Roman Dmowski - "Myśli nowoczesnego Polaka"

Przewrót dzisiejszy w świecie znany jest ogólnie pod mianem kryzysu gospodarczego. Coraz więcej wszakże faktów świadczy, że załamanie się postępu gospodarczego, z którego cywilizacja nasza była taka dumna, jest wprawdzie wynikiem szeregu faktów gospodarczych, które sam ten postęp zrodził, pierwsze atoli jego przyczyny leżą o wiele głębiej. Te podstawy moralne, umysłowe i polityczne, na których wyraźnie już całkiem od półtora stulecia usiłowano oprzeć byt i postęp naszej cywilizacji, dziś się łamią i okazują niezdolnymi do podtrzymania jej gmachu.

Umysłowość europejska (a tym bardziej amerykańska) okazała się dotychczas niezdolna do zrozumienia, że świat nasz stoi wobec czegoś większego, niż "kryzys", "depresja", czy nawet "katastrofa" gospodarcza; że rośnie przed nim olbrzymie zagadnienie, wykraczające daleko poza krąg widzenia finansistów i ekonomistów, od których wystraszony ogół oczekuje wytknięcia dróg w zwiększającym się z dnia na dzień chaosie. Jak się okazuje, nie są oni zdolni nie tylko tych dróg wskazać, ale nawet wyjaśnić, co się właściwie dzieje.

Od zdania sobie sprawy z tego, co się dzieje, trzeba zacząć. Gdy do niego dojdziemy, może stanie się dla nas jasnym, że dzieje się wiele rzeczy, które przyjść musiały, że zachodzą w naszym świecie przemiany konieczne, nieuniknione, których żadne wysiłki ludzkie nie zdołają oddalić. Wtedy na miejsce tak powszechnego dziś pytania, jak walczyć z zanikaniem dotychczasowych warunków bytu stanie inne: jak się przystosować do nowych, wytwarzających się obecnie warunków?

Być może, iż wielu ludziom nie sądzono zajść tak daleko, że do śmierci już będą żyli marzeniami o powrocie do dawnych czasów. Będą się czepiali każdej sposobności do wzmocnienia swej wiary w ten powrót. Historia nie posuwa się naprzód z ustaloną, jak w maszynie, szybkością. Procesy dziejowe postępują z wahaniami i cofaniami się. Jeżeli dziś np. stwierdzamy, że na naszych oczach odbywa się rozkład dotychczasowego systemu gospodarczego, to nie znaczy, żeby ten proces miał iść ciągle z jednakową szybkością, żeby jutro nie miał pójść szybciej lub wolniej, żeby się nie miał nawet czasowo zatrzymać, żeby nie mogła nastąpić chwilowa poprawa. Taka chwilowa poprawa dla mnóstwa ludzi będzie "końcem kryzysu", będzie znakiem, że wszystko wraca do dawnych, dobrych czasów. Na to, żeby uniknąć takich złudzeń, hamujących postęp myśli ludzkiej, przeróbkę jej pojęć i podążanie jej za przemianami życia - jest tylko jeden środek: wiedza. Czas już jest przystąpić do tego, czego jeszcze naprawdę w żadnym kraju nie zaczęto, mianowicie, zorganizować gruntowne i wszechstronne badanie zjawiska, które nazwano "kryzysem", zanalizować je we wszystkich jego składnikach, nie zamykając się w zakresie faktów gospodarczych, wykryć związki między zjawiskami, należącymi do najrozmaitszych, najodleglejszych od siebie dziedzin, sięgnąć do przeszłości, wykryć źródła wielu faktów, które bez tego pozostaną niezrozumiałymi. Praca to nie na jednego człowieka a i dla wielu niełatwa, tym bardziej, że dla pełności obrazu trzeba by wydobyć na światło dzienne wiele faktów, skrzętnie ukrywanych w cieniu.

Stąd wszakże, iż praca ta będzie trudna, nie wynika, żeby się należało przed nią cofać. Tu chodzi o nie byle jakie zagadnienie, o przyszłość całej naszej cywilizacji, która to przyszłość staje przed nami dziś pod znakiem zapytania.

Dopiero, zbadawszy i zrozumiawszy zjawisko, można zająć wobec niego należytą postawę.

Dowiedziawszy się, co w dzisiejszym złym jest przemijające, będziemy wiedzieli, co trzeba przeczekać i czego koniec przyśpieszać. Natomiast tam, gdzie dojrzymy nieunikniony przewrót, trwałą zmianę warunków dziejowych, łatwo zrozumiemy nasze zadania. Do nas należy ocenić tę zmianę, jej wartość dla nas, i jak najlepiej do niej się przystosować, by jak najmniej być jej ofiarą, a jak najwięcej z niej skorzystać dla swego dobra. Chodzi tu zarówno o dobro narodu, dla którego szybko się zmieniają warunki bytu w świecie, jak o dobro jednostek, które w licznych wypadkach - będą musiały dużo się nauczyć i zrozumieć, ażeby w wytwarzających się obecnie warunkach znaleźć dla siebie miejsce w życiu społeczeństwa.

Jednostka przystosowana do życia, umiejąca w nim znaleźć swe miejsce, zużytkować w twórczej czy wytwórczej pracy swe zdolności, jest siłą, składającą się wraz z innymi na potęgę narodu i na jego cywilizacyjną wartość. Jednostka nie przystosowana do danego ustroju życia, nie dająca się w jego pracy zużytkować, wykolejona, jest ciężarem dla narodu, utrudniającym mu zdrowe życie i hamującym jego pochód ku lepszej przyszłości. Liczba takich jednostek, wysadzonych z siodła, rośnie na skutek obecnej katastrofy z przerażającą szybkością we wszystkich krajach naszej cywilizacji i na wszystkich poziomach kultury. Wróży to dla naszego świata tragiczne przejścia - dla niejednego narodu szybką degradację jego roli.

Jeżeli pokoleniu, które się już mocno zrosło z dotychczasowymi warunkami życia, trudno się pogodzić z myślą, że te warunki zanikają, jeżeli przewrót w jego życiu dokonuje się pod przymusem, pod naciskiem twardej konieczności, jeżeli dla mnóstwa ten przewrót jest wielką tragedią, z dnia na dzień coraz większą - to trzeba wszystko zrobić, ażeby inny był los pokoleń nowych, przygotowujących się dopiero do wejścia w życie. Muszą one być tak przygotowane, ażeby w nowych, dziś wytwarzających się warunkach umiały znaleźć dla siebie miejsce, ażeby umiały swą pracą budować pomyślność i potęgę narodu, miast dostarczać mu wykolejeńców, nieszczęśliwych i będących nieszczęściem kraju.

Musi zajść głęboki przewrót w wychowaniu młodzieży. Dokonać go wszakże można we właściwym kierunku tylko wtedy, gdy poznamy we wszystkich jego przejawach i dostatecznie zrozumiemy ten przewrót w życiu, który się obecnie odbywa. Inaczej, w dalszym ciągu dzieci będą wychowywane i młodzież nasza będzie się kształciła do życia takiego, jakie było, a nie do takiego, jakie będzie.

Obecny przewrót, który, jak się zapowiada, znajduje się dopiero w początkach i ma przed sobą długą jeszcze drogę do przebycia, aczkolwiek obejmuje cały świat naszej cywilizacji, w każdym kraju przybiera swoistą postać i w każdym niezawodnie da odmienne w znacznej mierze wyniki.

Nas przede wszystkim obchodzi, czym on jest dla naszej ojczyzny; jednak nie może nam być obojętnym, czym jest dla cywilizacji europejskiej. Zresztą bez zrozumienia jego ogólnego charakteru, nigdy nie ocenimy należycie jego znaczenia dla naszego narodu i nie będziemy zdolni przewidzieć dalszego jego rozwoju.

Nie tu miejsce na wykład o "kryzysie", na powiedzenie nawet tego, co na podstawie dotychczas stwierdzonych faktów można o nim powiedzieć. Tak potężne zjawisko i tak wielkie zagadnienie, które z niego się rodzi, to przedmiot, z którym nie można się załatwić na kilkunastu czy kilkudziesięciu stronicach. Nie jest ono dotychczas gruntownie badane, nie są nawet dokładnie stwierdzone i zsumowane fakty, w których się zjawisko wyraża; z drugiej zaś strony, proces znajduje się w pełnym biegu, każdy nieomal dzień przynosi nowe fakty, nowy materiał do jego poznania i zrozumienia.

Chodzi tu tylko o stwierdzenie, że żyjemy w dobie wielkiego przewrotu, zmieniającego warunki bytu narodów i jednostek, a tym samym zmuszającego nas do przeróbki pojęć o zadaniach, które przed nami leżą. Ten przewrót różnie się wyraża w różnych krajach, skąd wniosek, że nie możemy czekać na wskazówki od innych narodów, za którymi przywykliśmy podążać, ale sami musimy znaleźć drogi dla siebie.

Ważniejszy jeszcze powód do samodzielności w pojmowaniu przewrotu i naszych zadań wobec niego leży w tym, że ma on do zburzenia o wiele więcej na Zachodzie, niż u nas, że jego przebieg musi być tam o wiele trudniejszy, gdyż to, co w nim ginie, o wiele jest potężniejsze i o wiele głębiej zakorzenione w narodach, kroczących dotychczas na czele naszej cywilizacji. Grozi on im stopniową degradacją z zajmowanej dotychczas przez nie pozycji, co ani nie ułatwia im zrozumienia istoty przewrotu, ani nie zachęca do wytyczania dróg nowych, po których innym, młodszym cywilizacyjnie narodom łatwiej będzie naprzód się posuwać.

Zresztą, wszelkie próby wspólnego ratowania się przed katastrofą zawodzą, a beznadziejność zapanowująca w tym względzie doprowadza coraz wyraźniej do głośno już wypowiadanego wniosku, że każdy naród w tej przełomowej dobie musi radzić sobie, jak umie.

Nie możemy tedy dziś marzyć o "spoczynku na łonie wolnej ojczyzny". Żaden bodaj moment dziejowy nie wymagał od nas takiego wysiłku myśli i czynu. Obowiązek tego wysiłku spada przede wszystkim na młodsze pokolenia, raz dlatego, że pokolenia starsze nie były do wielkich zadań wychowane, po wtóre, że myśl ich tak ugrzęzła w pojęciach ubiegłej doby, iż nabycie nowych staje się dla nich bardzo trudne.

Nigdy na młodsze pokolenia nie spadało tak wielkie zadanie, jak w dobie obecnej - zadanie względem swego narodu i względem samych siebie. Nigdy im tak nie groziło, że zgubią się w chaosie zdezorganizowanego życia, w ogromie wyrastających przed nimi, nie rozwiązanych zagadnień.

Doba przewrotu, w którym starsze cywilizacyjnie, potężne narody słabną i maleją, otwiera młodszym i dotychczas słabym widoki na większą rolę w świecie. Do zdobycia wszakże tej roli nie wystarczą im przyjazne warunki zewnętrzne. Trzeba do tego energii zbiorowej narodu i rozumu, tą energią kierującego.

Energia i rozum narodów, to nie są rzeczy przypadkowe. Zjawiają się one tam, gdzie naród jest zwarty, mocno moralnie związany, a giną tam, gdzie tradycyjne węzły narodowe ulegają rozkładowi. Historia dostarcza wielu przykładów, gdzie naród nieliczny i ubogi zdobywał sobie wielkie miejsce w świecie, dzięki temu, że wiązały go wewnątrz ścisłe węzły moralne, które mu dawały potężną wolę i mądrość praktyczną.

Toteż najjaśniejszym zjawiskiem naszego życia jest ten silny prąd w naszych młodszych pokoleniach do budowania życia na tradycyjnych podstawach narodowych, do zacieśnienia węzłów moralnych, czyniących naród zwartą całością, do wymiecenia z życia pierwiastków rozkładu, które duszę narodu plugawią i siły jego paraliżują.

Spotężnienie tego prądu i konsekwentnie prowadzona przezeń praca da narodowi energię i rozum, potrzebne do sprostania wielkim, spadającym nań dzisiaj zadaniom.

Życie naszego narodu w ostatnich pokoleniach ulega potężnym przewrotom, które tak szybko po sobie następują, że nie ma on czasu na przystosowanie się do wytwarzanych przez nie nowych warunków bytu: zaledwie społeczeństwo zaczęło się przeobrażać pod wpływem przemian w jego życiu, przychodzi przewrót nowy i nowe, wytworzone przezeń warunki. Wynikiem tego są instytucje niedokończone, kulejące, niedokończone, niezgrane działania, wreszcie ludzie niedokończeni, niezdatni do sprawnego pełnienia swych obowiązków.

Charakter dzisiejszego przewrotu, zachodzącego w całym świecie, sprawia, że to właśnie niedokończenie wczorajszych przeobrażeń w naszym społeczeństwie ułatwia dziś Polsce przystosowanie się do nowych warunków.

Szybki rozwój handlu w ubiegłej dobie szedł w parze z równie szybkim postępem duchowej komercjalizacji narodów. Odbywała się ona i w naszym społeczeństwie, ale w porównaniu z innymi narodami rozpoczęła się bardzo późno - właściwie dopiero w okresie popowstaniowym. Pozostaliśmy i w tym względzie niedokończonymi.

Dziś świat w tej dziedzinie się cofa: handel upada z o wiele większą szybkością, niż poprzednio wzrastał. Wiele danych wskazuje, że nie wróci on już do tego rozkwitu, w jakim się znajdował w tak niedawnych jeszcze latach. Zbliżają się warunki, do których najtrudniej będzie się przystosować i materialnie, i moralnie narodom najbardziej posuniętym w rozwoju handlu i najbardziej duchowo skomercjalizowanym. To, co było niższością Polski, może się stać jej wyższością, o ile będzie właściwie przez nas zrozumiane i wyrazi się czynnie, w organizacji nowej pracy.

Jest tylko jedna część ludności naszego kraju, dla którego przemiana ta niesie nieodwołalną klęskę. Są to Żydzi, którzy przez samo swe istnienie w Polsce, zwłaszcza w tak olbrzymiej liczbie wytwarzają najcięższe dla niej zagadnienie.

Ten najbardziej skomercjalizowany od niepamiętnych czasów żywioł, który w potężnej mierze się przyczynił do skomercjalizowania Europy, na skutek obecnego przewrotu traci grunt pod nogami. Dziś jeszcze, w tym chaosie, który zapanował w stosunkach handlowych, i w którym obniżył się niesłychanie poziom etyki handlowej, robi on spore zdobycze, opanowuje nowe placówki nie tylko u nas, ale i na Zachodzie. W miarę wszakże, jak poszczególne kraje będą się wydobywały z tego chaosu i nowe warunki bytu będą się uwydatniały, zacznie się szybko zbliżać koniec ich kariery. Będzie to koniec kariery nie tylko handlowej, ale i politycznej. Coraz mniej będzie ludzi, trzymanych przez nich w kieszeni, a tym samym coraz mniej zamykających oczy na niebezpieczeństwo żydowskie dla narodów.

Tak tedy przewrót obecny otwiera przed Polską widoki szybkiego wzrostu jej znaczenia w stosunku do innych narodów, a jednocześnie wejścia na drogę prowadzącą do rozwiązania nierozwiązalnej dotychczas, a tak fatalnej dla losów naszego narodu kwestii żydowskiej.

Zrozumienie tego i płynąca stąd wiara w przyszłość ojczyzny winna w tej trudnej dobie zdwoić naszą energię, naszą zdolność do płodnego czynu.

KONIEC

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści