Ks. Jan Krokos - "Argumenty za aborcją?"

Problem powszechnej i bezwzględnej obowiązywalności normy "nie zabijaj" to kolejna przeszkoda, jaka się piętrzy przed uznaniem zakazu zabijania dzieci nie narodzonych. Przykład wojny, przykład kary śmierci jest tu argumentem.

Na wojnie się zabija. Na wojnie za zabijanie dostaje się ordery. Na wojnie ten, który zabija, staje się bohaterem. Stwierdzenia takie mają obalać tezę o bezwzględnej obowiązywalności normy "nie zabijaj". A jeśli norma ta nie obowiązuje na wojnie, to dlaczego ma obowiązywać zawsze w odniesieniu do dopiero co poczętego człowieka? Argumenty, biorące za przykład istnienie kary śmierci, są w istocie podobne do wyżej przytoczonych. Tu też odbiera się komuś życie. Czy godzi to w piąte przykazanie Dekalogu?

Już samo mówienie o zabijaniu budzi sprzeciw. Człowiek powinien mówić o życiu. Tęsknota za nieśmiertelnością jest raczej naturalnym odruchem człowieka. Podjęcie tematu jest jednak wymuszane przez argumenty, o których mowa. One każą nam podnieść problem powszechnej i bezwzględnej obowiązywalności normy "nie zabijaj" i to w kontekście obrony życia nie narodzonych. Nie chodzi więc tu ani o tzw. wojnę słuszną, ani o problem kary śmierci. Obu zdarzeniom, które ciągle mają miejsce w rodzinie ludzkiej, poświęcono wiele publikacji. Nam jedynie idzie o rozważenie, czy zabijanie, jakie zachodzi podczas wojny czy wykonywania tej ekstremalnej kary, jest zawieszeniem obowiązywalności piątego przykazania.

W argumencie opartym na przykładzie wojny i kary śmierci milcząco zrównuje się każde zadanie komuś śmierci z przekroczeniem normy "nie zabijaj". Czy tak jest faktycznie? Czy każda śmierć, spowodowana przez kogoś drugiego, jest przekroczeniem tej normy?

Słownictwo, jakim się posługujemy, podejmując ten problem, jest zwodnicze. Zabić może ktoś kogoś skrytobójczo, bez litości, bez miłosierdzia, ale zabić może też spadająca lawina - bo w jednym i drugim przypadku następuje gwałtowne zadanie komuś śmierci. A przecież różnica między jednym a drugim zabiciem jest aż nadto wyraźna, choć w obu wypadkach posługujemy się tym samym czasownikiem. Gdy jednak zechcemy jakoś nazwać oba te wydarzenia, okaże się, iż jedynie do pierwszego stosuje się rzeczownik zabójstwo, pochodzący od czasownika zabić, zabijać. O drugim wydarzeniu powiemy raczej, że był to wypadek, choć też został zabity człowiek.

Język polski pozwala nam także poprawnie mówić o zabójstwie umyślnym i nieumyślnym, lecz sprawcę zabójstwa nieumyślnego trudno byłoby nazwać zabójcą i to nie dlatego, iż taki jest zwyczaj językowy, lecz że dostrzegamy istotną różnicę między czynem nieumyślnym, a dokonanym z premedytacją.

Jak widzimy, zabicie niejedno ma imię. Jednym czasownikiem oddajemy istotnie różne zdarzenia, które (pomijając jeszcze inne z całej gamy znaczeń) łączy jedynie to, iż w wyniku ich zajścia ktoś stracił życie.

Wróćmy jednak do interesujących nas tu argumentów. Jeśli ktoś twierdzi, iż na wojnie czy w wypadku kary śmierci zawieszone jest obowiązywanie normy "nie zabijaj", to jednocześnie twierdzi, że w tych wypadkach ktoś ma prawo zabić. Mieć prawo zaś to być do czegoś uprawnionym. Czy żołnierz na wojnie jest uprawniony do zabijania? Czy może swe prawo egzekwować, odbierając życie innym? Historia zna prawodawstwa, które nie tylko zezwalały na zabijanie, lecz nawet do zabijania zobowiązywały. Norymberga stała się odpowiedzią na uzurpowanie sobie prawa do zabijania przez jedną ideologię. Druga swojej Norymbergi nie miała. Odpowiedzią na prawo do zabijania podczas wojny są też Konwencje Genewskie. Nikt nie ma prawa do zabijania, natomiast każdy zawsze ma się prawo bronić. Prawo do obrony nie jest równoznaczne z prawem do zabijania, choćby w wyniku podjęcia słusznej obrony napastnik poniósł śmierć. Do zabijania nie uprawnia nikogo także stan wojny, choć w zawierusze wojennej, gdy uzbrojonych napotyka się niemal na każdym kroku, nie tylko trudno jest wyegzekwować zakaz zabijania, ale i ocenić, które żniwo śmierci jest wynikiem podjęcia słusznej obrony, nawet jeśli przyjmie ona zewnętrzną formę ataku, a które było niekonieczne.

Również i kary śmierci, niezależnie od tego, czy uważa się ją za zbędny akt barbarzyństwa, czy za smutną konieczność, nie można rozważać w kategoriach wyłomu w obowiązywalności piątego przykazania, a jedynie jako akt słusznej obrony społeczeństwa przed szczególnie niebezpiecznym agresorem.

Tak o tym pisze Katechizm Kościoła katolickiego w numerach 2266 i 2267: "Obrona dobra wspólnego społeczności wymaga, aby każdego agresora doprowadzić do stanu, w którym nie może więcej szkodzić. Z tego powodu tradycyjne nauczanie Kościoła uznało za uprawnione prawo i obowiązek prawowitej władzy publicznej nakładania kar proporcjonalnych do ciężkości przestępstwa, nie wykluczając - w sprawach skrajnej ciężkości - kary śmierci. Z analogicznych powodów ci, którzy piastują władzę, mają prawo użyć broni dla odparcia ataku napastników na społeczność powierzoną ich pieczy. (...) Jeżeli środki nie pozbawiające życia (bezkrwawe) są wystarczające dla obrony życia ludzkiego przed agresorem i dla ochrony porządku publicznego i bezpieczeństwa osób, władza niech ograniczy się do tych środków, gdyż lepiej są dostosowane do konkretnych warunków dobra wspólnego i lepiej odpowiadają godności osoby ludzkiej".

A zatem ani wojna, ani kara śmierci nie zawiesza obowiazywalności normy "nie zabijaj". Dlaczego więc miałaby być ona zawieszona wobec jeszcze nie narodzonego człowieka, zwłaszcza, iż nie stosuje się do niego miano agresora.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści