O. Jacek Salij - "Varia"

Największe wrażenie związane z Mszą świętą przez radio wywarł na mnie list z Baranowicz, napisany gdzieś na przełomie stycznia i lutego 1988. Pod koniec grudnia uwięziono tam księdza - za to, że wbrew sowieckiemu prawu ośmielił się spowiadać niepełnoletnich. Tak się szczęśliwie złożyło, że niedzielna suma była tam odprawiana o godzinie 11. Na Białorusi obowiązywał wtedy czas moskiewski, o dwie godziny różny od naszego. Otóż chociaż ksiądz był w więzieniu, wierni w kolejne niedziele przychodzili na sumę, kładli radio na ołtarzu i normalnie uczestniczyli we Mszy. Śpiewali pieśni razem z ludem warszawskim z kościoła Świętego Krzyża, odpowiadali na wezwania celebransa, wstawali na Ewangelię, klękali na Podniesienie. Tylko Komunii Świętej nie mieli. Atmosfera tych radiowych Mszy w Baranowiczach ukształtowała się niezwykła, w kolejne niedziele ludzi przychodziło coraz więcej. Władze doszły do wniosku, że jedynym sposobem wyciszenia tej sytuacji będzie wypuszczenie księdza na wolność.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści