Ks. Jan Krokos - "Argumenty za aborcją?"

Problem dopuszczalności przerywania ciąży z racji społecznych, takich czy innych warunków bytowych, to kolejna seria argumentów, którym trzeba się przyjrzeć, jak i ich konsekwencjom.

Nie wchodzi tu w rachubę ani zagrożenie życia kobiety, ani gwałt. Te przypadki odwołują się do innej argumentacji. Tu chodzi o stanowisko, które pogorszenie się warunków bytowych kobiety, pod sercem której poczęło się nowe życie, lub jej rodziny, uznaje za wystarczającą rację dopuszczającą przerwanie poczętego życia.

U podstaw takiego stanowiska leży - chcę w to wierzyć - litość dla kobiety ciężarnej. Oto znalazła się w trudnej sytuacji, w sytuacji przerastającej jej siły, jawiącej się jako szczególnie uciążliwa. Mąż pijak, jeden lub dwa pokoje, gromadka dzieci wydanych już na świat, które trzeba wychować, którym trzeba dać jeść, a do tego być może dochodzi jeszcze brak pracy - oto sytuacja, która wzbudza litość i porusza dogłębnie człowieka. Naturalnym następstwem jest szukanie sposobu efektywnego przyjścia z pomocą takiej kobiecie. Ale w jaki sposób?

Odpowiedź narzuca się sama - przez usunięcie przyczyny kłopotów. A że w tym przypadku jest nią to coś, co się poczęło w matczynym łonie, należy pozwolić kobiecie to coś usunąć, a wtedy kłopoty się skończą. Tok rozumowania wydaje się być poprawny. Tak postępujemy w wielu sytuacjach. Problem jednak w tym, iż tu to coś jest człowiekiem. Gdyby człowiekiem nie było, nie byłoby problemu. A że jest, usunięcie przyczyny powstałych kłopotów równa się zabiciu człowieka. Czy jednak aborcja usuwa przyczynę kłopotów powstałych w związku z pojawieniem się w łonie matki nowego życia? Nim zatrzymamy się nad tym pytaniem, uwaga.

To, że od chwili połączenia się gamety męskiej i żeńskiej pod sercem matki żyje już nowy człowiek, przyznają też po cichu zwolennicy dopuszczenia przerywania ciąży z racji społecznych. Inaczej nie byłoby potrzeby ani proponowanych konsultacji, ani dania kobiecie czasu do namysłu, ani zastrzeżenia, że zabiegu nie może wykonać konsultant itd. Jaka bowiem może być inna racja tej ostrożności, jeśli nie ta, iż przerwanie ciąży dotyczy czegoś zasadniczo bardziej wartościowego niż każda inna operacja? Skoncentrujmy się jednak na sposobie myślenia opowiadających się za dopuszczalnością przerywania ciąży z powodów socjalnych.

W optyce zwolenników dopuszczalności aborcji ze względów społecznych rozwiązanie trudnego, życiowego problemu jest równoznaczne z zabiciem tego, który niechcąco - samym faktem swojego istnienia stał się dla kogoś takim kłopotem. Trzeba to wyraźnie podkreślić: poczynający się pod sercem matki człowiek staje się dla niej kłopotem przez sam fakt swojego zaistnienia. On sam tego kłopotu nie jest przyczyną, gdyż pojawiający się w łonie matki nowy człowiek nie zjawia się tam z własnej woli. Jest powołany do życia przez rodziców, mniej lub bardziej świadomie. Gdyby szukać przyczyn powstałych kłopotów, można by je znaleźć wszędzie, lecz nigdy nie w nim: nieodpowiedzialny ojciec dziecka, zła sytuacja gospodarcza rodziny, matki czy państwa, brak dostatecznej opieki socjalnej... Nikt rozsądny nie powie, że winę za złe warunki socjalne ponosi dziecko, co dopiero poczęte w łonie matki. A przecież prawa do jego zabicia żąda się na wypadek, gdyby się okazało, że pojawienie się nowego życia zaczyna stwarzać rodzicom kłopoty. Żąda się tego - w imię oszczędzenia im kłopotów, choć nie ono jest ich przyczyną. Zniszczenie życia poczętego w łonie matki nie likwiduje przyczyn kłopotów: ojciec pijak pozostaje pijakiem, za małe mieszkanie się nie powiększy, opieka socjalna nie będzie lepsza, ale na pewno będzie mniej widoczna.

Trzeba bowiem przyznać, iż rozwiązanie kłopotów matki czy rodziców przez zabicie poczętego dziecka jest radykalne. Radykalne jest też rozwiązanie kłopotów państwa czy innych społeczności, związanych z faktem pojawienia się nowego obywatela. Nie trzeba się bowiem martwić ani o jego wyżywienie, ani o jego wychowanie i wykształcenie. Nie ma problemu z zasiłkiem rodzinnym, ze żłobkami, przedszkolami czy szkołami. Nie potrzeba się zajmować rodzinami wielodzietnymi, bo jeśli takie będą, to same sobie winne. Nie trzeba też podejmować wysiłków wychowania młodzieży do odpowiedzialnego rodzicielstwa itp.

Krytyki nie wytrzymują żadne argumentacje, które dopuszczalność przerwania ciąży z przyczyn społecznych chciałyby ograniczyć do tego czasu: czasu kryzysu, biedy. "Kiedy będziemy dostatecznie bogaci, kiedy wybudujemy dostateczną liczbę żłobków, domów dziecka i będziemy mieli fachowy personel do opieki nad nimi, wtedy będzie można z tego ustępstwa zrezygnować" - zdają się mówić. Nic bardziej błędnego. Pomijając głębszą argumentację etyczną, trzeba jasno zdać sobie sprawę, iż nikt nie będzie budował domów dziecka ani organizował struktur pomocy dla nich, jeśli nie będzie tych, którzy tej pomocy potrzebują. To powstałe trudności i kłopoty wyzwalają inicjatywy zapobieżenia im. Cała argumentacja za dopuszczalnością aborcji z przyczyn społecznych wyrasta z optyki skrajnie indywidualistycznej i egoistycznej. Bierze ona pod uwagę jedynie dobro kobiety lub już narodzonych członków jej rodziny. Poczęty w jej łonie jest nieważny. Jest to więc optyka przemocy.

Analogie do systemów, które poprzez likwidację osób stwarzających kłopot chciały rozwiązywać trudne kwestie społeczne, narzucają się same. Demokracje proponują inne rozwiązanie: tolerancję. Ta bowiem wynika z szacunku dla każdego człowieka, z afirmacji, jaka przysługuje mu jako dobru szczególnie doniosłemu. Przyjmując takie rozwiązanie, demokracje płacą zań niekiedy bardzo wysoką cenę, bo nie jest prawdą, że przestrzeganie przez współczesne społeczeństwa praw człowieka nic nie kosztuje. Problemy z emigrantami są tego dobitnym przykładem. W tak tolerancyjnych demokracjach jedynym wyjątkiem jest brak tolerancji dla dziecka pojawiającego się w łonie matki. Tolerancja w makroskali nie znajduje swego odbicia w skali mikro. A przecież gdzie jak gdzie, ale w demokracji słabszy ma prawo oczekiwać od państwa, iż weźmie go w obronę przed przemocą silniejszego. Bo czyż nie taki jest sens "państwa prawa", jakim mienią się być współczesne nam państwa demokratyczne, jakim chce być Polska?

Przypatrzmy się jeszcze raz przytoczonemu na wstępie obrazkowi "trudnej życiowej sytuacji". Bywa on używany jako argument za przyjęciem dopuszczalności przerywania ciąży z przyczyn społecznych. Nagromadzono w nim rozmaite trudności, które potęgują litość. Taki argument może wielu przekonać. Taka sytuacja może się naprawdę zdarzyć i się zdarza, może jeszcze bardziej drastyczna. Tylko że zapewne nie znajdzie ona żadnego odbicia w ustaleniu kryteriów owej trudnej sytuacji, która by "uprawniała" do zabiegu. Dotychczasowa praktyka wskazuje, iż wystarczały o wiele błahsze powody.

Powyższa wypowiedź nie bagatelizuje kłopotów natury społecznej, na jakie napotykają kobiety w stanie błogosławionym. Trudności te muszą być jednak wyzwaniem do podejmowania coraz to nowych prób ich przezwyciężenia, prób - bo zapewne nie uda się ich od razu pokonać i z pewnością pojawią się inne. Trzeba jednak sięgać prawdziwych przyczyn społecznej biedy, a nie zabijać tych, na których nasze kłopoty się jedynie ujawniają.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści