Ks. Jan Krokos - "O prawdzie i wolności"

Inaczej ma się sprawa związku wolności z prawdą poznawczą. Wbrew woluntarystom, jak o tym wspominaliśmy, prawda poznawcza jako zgodność wyników naszego poznania nie zależy od naszej woli. Albo wynik naszego poznania odpowiada przedmiotowi, do którego się odnosi, albo nie odpowiada - innej możliwości nie ma. Jeśli jednak mówimy o zależności prawdy poznawczej od woli, to w innym znaczeniu.

Ściśle - prawda poznawcza jest zgodnością wyniku naszego aspektywnego poznania z określoną stroną przedmiotu poznania. Wynik naszego poznania, który może być prawdziwy lub fałszywy, jest rezultatem określonych aktów, aktów poznawczych. Te zaś są niekonieczne. Mogą zaistnieć, ale nie muszą. Tak więc, jak wszystkie byty niekonieczne, muszą być chciane.

Pozostawiając na boku sprawę poznania, którego podmiotem jest Absolut, zatrzymajmy się jedynie nad poznaniem ludzkim. Jest ono aktem osoby ludzkiej, a więc bytu wolnego, który chce, ale nie musi chcieć. Może zatem również chcieć poznawać, czyli czerpać informację o czymś, ale może też nie chcieć poznawać.

Istnieją tylko dwa typy poznania, na które człowiek jest "skazany", które zachodzą - można by powiedzieć - bezwolnie, ale nie bezwiednie. Pierwsze to doznawanie zmysłowe, czysto bierne dostrzeganie przedmiotów materialnych, takie jakie zachodzi, gdy np. idąc ulicą mimochodem coś zmysłowo spostrzegamy Powiedzieliśmy, że nie jest ono bezwiedne, bo zdajemy sobie sprawę (choć nie zawsze wyraźnie) z tego, co uchwytują nasze zmysły Jest ono zaś w tym sensie bezwolne, iż nie jest wyraźnie chciane. Nie znaczy to jednak, że jest niechciane. W tym przypadku, w przeciwieństwie do drugiego typu poznania, na które jesteśmy "skazani" (o którym za chwilę), człowiek może (przynajmniej do pewnego stopnia) postawić tamę doznaniom zmysłowym, "zamykając oczy i uszy". Nie może zaś tego uczynić w przypadku prostego uświadomienia sobie tego, co aktualnie świadomie spełnia. To poznanie zachodzi z konieczności, ilekroć człowiek spełnia czyny w znaczeniu wyżej określonym lub przeżywa jakieś stany świadome. Jest to uświadamianie sobie tego, co świadomie czynię lub co świadomie przeżywam. Scholastyka posługiwała się tu terminem "reflexio in actu exercito" lub "reflexio concommittans" i innymi19 , Ingarden zaś zaproponował termin "intuicja przeżywania". O co tu chodzi? Mianowicie o to, że człowiek świadomie spełniając jakieś czyny lub przeżywając stany jest ich świadomy, bez konieczności spełnienia specjalnych aktów poznawczych. Po prostu spełniając jakiekolwiek akty świadome czy przeżywając stany, dzięki momentowi świadomości, który te akty i stany konstytuuje, jest ich świadomy - zarówno ich istnienia, jak i ich treści20 . Innymi słowy: spełniając jakiś akt świadomy, jednocześnie wiem, że ten akt spełniam i jaki to akt spełniam. I nie mogę tego nie wiedzieć. Z konieczności, gdy godzę się na jakikolwiek akt świadomy, godzę się na uzyskanie pewnego stopnia wiedzy o nim21 . Podobnie ma się sprawa ze stanami świadomościowymi.

Kiedy teraz piszę te słowa, a jest to czyn świadomy, wiem, że piszę, że to, co czynię jest pisaniem a nie np. układaniem klocków; wiem także, co piszę, bez potrzeby spełniania specjalnych aktów poznawczych. Gdy jednak chcę sprawdzić, czy wynik mojej czynności odpowiada mojemu zamysłowi, muszę dokonać nowych, specjalnych aktów poznawczych. Muszę spojrzeć na ekran komputera, poznać pojawiające się na nim fizyczne napisy i ich znaczenie.

Poza wypadkiem doznawania zmysłowego, którego nie muszę wyraźnie chcieć, ale mogę go nie chcieć, i samoświadomości towarzyszącej, której nie mogę nie "chcieć", spełniając jakiś czyn ("chcenie" samoświadomości jest implicite zawarte w chceniu określonego czynu), wszelkie inne poznania mogą zaistnieć tylko wtedy, gdy jako takie są przeze mnie wyraźnie chciane22 . Zależność aktów poznawczych od woli ma charakter sprawczy. Akt poznawczy jest bowiem bytem niekoniecznym (mogę poznawać, ale nie muszę) i jako taki jest w swym istnieniu zależny od wolnego podmiotu, który go chce. Zagadnienie zależności aktów poznawczych od wolnej woli jest tylko uszczegółowieniem problemu zależności bytu przygodnego od woli jego twórcy. Sprawcza zależność aktów poznawczych od woli sprawia, że i o wyniku owych aktów (a co za tym idzie i o prawdzie poznawczej) można powiedzieć, że jest zależny od woli jako swej przyczyny sprawczej, i tylko tyle. Sprawa ta wymaga jednak pogłębienia.

Osoba, jako obdarzona wolną wolą i intelektem jest sprawcą aktów poznawczych, tzn. takich czynności pozyskiwania informacji o czymś, które nie poprzestają na prostym "zdaniu sobie sprawy" z tego, co mnie spotyka czy to dzięki doznaniom zmysłowym, czy samoświadomości. Akty poznawcze muszą być chciane właśnie jako poznania. Zgodnie z tym, co powiedzieliśmy w poprzednim paragrafie23 , wola chcąc czegoś, kierowana jest przez intelekt. To on "podpowiada" woli, czego ona może chcieć. W wypadku poznania intelekt "podpowiada", co to jest poznanie: że jest aktem czerpania informacji o przedmiocie od samego tego przedmiotu. Jeśli zatem szczerze chcę coś poznać, to nie mogę chcieć niczego innego jak uzyskania rzetelnej informacji. Tym samym chcę osiągnąć prawdę poznawczą. Prawda jako wynik poznania jest implicite chciana w decyzji urzeczywistnienia aktów poznawczych, jako że jest naturalnym celem (rezultatem) poznania. Sprawa dotyczy wszelkich działań: ich natura, to, jakimi działaniami są (poznaniem, fantazjowaniem, śpieszeniem z pomocą drugim, budowaniem domu), wyznacza ich rezultat. Stąd decydując się na jakiś czyn, decydujemy się na rezultat płynący z jego natury.

Gdy bierzemy pod uwagę czyny ludzkie, to zdarza się, i to nierzadko, że nie osiągamy oczekiwanego przez nas rezultatu. Dlaczego? Ograniczymy się jedynie do zasygnalizowania kilku przypadków:

  1. Decydujemy się na czyn, którego natury nie poznaliśmy lub poznaliśmy ją niedokładnie. Stąd oczekujemy rezultatów, do których ten czyn nie może doprowadzić.
  2. Występuje faktyczny rozdźwięk miedzy naszym zamysłem a jego urzeczywistnieniem. Pragnę poznać coś, lecz faktycznie tego nie czynię lub czynię nie dość rzetelnie.
  3. Moje akty nie są dostosowane do przedmiotu, którego dotyczą. Chcąc poznać barwę czegoś, muszę posłużyć się poznaniem wzrokowym, a nie np. słuchaniem.

Pozostając przy tych przykładach dostrzegamy, iż źródło niepowodzeń w osiągnięciu prawdy poznawczej leży w człowieku jako podmiocie poznania, w jego ułomności. Nie przekreśla to jednak naszej tezy, iż w decyzji poznawania zawarta jest koniecznie wola osiągnięcia prawdy poznawczej. Słusznie więc możemy utrzymywać, że prawda poznawcza jako wynik poznania jest zależny od woli jako przyczyny sprawczej aktu poznania. Nie znaczy to jednak - jak by chcieli woluntaryści - że od niej zależy, jaki jest wynik danego poznania. Ten jest całkowicie zawisły od przebiegu aktu poznania lub sekwencji aktów poznawczych, tak jak jakość fotografii - od czynności fotografowania i wywoływania.

Podkreślmy to jeszcze raz: wola jest odpowiedzialna za zaistnienie określonego wyniku poznawczego, nie zaś za to, jaki to będzie wynik. Wynik ów jest chciany implicite jako naturalny cel (rezultat) aktów poznawczych podmiotu poznającego, które - poza wypadkami doznań zmysłowych i samoświadomości - aby zaistnieć, muszą być chciane przez podmiot poznający. Ale poznanie, jak każdy czyn, jest zależny przyczynowo od woli nie tylko w momencie zaistnienia, ale i w trakcie spełniania się aż po całkowite spełnienie, gdy osiągnięty zostaje jego naturalny rezultat - wiedza. A zatem w każdym momencie innym aktem woli jego spełnianie się może być przerwane. W efekcie mimo zapoczątkowania aktu poznawczego podmiot poznający nie osiąga wiedzy o danym przedmiocie lub też - gdy przedmiot wymaga spełnienia sekwencji aktów poznawczych - osiąga jedynie wiedzę cząstkową, powierzchowną, niepewną.

Od aktu poznania należy odróżnić akt uznania wyników poznania. Może tak być, i tak bywa, że osiągając określoną informację o czymś (a szerzej: określony rezultat danego czynu) nie chcę jej zaakceptować. Zwrócił na to uwagę m.in. Dietrich von Hildebrand24 , odróżniając akty poznania wartości od aktów odpowiedzi na wartość i wyróżnił trzy jej typy: teoretyczną, wolitywną i emocjonalną. Bezpośrednio z aktami poznawczymi powiązane są odpowiedzi teoretyczne. Odnoszą się one do treści i istnienia poznawanych przedmiotów. Są więc odpowiedzią na wartość poznawczą, jaką jest prawda. O prawdzie zaś mogę być przeświadczony, mogę w nią wątpić lub w nią wierzyć. Przeświadczenie, zwątpienie lub wiara byłyby zatem odpowiedziami teoretycznymi. Odpowiedzi wolitywne nie dotyczą prawdy, lecz ważności przedmiotu woli. Odpowiedziami byłyby zatem akty pragnienia, obojętności lub niechęci. Wreszcie odpowiedzi emocjonalne, takie jak miłość, radość, nadzieja, tęsknota, szacunek, zachwyt, nienawiść motywowane także ważnością przedmiotów, angażują pełnię naszej osoby, a nie tylko wolę.

Tyle Hildebrand. Dla nas ważne jest to, iż wynik poznania, do którego ono zmierza ze swej natury (prawda), domaga się od nas nowego aktu, aktu akceptacji. Tymczasem z różnych motywów może ta akceptacja nie nastąpić. Mogą to być racje czysto poznawcze, mające swą podstawę w samym przebiegu aktów poznawczych, w tym, co nazywamy brakiem dostatecznego uzasadnienia itp., ale mogą to być motywy wolitywne lub emocjonalne. Tak się zdarza, iż określonej prawdy nie chcę zaakceptować, odwracam się od niej, "nie przyjmuję do wiadomości", gdyż jest mi niewygodna. Zaakceptowanie jej wymagałoby ode mnie podjęcia określonych działań, których nie chcę podjąć. Dlatego widząc leżącego na chodniku, stwierdzam: "na pewno to jest pijak", nie próbując nawet dociec, jak się rzecz ma, bo mogłoby się okazać, że trzeba będzie udzielić mu pomocy.

Wydaje się zatem, że sceptycyzm i relatywizm teoriopoznawczy mogą mieć, a zapewne często mają swój faktyczny (a nie logiczny) fundament w woli ludzkiej. A zatem mają wymiar moralny. Jeśli pamiętamy, że intelekt jest przewodnikiem dla woli, to gdy zakwestionuje się zdolność intelektu do poznania prawdy, nie ma żadnej racji dla powinności woli. Wola bez prawdy jest bowiem ślepa, skazana na "widzimisię". Rozumiał to doskonale Pirron, ojciec sceptycyzmu europejskiego25 . Ten malarz z zawodu, gdy w dojrzałym wieku poświecił się filozofii, pozostawał przez dłuższy czas pod urokiem demokrytejczyka Anaksarchosa i Aleksandra Wielkiego. Pierwszy, zwany Szczęśliwcem (Εΰδαιμονίκός - Eudaimonikos) z powodu niewzruszonego spokoju (άπάθεια - apatheia) i pogody ducha, za ostoję szczęścia uważał takie wyrobienie jaźni, które pozwalałoby się niczym nie przejmować, jako że bóle i przyjemności, a także wszelkie inne doznania ludzkie są - zgodnie ze stanowiskiem atomizmu - jedynie subiektywnymi przeżyciami na modłę majaków sennych. Drugi zabrał Pirrona ze sobą na wyprawę do Indii, gdzie ten miał okazję spotkać magów perskich i ascetów hinduskich. W ich podniosłym spokoju, obojętności wobec życia i cierpienia dojrzał (zwłaszcza w przeciwieństwie do nienasyconej i brutalnej żądzy ciągłych podbojów, trawiącej przybyszów) najlepszy środek do osiągnięcia szczęścia. Sceptycyzm Pirrona wyrósł z przekonania, że szczęście jest w spokoju. Przekonanie to zadecydowało o jego zasadniczej postawie filozofa, o postawie "niezmąconego spokoju", ataraksji (άταραξία). Doktryna teoriopoznawcza głosząca niezdolność człowieka do trafnego rozstrzygania jakiejkolwiek kwestii, była tu jedynie argumentem. Choć z czasem ona wysunęła się na pierwszy plan. W sceptycyzmie Montaigne'a u początku czasów nowożytnych została ponownie wyraźnie odsunięta na rzecz "życia w spokoju". Sceptycyzm Montaigne'a stał się raczej metodą ułatwienia i uprzyjemnienia sobie życia w czasach trudnych i niespokojnych. Wyrósł nie tylko z nieufności do teoretycznych dociekań, ale i z przekonania, że szkoda tracić na nie życia. Warto natomiast doznawać przyjemności. Stąd jedynym zadaniem rozsądnej filozofii jest uczenie cieszenia się życiem, którego warunkiem jest niezależność: niezależność od własnych namiętności, niezależność od społeczeństwa, niezależność od przywiązań, a nawet niezależność od śmierci26 .

Sceptycyzm współczesny, postmodernistyczny, zdaje się podejmować stanowisko Pirrona i Montaigne'a. Jest bardziej "sztuką życia" niż teorią. Eklektyzm, kolaż, ironia i wieloznaczność, które cechują postmodernizm, wynikają z odrzucenia jakiegokolwiek stałego fundamentu. Reszta jest tego konsekwencją. W filozofii jest nią odejście od poznania ku kreacji, od bytu ku myśli. W sztuce ujawnia się w mieszaniu stylów i konwencji. W moralności - w odrzuceniu kategorii dobra i zła moralnego. I można by na to wszystko przystać, gdyby nie fakt, iż jednak coś poznajemy.

Przywołane tu postaci sceptycyzmu wskazują na znaczenie woli w procesie poznawania, ściślej: w afirmacji lub odrzuceniu wyniku poznania. Uznając tezę, iż wola nie spełnia żadnej roli sensu stricto poznawczej, pokazaliśmy, iż jako pierwsza w porządku sprawczym jest odpowiedzialna za podjęcie i spełnienie aktów poznawczych oraz za uznanie lub nieuznanie ich wyników. Nic zatem dziwnego, iż właśnie w wolności, w wewnętrznej swobodzie biorących udział w dyskusji, Ingarden dostrzegł konieczny warunek jej owocności: "wyjaśnienia spraw nie wyjaśnionych"27 , czyli - poznania prawdy.

PRZYPISY:

  1. [«]  Na ten temat zob. W. Chudy, Refleksja a poznanie bytu, Lublin 1984, a w szerszym naświetleniu - tenże, Rozwój filozofowania a "pułapka refleksji", Lublin 1993.
  2. [«]  Dlatego reflexio in actu exercito czy intuicja przeżywania jest nieaktową postacią świadomości.
  3. [«]  W tym fakcie leży szczególna rola sumienia. Wszystkim bowiem czynom moralnym jako świadomym towarzyszy ów moment świadomości, który nas o nich informuje. A to jest sumienie w jego podstawowej funkcji "świadczenia" o czynie.
  4. [«]  Stąd niekiedy o doznawaniu zmysłowym i samoświadomości mówi się, że jedynie zaznajamiają ze swym przedmiotem, nie są więc poznaniem w sensie ścisłym.
  5. [«]  I tu nie wolno nam zapominać o złożonej strukturze współdziałania intelektu i woli w czynie ludzkim.
  6. [«]  D. von Hildebrand, Ethik, Stuttgart, Berlin, Köln, Mainz [br] 2, 201-253. Trzeba zauważyć, iż podział na odpowiedzi teoretyczne, wolicjonalne i emocjonalne zakłada zakorzeniony, mniej więcej od Kanta, czyli od końca XVIII w., obyczaj wymieniania jednym tchem trzech władz duchowych, czyli umysłowych człowieka: rozumu, woli i uczucia. Według św. Tomasza uczucia nie należą do sfery umysłowej, lecz zmysłowej. O uczuciach duchowych mówi się jako o aktach woli per analogiam do uczuć zmysłowych. Stanowisko Hildebranda, które tu referujemy, nie do końca zatem przystaje do naszych tez. Interesujące jest ono dla nas ze względu na rozróżnienie aktów poznania wartości i aktów odpowiedzi na wartość.
  7. [«]  Żył on prawdopodobnie w latach 365/60-275/70 przed Chr. Szerzej: Diogenes, dz. cyt., 553-577; Krokiewicz, Zarys, 347-381; W. Tatarkiewicz, Historia filozofii, t. I, Warszawa 19707,134-141.
  8. [«]  Tatarkiewicz, dz. cyt. t. II,14 n.
  9. [«]  R. Ingarden, Książeczka o człowieku, Kraków 1972,187.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści