Ks. Jan Krokos - "Argumenty za aborcją?"

Uznanie, iż to człowiek żyje pod sercem ludzkiej matki, nie rozstrzyga jeszcze sprawy jego prawnej ochrony. Kolejne argumenty wyrastają z pytania, czy życie ludzkie jest najwyższą wartością? Pytanie to, ze swej natury teoretyczne, pojawia się, gdy człowiek odkrywa obowiązek obrony dóbr czy wartości nawet za cenę życia.

Różne konteksty tego samego pytania

Stawiano je sobie podczas stanu wojennego, zwłaszcza u jego początku, nie mogąc się zgodzić z nauczaniem Prymasa Polski, który wieczorem 13 grudnia 1981 roku w kazaniu wygłoszonym w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej w Warszawie, a potem wielokrotnie powtarzanym przez środki społecznego przekazu, tak mówił: "Pozostaje wszakże sprawa najważniejsza: ratowanie życia i obrona przed rozlewem krwi. W tej obronie Kościół będzie bezwzględny. To nic, że ktoś może Kościół oskarżać o tchórzostwo, o kunktatorstwo, o rozładowywanie radykalnych nastrojów. Kościół broni każdego życia ludzkiego, a więc w stanie wojennym będzie wołał, gdzie tylko może, o spokój, o zaniechanie gwałtów, o zażegnanie bratobójczych walk. Nie ma większej wartości nad życie ludzkie".

Dzisiaj pytanie o wartość życia pojawia się w dyskusji o obronie życia nie narodzonych. Nie wolno jednak nie zauważyć, że w tym kontekście pytanie to nie jest już tym samym pytaniem, które stawiano sobie w stanie wojennym. Wtedy pytano się o to, czy wartości zagrożone przez stan wojenny nie domagają się od nas obrony nawet z narażeniem naszego życia. Dziś zaś - jakie wartości usprawiedliwiłyby odebranie przez nas życia drugiemu.

Argumenty przeciwko uznaniu życia za wartość najwyższą

Pomińmy jednak konteksty, które modyfikują sens pytania o wartość życia ludzkiego. Pozostańmy przy nim samym. Aby jednak nie uwikłać się w dyskusję o istocie wartości, relacji wartości do dóbr czy wartości i powinności, przypatrzmy się argumentom, jakie zwykle się przedkłada, broniąc tezy, że życie ludzkie nie jest najwyższą wartością na ziemi. Jakie to argumenty?

Znajdujemy je na przykład w artykule (nieważne czyjego autorstwa), w którym obok zasadniczego tematu, związanego z kodeksem etyki lekarskiej, został podniesiony problem wartości życia ludzkiego. A oto stanowisko autora artykułu i argumentacja: "Pogląd, traktowany doktrynalnie, bez względu na rozmaite i zmienne okoliczności, że mianowicie życie zawsze stanowi wartość najwyższą, wydaje mi się po prostu intelektualnie chybiony". Przywołując bohaterów narodowych i męczenników Kościoła, wskazuje na "takie sprawy, jak miłość ojczyzny, dla której wielu umierało bez lęku, jak dobro najbliższych, za których warto się poświęcić", jako na wartości, które - przynajmniej w niektórych okolicznościach - stoją w hierarchii wartości ponad życiem. Także - pisze - "męczennicy za wiarę bez wahań oddawali życie, które nie miało dla nich większej wartości, w porównaniu z troską o zbawienie duszy". I dodaje: "Jest jeszcze kilka innych, powszechnie szanowanych spraw i problemów, w obliczu których wartość życia wcale nie wydaje się ludziom najbardziej cenna".

Przypatrzmy się bliżej sytuacjom, o których wspomina autor przytoczonych wypowiedzi, a które według niego przeczą tezie głoszącej, że życie jest najwyższą wartością. Na początek jednak kilka uwag wstępnych. Proponuję: przypatrzeć się sytuacjom, kryjącym się za ich słownym (skrótowym) opisem, i analizę tych sytuacji, by dyskusja nasza dotyczyła rzeczy a nie słów. Dalej - będzie nam chodziło o życie ludzkie czyli - ściślej - o życie konkretnego, "tego oto" człowieka, a nie o jakiekolwiek życie - o co - jak sądzę - chodziło też autorowi cytowanego artykułu i tym, którzy nie godzili się z tezą o życiu jako najwyższej wartości. Trzeba przy tym oddzielić to, jak bywa, od tego, jak być powinno, bo norma etyczna określa właśnie powinność.

Przypatrzmy się najpierw temu, jak bywa. A bywa bardzo różnie. Bywają ludzie, którzy są gotowi oddać własne życie nawet za coś mniej szlachetnego niż ojczyzna czy drugi człowiek: za sławę, pieniądz, chwilę emocji... Być może byli tacy, którzy z miłości do ojczyzny umierali dla niej "bez lęku". Być może istnieli męczennicy, którzy "bez wahań" oddawali życie za zbawienie duszy, bo nie miało ono dla nich "większej wartości". W każdym razie Jezus Chrystus, Męczennik par excellence, na krzyż się "nie pchał" i przed śmiercią "odczuwał trwogę" (por. Mt 26,37). W Ewangelii Janowej czytamy: "Jezus obchodził Galileję. Nie chciał bowiem chodzić po Judei, bo Żydzi mieli zamiar Go zabić" (J 7,1). W Getsemani modlił się: "Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech mnie ominie ten kielich" (Mt 26,39). Uczniów zaś pouczał: "Gdy was prześladować będą w tym mieście, uciekajcie do innego" (Mt 10,23). A mimo to On i Jego życie są znakomitym przykładem pomagającym rozważyć interesujący nas tu problem, nawet jeśli "nie wierzę w Jego Bóstwo".

Jezus z Nazaretu, zwany Chrystusem, jest dobrym przykładem po prostu dlatego, że oddał życie za "coś". Za co?

"Oddać życie za coś"

Jeśli wierzymy w mesjańską misję Jezusa - oddał On swoje życie - ostatecznie - za drugiego człowieka, za innych ludzi, za życie innych ludzi. "Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich" (J 15,13). To ważne: za przyjaciół. Możemy oczywiście poprawnie powiedzieć: "oddał życie za zbawienie świata czy za zbawienie dusz nieśmiertelnych", ale zdania te będą prawdziwe jedynie wtedy, gdy terminy "zbawienie świata" czy "zbawienie dusz" będą po prostu znaczyły: "za przyjaciół". Innymi słowy: Chrystus nie oddal życia za żadną wartość, będącą abstraktem czy ideą, lecz za konkretnych ludzi, za każdego z nas.

Jeśli nie wierzymy, że Jezus to Bóg i Mesjasz, możemy powiedzieć, iż taka - jak o tym była mowa - była Jego samoświadomość. Powiemy wtedy: oddał On życie za swoje przekonania, za wiarę, za prawdę, a więc ostatecznie - za swą ludzką godność, za życie godne człowieka, jakim jest życie w wolności i prawdzie.

Przypatrując się Jezusowi Chrystusowi oddającemu swe życie za przyjaciół czy za swą ludzką godność, nie możemy nie dostrzec tego, kto Mu życie zabiera. Chrystus oddaje życie, bo ktoś Mu je zabiera.

Jeśli przyjrzymy się z uwagą i innym sytuacjom, w których występuje "oddanie życia za coś", to dostrzeżemy, że człowiek faktycznie nie ma możliwości wolnego wyboru między swoim życiem, a inną wartością czy dobrem tak, jak np. mając jakąś kwotę pieniędzy może: albo je przehulać, albo przeznaczyć na dobroczynny cel. "Moje życie" i jakieś inne dobro czy wartość nie "leżą" przede mną jako dobra czy wartości alternatywne: "sięgnę czy zatrzymam sobie to lub tamto". "Moje życie" to ja żyjący, który staję przed wyborem dobra lub zła, czegoś bardziej lub mniej wartościowego.

Oddanie życia nie jest - poza samobójstwem (gdzie jednak "oddanie życia" nie jest "oddaniem życia za coś") - celem działania człowieka. Jest nim jakieś inne dobro, jakaś inna wartość lub - w szczególnym przypadku - samo owo życie, jego wartość, jego godność. Oddanie życia nie jest też środkiem do celu. Jest raczej ceną, którą częstokroć przychodzi płacić za dążenie do osiągnięcia lub zachowania jakiegoś dobra lub wartości.

Cenę tę płaci się zaś albo przypadkowo, albo nieprzypadkowo. Przypadkowo, gdy utrata życia następuje z powodu zbiegu okoliczności, nieszczęśliwego wypadku, gdy nie jest ona w żaden sposób (przyczynowy czy strukturalny) związana z działaniem podjętym celem uzyskania lub zachowania jakiejś wartości lub dobra. Nieprzypadkowo cenę życia płaci się wtedy, gdy jego utratę zakłada się i dopuszcza jako możliwość przy podejmowaniu określonych działań. Poza przypadkiem samobójstwa, które może przyjmować różne formy, utrata życia - twierdzę - nigdy nie jest bezwzględną koniecznością wynikającą z istoty działania czy całego ciągu działań, podjętych dla zdobycia lub zachowania określonych dóbr. Żołnierz walczący o wolność ojczyzny, męczennik trwający w wierze, ratownik śpieszący z pomocą ofierze wypadku itp., będąc świadomy zagrożenia życia i ceny, jaką być może trzeba będzie zapłacić, chce jednak osiągnąć lub zachować dane dobro czy wartość, nie tracąc życia. Nie wydaje mi się, byśmy zbyt wysoko cenili oddziały "straceńców", ginących, żeby ginąć, ani dowódców, którzy narażaliby żołnierzy na niechybną śmierć, nie widząc szans na zwycięstwo czy choćby na uratowanie się z opresji. Chyba że... Chyba że przeciwnik nie pozostawia wyboru i "zmusza" do takiej walki np. poprzez niehumanitarne traktowanie jeńców. Chyba że prześladowca zmusza do wyrzeczenia się przekonań, wiary, do zdrady..., a więc nie szanuje ludzkiej godności i praw człowieka. Przeciwnik, prześladowca jawi się tu jako "ten, który życie odbiera", jako ten, który wyznacza cenę, jaką przychodzi zapłacić, i ją egzekwuje. Tę cenę w wypadku ratownika śpieszącego na pomoc człowiekowi najczęściej "wyznacza" przyroda.

Dostrzeżenie, że oddanie życia jest ceną, jaką przychodzi płacić za dążenie do osiągnięcia czy zachowania jakiegoś dobra lub wartości, ma doniosłe znaczenie dla problematyki hierarchii wartości. Z faktu, że ktoś za coś płaci jakąś cenę, nie można wnioskować o miejscu obu dóbr w hierarchii wartości. Ktoś może za coś mało wartościowego zapłacić bardzo wysoką cenę, zwłaszcza gdy nie on ją wyznacza i nie on egzekwuje. W świetle tego, co powiedzieliśmy, etyczny problem oddania życia za coś nie równa się ustaleniu hierarchii wartości z uwzględnieniem w niej życia jako wartości, lecz jest zagadnieniem racji i motywów usprawiedliwiających podejmowanie takich działań które wiążą się z mniejszym lub większym ryzykiem utraty życia przez działającego. Jakie to racje i motywy?

Na pytanie to nie damy pełnej odpowiedzi, a przede wszystkim nie podamy zadowalającej argumentacji. Zakłada ona bowiem analizę czynu ludzkiego, teorię wartości i teorię bytu. Wchodzimy w problematykę powinności. Wydaje się jednak, iż nie trzeba nikogo szczególnie przekonywać, że racje i motywy, usprawiedliwiające podjęcie działań, łączących się z dużym ryzykiem utraty życia, muszą być poważne. Ryzyko to jednak nie pewność. Ryzyka związanego z konkretnym działaniem nie da się też wymierzyć. Stąd niemożliwe jest precyzyjne wskazanie w hierarchii tych dóbr czy wartości, które usprawiedliwiałyby dany stopień ryzyka utraty życia. Natomiast bez wątpienia racjami i motywami, usprawiedliwiającymi najwyższy stopień ryzyka, są wartości i dobra najwyższe.

Dobra i wartości usprawiedliwiające "oddanie życia"

Wróćmy jednak do problemu wartości życia ludzkiego. Analiza sytuacji, w których występuje oddanie życia za coś, pokazała, iż ze swej istoty nie pozwalają one ustalić, co jest bardziej wartościowe: życie, które się traci, czy dobra lub wartości, które chce się zyskać lub zachować. Co mogłoby zachwiać tezą, że "życie (ludzkie) zawsze stanowi wartość najwyższą"? Dobro lub wartość stojąca w hierarchii dóbr lub wartości ponad życiem ludzkim, ponad życiem "tego oto" człowieka. Czy takie wartości istnieją?

Droga do odpowiedzi na to pytanie wiedzie przez analizę dóbr czy wartości, które w niektórych wypowiedziach pretendują do bycia usprawiedliwieniem dla "oddania za nie życia". Przypatrzmy się więc owym "wyższym wartościom", "w obliczu których - jak czytamy w cytowanym tu artykule - wartość życia wcale nie wydaje się ludziom najbardziej cenna". Autor ten za takowe uważa: wiarę religijną, miłość ojczyzny, dobro najbliższych i kilka innych, których nie wymienia. Aby - jak o tym była mowa - spór nasz dotyczył rzeczy a nie słów, trzeba zdać sobie dokładnie sprawę, co tak nazwanym dobrom lub wartościom odpowiada w realnym świecie, w którym żyjemy, w którym działamy i w którym odpowiadamy za nasze czyny. O wierze religijnej już - implicite - mówiliśmy, gdy rozważaliśmy przykład Jezusa Chrystusa. Zatrzymajmy się nad miłością ojczyzny.

Jeśli twierdzimy, że wartość życia pojedynczego człowieka, a nawet wielu ludzi, jest niższa od wartości, jaką jest miłość ojczyzny, to trzeba się dokładnie zastanowić, czym w świecie realnym jest ojczyzna, którą mam tak miłować, by być gotowym nawet oddać życie. Czy ojczyzna to nie są w pierwszym rzędzie ludzie, "jej syny"? Czy broniąc ojczyzny nie bronię po prostu ludzi, moich ziomków, którym zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo? Że dobro najbliższych to dobro osób, jest oczywiste. Otóż twierdzę, że jeśli tzw. najwyższe wartości, dla których - jak się mówi - warto poświęcić życie, dostrzeżemy ukonkretnione w bycie realnym, to zawsze natrafimy na człowieka, którego fundamentalnym dobrem jest jego życie, to, że istnieje. Każde zaprzeczenie tych wartości godzi ostatecznie w dobro człowieka, jakiegoś konkretnego człowieka: czy to w fakt jego życia, czy w jakość jego życia. Jeśli zatem mówimy, że życie ludzkie jest najwyższą wartością, to jest to prawdziwe jedynie wtedy, gdy twierdzenie to rozumiemy następująco: iż tu, na ziemi nic nie jest bardziej wartościowe niż człowiek. Najwyższym zaś dobrem człowieka jest jego życie: to, że istnieje, i to, jak istnieje. Innymi słowy: człowiek i jego życie jest najwyższym dobrem i wartością wśród dóbr lub wartości konkretnych, tzn. zrealizowanych w takim czy innym przedmiocie, należącym do naturalnego świata realnego. Zastrzeżenie tu poczynione jest konieczne: człowiek i jego życie jest najwyższym dobrem lub wartością w hierarchii bytów, nie biorącej pod uwagę Boga i aniołów. Stąd w wymiarze ziemskim jedynie człowiek, jego dobro, stanowić może dostateczne usprawiedliwienie podjęcia świadomych czynów, z którymi związane jest niebezpieczeństwo utraty życia.

Właściwe rozumienie tej tezy ma daleko idące konsekwencje. Na jedną i to fundamentalną zwraca uwagę argument, jakim autor artykułu stara się przekonać osoby uważające, że życie wcale nie jest wartością godną uznania: "skoro nie lubią i nie cenią życia, to przecież mogą nim dysponować wedle swego uznania, ale to ich nie upoważnia do decydowania o życiu innych, w tym wypadku - jeszcze nie narodzonych". Nie można co prawda zgodzić się z tym, że człowiek ma niczym nieograniczone prawo dysponowania własnym życiem, ale przytoczona wypowiedź jest przecież argumentem zaczerpniętym z żywej polemiki, a nie tezą etyczną. To jednak, co w tym argumencie istotne, a mianowicie, że nawet jeśli ktoś nie ceni własnego życia, nie ma prawa do decydowania o życiu innych, jest słuszne jedynie wtedy, gdy człowieka: fakt jego życia i jakość jego życia uznamy za wartość najwyższą "na tym łez padole".

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści