Ks. Jan Krokos - "O prawdzie i wolności"

Droga, jaką przeszliśmy, przypatrując się najpierw prawdzie, a potem wolności, by w końcu wyjaśnić ich wzajemne przyporządkowanie, była odkrywaniem kolejnych zagadnień i ujawnianiem się ich złożoności. Przede wszystkim zdaliśmy sobie sprawę z istotnej różnicy między prawdą i wolnością jako pojęciami lub ideami, a prawdziwością i wolnością jako własnościami czegoś. Postawienie pytania o "co" prawdy i wolności pozwoliło nam ukazać ich relacyjny charakter, a dalej - trzy rodzaje prawdy: ontyczną, poznawczą i moralną oraz że wolność, jako podwójna relacja, domaga się koniecznie czegoś, co w stosunku do czegoś innego jest niezależne i otwarte - podmiotu wolności. Doświadczenie wolności ujawniło ją także jako bezwzględnie lub względnie stałą cechę czegoś (wolna wola i habitualne wolności przypadłościowe), oraz jako wolność aktualną, ujawniającą się przy podejmowaniu decyzji. W końcu dostrzegliśmy, iż wolność, aby mogła się urzeczywistnić jako otwarcie, potrzebuje światła intelektu jako swego przewodnika.

Wszystko to, co powiedzieliśmy dotychczas o prawdzie i wolności, pozwala teraz odsłonić się zasadniczej tezie niniejszego szkicu, tezie o prawdzie wyzwalającej. Bez przejścia tej drogi naszego namysłu nad prawdą i wolnością, byłoby to niemożliwe, jako że wyzwalająca moc prawdy ma swe umocowanie w naturze wolności, która dla swego spełniania się w chceniu, wyborze i decyzji potrzebuje światła intelektu, i w naturze prawdy, która odsłania się jako nieskrytość.

Gdy mówimy o świetle intelektu, który jest przewodnikiem dla woli, chodzi nam o prawdę poznawczą. Ale czy jedynie do tej zależności należy sprowadzać tezę o prawdzie wyzwalającej? Pierwszeństwo woli w porządku sprawczym pokazało, że to raczej czyjemuś chceniu zawdzięczamy zaistnienie prawdy, i to zarówno ontycznej, poznawczej, jak i moralnej. Tu szłoby nam o zależność odwrotną, o bycie wolnym, czego "sprawcą" miałaby być prawda.

Rozważenie tego problemu domaga się odwołania do naszego rozróżnienia między wolnością habitualną (wolną wolą i przypadłościowymi wolnościami habitualnymi) a wolnością aktualną, ujawniającą się w chceniu, wyborze i decyzji. Wolność habitualną zawdzięczamy jakiemuś bytowi, który nas nią obdarza, a więc jakiejś prawdzie ontycznej. Nie określając bliżej owego bytu, w granicznym wypadku mogę nim być ja sam. Zauważyć jedynie należy, iż musi on naprawdę posiadać moc obdarzenia kogoś (lub czegoś) wolnością. Sędzia, obdarzający więźnia wolnością, musi być prawdziwym sędzią. Jeśli jedynie będzie udawał sędziego, i wolność będzie pozorna. Co prawda, owo obdarzenie wolnością zależy od woli sędziego, a więc i tu nie zostaje złamana zasada pierwszeństwa woli w porządku sprawczym, jednakże ontyczna prawdziwość sprawcy i tu ujawnia swe pierwszeństwo w porządku natury

Powiedzieliśmy także, że wolność jest stopniowalna. A zatem i obdarzenie kogoś lub czegoś wolnością jest stopniowalne. Byt osobowy, którego właściwością jest wolna wola jako możność spełniania wolnych czynów, nie może w tym sensie przestać być wolny. Jest bowiem wyposażony w wolną wolę "na zawsze" jako w zdolność chcenia tego, co mogę, lecz nie muszę. Stąd słusznie możemy o sobie powiedzieć, że jesteśmy na wolność skazani. Niemniej możemy i tę naszą wolność kształtować. Zdolność chcenia tego, co mogę, lecz nie muszę, można usprawniać, tak że nie będzie się ona ograniczać do samego chcenia, lecz będzie się urzeczywistniać aż po spełnienie czynu. Siła woli to inna nazwa stopnia jej wolności. Im bardziej moje chcenie potrafię urzeczywistnić w czynie, tym bardziej jestem wolny. Podobnie ma się sprawa z przypadłościowymi wolnościami habitualnymi. Jesteśmy nimi obdarzeni do pewnego stopnia, na tyle na ile obdarzający nimi ma moc tego dokonać oraz na ile my, jako podmiot tej wolności, możemy ją przyjąć.

W naszych czynach, które spełniamy jako obdarzeni wolnością habitualną, wyzwalająca moc prawdy przynależy prawdzie poznawczej. Tu już nie chodzi o obdarzenie wolnością. Aby spełniać wolne czyny, trzeba już być wolnym habitualnie. Prawda poznawcza jako światło i przewodnik dla woli sama w sobie nie ma mocy ani obdarzania wolnością, ani jej unicestwiania. Czy wybieram prawdę, czy fałsz, czynię to jako wolny. I wolnym pozostaję tak po wybraniu fałszu, jak i prawdy, zła lub dobra. Tyle tylko, że wybierając fałsz wchodzę w ślepą uliczkę, z której wyjście jest możliwe jedynie przez nowy wybór prawdy. Wybierając zaś prawdę, staję wobec nowych możliwości, które są urzeczywistnialne.

U podstaw wyzwalającej mocy prawdy leży jej nieskrytość zarówno w sensie ontycznym, jak i poznawczym. Naprawdę w sposób wolny mogę bowiem wybrać jedynie to, co samo w sobie jest nieskryte i co w poznaniu odsłania mi się jako takie właśnie. Inaczej wybierając coś, faktycznie wybierałbym co innego. Tym samym mój wolny wybór okazałby się jedynie pozornie wolnym. W takiej sytuacji jest błądzący, czyli ten, kto fałsz bierze za prawdę. Ale w takiej sytuacji jest i ten, któremu nie pozwala się dojrzeć prawdy. Nieznajomość prawdy o rzeczy nie pozwala bowiem jej wybrać. Niedawna historia pokazała dobitnie, że zniewolenie dokonuje się poprzez nieprawdę. "Zniewolony umysł" to nie tylko Miłoszowski tytuł, to fakt, który swą rzeczywistość ujawnia po dzień dzisiejszy. Miniony okres - jak się zwykło mawiać - zniewalał nie tyle przez bezpośrednie ograniczenie wolności, choć także, a na pierwszym etapie może przede wszystkim. Jednakże ci, którzy zaludnili więzienia i często z nich nie wyszli, tak naprawdę do końca pozostali wolni. Znali dobro i zło i wybierali dobro, płacąc za to wysoką cenę. Zniewolenie umysłu poprzez propagandę powodowało, iż choć w istocie możliwość wyboru była pozostawiona, to zakres wyboru był ograniczony. Granicami mojej wolności w sensie otwarcia się są przecież - jak mówiliśmy - granice mojej świadomości. Wybrać mogę jedynie to, co sobie uświadamiam. Nie znając czegoś, nie mogę tego wybrać, ale i nie mogę nie-wybrać.

Trzeba to mocno podkreślić: znajomość prawdy nie zniewala, bo zawsze mogę ją odrzucić. Zawsze mogę jej nie wybrać. Natomiast fałsz uznany za prawdę zniewala. Po pierwsze dlatego, że nie pozwala mi wybrać prawdy Po drugie - że wybierając fałsz, faktycznie wybieram coś innego niż to, co chciałem. Po trzecie - zamysł, zawierający fałsz, albo nie może zostać w ogóle urzeczywistniony, albo urzeczywistnia się nie w pełni. Uznając fałsz za prawdę, błądzę, a błądząc jestem błędem zniewolony. Nie znaczy to jednak, iż wybór fałszu pozbawia mnie wolności jako samej możności wyboru. Choć niekiedy i tak bywa.

Decyzja Ikara, podjęta wbrew prawdzie, była jego ostatnim wolnym wyborem.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści