Ks. Tadeusz Fitych - "Artykuły"

I. Niezapomiane pożegnanie

Na trwałe zapisał się nam w pamięci piątkowy obraz placu przed rzymską bazyliką św. Piotra. Stała tam prosta drewniana trumna ze zwłokami naszego ukochanego Ojca Świętego Jana Pawła II. Jedyną jej "ozdobą" była księga Ewangelii, której karty przewracał wiatr Ducha Świętego (jeszcze przed sześciu laty tak odczytywał podmuchy wiatru Papież znad Wisły), ciągle żywego w Kościele, na znak, że chrześcijanin odchodzący do domu Ojca, był Ewangelią wcieloną w życie, którą z łatwością mógł czytać każdy mieszkaniec naszego globu.

Do ostatniej chwili ziemskiego posługiwania był on wierną ikoną Chrystusa Dobrego Pasterza, dlatego to młodzież i my wszyscy, z wielkim wzruszeniem przyjęliśmy Jego pełne miłości słowa: "szukałem was, a wy przyszliście do mnie, dziękuję wam". Niemal równocześnie pamięć naszej duszy podsuwa nam ważne słowa obietnic samego Chrystusa - «Ja, gdy zostanę nad ziemię [na krzyżu]wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie» (J 12,32) oraz «Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem» (J 14,26).

Zostaliśmy osamotnieni, ale nie pogrążyliśmy się w rozpaczy. Cała Polska, w tym i nasze miasto, z właściwą sobie fantazją i duchową głębią oraz konkretem miłości, na tysiące sposobów żegnała ukochanego Jana Pawła II. Na koniec - w historyczny piątek 8 kwietnia o godzinie 21:37 - Polacy zgasili w swych mieszkaniach światło, a spora ich część ponownie zgromadziła się w kościołach i na placach wokół światła świec mających symbolizować, wdzięczną pamięć, modlitwę, a przede wszystkim niezłomną wolę życia w świetle przesłania i świadectwa jakie pozostawił nam Słowiański Następca Św. Piotra. W dniach umierania Papieża zdradzona w swych solidarnościowych ideałach, umęczona i rozsprzedana Polska ponownie się zjednoczyła. Teraz jest to ponownie inny Naród. To Polska nowej wielkiej nadziei, która wyraźniej niż dotąd słyszy wezwanie: "pójdź za mną" (J 1,43). oraz "nie lękajcie się aby szeroko otworzyć drzwi Chrystusowi". (JP II).

Niezależnie od wiary i wyznania, w sercach mieszkańców Polski drzemie jedno pragnienie. Jest nim przekonanie, że to oddolne przebudzenie się Bożego Ludu, tę nową otwartość, entuzjazm i żywotność należy przekuć na konkretną, wytrwałą i ofiarną miłość oraz odpowiedzialność. Po części czyniono to natychmiast. Bowiem w tych dniach na różne sposoby jednano się pomiędzy sobą i z Bogiem (m.in. pojednanie się dwu krakowskich klubów piłkarskich, metanoia mediów, itd.) oraz składano wiele przyrzeczeń, chcąc swym życiem dopisać kolejne świetlane rozdziały historii Polski, "których nie sposób zrozumieć bez Chrystusa" (JP II). W sumie, dni umierania i czas żegnania Następcy Św. Piotra znad Wisły, to swoista "dziesiąta" - duchowa - pielgrzymka Jana Pawła II do ojczyzny, która zaowocowała wiosną wiary, dzięki działaniu Ducha Świętego wyproszonego i wymodlonego przez Słowiańskiego Papieża. Po raz kolejny zmienił ON oblicze ziemi oraz rozżarzył i na oścież otwarł nasze serca Chrystuowi. Nic dziwnego, iż w naszych sercach rodzi się nowa odpowiedzialność, jak też uzasdnione zatroskanie o ten wielki skarb oraz obawa, aby z upływem czasu, kiedy już wypalą się wszystkie znicze, nie doszło do tego że po raz kolejny będziemy musieli powiedzieć sobie z goryczą "miałeś złoty róg, a ostał ci się jeno sznur"...

II. List - wyznanie

Na prośbę redaktorów i czytelników tygodnika "Krąg" piszę swego rodzaju list będący równocześnie osobistym doświadczeniem, wyznaniem i medytacją. Przedstawiając się skrótowo (więcej zob. www.fitych.org) nadmienię, iż maju 1974 r. w obu najstarszych kościołach Nowej Soli, mieście mojej młodości, jako nowowyświęcony kapłan archidiecezji wrocławskiej sprawowałem swoje pierwsze Eucharystie. Dziś, z wieloma polskimi prezbiterami, mogę więc z wdzięcznością powiedzieć, iż większość mojego 31-letniego posługiwania kształtował charyzmatyczny i świetlany pontyfikat Jana Pawła II.

Kardynała Karola Wojtyłę poznałem już jako seminarzysta. Następnie jako doktorant słuchałem niektórych jego wykładów w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Po czym w Rzymie widziałem go najpierw na Mszy św. otwierającej ostatnie konklawe, a następnie 16 października 1978 r. stojąc przed obeliskiem znajdującym się na placu św. Piotra usłyszałem owe porażające nowością i radością "habemus papam /.../". Po czym po nieprzespanej nocy, chyba jako pierwszy z Polaków, zaniosłem do papieskiej rezydencji w pałacu apostolskim na Watykanie poteżny bukiet czerwonych róż. Przy czym, z racji mej służby na rzecz Kościoła katolickiego w Europie (CCEE), drugą połowę, czyli trzynaście lat pontyfikatu Jana Pawła II i wiele Jego dramatycznych pielgrzymek, przyszło mi już przeżywać w różnych miejscach naszego kontynentu. W całym tym okresie miałem okazję do szeregu osobistych rozmów, bycia w prywatnej kaplicy Papieża i przy wspólnym stole.

Przy nadażającej się sposobności chwili dłuższej rozmowy miałbym ochotę podzielenia się z każdym zainteresowanym najgłębszymi swymi przeżyciami, które przy użyciu klucza wartości ewangelicznych, w indywidulany i subiektywny sposób pozwalają spoglądać na wielki dar posługi i przełomu jaki zaistniał w Kościele i świecie dzięki osobie Jana Pawła II. Naturalnie podziwia Go dzisiaj praktycznie cały świat (bowiem pośrednio również i te kraje które nadal obawiają się oddziaływania Jego charyzmatu), ale nadal wydaje się być niewiele takich osób, które podążają dalej, poza natarczywe pytanie - skąd Papież czerpał tak wielką siłę, moc i światło? W jaki sposób było możliwym że w ciągu jednego ćwierćwiecza ten Zrealizowany Chrześcijanin zmienił się tak głęboko okaleczony i na różne sposoby zniewolony świat? Czy nie otwarł On każdemu człowiekowi drogi prowadzącej do Boga Miłości i powszechnego braterstwa?

III. Godzina Emaus

Spoglądając na Polskę i świat nie sposób nie zauważyć, że stało się, i dzieje się tu coś, co przypomina doświadczenie zawiedzionych, zdezorientowych, sfrustrowanych i zasmuconych uczniów zmierzających do Emaus. Po nieoczekiwanym spotkaniu Jezusa Zmartwychwstałego i rozmowie z Nim, spadły z ich oczu łuski, zrozumieli sens Jego przepowiadania, a więc logikę i moc miłości (czyli, życia na ziemi tak samo jak w niebie), a ich serce napełnione zostało pokojem, radością i odwagą. Na różny sposób mówili, ach! - teraz rozumię... i zaczęli kochać jak Jezus, czyli jako pierwsi, bez wyjątku wszystkich napotkanych, dążąc do tego aby miłość umacniała się i stawała się wzajemną. Tylko w ten sposób mogła się realizować w ich życiu wielka obietnica Jezusa "gdzie dwóch lub trzech zebranych jest w imię moje tam ja jestem pośród nich" (Mt 18,20). Od tej chwili ich życie otrzymało sens, stało się cennym znakiem boskiej kultury dawania i umywania nóg. Tylko w doświadczeniu uczniów z Emaus i w jego konsekwencjach możemy sytuować tak powszechny w naszej rozbudzonej Ojczyźnie głód poznania do głębi stylu życia i orędzia Jana Pawła II, jedynego autorytetu moralnego dzisiejszego świata.

Jest więc oczywistym, że to poruszenie i dotknięcie Ducha Świętego tak silnie odczuwane w naszych sercach w formie głodu prawdy i sensu życia, autentycznej wspólnoty i powszechnego braterstwa, stanowi nie tylko prawdziwy ale i największy skarb i jest ono pierwszym pokłosiem papieskiej posługi Piotra naszych czasów, którego misja sprowadzała się do umacniania wiary braci swoich i bycia narzędziem jedności całej rodziny ludzkiej.

Z drugiej strony w tym co się na polskiej ziemi w tych dniach objawiło, nie sposób nie zauważyć pierwszych oznak "zwycięstwa Maryi", zapowiadanego przez proroczych prymasów. Innymi słowy zwycięstwa odniesionego bez użycia jakiejkowiek broni, siły, podstępu i przemocy. Jest to zwycięstwo dokonane wyłącznie mocą miłości. To Ona Maryja Matka Kościoła jest przecież Matką pięknej miłości, boskiej kultury życia i dobrej rady. Ona Królowa Polski została nam przez Bożą Opatrzność dana "ku pomocy i obronie". To jej tak do końca zaufał Jan Paweł II i w konsekwencji wielokrotnie Jej opiece powierzał Polskę i cały świat.

IV. Nauczanie i styl życia papieża

W tych dniach, jak nigdy dotąd wielka liczby Polaków uzewnętrzniała głęboką potrzebę pogłębionego poznania życia i działalności Karola Wotyły studenta, poety, aktora, teologa i filozofa, duszpasterza, biskupa i umiłowanego papieża Jana Pawła II. Skutkiem czego było wyprzedanie wszystkich jego dzieł i książek biograficznych. Tego nowego zainteresowania papieżem - animatorem ruchu solidarności, sprawcą rozpadu reżimu komunistycznego, upadku muru berlińskiego, człowiekiem wszystkich możliwych dialogów i budowniczym wielu mostów pomiędzy religiami oraz kulturami, a przede wszystkim bratem każdego człowieka poniżanego i ubogiego nie zaspokoiła wyjątkowo cenna posługa diametralnie zmienionych mediów. Nadal drzemie w nas silna wola poznania bliżej Jana Pawła II jako zrealizowanego człowieka i chrześcijanina.

Od ekspertów słyszymy, że treść jego nauczania skrywają opasłe tomy liczące ok. 85 tys. stron. Owszem to prawda, z jednej strony Jego nauczanie jest bardzo bogate, ale z drugiej bardzo proste. Dlatego w naszym przypadku mało przydatnymi będą naukowe syntezy, konkordancje i obszerne wybory tematycznie zestawionych tekstów papieskiego nauczania. Odwołując się do adagium używanego przez pierwszych chrześcijan, głoszącego iż - "Duszą kultury jest kultura duszy" musimy sobie powiedzieć, że jedynym sensownym krokiem będzie w naszym przypadku poznanie najważniejsczych wyznaczników kultury duszy Jana Pawła II, czyli krótko mówiąc duchowości, którą żył tak konsekwentnie. Nic dziwnego że już w chwili pogrzebu licznie zgromadzona w Rzymie młodzież całego świata, wyjątkowo długo i jednomyślnie skandowała "santo, santo, santo...; santo subito". W ten oto sposób sprawdziły się dosłownie słowa papieskiej adhortacji apostolskiej Pawła VI: „człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków, aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami" (Zob. Evangelii Nuntiandi, O ewangelizacji w świecie współczesnym, nr 41). Zanim więc nastąpi formalna kanonizacja Jana Pawła II, co do której nikt nie ma wątpliwości, to już teraz należy Umiłowanego Papieża zaliczyć do kręgu świetlanych biskupów i pasterzy Kościoła pierwszych wieków, którzy mówili o sobie: "karmię was tym czym sam żyję".

V. Wziąć Maryję do domu

Zatrzymajmy się choćby pokrótce nad pierwszym znaczącym punktem duchowości Papieża, jakim jest jego relacja do Maryi Matki Jezusa. W ostatnich dniach naznaczonych pogłębiającą się chorobą, Jego odchodzeniem do domu Ojca, a wreszcie na stronach pozostawionego testamentu Jana Pawła, wyjątkowo często słyszeliśmy i czytaliśmy papieską deklarację miłości i pełnego zaufania okazywanego Maryi wyrażonego w słowach - Totus tubus.

Wiemy dobrze wszyscy, że od wielu stuleci typowym rysem polskiego katolicyzmu był charakter maryjny. Co więcej zwłaszcza w ostatnich dziesięcioleciach piesze pielgrzymki zmierzające na Jasną Górę, do duchowej stolicy Polski, były cennymi rekolekcjami w drodze odradzającymi i jednoczącymi miliony wiernych, przybywających głównie z Polski. Nic dziwnego, że Papież Słowianin niejednokrotnie wyznawał "przybywaliśmy na Jasną Górę aby usłyszeć jak bije serce Narodu w sercu Matki Królowej". Owszem, wielkim bogactwem polskiej literatury, muzyki i sztuki są utwory i dzieła poświęcone Matce Zbawiciela. Czymś jednak zupełnie innym jest czcić Maryję, śpiewać jej pieśni, pielgrzymować do Niej, obecnej w licznych jak gwiazdy na niebie sanktuariach, powierzać jej położenie siebie samego, bliskich i całej Ojczyzny, a czym innym jest być i żyć jak Maryja. Bowiem innymi słowy, być "małą Maryją", znaczy o wiele więcej, wymaga od nas aby poprzez miłość umożliwiać aby Jezus Zmartwychwstały mógł być obecny w naszych rodzinach, szkołach, miejscach. Jednym słowem idzie o to abyśmy tworzyli małe zdrowe komórki naszego społeczeństwa tzw. "ecclesiole" - cząstki żywego, mistycznego Kościoła. To znaczy w końcu przyjąć w dosłowny sposób słowa Umiłowanego Papieża: "Musicie być mocni mocą miłości, która jest potężniejsza niż śmierć...".

Z pewnością zauważamy, że już w tym punkcie duchowości chrześcijańskiej każdy z nas ma jeszcze wiele do zrobienia. Nie miejmy jednak obaw. Wielki europejczyk, św. Bernard z Clairvaux (1091-1153) opat tamtejszego klasztoru cystersów i wielki czciciel Maryi dodaje, i nam Polakom trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa, odwagi i zarazem ostrzega nas mówiąc: "kto nie idzie do przodu ten się cofa". Owe bycie przez Papieża Maryją, w lapidarny sposób przybliżył kard. J. Ratzinger w homili poświęconej rozwojowi wiary i miłości Jana Pawła II. Powiedział on: "Ojciec Święty odnalazł najczystsze odbicie Bożego miłosierdzia w Matce Boga. Straciwszy w młodym wieku swoją matkę, tym bardziej ukochał on Matkę Bożą. Słowa ukrzyżowanego Pana odczuwał on jako wypowiedziane do niego osobiście: "oto Matka twoja!" I uczynił tak, jak umiłowany uczeń Pana: (J 19,27) - przyjął Ją w pełni swego wnętrza - Totus Tuus. Od matki nauczył się upodabniać się do Chrystusa".

Widzimy jak bardzo owocną okazała się odpowiedż - totus tuus i przyjęcie Maryi do swego domu oraz pobyt w swego rodzaju "maryjnej szkole miłości" zarówno w przypadku apostoła Jana, jak też i Słowiańskiego Papieża. W przypadku pierwszego jego Ewangelia oraz listy promieniują wyjątkową głębią, światłem, doświadczeniem i boską logiką miłości. Z kolei u Jana Pawła II, to Jego prostotę, urzekające piękno człowieka zrealizowanego i radykalizmu posługi nie trzeba nam długo komentować, bowiem wielokrotnie cieszyły się tymi wartościami nasze oczy i serce i co więcej, już jesteśmy duchowymi dziećmi Jego pontyfikatu. Należy jednak dobitnie podkreślić, że to ważne doświadczenie Papieża, wypływające z przyjęcia Maryi pod dach swego domu jest możliwe dla każdego chrześcijanina. Z tego to wzgłędu proponuję, aby na wzór Papieża wziąść Maryję na wszystkie ścieżki swego życia i wstąpić do Jej "szkoły miłości". Wówczas mamy większą gwarancję, że obficie zaowocują w nas słowa kolejnej obietnicy Jezusa: "Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie" (J 14,21).

Dodajmy, iż Jan Paweł II wielokrotnie wyznawał, że w pielęgnowaniu synowskiej więzi z Matką Słowa Wcielonego pomogły mu dwa największe dzieła św. Ludwika Marii Grignion de Montfort, poświęcone Matce Jezusowej. Były to Tajemnica Maryi oraz Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny (jedno z ostatnich wydań -Toruń 1996). Z tego względu gorąco zachęcam każdego do ich uważnej lektury i medytacji. Książki te są nadal aktualnym i cennym vademecum służącym rozwijaniu osobistej więzi i przyjaźni z Jezusa i naszą Matką. Co więcej, są one dostępne w języku polskim (niektóre ich fragmenty znajdziemy nawet w internecie) i mają wiele wznowień i wydań.

Drugą drogę ułatwiającą nam przyjęcie Maryi do swego domu, możemy znaleźć pytając odpowiedzialne nowe zatwierdzone, i obecne również w Polsce, ruchy katolickie (m.in. "Comunione e liberazione", "Focolari", Neokatechument", "Schönstadt", "Światło i Życie" itd.) jak w świetle ich duchowości można we współczesnym świecie i w codziennych warunkach żyć Maryją? Ufam, że szczera wymiana tego typu doświadczeń posłuży wzajemnemu ubogaceniu nas wszystkich.

Zdając sobie sprawę, że wśród naszych Rodaków nie wszyscy otrzymali dar wiary, dodam, że w przypadku tych osób aktualnym drogowskazem pozostaje obowiązująca wszystkich ludzi złota reguła głosząca: "nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe". Ponadto źródłem dodatkowego światła i umocnienia na drodze rozwijania kultury dawania i cywilizacji miłości, będą wszystkie zdrowe publikacje, w których można odnaleźć autentyczne "ziarna odwiecznej Prawdy". Z pewnością do literatury tego typu zaliczyć należy książki powszechnie uznanych myślicieli i filozofów reprezentujących kierunek personalizmu, jak też biografie wybitnych, w pełni zrealizowanych ludzi różnej profesji i narodowości. Bowiem każdy człowiek został stworzony jako dar jeden dla drugiego. Ponadto będąc niepowtarzalnym odbiciem Jedynej Prawdy i Dobra, ma on możność podarowania innym tego, co w nim jest nabardziej dojrzałe i prawdziwe.

Mój list pragnę zakończyć najpierw gratulacjami składanymi wszystkim nowosolanom za wielką kulturę duszy i tak liczne oraz wspólnotowe pożegnanie Jana Pawła II;dziękuję każdemu z Was za uważną lekturę mego listu i przyjęcie mego doświadczenia i z całego serca życzę niechaj nasze miasto (które ma tak ewangeliczną nazwę!), wraz z całą Polską, w szybkim tempie staje się krajem w którym Ewangelia (czyli kultura miłości Trójjedynego Boga) z całą swą głębią, bogactwem oraz wyzwalającą i odnawiającą mocą, w konsekwentny sposób staje się światłem życia każdego z nas. Jedynie wówczas Ukochany Papież, stojący w oknie bożego domu, rozpozna w nas swoją tożsamość i w pełni się rozraduje. A więc "wstańmy i chodźmy" (Mk 14,42).

Z bratnimi pozdrowieniami

ks. prałat dr Tadeusz Fitych, Augsburg, 10.IV.2005 r.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści