Ks. Jan Krokos - "Argumenty za aborcją?"

Jedna z gazet następująco zrelacjonowała wypowiedź - nieważne czyją: "Osobiście (...) jestem przeciwnikiem aborcji". I dalej: "ustawa antyaborcyjna jest kryminogenna, gdyż polscy lekarze dokonują aborcji pod pretekstem poronienia lub zagrożeń ciąży. Powszechna jest też «turystyka aborcyjna»".

Nad tą wypowiedzią warto się zatrzymać. Jest typowa. Oto w jednym zdaniu jej autor deklaruje: "jestem przeciwnikiem aborcji", by dalej wyrazić dezaprobatę wobec aktualnie obowiązującej, a właściwie - każdej ustawy zakazującej aborcji pod sankcją karną. Dlaczego? Bo faktycznie ustawa taka będzie nieskuteczna, co więcej: będzie czy jest kryminogenna, gdyż powstanie zaraz podziemie ginekologiczne, czego przykłady można by mnożyć - argumentuje.

Chodzi o ową kryminogenność. Słownik języka polskiego prof. Szymczaka podaje: "kryminogenny - będący przyczyną przestępstwa, rodzący przestępstwo". Czy zatem ustawa karna zakazująca zabijania dzieci nie narodzonych rodzi przestępstwa? Czy ona jest przyczyną przestępstw, choćby uboczną?

Zapewne nie można wykluczyć, iż niekiedy prawo bywa kryminogenne. Bywa przede wszystkim wtedy, gdy jest niesprawiedliwe. Znamy z historii ustawodawstwa, które wprost nakłaniały do czynów karygodnych, a nawet je nakazywały. Czy jednak prawo stające na straży dobra człowieka, dobra zagrożonego przez sprawcę karygodnego czynu, może być przyczyną przestępstwa?

O przestępstwie można mówić jako o zawinionym czynie społecznie niebezpiecznym, zabronionym przez ustawę pod groźbą kary. W tym znaczeniu przestępstwo to naruszenie, przekroczenie prawa, zwłaszcza prawa stanowionego. Obok jednak tego, ścisłego znaczenia terminu, używamy go niekiedy w sensie szerszym, mając na myśli każdy czyn karygodny, nawet jeśli nie jest on wprost zakazany przez obowiązujące prawo. I miałbym tu wątpliwości, czy to drugie, szerokie znaczenie terminu, nie występujące we współczesnym Słowniku języka polskiego, można uznać za niewłaściwe, zwłaszcza jeśli dostrzegamy obowiązek zachowania prawa naturalnego. Linde takie, szerokie rozumienie przestępstwa sugeruje, zwłaszcza gdy cytuje odpowiednie fragmenty Pisma świętego. Pozostawmy problem. Zasygnalizowanie go jest jednak dla nas znaczące. Pokazuje bowiem dwa podejścia do interesującego nas tu zagadnienia kryminogenności ustawy o ochronie dziecka poczętego. Jedno chce widzieć sprawę jedynie w granicach istniejącego systemu prawnego. Drugie dostrzega sam czyn, do którego prawa się odnoszą.

Według pierwszego - tam, gdzie nie ma przepisu prawnego, nie ma i przestępstwa. Wprowadzenie zaś jakiejś regulacji prawnej sprawia, że na liście przestępstw pojawia się nowe. Czyny, dotychczas nie będące przestępstwami, nagle otrzymują tę kwalifikację. Ale czy i w tym wypadku można mówić, że przepis prawny stał się przyczyną przestępstwa?

Gdyby iść tym tokiem rozumowania, to najprostsza droga do likwidacji przestępstw wiodłaby przez likwidację wszelkiego typu prawa karnego: gdyby znieść przepisy zabraniające kradzieży, nie mielibyśmy tego rodzaju przestępstw. Czy jednak nie byłoby już kradzieży, a samochody można by nie tylko nie wyposażać w wymyślne alarmy, lecz i spokojnie pozostawić z kluczykami w stacyjce?

I czy złodzieje dlatego kradną, że prawo tego zabrania?

Drugie podejście koncentruje się na samym czynie. Jest on sobą. Jest taki, jaki jest. Jego zło czy dobro jest weń wpisane, niezależnie od tego, czy znajdzie czy też nie znajdzie uznania w oczach ludzi. Aborcja pozostanie aborcją niezależnie od tego, czy zostanie dokonana za przyzwoleniem prawa, czy wbrew niemu, czy będzie przestępstwem w rozumieniu prawniczym, czy nie. W tej perspektywie nie chodzi o nazwy, nie chodzi o słowa, lecz o konkretne czyny konkretnych ludzi, które dotykają innych konkretnych ludzi, konkretnych, choć jeszcze tak bardzo małych.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. O co naprawdę chodzi, gdy przeciwnik aborcji, a taką deklarację zawiera wyżej przytoczona wypowiedź, stwierdza, że "ustawa antyaborcyjna jest kryminogenna"? Czy o to, by zaniechano zabijania nie narodzonych? Czy też, by w katalogu przestępstw nie było aborcji?

Na problem potrzeby prawnego zakazu aborcji warto spojrzeć i z innej strony. Przeciwnicy takiego zakazu, widząc jego małą praktyczną skuteczność, podsuwają myśl, by przeciwstawić się złu aborcji jedynie przez edukację i ofiarowanie brzemiennej kobiecie konkretnej pomocy, pomocy, która by likwidowała przyczyny skłaniające ją do poddania się zabiegowi. Pomoc ta to znalezienie pracy, mieszkania, zapomoga finansowa, a także serdeczność, umocnienie - po prostu podanie przyjaznej ręki. Ale czy pomoc taka w ogóle może być skuteczna, jeśli nie będzie zakazu przeprowadzania zabiegów? Zwłaszcza, że brak zakazu, a nawet tylko brak karalności za jakiś czyn, bywa uznawane za uprawnienie do jego popełnienia. Przypadki domagania się przerwania ciąży przez osoby, które "spełniają warunki", w jakich dokonanie zabiegu jest niekaralne, mówią same za siebie.

Ofiarowana pomoc jako remedium na zło aborcji, przy jednoczesnym braku prawa, zakazującego jej dokonywania, może przynieść taki skutek, jak praca ofiarowana złodziejowi, który kradnie, bo "nie ma co jeść", zakładając, że nie ma prawa zakazującego kradzieży:

- Dlaczego kradniesz?
- Bo nie mam co jeść.
- Mam dla Ciebie pracę, za osiem godzin dziennie zarobisz...
- Ale przecież nikt mi nie może zabronić kraść. Mam do tego prawo.

W wielu dyskusjach, także i w tej, o nie narodzonych, słowa bierze się za realną rzeczywistość. A przecież ostatecznie nie o słowa chodzi, lecz o człowieka.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści