Ks. Jan Krokos - "Argumenty za aborcją?"

Podstawowym problemem dyskusji o ochronie prawnej życia nie narodzonych i różnorakich meandrów tej dyskusji jest sprawa człowieczeństwa nowego organizmu, poczynającego się w momencie zlania się w jedno rozrodczych komórek: męskiej i żeńskiej.

Uświadomienie sobie podstawowych rozróżnień między przedmiotem poznania, samym poznawaniem i wynikiem poznania, zapisanym w jakimś języku, jest fundamentalne dla pytania o moment, od którego to istota, żyjąca już i jeszcze pod sercem ludzkiej matki, może być zasadnie nazwana człowiekiem. Pod sercem matki - używam tego poetyckiego zwrotu, bo bez trudu i bez uszczerbku dla treści można przełożyć go na język biologii. Poza tym interesuje nas tu właśnie to coś, co się poczyna, a nie - gdzie się poczyna, bo dziś niekiedy poczyna się ono nie pod sercem matki, lecz in vitro. Mówię: to coś, bo nie chcę już u progu rozstrzygać, czym ono jest. Wystarczy, że jest i że jest jakieś.

Człowiek i fazy jego rozwoju

Wiemy, że przez zespolenie się obu gamet: męskiej i żeńskiej coś poczyna się pod sercem ludzkiej matki. Inaczej nonsensem byłyby dyskusje o ochronie życia poczętego. Nie jest więc dla nas problemem to, że się coś poczęło, lecz - czym jest to coś? - bo czymś jest na pewno i na pewno jest czymś określonym.

Krytycy tezy, że to coś, co poczyna się pod sercem ludzkiej matki, jest człowiekiem od momentu poczęcia, twierdzą:

  1. że jest to co prawda życie, lecz nie człowiek,
  2. że jest to zarodek, embrion czy płód. Przypatrzmy się tym stanowiskom.
Ad 1. Twierdząc, że pod sercem ludzkiej matki poczyna się życie, a nie człowiek, sugerujemy: albo -
  1. że istnieje realnie coś takiego, jak samo życie, życie jako takie, nie będące czyimś życiem, życiem tej oto pszczoły, tego konkretnego człowieka, moim życiem; albo -
  2. że jest to co prawda czyjeś życie, lecz nie jest to życie ludzkie, życie jakiegoś człowieka.
Sugestia 1a) jest błędna, gdyż w świecie realnym nie istnieje czyste życie nie będące życiem jakiegoś żywego organizmu (życie jako takie jest albo ideą, albo abstraktem, albo konstruktem, albo pojęciem uniwersalnym na oznaczenie zbioru wszystkich istot żywych, którego podzbiorami są poszczególne ich typy: gromady, rzędy, gatunki - jeśli chcemy się trzymać terminologii biologicznej. Nas zaś interesuje to coś, co się poczyna pod sercem realnej ludzkiej matki, a co ze względu na poznane podobieństwa i różnice zaliczamy do określonego gatunku.

Sugestia 1b) jest odmianą twierdzenia 2, w którym utrzymuje się, że to żywe coś nie jest człowiekiem lecz czymś innym. A zatem czym?

Zauważmy, iż utrzymując tu, że to coś, co poczyna się pod sercem ludzkiej matki, jest człowiekiem, nie zakładamy żadnej antropologii: ani filozoficznej, ani tym bardziej teologicznej. Nie odwołujemy się do żadnej teorii człowieka. Twierdzimy jedynie, że jest ono osobnikiem gatunku człowiek. Przecząc temu, też coś twierdzimy, a mianowicie - że nie jest ono osobnikiem gatunku człowiek, co znaczy, że jest ono osobnikiem innego gatunku. Które z tej pary twierdzeń jest prawdziwe?

Rozstrzygnięcie mogą przynieść jedynie nauki przyrodnicze: biologia, genetyka, embriologia... Filozofia może jedynie dopomóc wskazując, iż prawdziwości drugiego z pary twierdzeń można by dochodzić jedynie stwierdzając zachodzenie przemiany gatunkowej osobnika żyjącego w łonie matki. Jest to konsekwencją twierdzenia, że osobnik gatunku człowiek, którym jest ad jakiegoś momentu (np. urodzenia czy od określonego czasu przed urodzeniem), nie jest nim od momentu zespolenia komórek płciowych czyli gamet. Innymi słowy coś, co poczyna się przez zespolenie gamet i nie jest osobnikiem gatunku człowiek, musiałoby w łonie matki przechodzić przemianę gatunkową i w określonym czasie, późniejszym od czasu zespolenia się gamet, stać się osobnikiem tego gatunku, stać się człowiekiem. Trzeba by zatem dowieść, że nie istnieje tożsamość między organizmem, który się poczyna, a tym, który się rodzi. Filozof nie ma narzędzi poznawczych, które pozwoliłyby mu ten problem rozwiązać. On może jedynie pytać i poddać krytyce odpowiedzi dawane przez przyrodników. A zatem co na ten temat mówią nauki przyrodnicze?

Genetyka i embriologia wskazują, że w momencie połączenia się w jedną komórkę (zygotę) gamety męskiej (plemnika) i żeńskiej (jajeczka), czyli w momencie zapłodnienia, istnieje już no- wy organizm, różny jakościowo od tkanek organizmu matki i ojca. Dzięki strukturze genotypowej, zawartej w chromosomach, których połowa pochodzi z organizmu ojca, połowa zaś z organizmu matki, zygota stanowi organizację biotyczną zintegrowaną w rozwijającą się całość. Genotyp, czyli skład genetyczny organizmu, zawierający pełną informację genetyczną, stanowi swoistą zaszyfrowaną "dokumentację" rozwoju, kształtowania się i przystosowania danego organizmu do środowiska. Badania genetyczne wskazują, że w momencie zapłodnienia pod sercem ludzkiej matki nie poczyna się jakieś nieokreślone coś, a nawet nie jakiś nieokreślony człowiek, lecz że poczyna się ten oto człowiek (osobnik gatunku człowiek), któremu rodzice nadadzą imię Anna lub Robert, który będzie miał określony kolor oczu i włosów oraz określoną budowę ciała. A zatem od chwili poczęcia aż do chwili śmierci mamy do czynienia z tym samym organizmem, pomimo dokonujących się zmian, z organizmem określonego gatunku biologicznego.

Kwestionować tożsamość organizmu poczynającego się pod sercem ludzkiej matki i rodzącego się po około 40 tygodniach to powielać, uznaną dziś za błędną, teorię niemieckiego biologa Ernsta Haeckla (XIX w.), który rozwój płodu ludzkiego traktował jako rekapitulację procesu ewolucji: miał on być na początku czymś w rodzaju mięczaka, następnie ryby, potem gada, ssaka, a dopiero w relatywnie późnym stadium rozwoju stawałby się istotą ludzką.

Tyle zdają się mówić nauki przyrodnicze, o ile je dobrze zrozumieliśmy.

W tym momencie powstaje nowe pytanie o sens twierdzenia, że pod sercem ludzkiej matki żyje zarodek, embrion czy płód, a nie człowiek. Czy naprawdę przeczy ono tożsamości istoty poczętej i narodzonej, będąc jakąś odmianą teorii Haeckla, czy nie? Otóż nie, gdyż terminy "zarodek", "embrion" i "płód" nie są nazwami gatunków biologicznych, lecz nazwami stadiów rozwoju osobników z królestwa zwierząt. Coś, by mogło się rozwijać, musi być czymś, osobnikiem jakiegoś gatunku. Twierdząc, że coś jest zarodkiem, embrionem czy płodem, twierdzimy jedynie, że osobnik jakiegoś gatunku (określone zwierzę czy człowiek) jest w danym stadium rozwoju. Nie istnieje bowiem taki gatunek istot żywych jak zarodek, embrion czy płód. Zarodek jest zawsze zarodkiem czegoś, embrion embrionem czegoś, a płód płodem czegoś. Ludzki zarodek, embrion czy płód to po prostu człowiek w określonej fazie rozwoju. Dla nauk przyrodniczych bardziej interesujące jest lub może być to, co jest charakterystyczne dla danej fazy rozwoju osobnika, a zatem i wyniki badawcze odnoszą się raczej do stadiów rozwoju niż do tego, co się rozwija.

Dostrzegając różnicę między pojęciami oznaczającymi gatunki, a pojęciami oznaczającymi fazy rozwoju osobniczego, trzeba zdawać sobie sprawę, że problem aborcji dotyczy realnego osobnika poczętego pod sercem ludzkiej matki (człowieka), a nie jedynie faz jego rozwoju.

Człowiek a definicja człowieka

W tym miejscu mógłby ktoś jednak postawić pytanie, jak coś, co przypomina owoc morwy (2-3-dniowy zarodek), co wygląda jak pęcherzyk (zarodek tygodniowy), co w 4 tygodniu, sierpowato zgięte i zaledwie 6-milimetrowe, bardziej jest podobne do ryby, może być człowiekiem, którego charakteryzuje pionowa postawa ciała, dwunożność, świadomość, wreszcie zachowania społeczne, których efektem jest kultura? Wszystkie te cechy uznawano i uznaje się za kryteria człowieczeństwa, co nie znaczy, że przez wszystkich, że razem i że wymieniliśmy tu je wszystkie. To, co dla nas istotne, to problem uznania za człowieka czegoś, co jest tak niepodobne do człowieka w naszym pojęciu, nawet jeśli przychodzi nam uznać tożsamość osobniczą istoty poczynającej się z człowiekiem narodzonym.

I znowu trzeba wrócić do rozróżnienia tego, co realnie istnieje, od jego poznania i od wyników tego poznania, oddanych w języku. Wszystkie definicje czy quasi-definicje, opisy, charakterystyki itp. są językowym zapisem wyników poznania. Poznanie zaś jest aspektowe, dotyczy jakiegoś aspektu przedmiotu. Jak każde ludzkie działanie jest ono motywowane różnymi czynnikami poznawczymi i pozapoznawczymi. Poznajemy coś nie tylko dlatego, by się czegoś o czymś w jakimś aspekcie dowiedzieć. Poznajemy także po to, by dzięki uzyskanej wiedzy móc sprawniej działać, konstruować, tworzyć. Jeśli ktoś chce zbudować narzędzie, którym mógłby się posługiwać w bardzo wysokiej temperaturze, będzie poszukiwał materiału, który byłby odporny na tę temperaturę. Odporność ta stanie się dlań kryterium przydatności. Wszystko inne - upraszczając sprawę - będzie nieważne. W takim wypadku materiał, który posiada wiele różnorakich cech, będzie charakteryzowany tylko ze względu na odporność na wysoką temperaturę.

Tak się też ma sprawa ze wszystkimi definicjami i charakterystykami człowieczeństwa. Weźmy jako przykład definicję człowieka jako zwierzęcia rozumnego (homo = animal rationale). Definicja ta określa przedmiot definiowany przez wskazanie najbliższego rodzaju (pojęcia bezpośrednio nadrzędnego) i różnicy gatunkowej (pojęcia będącego przydawką determinującą). Według powyższej definicji człowiek jest takim zwierzęciem (należy do królestwa zwierząt), które od wszystkich innych różni się rozumnością. Rozumność byłaby tu czymś specyficznym, charakterystycznym jedynie dla gatunku człowiek. Byłaby zatem kryterium pozwalającym odróżnić człowieka od konia, psa, ptaka itp. Ale sama rozumność to jeszcze nie człowiek, konkretny człowiek. Jeśli zapomnimy, że rozumność jest jedynie czymś specyficznym dla człowieka i nie wyczerpuje sensu bycia człowiekiem, jeśli zapomnimy, że człowiek rozumny jest i zwierzęciem, popadniemy w absurd, utożsamiając człowieka z rozumem (tak zresztą traktowało człowieka wiele kierunków myśli ludzkiej, pomniejszając tym samym znaczenie sfer wolitywnej, emocjonalnej, psychicznej, a także biologicznej). Po prostu jeśli skreślimy to, co w tej definicji człowieka kryje się pod pojęciem zwierzę, skreślimy również rozumność. Zgodnie z terminologią przytoczonej tu definicji - nie istnieje bowiem w świecie realnym taki człowiek, który posiadałby jedynie rozumność, a nie posiadałby tych cech, które są właściwe zarówno jemu jak i innym gatunkom zwierząt. Pomijając problem, czy przytoczona tu przykładowo definicja podaje wszystkie momenty charakterystyczne tylko dla człowieka, zauważmy jednak i to, że odnosi się ona do osobnika dorosłego, by pozostać przy terminologii przyrodniczej. Tak zresztą ma się sprawa i z innymi definicjami czy opisami gatunków przyrody ożywionej. Co jednak jest takie a takie jako osobnik dorosły, nie musi być i nie jest takie samo w innych okresach rozwoju, choć pozostaje numerycznie tym samym osobnikiem. Według np. takiego kryterium morfologicznego, jakim jest pionowa postawa ciała, ani osesek, ani obłożnie chory nie byłby człowiekiem.

Konkluzja

Pora wrócić do tytułowego pytania: Jeśli nie człowiek, to co? - pytania, które dotyczy tego czegoś. co poczyna się pod sercem ludzkiej matki, a potem rodzi się, jest niemowlęciem, dzieckiem. młodzieńcem, osobą dorosłą, starcem. Odpowiedzią nie jest: jakieś życie, bo życie jest zawsze czyimś życiem. Nie może nas także zadowolić stwierdzenie, że jest to zarodek, embrion czy płód, gdyż terminy te oznaczają fazy rozwoju osobniczego. Nieposiadanie przez osobnika we wczesnym stadium rozwoju cech charakterystycznych dla osobnika dojrzałego, nie świadczy, że nie jest to ten sam osobnik.

A zatem to człowiek poczyna się pod sercem ludzkiej matki, nic innego. A przynajmniej nie widać racji, by miało tak nie być.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści