytania pochodzi ode mnie.

Odpowiadać na pytania bliźnich jest obowiązkiem wysoce niewdzięcznym. Autor nieuchronnie naraża się na zarzut: Jakim prawem to czynisz? Łatwo też ulec pokusie bardziej lub mniej utajonej pychy, nabrać niedobrej pewności siebie, przybrać postawę nauczyciela maluczkich. Albo odwrotnie: można ulec pokusie kokietowania czytelników swoją pokorą i zawieszać sąd również w tych sprawach, gdzie nauka Boża jest jasna i jednoznaczna.

Toteż chciałbym wyraźnie przedstawić, w jaki sposób pojmuję swój obowiązek odpowiadającego na stawiane mi pytania. Otóż jest moim bezwzględnym postanowieniem nauczać wiary i moralności katolickiej, pokazywać moim bliźnim rzeczywistość duchową w taki sposób, w jaki widzi ją i przeżywa Kościół katolicki. Ponieważ jestem tylko człowiekiem i aż człowiekiem, więc nie jest to przekaz ani doskonały, ani bezduszny. Zapewne w moich refleksjach jest jakaś odrobina oryginalności i jakieś - przypuszczalnie liczne - znamiona niedoskonałości.

Powyższa deklaracja nie ma w sobie nic z pustego frazesu. Wynika bowiem z niej całkiem konkretna prośba do czytelników: proszę o wyrozumiałość dla moich tekstów, o osobiste - najlepiej w modlitwie pogłębianie tych moich ujęć, które mogą komuś się wydać płytkie, jednostronne, nie dość otwierające na wspaniałe bogactwa Boże. Ale mam jeszcze drugą prośbę: Jeśli niektóre moje ujęcia wzbudzą w kimś sprzeciw, proszę nie bagatelizować tego faktu, że było najszczerszym zamiarem autora przedstawiać dany problem w wierze katolickiej; proszę przynajmniej wziąć pod uwagę możliwość, czy przypadkiem nie jest to po prostu sprzeciw wobec nauki Bożej.

Przygotowanie niniejszej książki do druku było dla mnie dużą lekcją pokory. Każdy z tych drobnych tekstów był pisany sam dla siebie, wszystkie razem niejako przypadkowo złożyły się na jedną całość. Miałem więc możność czytać swoje własne teksty z dość znacznym dystansem. Nie zachwycił mnie oczywiście mój własny obraz jako publicysty religijnego, jaki wyłonił mi się z tych tekstów. Liczne jednostronności, albo odwrotnie, zbyt częste powracanie do niektórych wątków, znaczna monotonia w środkach wyrazu; z tekstu wychodzą na jaw niektóre - niekoniecznie pochlebne - cechy charakteru.

Nie jestem kokietem ani ekshibicjonistą. Wyznaję to, bo doświadczam tego bardzo namacalnie, że choćby ktoś miał najszczersze postanowienie głoszenia tylko prawdy Bożej i tak Boża prawda będzie czystsza, głębsza i bogatsza od tego, co on mówi i czego naucza. Sądzę wszakże (więcej, czuję to całym sobą), że chyba każde głoszenie wiary jest uwikłane w jakieś niedoskonałości, i tylko dlatego odważam się przedstawić czytelnikom tę część mojego dorobku.

Książkę otwiera mój artykuł debiutancki, napisany jeszcze w czasach kleryckich, a opublikowany w bożonarodzeniowym "Przewodniku Katolickim" z roku 1964. Artykuł to oczywiście bardzo niedojrzały jeszcze; wydaje mi się jednak na tyle pożyteczny, żeby przedrukowując go, wyrazić w ten sposób wdzięczność Księgarni Świętego Wojciecha, pod której auspicjami rozpoczynałem swoją działalność publicystyczną.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści