Ks. Jan Krokos - "O prawdzie i wolności"

Przejdźmy z kolei do problemu wolności. Podobnie, jak rozważania o prawdzie, zaczynamy od pytania: co to jest wolność? Czy jednak potrafimy o niej powiedzieć coś więcej niż to, że jest po prostu wolnością? Pytanie może się wydawać zrazu naiwne, zwłaszcza w obliczu opasłych tomów o wolności, zalegających biblioteki całego świata. A jednak.

Gdy zajrzymy - jak poprzednio - do współczesnego Słownika języka polskiego, by się dowiedzieć, co znaczy rzeczownik "wolność", natrafimy na takie bliskoznaczniki jak: "niezależność", "niezawisłość", "niepodległość", "suwerenność" i "swoboda". Co prawda znajdą się tam i swego rodzaju definicje, według których wolność to możliwość podejmowania decyzji zgodnie z własną wolą czy możliwość nieskrępowanego działania, a także całokształt warunków czy stosunków poza więzieniem lub zamknięciem (w przeciwieństwie do aresztowania, przymusowego odosobnienia kogoś czy zamknięcia zwierząt), czy wreszcie - prawo obywateli, wyznaczone przez dobro powszechne, interes narodowy i porządek prawny. Definicje te jednak biorą pod uwagę jedynie określony typ wolności, wyznaczony przez to, z czym wolność się wiąże jako ze swym podmiotem, a nie wolność jako taką czyli po prostu wolność. Nas zaś w pierwszym rzędzie intryguje sama wolność. Muszę bowiem najpierw znać odpowiedź na pytanie, co to jest wolność 1 , by poznać, co znaczy "być wolnym".

Zauważmy, iż wolności nie da się zdefiniować w klasyczny sposób, podając jej najbliższy nadrzędny rodzaj i różnicę gatunkową, jak to ma miejsce w odniesieniu np. do człowieka definiowanego jako animal rationale. I w tym sensie wolność okazuje się być pojęciem pierwotnym, nierozkładalnym na inne pojęcia, czy ideą prostą. Ściśle możemy o niej jedynie powiedzieć, że jest wolnością. Nic zatem dziwnego, że słowniki, próbując oddać znaczenie tego terminu, uciekają się do bliskoznaczników. A zatem i nam, próbującym zdać sobie sprawę, co to jest wolność, nie pozostaje nic innego, jak im się przyjrzeć.

Za Słownikiem języka polskiego wymieńmy je jeszcze raz: "niezależność", "niezawisłość, " "niepodległość", "suwerenność" i "swoboda". Spośród nich jedynie "swoboda" ma znaczenie zasadniczo pokrywające się ze znaczeniem "wolności". "Suwerenność", pochodząca od francuskiego przymiotnika souverain (najwyższy), pierwotnie występuje raczej w wypowiedziach, dotyczących sfery politycznej i odpowiada polskiej "niepodległości" lub "niezależności". Te zaś oraz "niezawisłość" są rzeczownikami zaprzeczonymi. Występujący w nich przedrostek nie- zaprzecza treści wyrazu, do którego jest dodany. A jeśli tak, to twierdząc, że wolność jest niezależnością, niezawisłością czy niepodległością, stwierdzamy jedynie (przynajmniej prima facie), czym wolność nie jest. Czy tak jest faktycznie? Jeszcze do tego wrócimy.

Na razie, odwołując się do wspomnianych wyrazów bliskoznacznych, o wolności możemy powiedzieć, że jest swobodą, suwerennością lub że nie jest zależnością, zawisłością lub podległością. Ujawniają one, iż pełen sens wolności zawiera pozytywną i negatywną treść, lecz jedynie tę drugą daje się jasno wyeksplikować. Dlatego tak łatwo jest nam wyłuszczyć, czym wolność nie jest, w następstwie czego negatywna treść wolności narzuca się jakby z większą mocą. Gdy jednak nieuprzedzenie stajemy "oko w oko" z wolnością, gdy po prostu słyszymy dźwięk tego słowa, nie próbując jeszcze oddać jego znaczenia za pomocą innych słów, pozytywna treść wolności zdaje się dominować. Można powiedzieć, że wolność sama ujawnia swe pozytywne oblicze, gdy jej strona negatywna odsłania się dopiero jako rezultat intelektualnych usiłowań językowego oddania sensu wolności.

I oto doszliśmy do punktu, w którym uzasadnione zdaje się być rozróżnienie "wolności od czegoś" i "wolności do czegoś". Choć spotykamy je już u Akwinaty w postaci rozróżnienia wolności od przymusu i wolności autonomii2 uważa się że zawdzięczamy je Lutrowi. Znajdujemy je także u Leibniza, a na dobre zadomowiło się ono w filozofii od czasów Hegla. Współcześnie spotykamy je także w dokumentach Urzędu Nauczycielskiego Kościoła. Pierwsze z tych pojęć wskazuje na uniezależnienie się od czynników ograniczających wolność. Drugie podkreśla możliwość otwarcia i otwarcie się kogoś lub czegoś, co jest wolne, na inne dobra czy wartości, otwarcie, które - jak się okaże - jest chceniem, możliwością wyboru lub samym wyborem, wreszcie - decyzją, konstytuującą czyn. Podstawę dla rozróżnienia tych dwóch pojęć znajdujemy też w języku. Możemy bowiem poprawnie powiedzieć zarówno "wolność od nałogu", jak i "wolność w wyborze zawodu"3 .

Obu tych pojęć nie można jednak traktować jako składowych pojęcia "wolność". Natomiast nie mamy wątpliwości, iż wypowiadając słowo "wolność", mamy na myśli uniezależnienie się od czegoś, co zawiera się w pojęciu "wolność od czegoś", lub otwarcie się na coś, co z kolei wyraża "wolność do czegoś". Wydaje się zatem, że każde z tych pojęć wychwytuje po prostu coś innego z zawartości idei wolności. "Wolność od czegoś" ujmuje to, co nazwaliśmy negatywną treścią pełnego sensu wolności, a co oddajemy przez niezależność, niezawisłość czy niepodległość.

"Wolność do czegoś" zaś - jej treść pozytywną: otwarcie się na coś, co może być wybrane, otwarcie się, które posiada zarówno moment bierności (gotowość przyjęcia czegoś), jak i aktywności (wybór czegoś).

Podkreślając, że pełen sens wolności zawiera zarówno pozytywną, jak i negatywną treść, przeciwstawiamy się połowicznemu traktowaniu wolności, z jakim spotykamy się w historii myśli ludzkiej. Wolność interpretuje się często albo jako jakąś konieczność, albo jako całkowitą dowolność. Sofiści, którzy pierwsi wprowadzili termin "wolny" do języka filozoficznego, wskazując, że wolnym jest to, co jest określone przez naturę, w przeciwieństwie do tego, co jest określone przez prawo, a co naturę zniewala, ostatecznie wybór związali z powinnością. Otwarli oni drogę do sokratejskiego rozumienia wolności jako czynienia tego, co lepsze. Przy czym według Sokratesa to, co zostaje poznane jako lepsze, tak determinuje wolę, iż ta niejako automatycznie podąża za wiedzą4 . Cynicy zaś, choć byli uczniami sofistów i Sokratesa - przeciwnie - pojmowali wolność jako radykalną niezależność od zewnętrznego i wewnętrznego przymusu. W konsekwencji, uważając jak ich nauczyciele, że jedynym dobrem i celem życia jest cnota, sprowadzili ją ostatecznie do obojętności wobec wszystkiego, co taką cnotą nie jest.

Wróćmy jednakże do głównego nurtu naszego wywodu. W tym miejscu musimy skorygować nasze ustalenie odnośnie do funkcji rzeczowników zaprzeczonych, będących bliskoznacznikami pojęcia "wolność". Nie da się bowiem utrzymać, iż wskazują one jedynie na to, czym wolność nie jest, i odgraniczają wolność od tego, co nie jest wolnością5 . Wolność nie tylko nie jest zależnością podległością czy zawisłością, ale także nie jest np. wiedzą, czułością czy prawdą. A przecież choć godzimy się twierdzić, że wolność nie jest wiedzą, czułością czy prawdą, to nie ma i nie może być zgody na zdanie: "Wolność jest niewiedzą, nieczułością i nieprawdą". Zaś gdy idzie o bliskoznaczniki pojęcia wolności, będące rzeczownikami zaprzeczonymi, poprawne jest zarówno zdanie: "Wolność nie jest zależnością, podległością czy zawisłością", jak i zdanie: "Wolność jest niezależnością, niepodległością czy niezawisłością". Negatywnej treści wolności nie można zatem sprowadzać jedynie do negowania czegoś, do stwierdzania, czym wolność nie jest. Niezależność, niezawisłość czy niepodległość nie są poza wolnością, jak nie- pies jest czymś radykalnie różnym od psa. One jakoś są wolnością. Nie wydaje się też słuszne uważać, że rzeczowniki zaprzeczone, wzięte tu pod uwagę, naprawdę wyraża ją znaczenie pozytywne, tylko że w negatywnej formie. Wtedy ich znaczenie musiałoby się pokrywać ze znaczeniem terminu "wolność", a przecież tak nie jest. Była już o tym mowa. Dlatego powiedzieliśmy, że wyrażają one negatywną treść pełnego sensu wolności. A treść ta umożliwia treść pozytywną - otwarcie się na coś, co samo wolnością nie jest. Pozytywna i negatywna treść wolności są tak ze sobą sprzężone, że stopień niezależności i to, jaki typ niezależności zachodzi w danym wypadku, wyznaczają stopień i typ otwarcia6 . Do sprawy wrócimy. Tu musimy jednak wyraźnie podkreślić, iż o stopniu i typie niezależności i otwarcia (wyboru) możemy mówić jedynie w wypadku szczegółowych idei wolności lub gdy wolność traktujemy jako własność czegoś. Natomiast czysta idea wolności jest niestopniowalna. Jest samą wolnością - absolutną niezależnością i całkowitym otwarciem (nieograniczonym wyborem).

Wydaje się, że jesteśmy już dostatecznie przygotowani, by odpowiedzieć na nurtujące nas pytanie: co to jest wolność? Pamiętając, iż jest ona czymś pierwotnym, niedefiniowalnym, chcąc oddać jej pełen sens, możemy powiedzieć, że jest niezależnością (od czegoś) i otwarciem się (na coś). Otwarcie się na coś, co może być wybrane, domaga się niezależności i oba te momenty koniecznie charakteryzują wolność. Co więcej: sens wolności wyczerpują relacje niezależności od czegoś i otwarcia się na coś, co samo wolnością nie jest7 . A skoro tak, skoro wolność odsłania się jako złożona z tych dwóch relacji8 , aby one mogły jakkolwiek zaistnieć, konieczne jest coś, co jest niezależne od czegoś i co jest otwarte na coś (coś, co czegoś chce, co dokonuje wyboru). Innymi słowy, wolność wyczerpuje się w podwójnym odniesieniu się czegoś do czegoś innego: w niezależności od czegoś i w otwarciu się na coś. Tak oto mamy trzy elementy, będące kresami obu relacji konstytuujących wolność:

  1. to, co jest niezależne i otwarte, czyli coś, co czegoś chce lub co wybiera (podmiot wolności);
  2. to, od czego to coś jest niezależne lub zależne (czynniki uniezależniające),
  3. to, na co to coś jest otwarte, a więc co może być przez to coś chciane i wybrane (przedmiot wolności)9 .
Mając to na uwadze, tzn. mając na uwadze, że wolność jest podwójną relacją, wolność jako taka musiałaby być zatem wolnością jakiegoś beztreściowego X10 , które byłoby niezależne od wszystkiego poza sobą i otwarte na wszystko, czyli po prostu - które mogłoby wszystkiego chcieć i wszystko wybrać. Taka wolność byłaby jedynie najogólniejszą ideą wolności lub najogólniejszym pojęciem, które znajdują swe uszczegółowienie w czyjejś wolności lub w wolności czegoś.

PRZYPISY:

  1. [«]  Pytanie to, tak jak pytanie: "co to jest prawda?", jest pytaniem esencjalnym, zakładającym pozytywną odpowiedź na pytanie: "co to jest?" Tak jak zwracaliśmy na to uwagę przy pytaniu o prawdę, pytania "co to jest wolność?" nie należy mylić z pytaniem "czym jest wolność?"
  2. [«]  Na tym rozróżnieniu. zasadza się jego teoria liberum arbitrium.
  3. [«]  Zapewne uważny czytelnik zauważy, iż "wolność w wyborze zawodu" nie jest prostym podstawieniem schematu "wolność do x". Wyjaśnienie tej sprawy wymagałoby drobiazgowych analiz, których tu nie możemy podjąć. Bez trudu jednak dostrzeżemy, iż "wolność w wyborze zawodu" jest "wolnością do czegoś", a nie "wolnością od czegoś".
  4. [«]  Teza ta jest sprzeczna z codziennym doświadczeniem, które w aforystycznej formie wyraził Owidiusz w swych Metamorfozach: "Video meliora proboque, deteriora sequor" (Widzę i pochwalam to, co lepsze, lecz wybieram gorsze). Podobną myśl znajdujemy u św. Pawła w Liście do Rzymian 7,18-25, gdzie ostatnie zdanie brzmi: "Tak więc umysłem służę Prawu Bożemu, ciałem zaś - prawu grzechu".
  5. [«]  Dotykamy tu zagadnienia tzw. negatywnych stanów rzeczy, które podjął A. Reinach (Zur Theorie des negativen Urteils, "Münchener Philosophische Abhandlungen", Leipzig 1911), a za nim Ingarden (Spór, t. II, cz.1, 261-282).
  6. [«]  Nie wnikając w szczegóły, w stwierdzeniu tym chodzi nam o to, iż w zależności od tego, od czego coś jest wolne, oraz w jakim stopniu jest od tego wolne, zależy na co i w jakim stopniu może się to coś otworzyć.
  7. [«]  W najogólniejszym sensie przez relację rozumiemy jakiekolwiek przyporządkowanie czegokolwiek czemukolwiek (por. M.A. Krąpiec, Metafizyka. Zarys teorii bytu, Lublin 19782, 329 n). Trzeba tu jednak zasygnalizować ujawniającą się zasadniczą różnicę między obu relacjami. Otwarcie się na coś jest właściwie możnością zaistnienia relacji pozytywnej. Natomiast relacja niezależności byłaby relacją negatywną, nie zaś brakiem relacji.
  8. [«]  Wolność jest iloczynem relacji niezależności i otwarcia.
  9. [«]  Za takim, "relacjonalnym" - jak powie - pojmowaniem wolności opowiada się Ingarden. W swych Wykładach z etyki (Warszawa 1989, 351 n) na pisze: "[...] zarówno «wolność jak np. słowo Freiheit» ma raczej taki aspekt, że jest to pojecie relacjonalne, że chodzi nie tylko o czyjąś wolność, czy wolność czegoś, ale o wolność od czegoś, wolność w sensie niezależności. A od czego, wobec czego, w stosunku do czego mogę być wolny? Nasuwają się tu bardzo rozmaite dziedziny, obejmujące to, od czego, w stosunku do czego, możemy albo nie możemy być wolni".
  10. [«]  Jeśli uznamy, że w ścisłym sensie podmiotem wolności może być jedynie osoba, to owo X, o którym mowa, utożsamia się z czystym Ja, o którym fenomenologowie za Husserlem powiedzą, że jest tylko spełniaczem aktów świadomości. W naszym wypadku czyste Ja byłoby tylko "punktem zaczepienia" obu relacji. Czyste Ja nie jest bowiem czymś realnym. Nie można więc w nim widzieć ani Boga, który jest już czymś (kimś), ani jakiegokolwiek innego osobowego bytu.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści