Ks. Jan Krokos - "Argumenty za aborcją?"

Rozkrzyczały się gazety nad tragedią młodej Irlandki. Domagały się prawa do przerwania ciąży, będącej skutkiem gwałtu. Chciano jej pomóc. Chciano pomóc znajdującym się w podobnej sytuacji poprzez prawo do unicestwienia skutku dokonanego czynu. W zgiełku czynionym przez środki masowego przekazu broniący życia poczętego dziecka ukazani zostali jako bardziej okrutni i nieludzcy niż sam sprawca czynu. O nim prawie zapomniano.

Żyjemy w kulturze krzyku. Żyjemy w kulturze przemocy krzyku. Kto głośniej krzyczy, z kim więcej ludzi krzyczy, temu się zdaje, że ma rację. A krzyk zagłusza racje. Krzyk i zgiełk nie sprzyjają budowaniu dobra. Irlandzka tragedia, jak każda ludzka tragedia, domaga się raczej zamyślenia niż zgiełku. W zgiełku nie można pomóc drugiemu człowiekowi. Pomóc mu można jedynie w ciszy.

Kiedy do Pana Jezusa przyprowadzono jawnogrzesznicę, On jej dopomógł dopiero wtedy, gdy oddalili się oskarżyciele, wykrzykujący nad nią.

Powiedział wtedy te słowa: "Nikt cię nie potępił?... I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz" (J 8,10-11). Słowa te nie pozwalają nikogo potępiać. Słowa te każą współczuć. A więc współczuję i nie potępiam, nawet jeśli czyjeś zbolałe serce wyda owoce nienawiści.

Irlandzka tragedia domaga się zamyślenia... zamyślenia nad grzechem, nad złem popełnianym przez człowieka. Jeśli mamy odwagę spojrzeć prawdzie w oczy, to musimy przyznać, że grzech rzeczywiście istnieje, że grzech jest rzeczywiście popełniany przez człowieka. To nie jest sprawa poglądów i takich czy innych przekonań. Realnych skutków grzechu doświadczamy na co dzień, jak na co dzień doświadczamy realnych skutków cudzych pomyłek, niekompetencji, popełnionych błędów, które - jeśli są spełniane świadomie i dobrowolnie - są grzechem. Niemniej i zło grzechu, i zło nie-grzechu wywołuje realne skutki w świecie. I te realne skutki istnieją już niezależnie od swej przyczyny. Przyczyny już nie ma, ale skutki pozostają i komplikują życie Bogu ducha winnym.

Trzeba nam dzisiaj dostrzec realizm grzechu i zła, które nie zawsze jest grzechem, oraz realizm jego skutków, sięgających drugiego, Bogu ducha winnego człowieka. Przychodzące na świat na polskim Śląsku maleństwa doznają skutków niekompetencji czy beztroski tych, co doprowadzili do zanieczyszczenia środowiska. Młodzież słusznie się pyta, czyja to wina, że wchodząc w dorosłe życie natrafia na nieprzezwyciężalne trudności, które określa się mianem "braku perspektyw". A i ci schodzący ze sceny życia, emeryci, którym emerytura nie pozwala spokojnie przeżyć starości, wiedzą, że nie oni są winni temu, co się dzieje. bo całe życie pracowali uczciwie i ciężko.

Nie są winni, a mimo to właśnie oni doświadczają skutków zła. Myśląc o grzechu i o realnych jego skutkach trzeba sobie zdać sprawę z tego, że nie da się ich po prostu wymazać jako niebyłych. Realne zło, realny grzech pociąga za sobą realne zmiany w świecie duchowym, psychicznym, w świecie przyrody, w świecie społecznym. I oto stajemy twarzą w twarz już nie wobec przyczyny, lecz wobec skutków. Cokolwiek teraz uczynimy w tym świecie, zmienionym już przez grzech czy zło, będzie przyczyną nowych zmian. Skutki cudzego grzechu, które mnie dotykają, które wpędzają mnie w nieszczęście, które stwarzają mi życiowe problemy, są wyzwaniem dla mnie. Za to, co ja uczynię, stając wobec nich twarzą w twarz, już ja będę odpowiadał. To będą już moje czyny, które też przyniosą konkretne skutki, które też zmienią świat. Przez czyjeś zło, przez czyjś grzech ja znalazłem się w trudnym położeniu. Od tego, jak ja się zachowam w tym trudnym położeniu, w którym znalazłem się bez mojej winy, zależy, czy wpędzę lub nie wpędzę innych w nieszczęście.

Człowiek nie chce mieć problemów. Człowiek boi się problemów. Często reaguje na nie nerwicowo: Nie, nie, za wszelką cenę - nie!

Człowiek odruchowo chciałby unicestwić przeszkody, jakie się na jego drodze piętrzą. Tylko że w świecie realnym, w którym się poruszamy i jesteśmy, każda próba unicestwienia czegoś łączy się nierozerwalnie z tworzeniem czegoś nowego. Odrzucona z mojej drogi przeszkoda pada na drogę kogoś drugiego. Dlatego pomagając komuś, kto znalazł się w trudnej sytuacji, nie można po prostu usunąć przeszkody, lecz trzeba pomóc mu tę przeszkodę pokonać, trzeba mu pomóc przez tę trudną sytuację przejść.

Cywilizacja współczesna zdaje się być cywilizacją ucieczki. Być może nie tylko współczesna. Jest to ucieczka od odpowiedzialności za własny czyn, poprzez chęć unicestwienia skutków tego czynu, jeśli okażą się, iż utrudniają nam życie. Jest to ucieczka od podejmowania wysiłku w pokonywaniu piętrzących się na naszej drodze przeszkód. Jest to ucieczka od prawdy i dobra w sceptycyzm i relatywizm, bo jeśli świat jest taki, jaki jest, to wymaga ode mnie odpowiedzialnego działania, u podstaw którego leży prawda o świecie. A tylko tak odpowiedzialne działanie jest obiektywnie dobre. Ucieczka od prawdy i dobra zaś prowadzi ostatecznie do ucieczki od samego siebie.

Każdy ludzki problem wymaga raczej zamyślenia niż krzyku, głębokiego zamyślenia się nad jakże często bardzo skomplikowaną rzeczywistością, która wszelako jakaś jest, a zatem trzeba ją poznawać, zamyśleć się nad nią i nie pozwolić, by została przysłonięta gęstą mgłą wykrzykiwanych słów.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści